SWP





   Dania




 2019-12-17 JAK KRÓL DANII CZARNIECKIEMU DZIĘKOWAŁ I CO Z TEGO WYNIKŁO

„Z najwyższym uznaniem doniesiono Nam, jako W[asza]
M[iłość] w wielu potyczkach, a ostatnimi czasy przy zajęciu
wyspy Alsen i leżących na niej zamków, między innymi
pokonała w trójnasób liczniejszego nieprzyjaciela, sama
przewodząc hufcom swoim na przodzie, czem okazała
bohaterskie męstwo swoje ku podziwieniu wszech ludzi.”

W latach 1658–1659 wojsko polskie pod dowództwem Stefana Czarnieckiego, wspomagało Danię w jej walce ze wspólnym wówczas wrogiem – Szwedami. Wyprawa Polaków do Danii miała różne oblicza. My pamiętamy przede wszystkim wyczyny naszej kawalerii, która na przykład odbiła z rąk szwedzkich zamek Koldynga (duń. Kolding), czy też przeprawiła się przez morze na wyspę Alsen (duń. Als), by tam skutecznie gromić wroga.

Duńczycy mają jednak inną pamięć historyczną. Miejscowa ludność była bowiem przez Polaków ogałacana z żywności, co w splądrowanym już wcześniej przez Szwedów kraju nie mogło spotkać się ze zrozumieniem. Czy tak różne perspektywy można ze sobą pogodzić? Ambasada Polska w Kopenhadze podjęła to wyzwanie, dzięki czemu na organizowanych przez Duńczyków dniach historii („Historiske Dage”) 30 i 31 marca 2019 roku, wspólnymi siłami Ambasady oraz rekonstruktorów husarii (Jacka Oleszkiewicza, Radosława Szleszyńskiego i mnie) zaprezentowaliśmy ekspozycję poświęconą tym wydarzeniom. Jej centralnym elementem był zachowany do naszych czasów, napisany po łacinie list dziękczynny króla duńskiego Fryderyka III, do wojewody ruskiego Stefana Czarnieckiego (patrz: „Informator Polski” nr 2–3 (93–94). Kopenhaga 2016, s. 21).

List ten był prezentowany tak w oryginalnym, łacińskim brzmieniu, jak i w trzech tłumaczeniach: na duński, angielski i polski. Dzięki rozdawanym kopiom tegoż listu, odwiedzający polskie stoisko mieli szansę na spokojne i wnikliwe zapoznanie się z nim.

Jednak to nie list przyciągał największą uwagę zwiedzających. W wyprawie do Danii wzięła udział husaria. Jej dokładna ilość jest nieznana. W każdym razie wiadomo, że mogły to być trzy bądź też cztery chorągwie tego rycerstwa. Na przykład „Relation des Staathalters” z 28 września 1658 roku podaje: „[...] piękny i bardzo zdyscyplinowany lud, z czego znajdują się [tam] 4 kompanie najlepszych husarzy, [które Czarniecki] ma mieć ze sobą i maszerować tak, że do teraz nie wpłynęła żadna skarga na nich” (tłumaczył Leszek Habrat).

Tak w Berlinie opisywano wojsko polskie, które w drodze do Danii maszerowało przez ziemie elektora brandenburskiego i księcia pruskiego w jednej osobie, Fryderyka Wilhelma I. Warto zwrócić uwagę nie tylko na liczbę husarii, ale też na wzorową dyscyplinę Polaków, którzy na terenach, gdzie byli odpowiednio zaprowiantowani, nie czynili gwałtów, by tę żywność pozyskać. Sytuacja zmieniła się w samej Danii, gdzie tereny przeznaczone wojsku polskiemu były już mocno ogołocone z żywności przez operujące tam uprzednio wojska szwedzkie. Miejscowa ludność, sama mając wielkie kłopoty aprowizacyjne, zmuszona była dzielić się jedzeniem z Polakami. Jak łatwo się domyślić, robiła to nadzwyczaj niechętnie. W tej sytuacji wojsko zmuszone było robić to, co konieczne, by samo przeżyć – grabiło.

