SWP





   Polska




 2021-06-15 Kwarantanna w Auschwitz

14 czerwca 1940 roku przybył do Auschwitz pierwszy transport polskich więźniów. 15 czerwca zaczął się dla nich okres tzw. kwarantanny wstępnej. Miała ona wdrożyć nowo przybyłych (nazywanych zugangami) do obozowych rygorów, sterroryzować i zmusić ich do bezwzględnego posłuszeństwa. Codziennie po apelu porannym wypędzano więźniów na podwórze. Tam w tumanach kurzu, przez cały dzień, na komendę esesmanów i kapów musieli ćwiczyć „padnij”, „powstań”, skakać „żabkę”, czołgać się, a także trenować tzw. niedźwiedzi chód („Bärengang” – polegał na kroczeniu z dłońmi ujmującymi kostki nóg). Najlżejszą formą ćwiczeń był marsz wokół podwórza.

Ćwiczenia prowadzili – najczęściej na zmianę – esesman Plagge, nazywany przez więźniów „Fajeczką”, jeden z kierowników obozu SS-Untersturmführer Maier („Laluś”) oraz Rapportführer Palitzsch. W przerwach między ćwiczeniami uczono więźniów niemieckich piosenek, form meldowania i odmeldowywania się, jak też regulaminowego sposobu nakładania i zdejmowania czapek – co wyglądało groteskowo, gdyż więźniowie ich w tym czasie jeszcze nie mieli. Nauką śpiewu kierował zazwyczaj Leo Wietschorek. Gdy tylko zorientował się, że któryś z więźniów źle wymawia słowa piosenki, śpiewa za cicho lub symuluje śpiew, bestialsko go bił.

Wspomnienia z kwarantanny

Były więzień Wiesław Kielar (nr 290) tak charakteryzuje okres kwarantanny:

Program dnia mieliśmy niezwykle urozmaicony. Starali się już o to kapowie i esesmani. Prześcigali się w wynajdywaniu najrozmaitszych tortur. Całymi dniami uprawialiśmy „sport”: hüpfen, rollen, tanzen, kniebeugen. Jeśli „hüpfen”, to kilkadziesiąt metrów wzdłuż placu i z powrotem. Jeśli „rollen” – to tam, gdzie był największy kurz. „Tanzen” dla odprężenia i żeby było śmieszniej, „kniebeugen” – na tempo eins, zwei, drei do pełnego wyprostowania się, a następnie z powrotem aż do przysiadu. Nogi drżały ze zmęczenia jak galareta. Opuchnięta od słońca, ostrzyżona głowa ciążyła jak ołów. Pragnienie paliło wnętrzności.

Źródło: Wiesław Kielar, Anus mundi, Kraków 1975, s. 25.

Były więzień Oskar Tadeusz Stuhr (nr 947) zeznał po wojnie:

Dręczono nas nawet śpiewem. Podawano banalny tekst piosenki i przez noc musieliśmy uczyć się tych piosenek, w obawie przed pobiciem, na wypadek gdyby indywidualny egzamin wypadł z wynikiem ujemnym. Można sobie wyobrazić, jaką męką było dla człowieka niewładającego językiem niemieckim, wyuczyć się tych głupawych piosenek.

Źródło: APMA-B. Zespół Proces Hössa, t. 2, k. 161.

Niejednokrotnie esesmani zmęczywszy się bądź znudziwszy prowadzeniem ćwiczeń, przerywali je i aby zabawić się kosztem więźniów, kazali im wspinać się równocześnie na drzewko rosnące na podwórzu i skubać zębami resztki trawy zachowane poza placem ćwiczeń. Do tego rodzaju widowisk należało też zmuszanie postawionych na beczkach Żydów i księży katolickich do odprawiania głośnych modłów. Kwarantannę odbywali więźniowie w swoich cywilnych ubraniach. Na skutek intensywnych ćwiczeń zamieniły się one szybko w łachmany. Pod względem psychicznym więźniowie trzymali się na ogół dobrze. Zdarzały się jednak wśród nich przypadki załamań i depresji. Zarówno starzy, jak i młodzi odczuwali skutki pobytu w więzieniach, tortur podczas śledztwa i głodu.

Głodowe racje

Od momentu założenia obozu więźniowie otrzymywali rano około pół litra kawy zbożowej lub ziołowej herbaty, przeważnie niesłodzonej, w południe około litra wodnistej zupy z ziemniaków, brukwi lub kapusty, z minimalnym dodatkiem mięsa lub tłuszczu, wieczorem pół litra płynu, takiego jak rano, około 300 gramów chleba, a jako dodatki na zmianę minimalne ilości (około 20-30 g) margaryny, marmolady lub złej jakości kiełbasy itp. Wydawaniem pożywienia zajmowali się więźniowie funkcyjni. Niektórzy z nich bez skrupułów okradali pozostałych z należnych im przydziałów żywności, przywłaszczając sobie bardziej wartościowe produkty.

Z reguły nowo przybyli do obozu więźniowie nie byli w stanie zmusić się do spożycia odrażających w smaku zup czy też często zepsutych ziemniaków. Jednak już po kilku dniach opory przed spożywaniem obozowego pożywienia mijały, a przydzielane porcje stawały się zbyt małe. Przez cały okres istnienia obozu Auschwitz jednym z najbardziej oczekiwanych przez więźniów momentem był podział chleba. Więźniowie ustawieni w kolejce w skupieniu śledzili dzielenie bochenków chleba na należne im porcje, które z reguły były rażąco nierówne. Musieli je brać po kolei, gdyż wszelkie próby najsłabszego nawet protestu czy też zmiany miejsca w kolejce były karane biciem. Ci więźniowie, którzy w danym dniu otrzymali mniejszą porcję chleba, mogli jedynie żywić nadzieję, że następny dzień będzie dla nich pod tym względem szczęśliwszy. Część chleba więźniowie winni byli zachować sobie na śniadanie, ale tylko nieliczni, odznaczający się dużym wewnętrznym zdyscyplinowaniem i silną wolą, zdobywali się na podobny podział. Głód bywał zazwyczaj silniejszy od wszystkich innych uczuć. Aby chociaż na krótko go zaspokoić, więźniowie zjadali od razu całą porcję chleba, dzieląc go na okruszyny i powoli je żując, aby ceremoniał jedzenia jak najbardziej przedłużyć.


Informacja: Polonijna Agencja Informacyjna







W przypadku kopiowania materiału z portalu PAI

zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło: Polonijna Agencja Informacyjna, autora - jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.

Licencja

Treści zamieszczone w Polonijnej Agencji Informacyjnej są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowa. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Materiały powstały w ramach zlecania przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów zadań w zakresie wsparcia Polonii i Polaków za granicą w 2020 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie materiałów, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji i o posiadaczach praw.



SZUKAJ INNYCH WIADOMOŚCI POLONIJNYCH



NAPISZ DO REDAKCJI - PODZIEL SIĘ WIADOMOŚCIĄ

ODWIEDZIŁO NAS DOTYCHCZAS 3321361 OSÓB