SWP





   Polska




 2021-06-15 Pierwszy transport

Za datę rozpoczęcia funkcjonowania obozu Auschwitz uważa się datę przybycia do niego pierwszego transportu 728 polskich więźniów politycznych z więzienia w Tarnowie, czyli 14 czerwca 1940 roku.

Większość wśród nich stanowili uczniowie gimnazjalni, studenci, wojskowi, aresztowani jesienią 1939 oraz zimą i wiosną 1940 roku na terenie Słowacji i w różnych miejscowościach południowej Polski (w okolicach Zakopanego, Nowego Targu, Nowego Sącza, Sanoka, Baligrodu) podczas próby przekroczenia granicy polsko-słowackiej. Niemcy nazywali ich „turystami” lub „granicznikami”.

Byli to m.in.: Kazimierz Albin (nr 118) i jego brat Mieczysław (nr 116), Jerzy Bielecki (nr 243), Henryk Kasia (nr 666) i jego brat Zygmunt (nr 164), Tadeusz Pietrzykowski (nr 77), Aleksander Martyniec (nr 644), Alfred Przybylski (nr 471) i inni. Razem z „turystami” przywieziono do Auschwitz wielu organizatorów przerzutu na teren Węgier ochotników do wojska polskiego, wśród których byli przewodnicy górscy i liczni członkowie organizacji konspiracyjnych, np. działającej na Sądecczyźnie Organizacji Orzeł Biały oraz powstałego jesienią 1939 roku Związek Walki Zbrojnej. Do tego ostatniego należeli Tadeusza Paolone (w obozie Lisowski, nr 329) i Antoni Suchecki (nr 595), których rozstrzelano w obozie pod Ścianą Straceń. 14 czerwca 1940 roku więźniami Auschwitz zostali m.in.: znakomity polski sportowiec i olimpijczyk Bronisław Czech (nr 349), kilkakrotny mistrz Polski w konkurencjach narciarskich, aresztowany za udział w ruchu oporu, zmarł w obozowym szpitalu; Józef Chramiec-Chramiosek (nr 101), reprezentant Polski w narciarstwie klasycznym w latach 1932-1936, rozstrzelany w obozie; artyści malarze: Jan Komski (w obozie Baraś, nr 564) i Jan Gąsior Machnowski (nr 724).

14 czerwca 1940

14 czerwca przybyła do Auschwitz także liczna grupa młodzieży (wśród nich harcerze) aresztowanej wiosną 1940 roku w ramach realizacji zarządzonej przez gubernatora GG Hansa Franka Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej (Aussenordentliche Befriedungsaktion − AB) wymierzonej przeciwko polskiej inteligencji. Wśród nich byli m.in.: Stanisław Ryniak (nr 31), Mieczysław Ciepły (nr 35) – zginął w obozie; bracia Barańscy: Stanisław (nr 132) i Emil (nr 377) – obydwaj w maju 1945 roku zginęli na zatopionym statku „Cap Arcona”; Edward Galiński (nr 531) – powieszony w obozie po nieudanej ucieczce z więźniarką Żydówką Malą Zimetbaum, która również zginęła, Wiesław Kielar (nr 290) czy Jerzy Bogusz (nr 61).

W transporcie tym znalazły się także osoby ujęte podczas łapanek ulicznych, wśród nich: Bronisław Cynkar (nr 183), Roman Grabowski (nr 59) − zginął w obozie, Kazimierz Misiewicz (nr 706), Wiktor Grochala (nr 738), Janusz Pogonowski (w obozie Skrzetuski, nr 253) – powieszony w obozie czy Kazimierz Wałoch (nr 520) − zginął w obozie i inni.

