SWP





   Polska




 2021-03-04 Mamuary Jeremiego Przybory

17 lat temu odszedł Jeremi Przybora. Tu powinien się więc pojawić mniej lub bardziej standardowy życiorys, ale tym razem tak nie uczynimy. Oddamy głos Panu Jeremiemu, z szacunku dla kultury która powoli odchodzi do historii.

"Mój życiorys mógłby się komuś wydać jednym pasmem dobroczynnych interwencji Opatrzności. Lecz chociaż przyznaję, że - pominąwszy to i owo - moje życie było w sumie szybkie, łatwe i przyjemne, nie sądzę bym, jak na przykład pewna moja ciotka, był ulubieńcem Nieba. (...) Nigdy nie tłumaczyłem sobie w ten sposób żadnego pomyślnego faktu w moim życiu. Nie pozwalały mi na to wrodzona skromność oraz obserwacja losów bliźnich. Nie wynikało z niej bowiem, by nawet tych dużo bardziej ode mnie wartościowych spotykało szczególnie życzliwe zainteresowanie Czynników Nadprzyrodzonych. Przeciwnie - jeżeli już spotyka, to raczej nieżyczliwe. A więc nie Opatrzności, a Opaczności. (...) I cokolwiek spotkało mnie pomyślnego, zawdzięczam to - moim zdaniem - oku tej drugiej. To znaczy temu konkretnie, że na ogół przymykało się na mnie, nie zwracając na moją osobę szczególnej uwagi." - pisze Jeremi Przybora w "Przymknięte oko Opaczności. Memuarów części wszystkie".

Coś więcej niż wspomnienia

W Prologu do trzytomowych memuarów Jeremiego Przybory „Przymknięte oko Opaczności”, ubrana w czarną jedwabną sukienkę i biały fartuszek pokojówka Kazia prowadzi Jeremiego przez korytarze Hotelu Pod Orłem w B. [Bydgoszczy] do apartamentu nr 113, gdzie zatrzymał się jego ojciec. Idą wzdłuż szpaleru butów: damskich pantofelków, męskich półbutów i kamaszy a nawet wysokich butów do konnej jazdy, wystawionych do wyczyszczenia. To sen rzecz jasna, ale sen przenoszący Jeremiego w czasy przedwojenne, przenoszący w lata dzieciństwa i młodości, które ukształtowały go jako człowieka. Wychowywany na panicza, do końca życia zachował kindersztubę, a najsłynniejsze jego przedsięwzięcie: realizowany wraz z Jerzym Wasowskim „Kabaret Starszych Panów”, nosi wyraźne piętno stonowanej elegancji czasów przedwojennego ziemiaństwa.

Zawieszony między jawą a snem Prolog jest zapowiedzią takich właśnie wspomnień w części pierwszej memuarów, wspomnień z lat najwcześniejszych, gdzie cezurą jest ewakuacja Warszawy na początku września 1939 roku. Jeremi przywołuje wspomnienia swoich rodziców o dziadkach, ze strony ojca, których nie zdążył poznać, wspomina babcię ze strony swojej mamy, po której odziedziczył talent zabawy słowem, siostrę, brata, rozwód rodziców, przywiązanie do macochy, pierwsze fascynacje kobiecością, lata spędzone w majątku kupionym przez jego ojca w Miedzyniu pod Bydgoszczą, studia w Szkole Głównej Handlowej i na anglistyce na Uniwersytecie Warszawskim, pierwszą pracę jako korepetytora syna arystokraty, Sierioży Chreptowicza-Butieniewa w Szczorsach nad Niemnem, a wreszcie pracę spikera w Radiu.

Druga część memuarów zawiera wspomnienia z czasów II wojny światowej aż po czasy powstawania Kabaretu Starszych Panów. Jeremi Przybora wspomina młodzieńcze małżeństwo ze śpiewaczką Marią Burską, czasy wojny w okupowanej Warszawie, Powstanie 1944 roku i exodus ze stolicy, powojenne czasy pracy w Rozgłośni Pomorskiej Polskiego Radia w Bydgoszczy, przenosiny do rozgłośni warszawskiej, rozwód z pierwszą żoną i drugie małżeństwo (z Jadwigą Berens).

Trzecia część memuarów zatytułowana „Zdążyć z happy endem” przenosi nas kolejno w lata 60., 70., karnawał Solidarności i lata wolnej Polski aż po 1998 rok. Przybora wspomina sukcesy Kabaretu Starszych Panów, klapę filmu „Upał”, do którego napisał scenariusz, kolejne realizacje dla TV i Radia, męczący romans z nie nazwaną z imienia i nazwiska, lecz pozostającą w domyśle, Agnieszką Osiecką i wreszcie poznanie ostatniej miłości swego życia, Alicji Wirth i lata szczęśliwego z nią związku, a także perypetie przy budowie daczy w Pacewie, gdzie oboje z Alicją spędzali czas od wiosny do schyłku jesieni.

Równolegle z własnymi wspomnieniami Jeremi Przybora przytacza w każdej części swoich memuarów wspomnienia dotyczące żony Alicji, z która przeżył ponad 30 lat. Wspomnienia nie tylko z czasów, kiedy ją znał, ale i te wcześniejsze, kiedy jak ją nazywał „Alicja jeszcze daleka”. „Mistrzostwo polega na tym, że nie widać szwów” - mówiła o twórczości Jeremiego Przybory Wisława Szymborska. I takie są też memuary Przybory, pełne delikatnego humoru, dyskretnego, autoironicznego przyznawania się do rozmaitych „grzeszków”, niewymuszonej elegancji słowa, z raz po raz wtrącaną francuszczyzną czy łacińskimi sentencjami – widomymi oznakami przedwojennego wykształcenia, którego nie zdołał zatrzeć PRL.

Jeremi Przybora, „Przymknięte oko Opaczności. Memuarów części wszystkie”, Znak, Kraków


Informacja: Polonijna Agencja Informacyjna







W przypadku kopiowania materiału z portalu PAI

zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło: Polonijna Agencja Informacyjna, autora - jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.

Licencja

Treści zamieszczone w Polonijnej Agencji Informacyjnej są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowa. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Materiały powstały w ramach zlecania przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów zadań w zakresie wsparcia Polonii i Polaków za granicą w 2020 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie materiałów, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji i o posiadaczach praw.



SZUKAJ INNYCH WIADOMOŚCI POLONIJNYCH



NAPISZ DO REDAKCJI - PODZIEL SIĘ WIADOMOŚCIĄ