SWP





MINIATURY HISTORYCZNE / KULTURALNE POLONIJNEJ AGENCJI INFORMACYJNEJ
POLONIA W ARGENTYNIE





KAMPANIA HISTORYCZNA Z INICJATYWY POLONIJNEJ AGENCJI INFORMACYJNEJ
poświęcona osadnictwu polskiemu w Argentynie

Dzień polskiego osadnictwa w Argentynie - Día del Colono Polaco

Día del Colono Polaco to jedyne takie na świecie święto honorujące polską emigrację i osadnictwo. 8 czerwca 1897 r. czternaście polskich rodzin wpłynęło na statku do portu w Buenos Aires I choć dzień ten jest od 1995 r. świętowany w Argentynie jako święto państwowe, to nie byli to pierwsi Polacy, którzy w zorganizowanej grupie osiedlili się na ziemi argentyńskiej.

Temu tematowi poświęcamy cykl edukacyjny, przygotowany przez Polonijną Agencję Informacyjną Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", oddając tym samym hołd niełatwemu losowi polskiej emigracji i wyrażając uznanie dla ich hartu ducha, niestrudzonej pracowitości i przywiązaniu do Ojczyzny, które manifestują po dziś dzień.

Pomyślne wiatry

Buenos Aires to po hiszpańsku „dobre powietrze” albo „pomyślne wiatry”. Były faktycznie pomyślne dla polskiego osadnictwa. do tego stopnia, że 8 czerwca w Argentynie obchodzony jest Día del Colono Polaco, który uznany jest za oficjalne święto państwowe. Argentyna jest jedynym państwem na świecie, gdzie obchodzony jest Dzień Polaka.

Sięgnijmy do historii

Pierwszy znaczący liczebnie napływ Polaków do Ameryki Łacińskiej nastąpił na samym początku XIX w. i miał charakter militarny. W 1802 r. Napoleon Bonaparte wysłał na Saint-Domingue, dziś Haiti, kontyngent wojskowy, w którego skład weszli polscy legioniści. Mieli tam chronić interes francuskich plantatorów. Szacuje się, że na wyspie wylądowało ponad 5 tys. Polaków, z których zdecydowana większość poniosła śmierć w wyniku działań wojennych, wycieńczenia brakiem aklimatyzacji oraz żółtej febry. Haitańczycy zwyciężyli z francuską armią i co ciekawe, pomimo, że deportowali wszystkich białych, zrobili wyjątek dla Polaków i Niemców. Może dlatego, że - jak głosi miejscowa legenda - Polacy zamiast walczyć za Francję chętniej przechodzili na stronę Haitańczyków bijących się o swoją wolność. To przecież bliższe naszemu sercu niż kolonialne zapędy. Jak by nie było kilkuset naszych rodaków pozostało na wyspie.



Polscy żołnierze w Argentynie

Prawdopodobnie pierwszymi Polakami na ziemi argentyńskiej byli uczestnicy wojen napoleońskich, którzy w Ameryce Południowej włączali się w walki wyzwoleńcze. Wzięli udział m.in. w wojnie Argentyny z Paragwajem. To wtedy nieocenione usługi nowej oddali polscy dowódcy tworzącej się armii argentyńskiej, jak m.in. Emanuel Zatocki (Zatogni) czy Antoni Mierzwa, major Jan Walerian Bulewski czy generał Antoni Belina-Skupiewski, zaciągnęli się do armii laplateńskiej (Srebrna Rzeka, czyli Rio de la Plata) i w jej szeregach walczyli. Major Bulewski zginął w walce, zabity z rąk Indian.

Wśród byłych polskich powstańców walczących w szeregach armii argentyńskiej szczególnie duże zasługi mieli jej dowódcy, generałowie Teofil Iwanowski oraz oficerowie: Henryk Spiczyński (nazywany w Argentynie Spiką), Robert Chodasiewicz (patron Argentyńskich Sił Powietrznych), Napoleon Żaba, M. Rymarkiewicz, R. Sudnik.

Wielu Polaków, którzy służyło w armii Argentyńskiej, dochodzili do najwyższych stopni oficerskich. Byli to między innymi:

- wspomniany już żołnierz Legionów Dąbrowskiego Generał Antonio Belina-Skupiewski (1772-1836) - od 1813 r. walczył o wolność Argentyny;
- powstaniec 1846 roku Generał Teofil Reich-Iwanowski, służbie argentyńskiej od 1852 r.;
- powstaniec styczniowy, argentyński inżynier i kartograf wojskowy Jordán Czesław Wysocki (1839-1883) - w służbie argentyńskiej od 1867, pełnił stanowisko szefa Zakładu Topografii w Sztabie Generalnym.