Sporą część spośród więźniów pierwszego transportu stanowili uczniowie gimnazjalni i studenci. Wśród pozostałych starszych wiekiem znajdowali się ludzie różnych zawodów: nauczyciele: np. Stanisław Mróz (nr 107) – zginął w obozie; Julian Wykus (nr 184) – zginął w Mauthausen; prawnicy: np. Tadeusz Krupiński (nr 224), Julian Lachendro (nr 265), Stanisław Chmiel (nr 340) – zginęli w obozie; księża: Władysław Wolko (nr 80), Stanisław Węgrzynowicz (nr 340) – zginął w obozie; ziemianie: np. Józef Baltaziński (nr 749); sportowcy: m.in. Tadeusz Pietrzykowski – bokser, wicemistrz Polski i mistrz Warszawy w wadze koguciej; wojskowi: Jan Sworzeń (nr 56), Lucjan Kazimierczak (nr 444) – obydwaj rozstrzelani w obozie; lekarze: Stefan Pizło (nr 333) – zginął w obozie, Edward Nowak (nr 447) – zginął w KL Lublin – Majdanek; muzycy m.in. Czesław Sowul (nr 167), późniejszy członek orkiestry obozowej, a także rzemieślnicy. Co najmniej 11 więźniów było pochodzenia żydowskiego. (Przed rozpoczęciem realizacji masowej zagłady Żydów byli oni kierowani do Auschwitz na podstawie obowiązujących zarządzeń, z zastosowaniem „aresztu tymczasowego”).

Wspomnienia

Fragmenty wspomnień byłego więźnia Tadeusza Niedzielskiego (nr 423), aresztowanego w Sanoku i poprzez więzienia w Sanoku i w Tarnowie deportowanego do KL Auschwitz:

Tegoż dnia, tj. 14 czerwca 1940 r., o godzinie 12 pociąg wjechał na stację Oświęcim i powoli posuwał się ze stacji na bocznicę kolejową prowadzącą do kilku wysokich gmachów. [...] Budynek, przed którym zatrzymał się pociąg, otaczał podwójny płot z drutu kolczastego wysoki do 2 m, tworzący kwadrat o boku około 30 m. Za płotem stały wysokie budki strażnicze zbudowane z desek i wymierzonymi na budynek lufami karabinów maszynowych. Przy każdym karabinie maszynowym stało po 2 esesmanów. Takie same [...] z karabinami maszynowymi rozrzucone były gęsto po obu stronach na całej długości pociągu, z tym że esesmani ci znajdowali się w pozycji leżącej. Wewnątrz ogrodzenia, przed wejściem do budynku, stało kilkunastu mężczyzn w pasiastych strojach i okrągłych czapkach na głowach. [...] Tłumaczyliśmy sobie, że są to marynarze niemieccy – więźniowie. [...] Tymczasem z pociągu wysiedli najpierw esesmani i policja niemiecka w zielonych mundurach i zaczęli nas wypędzać z wagonów. Przy tym pomagali im dzielnie „owi marynarze niemieccy”, popychając i bijąc po głowach. Wpędzono nas za druty i ustawiono w szeregach po dziesięciu, tworząc grupy setkowe, bijąc przy tym gdzie popadło i czym się dało, kijem, kolbą karabinu, pięścią oraz szczując psami policyjnymi. Następnie jeden z oprawców w pasiakach […] zaczął odczytywać nazwiska wszystkich więźniów. Wywołani znikali w budynku. Tu oczekiwali już na nas niemieccy więźniowie [...] przyjmując nas ponownie biciem, kopaniem przy akompaniamencie niesamowitych krzyków. Następnie wpędzili do piwnic, gdzie oddawaliśmy wszystkie pakunki i rzeczy prywatne, pozostając tylko w ubraniu. Tu znowu nastąpiło masakrowanie więźniów, ponieważ nie wszyscy chcieli rozstać się z resztą prowiantu. Ostrzyżono nam głowy i dano każdemu do ręki mały kartonik z numerem. Otrzymałem numer 423. Pod tym numerem zarejestrowany popędziłem szybko na górę do jednej z sal zasłaną słomą. Byłem pewny, że odpoczniemy po podróży, ale myliłem się. [...] Oprawcy wpadli na salę i poczęli nas „gimnastykować”. Szybko padały rozkazy „padnij”, „powstań”, powtarzające się w nieskończoność. A my, jak tresowane zwierzęta, wykonywaliśmy je. Powstał niesamowity kurz zatykający dech w piersiach i dziurki w nosie.Od dnia przyjazdu, tj. 14 czerwca 1940 roku, rozpoczęło się życie obozowe.

