
Papanduva po raz kolejny udowodniła, że doskonale wie, jak połączyć historię z dobrym humorem. Siedziba Polskiego Stowarzyszenia w Papanduvie (Polpan) gościła niedawno postać niemal mityczną. Jej progi odwiedził Ulisses Iarochinski – dziennikarz i absolutnie uzależniony od historii polskiej imigracji w Brazylii człowiek.
Skoro w grę wchodzi imię Ulisses, nie obyło się bez małych żartów. W starożytnej mitologii grecki Odisseu (Ulisses) tułał się po świecie dziesięć lat, żeby w końcu wrócić do domu w Itace. Nasz brazylijski Ulisses wędrował chyba jeszcze dłużej – zahaczył nawet na wiele lat o Polskę, aż w końcu odwiedził Papanduvę z najnowszym pokazem!
Gwoździem programu był pokaz filmu „A bela Polonia”. Ulisses zabrał nas w nim w piękną wizualną i historyczną podróż po Polsce. Zobaczyliśmy zapierające dech w piersiach krajobrazy, a długa i burzliwa historia kraju nad Wisłą została podana tak zwięźle, że nawet największy oporny połknąłby ten haczyk bez popijania.
Od filmu do literatury wcale nie jest daleko, a to przecież druga wielka pasja i dziedzina twórczości naszego gościa! Gładko więc przeszliśmy do gawęd o polskiej imigracji i o tym, jak nasi przodkowie odcisnęli piętno na brazylijskiej rzeczywistości – od rolnictwa i architektury po domowe tradycje, które na stałe wrosły w krajobraz południowych stanów, bo Ulisses – dosłownie „uzależniony” na punkcie dziejów naszych osadników – napisał o tym już bardzo dużo.
Ale prawdziwy popis humoru wydarzył się wtedy, gdy temat zszedł na nasze narodowe miana i etykietki. Bo czy wiecie, jak łatwo można się pogubić w językowych zawirowaniach?
• W Polsce autorka to Polka.
• W Portugalii i Hiszpanii i innych hiszpańskojęzycznych krajach nazwą ją Polaca.
• W Brazylii mówią polonesa.
• We Francji to Polonaise i wygląda na to, że stąd brazylijski portugalski przejął to słowo, wstydząc się wersji oryginalnej.
Człowiek może się w tym wszystkim pogubić szybciej niż antyczny Odisseu w drodze do Itaki! Na szczęście żywe języki przyjmują najdziwniejsze zakręty, a słowa zostają na długo, nawet jeśli wpadają do szuflady historii.
Wystarczy spojrzeć na statystyki: Papanduva to miasto, w którym ponad 60% populacji ma polskie korzenie. To oznacza, że częściej niż co drugi, kogo spotykamy na ulicy, ma w żyłach polską krew – nawet jeśli w domu mówi wyłącznie po portugalsku i zajada się wielkim talerzem feijoady na obiad.
Może w dowodzie widnieje polskie nazwisko, może dziadkowie opowiadali kiedyś szalone anegdoty o zimnym kraju, w którym pije się herbatę z cytryną, a może ktoś nie wiedział o Polsce absolutnie nic poza tym, że leży gdzieś daleko w Europie. To popołudnie pokazało jedno: historia wcale nie musi być kurzem pisana. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile nazwisk, potraw czy nawyków w naszym codziennym życiu w Papanduvie sięga korzeniami do dalekiej Europy.
Spotkanie to udowodniło, że polska spuścizna w brazylijskim wydaniu ma się świetnie i nigdzie się nie wybiera!
Renata Matusiak
Nauczycielka skierowana przez ORPEG do pracy dydaktycznej w Brazylii
Współpracownik Polskiego Stowarzyszenia POLPAN w Papanduvie
TŁUMACZENIE DŁUŻSZYCH TEKSTÓW MOŻE CHWILĘ POTRWAĆ...
POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA - KOPIOWANIE ZABRONIONE.
NA PODSTAWIE: korespondencja dla PAI
NAPISZ DO REDAKCJI - PODZIEL SIĘ WIADOMOŚCIĄ
Wyjątkiem jest uzyskanie indywidualnej zgody redakcji, wówczas zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło:
Polonijna Agencja Informacyjna, autora – jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu
wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.