Zależność tę tłumaczyłem Duńczykom, którzy podczas „Historiske Dage” wspominali o owych gwałtach i rekwizycjach. Przyjmowano to ze zrozumieniem, bo takie zachowanie wojska polskiego nie było w owej epoce niczym nadzwyczajnym. Wręcz przeciwnie. Była to ówczesna, smutna norma. Na marginesie warto dodać, że podobny, ambiwalentny stosunek do polskiej armii, która w 1683 r. ratowała Wiedeń, mają Austriacy. Bo i mają ku temu powody. Co prawda wojsko polskie w drodze na Wiedeń, przechodząc przez tereny nie dotknięte wojną, będąc przez miejscową ludność odpowiednio zaopatrywane w żywność, zachowywało się wobec niej poprawnie, lecz po zwycięstwie wiedeńskim Polacy wkroczyli na tereny ogołocone z żywności przez Turków i Tatarów. Miejscowi sami głodowali, więc nie mogli odpowiednio prowiantować wyzwolicieli. Chcąc nie chcąc, trzeba było żywność zdobywać siłą. Wróćmy jednak do wyprawy Czarnieckiego do Danii...

Dzięki Ambasadzie, której udało się wypożyczyć manekin konia, dzięki przywiezionemu przez nas najwyższej klasy ekwipunkowi, niewielka acz barwna ekspozycja, robiła spore wrażenie. Obecność husarii w wojsku Czarnieckiego, choć procentowo niewielka (w około czterotysięcznym wojsku zdecydowanie dominowała lżejsza kawaleria) została godnie upamiętniona.

O wyprawie Czarnieckiego do Danii i o samej husarii mieliśmy również okazję mówić na szerszym forum. Niestety czas, jaki nam przydzielono (niespełna pół godziny), pozwolił na jedynie bardzo pobieżne omówienie tematu. Artur Soroko, radca-minister, kierownik Wydziału Polityczno-Ekonomicznego Ambasady RP w Kopenhadze, opowiedział o samej wyprawie i naszej wystawie. Mnie zaś przypadła rola wprowadzenia Duńczyków w świat husarii. Uczyniliśmy to w towarzystwie Jacka Oleszkiewicza i Radosława Szleszyńskiego, co podniosło atrakcyjność prelekcji. Moje wystąpienie na język duński tłumaczył Rune Larsen. Zauważyłem, że Duńczycy wyraźnie się ożywili, przesyłając sobie i nam rozpromienione uśmiechy, nie tyle na wieść o walkach husarzy ze Szwedami, co z Turkami. Zresztą i podczas rozmów na naszym stoisku wyraźnie dało się odczuć – gdyż sami rozpoczynali dyskusję na ten temat – że walki z muzułmanami są dla nich interesujące i ważne. Niektórym znany był król Jan III Sobieski, a zdarzyło się nawet, że jeden z odwiedzających nas zadeklarował, iż uważa, że Polska ponownie uratuje Europę przed zalewem islamu. Obecna, antyimigrancka polityka rządu duńskiego, zdaje się więc być tylko odzwierciedleniem powszechnie panujących w tym kraju poglądów.

Stoisko polskie podczas „Historiske Dage”, poświęcone było nie tylko Czarnieckiemu i husarii. Były także gry i warsztaty dla dzieci i młodzieży. Sam zresztą z nich skorzystałem, gdyż od Radosława Szleszyńskiego, który rozstawił mini warsztat rymarza, nauczyłem się co nieco.

Można też było przebrać się w stroje polskie a nawet założyć zbroję i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Gdy znalazła się chętna do przebieranek osoba, dość szybko gromadziła wokół siebie spore grono podziwiających ją ludzi.

„Historiske Dage” w 2019 roku można uznać za udane. Polska narracja historyczna została zaprezentowana w sposób i ciekawy, i merytoryczny. Życzyć sobie możemy jak największej ilości tego typu wydarzeń. Na końcu chciałbym jeszcze raz podkreślić nieocenioną rolę Ambasady Polskiej w Kopenhadze, która zainicjowała i skutecznie sfi nalizowała to przedsięwzięcie. Także rolę Jacka Oleszkiewicza, którego samochodem odbyliśmy całą podróż, którego najwyższej klasy ekwipunek znakomicie podniósł atrakcyjność ekspozycji, a on sam był niezmordowany w tłumaczeniu Duńczykom roli żołnierzy Czarnieckiego w Danii.

dr Radosław Sikora.

Przedruk: Informator Polski - 4[107] 2019
http://federacja-polonia.dk/pliki/pdf/IP-107.pdf


Informacja: Polonijna Agencja Informacyjna







W przypadku kopiowania materiału z portalu PAI

zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło: Polonijna Agencja Informacyjna, autora - jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.

Licencja

Treści zamieszczone w Polonijnej Agencji Informacyjnej są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowa. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Materiały powstały w ramach zlecania przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów zadań w zakresie wsparcia Polonii i Polaków za granicą w 2020 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie materiałów, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji i o posiadaczach praw.



SZUKAJ INNYCH WIADOMOŚCI POLONIJNYCH



NAPISZ DO REDAKCJI - PODZIEL SIĘ WIADOMOŚCIĄ