Więźniów pierwszego transportu umieszczono w budynku przedwojennego Polskiego Monopolu Tytoniowego. Wraz z przyległym do niego podwórzem otoczony był ogrodzeniem z drutu kolczastego, w narożnikach którego stały drewniane budki strażnicze. Gdy pociąg skierowany został z głównej stacji na bocznicę kolejową wiodącą w pobliże budynku, więźniowie przez okna wagonów ujrzeli ustawionych wzdłuż torów uzbrojonych esesmanów i stanowiska karabinów maszynowych. Po obydwu stronach drogi stali niemieccy więźniowie kryminalni, ubrani w pasiaste spodnie, granatowe bluzy i berety, z pałkami w rękach.

Wśród bicia i krzyków wypędzono więźniów z wagonów i pognano na podwórze budynku Monopolu, gdzie nastąpiło ich „przyjęcie”, które opisał w swoich wspomnieniach Jerzy Bielecki:

Pod pozorem formowania rzekomo ciągle nierównych szeregów [esesmani – przyp. red.] rozdzielali uderzenia na wszystkie strony. Bili po twarzach, po głowach, plecach i rękach. Kopali w brzuch, w nerki, w golenie nóg. Chodzili wolno pomiędzy wyprężonymi na baczność, sterroryzowanymi więźniami, wyszukując nowe ofiary dla swoich zbrodniczych poczynań. Stale dochodziły głuche odgłosy uderzeń, zmieszane często z jękami maltretowanych. Bukowe kołki raz po raz unosiły się w górę. Słabsi padali ogłuszeni i dostawali się w zasięg okutych butów. Krew, mieszająca się z potem, plamiła koszule i bluzy [...] Dopiero się zaczęło, a już niektórzy nie byli w stanie ustać o własnych siłach: głód, brak wody i to bicie sprawiały, że ludzie, ongiś zdrowi i silni, stali dziś u krańca wytrzymałości fizycznej.

Źródło: Jerzy Bielecki, Pierwszy transport (w:) Wspomnienia, Oświęcim 1965, s. 23.

Sterroryzowani więźniowie musieli wysłuchać przemówienia pierwszego kierownika obozu SS-Hauptsturmführera Karla Fritzscha, z którego dowiedzieli się, że są więźniami obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie mają prawo żyć nie dłużej niż trzy miesiące, księża miesiąc, a Żydzi dwa tygodnie. Następnie kilkakrotnie sprawdzono listę więźniów, odebrano im rzeczy osobiste oraz żywność i zapędzono do piwnic budynku, gdzie zostali poddani kąpieli i dezynfekcji. Tam ostrzyżono im włosy. Z kolei przy ustawionych na podwórzu stołach zarejestrowano nowo przybyłych, spisano ich personalia i wykonywany zawód. Każdy więzień oznaczony został kolejnym numerem obozowym oraz czerwonym trójkątem – symbolem więźnia politycznego. Tym więźniom, którzy doczekali wiosny 1943 roku, numery wytatuowano na lewym przedramieniu.

Były więzień Bogumił Antoniewicz (nr 517) wspomina:

Wszystkie opisane czynności odbywały się przy akompaniamencie krzyków esesmanów i kapów, przypominających ryk dzikich zwierząt. Nawet nieliczni spośród nas, którzy znali język niemiecki, nie mogli zrozumieć wydawanych w takiej formie rozkazów. Tym straszliwym wrzaskom towarzyszyło przez cały czas bicie. Kapowie walili w nas na oślep, gdzie popadło. Biegaliśmy po podwórzu zupełnie ogłupiali, zastraszeni, niezdolni pojąć, co się z nami dzieje i czego się od nas wymaga.