Wielu było też prekursorami nowych technik wojennych, czego przykładem jest Robert Chodasiewicz, organizator wojsk balonowych. Właśnie tak!

Robert Chodasiewicz wylądował w Argentynie w październiku 1865 roku, a już w grudniu otrzymał przydział do Korpusu Inżynieryjnego (Corps of Engineers) w randze kapitana na czas wojny. Dzięki temu Chodasiewicz stał się oficerem armii sprzymierzonych (Argentyny, Brazylii i Urugwaju), która toczyła może jeszcze krwawsze bitwy, niż te z wojny secesyjnej z niezwykle skuteczną machiną wojenną, jaką była armia Paragwaju dowodzona przez „Napoleona Ameryki Południowej” – Francisco Solano Lópeza. Chodasiewicz rozpoczął swój szlak bojowy w prowincji Corrientes, gdzie sprzymierzeni przygotowywali się do ofensywy na ziemie Paragwaju. Polski inżynier mimo swej wzorowej służby pozostałby z pewnością jednym z wielu obcokrajowców, którzy swą wiedzą i umiejętnościami przyczynili się do zwycięstwa trójprzymierza, gdyby nie zbieg okoliczności, który uczynił go prekursorem wykorzystania wojskowych aparatów powietrznych w Ameryce Łacińskiej.

Gdy wojna przeniosła się na ziemie Paragwaju, sprzymierzeni zaczęli mieć kłopoty z rozpoznaniem dobrze ufortyfikowanych i trudnodostępnych pozycji nieprzyjacielskich. Wtedy kapitan Chodasiewicz zaproponował dowództwu brazylijskiemu, któremu podlegał, sprowadzenie balonu, z którego nie tylko można byłoby prowadzić rozpoznanie, ale nawet bombardować wrogie obozowiska. To było tak nowatorskie rozwiązanie, że na jego pamiątkę Chodasiewicz pozostał patronem Argentyńskich Sił Powietrznych.



Uchodźcy powstańczy

W ślad za pierwszymi osadnikami podążały kolejne fale uchodźców: uczestnicy Powstania Listopadowego, Wiosny Ludów, a także spiskowcy i konspiratorzy uciekający przed carskimi represjami. Powstańcy styczniowi, którzy znaleźli się w Argentynie, utworzyli w 1890 roku Towarzystwo Polskie – pierwszą polonijną organizację w Ameryce Łacińskiej.

Pojawili się przedstawiciele wielu profesji. Lekarze (dr Maksymilian Rymarkiewicz), pisarze (Feliks Napoleon Żaba), nauczyciele a także geologowie. Ci ostatni pracowali przy poszukiwaniach ropy naftowej na południu kraju.

Na ogół emigranci traktowali pobyt w Argentynie jako przejściowy, licząc na powrót do kraju. Jednak większość z nich, mimo tęsknoty za rodzinnymi stronami, już na zawsze pozostała na emigracji, uznając obcy kraj za nową ojczyznę, oddając mu niejednokrotnie wielkie usługi i zapisując się trwale w jego historii, gospodarce, kulturze.

Na rozwój europejskiej emigracji do Ameryki Południowej wpłynęło wiele czynników, między innymi niewykorzystane jeszcze możliwości gospodarcze kontynentu, brak ludzi miejscowych z odpowiednim przygotowaniem do organizowania słabo rozwiniętego przemysłu i gospodarki w poszczególnych krajach oraz mała liczba ludności w stosunku do ogromnych obszarów. Chęć zaludnienia nie zamieszkałych terenów, dążność do rozwoju gospodarczego sprawiły, że rządy krajów południowoamerykańskich rozpoczęły w Europie agitację, mającą na celu ściągnięcie osadników europejskich na swoje tereny. Akcję kolonizacyjną na najszerszą skalę prowadziła Brazylia, a drugim państwem Ameryki Łacińskiej, do którego przybyła największa liczba Polaków, była Argentyna.

Bardziej wnikliwi historycy dodają, że skrywanym powodem rządu argentyńskiego była chęć wyparcia rdzennych Indian, podobnie jak to miało miejsce w Ameryce Północnej. To dlatego agitowano białych osadników.



Emigracja chłopska

Początkiem imigracji chłopskiej było osiedlenie się 14 rodzin z Małopolski, ze wschodnich terenów Galicji (okolice Horodenki, Buczacza, Obertynia) - wraz z dziećmi-69 osób - w prowincji Misiones na północy kraju, który to stan jest dziś centrum ruchu polonijnego w Argentynie. Przybyli do Buenos Aires na niemieckim statku „Antonina”, który wyruszył z Hamburga właśnie 8 czerwca 1897 roku i tą datę uważa się za początek polskiego osadnictwa.

