Zbigniew Seifert

Człowiekiem Światła


Jeden z najbardziej oryginalnych i z całą pewnością najważniejszych polskich muzyków jazzowych. Ernst Berendt powiedział Zbigniew Seifert (...) należy do grona muzyków, dzięki którym o jazzie polskim mówi się w świecie tak wiele dobrego. Urodzony w Krakowie 7 czerwca 1946 roku, zmarł 15 lutego 1979 roku w Buffalo.

Jego pierwsze kontakty z muzyką rozpoczęły się we wczesnym dzieciństwie. Już jako sześciolatek grał na skrzypcach, a w szkole średniej na saksofonie altowym. W Liceum zaczęła się jego pasja do muzyki jazzowej, z którą postanowił związać się na całe życie. Był jednym z najbardziej utalentowanych studentów szkoły muzycznej im.  Fryderyka Chopina w Krakowie oraz Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Krakowie, którą z wyróżnieniem ukończył w klasie skrzypiec w 1970 r.

Do muzyki jazzowej zawiodła go wielka fascynacja muzyką Johna Coltrane'a. W połowie 60. lat założył nawet własny kwartet w znacznej mierze wzorowany na słynnym coltrane'owskim combo. Niedługo potem, w 1968 r. wszedł do składu grupy Tomasza Stańki, z którą grał nieprzerwanie do 1973 r. W tym czasie ostatecznie porzucił saksofon altowy na korzyść skrzypiec. Jeszcze w trakcie współpracy z Stańką Seifert rozpoczął rozwijać własne koncepcje grania jazzu i tworzyć własne zespoły. 

Warto w tym momencie wspomnieć kwartet zaprezentowany w 1968 r podczas wrocławskiego festiwalu Jazz nad Odrą, z Janem Gonciarczykiem - kontrabas, Janem Jarczykiem – fortepian i Januszem Stefańskim – perkusja. To z tym zespołem rok później Seifert zdobył laur zwycięzcy w kategorii zespołowej, a jako solista drugą nagrodę indywidualną. W tym samym roku, z tym samym kwartetem wystąpił podczas węgierskiego festiwalu Nagykőrős, gdzie jednogłośnie uznany został za najlepszego instrumentalistę. Autorski kwartet Seiferta często koncertował w Europie zachodniej, zwłaszcza w RFN. 

Seifert stawał się ważną postacią także i europejskiej sceny, a kontrakty koncertowe realizowane za granicą doprowadziły go do nawiązania szerokich kontaktów z europejskimi muzykami. Zaczął pojawiać się w zespołach Alberta Mangelsdorffa, grywać z Joachimem Kühnem, Chrisem Hinze, Wolfgangiem Daunerem oraz zwrócił na siebie uwagę jazzmanów amerykańskich Charliego Mariano czy wielkiego McCoya Tyner.

Pojawienie się na europejskiej scenie jazzowej tak oryginalnego improwizatora i doskonałego pod względem technicznym instrumentalisty zaowocowało w końcu pojawieniem się propozycji płytowych. W kolejce po muzykę Seiferta ustawiali się managerowie z Capitol Records oraz wielcy promotorzy jazzu w Europie, jak Joachim Ernst Berendt – który w tym czasie właśnie postanowił zaistnieć na rynku jazzowym także jako wydawca płyt.

To dla jego powstającej wówczas wytwórni MPS Records (Musik Production Schwarzwald) Seifert zdecydował się nagrać swój pierwszy zagraniczny album sygnowany własnym nazwiskiem. Tak powstała płyta "Man Of The Light" album, który otworzył Seifertowi drogę za ocean. Nazwisko polskiego wirtuoza można było zobaczyć na afiszach m.in. Monterey Jazz Festiwal, gdzie wystąpił wspólnie z legendarnym współzałożycielem Modern Jazz Quartet, pianistą i kompozytorem Johnem Lewisem. W USA prędko rozeszła się wieść o wybitnym skrzypku z Europy, który gra na skrzypcach, tak jakby grał John Coltrane, gdyby był skrzypkiem.

W USA Seifert poznał kolejnych słynnych muzyków i wkrótce zaczął z nimi nagrywać. Lista jest prawdziwie imponująca: John Scofield, Eddie Gomez, Jack De Johnette Richie Beirach i Nana Vasconselos na jednej z najważniejszych seifertowskich płyt zatytułowanej "Passion  of Zbigniew Seifert",  Michael i Randy Brecker, Philipe Catherine, John Fadis ("Zbigniew Seifert") czy formacja Oregon na albumie  Violin" . 

Doskonale zapowiadającą się wielką światową karierę gwałtownie przerwała choroba. W kwietniu 1976 roku dowiedział się o swojej chorobie nowotworowej. Od tej pory zaczął się swoisty wyścig z czasem. Zbyszek mimo niezwykle trudnej sytuacji do końca się nie poddawał i mocno wierzył w swoje wyzdrowienie, snując dalsze plany artystyczne, nawet w momencie, kiedy choroba zaatakowała mu na parę miesięcy rękę. Napisał wtedy do Janusza Stefańskiego: Janusz, już jest dobrze, mogę już poruszyć ręką na dziesięć-piętnaście centymetrów. Będę musiał grać na saksofonie. Ale grać będę.

Walkę z nowotworem toczył Seifert dzielnie i z zadziwiającą pogodą ostatecznie przegrał . W nocy z 14 na 15 lutego 1979 roku w Szpitalu Onkologicznym w Buffalo Zbigniew Seifert zmarł po dwóch operacjach na zawał serca.

Postać Zbigniewa Seiferta jest niezwykle ciekawa i barwna. Jego niepowtarzalny styl odcisnął niezatarte piętno na skrzypcowym wykonawstwie jazzu. Oprócz tego, że był niezwykłym muzykiem, Seifert był również wspaniałym człowiekiem. Jak wyraził się J. E. Berendt: Ten, kto pisze o Zbigniewie Seifercie, musi napisać także o Seifercie człowieku ludzkim, uczynnym, skromnym; o jego wrażliwości, którą my na zachodzie odczuwamy jako polską w najlepszym tego słowa znaczeniu oraz dalej McCoy Tyner był dla Zbyszka «Człowiekiem Światła» (Man of the Light). Jemu poświęcił on pierwsze nagranie na płycie, wydaną dla wytwórni MPS. Dla nas z kolei, przyjaciół Zbyszka, «Człowiekiem Światła» był właśnie on sam.



Na podstawie: zbigniewseifert.org, jazzarium.pl
Joachim Ernest Berendt, Żegnaj Zbyszku, (w: ) Jazz Forum Nr 12 3/1979
olonica, Zbigniew Seifert romantyk na tropach Coltranea, (w: ) Jazz Forum Nr 48 4/1977
Seifert rozmowa z Januszem Stefańskim i Tomaszem Stańko; (w: ) Jazz, 1979 nr 5




TROCHĘ KULTURY - INDEX





facebook