Źródło: APMA-B. Zespół Oświadczenia, t. 74, k. 161.

Więźniów podzielono na grupy i ulokowano w kilku salach mieszczących się na parterze i piętrze budynku. Podłoga sal wysłana była cienką warstwą słomy. Pierwszą obozową noc więźniowie spędzili w straszliwym tłoku i zaduchu, gdyż okna musiały być szczelnie zamknięte. Do sal, z których dochodziły głosy rozmów, wpadali esesmani, terroryzując więźniów krzykami i biciem oraz zmuszając ich do wykonywania długotrwałych ćwiczeń. Wartownicy na wieżach strażniczych strzelali w stronę okien, które z uwagi na zaduch, więźniowie próbowali w nocy uchylić mimo zakazu. Potrzeby fizjologiczne można było załatwiać jedynie do ustawionych na korytarzu beczek. Ponieważ było ich zbyt mało, szybko się zapełniły, a ich zawartość wylewała się na zewnątrz, co było powodem dodatkowych kar.

Ze wspomnień byłego więźnia Tadeusza Niedzielskiego (nr 423):

Oprawcy wpadli na salę i poczęli nas „gimnastykować”. Szybko padały rozkazy „padnij", „powstań”, powtarzające się w nieskończoność. A my, jak tresowane zwierzęta, wykonywaliśmy je. Powstał niesamowity kurz, zatykający dech w piersiach i dziurki w nosie […] Przyciśnięty do ściany nieznacznie opóźniłem się w powstaniu ze słomy. Zauważył to esesman „Laluś”. Przybiegł do mnie, rzucił na słomę i począł ze straszną furią okładać mnie pięścią, pejczem, kopać nogami w głowę, plecy, brzuch, gdzie popadło […] Zamknąłem oczy. Straciłem na moment zdolność myślenia, nie zdając sobie sprawy, jak długo trwała już ta operacja. Słyszałem tylko krzyki zwyrodnialca i jego sapanie. Świadomość wróciła z chwilą ustania uderzeń. Podniosłem się. Straciłem orientację, gdzie stałem. Zawrót głowy nie pozwolił mi w pierwszej chwili na tyle skoncentrować myśli, bym mógł wrócić na miejsce poprzednie. Nogi pod wpływem strachu uniosły mnie zupełnie w odwrotnym kierunku, podporządkowując się automatycznie dalszym komendom, wydawanym przez tego esesmana ochrypłym od ciągłego krzyku głosem. Bezkonkurencyjny w swoich wyczynach okazał się Oberscharführer Palitzsch. Po prostu szalał w tym tumanie kurzu. Pędził nas z kąta w kąt, bijąc i kopiąc znajdujących się najbliżej niego. Stale myślałem, by się nie znaleźć w jego zasięgu […] Noce były straszne […] Ale dnie stawały się jeszcze większą kaźnią.

Źródło: APMA-B. Zespół Wspomnienia, t. 76, k. 16-19.


Informacja: Polonijna Agencja Informacyjna







W przypadku kopiowania materiału z portalu PAI

zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło: Polonijna Agencja Informacyjna, autora - jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.

Licencja

Treści zamieszczone w Polonijnej Agencji Informacyjnej są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowa. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Materiały powstały w ramach zlecania przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów zadań w zakresie wsparcia Polonii i Polaków za granicą w 2020 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie materiałów, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji i o posiadaczach praw.



SZUKAJ INNYCH WIADOMOŚCI POLONIJNYCH



NAPISZ DO REDAKCJI - PODZIEL SIĘ WIADOMOŚCIĄ

ODWIEDZIŁO NAS DOTYCHCZAS 3321252 OSÓB