Co interesujące, najprawdopodobniej fakt, że grupa ta przybyła do Argentyny, był dziełem przypadku. Chłopi ci zmierzali bowiem do Stanów Zjednoczonych. Z powodu przebywanych chorób lub braku odpowiednich dokumentów, zostali przekierowani do zupełnie innego kraju. (tak twierdzi: S. Pyzik, Los polacos en la República Argentina 1812-1900, Buenos Aires 1944)

Według Józefa Włodka pełniącego funkcję konsula RP w Buenos Aires do roku 1922, w 1897 roku wyemigrowały z ziem polskich 1004 osoby. A w 1914 roku liczba emigrantów z ziem polskich w Argentynie wynosiła już 31 600 osób.

Rodziny te zapoczątkowały ruch polonijny w Argentynie. Co prawda jak pisaliśmy Polacy już wcześniej przybywali zarówno do tego kraju jak i w ogóle do Ameryki Południowej, ale to właśnie osiedlenie się rodzin chłopskich z Małopolski było momentem zwrotnym w dziejach Polaków w Argentynie.

Osadzono ich w miejscowości Apostole (w prowincji Misiones na północy kraju, graniczącej z Brazylią i Paragwajem), gdzie otrzymali działki ziemi wielkości od 25 do 100 hektarów, porośnięte podzwrotnikową puszczą, którą musieli, podobnie jak w Brazylii, najpierw wykarczować, aby ziemia mogła nadawać się pod zabudowę i uprawę. Kolejni osadnicy, którzy zawitali do Argentyny przybyli z Małopolski Wschodniej (456 osób w 1897 roku).

Emigranci trzymali się generalnie razem, sąsiedzi z kraju często zasiedlali sąsiednie tereny, władze krajów przyjmujących sprzyjały tworzeniu się takich enklaw. Polityka ta pozwalała szybciej zapuszczać korzenie, tak tworzyły się społeczności, a emigranci mogli poczuć się jak u siebie.

Polscy misjonarze

Wkrótce, za kolonistami, do Misiones przybył pierwszy polski misjonarz, ks. Stanisław Cynalewski. Posługiwał w Apóstoles w okresie od marca do grudnia 1899 roku, odprawiając msze święte i spowiadając po polsku.

Niebawem przyjechali kolejni dwaj polscy księża: Władysław Zakrzewski i Józef Bayerlein-Mariański. Na kartach historii zapisał się zwłaszcza ten drugi, zakładając w 1904 roku polskie szkoły dla chłopców w Apóstoles i Azara, a także koła, stowarzyszenia i bractwa chrześcijańskie w obu wspomnianych koloniach.

W roku 1911 do Azara przybyły pierwsze polskie zakonnice i zostały do roku 1931, pracując w szkole i ochronce dla dzieci. Sieć polskich szkół w Misiones zaczęła kształtować się na dobre w latach 1929-1930. Konkurowała z publicznymi szkołami państwowymi nauką języka polskiego i religii zgodnie z zasadą "Pan Bóg osadnika przemawiał po polsku”.

„Za cztery lata po przybyciu na ziemię przyjechał ksiądz polski i zacon pracować między ludem zacon nawoływać organizować, żeby budowali kościół (…) i na rok 1900 mielim kościół wykońcony (…). A w roku 1914 zacon ksiądz nawoływać, żeby ludzie dawali pieniądze na szkołę (…) A w roku 1920 znowu zacon ksiądz nawoływać, żeby ludzie składali na śpital” – tak w swym pamiętniku notował jeden z chłopskich emigrantów do Brazylii (analogie z Argentyną są tu oczywiste), co oddaje proces osadnictwa - od zaspokojenia podstawowych potrzeb bytowych, do budowy infrastruktury.



Argentyńska gorączka

Wiadomości o urodzajności ziemi i jej ilości docierały do Galicji, wywołując prawdziwą „gorączkę”. W ten sposób zaczyna się masowy napływ Polaków, do Argentyny, większości rusińskiego pochodzenia. Powstają nowe kolonia takiej jak: Azara, Korpus Christi, San Jose, Cero Roca, Guarany, Campo Grande, Campo Verde ( 1901-1934). Władze zaborcze próbowały powstrzymać ten exodus, ziemiaństwo wpadało w panikę, bo nie było komu pracować, a publicyści i pisarze produkowali na potęgę pamflety anty emigracyjne, strasząc potworną dolą czekającą na dalekim lądzie – wszystko na nic.

Początkowo zajmowali się uprawą herbaty i yerba mate czyli ostrokrzewu paragwajskiego. Najbardziej znanym był Jan (Juan) Szychowski. plantator wynalazca i założyciel rodzinnego przedsiębiorstwa, do dziś znanego na świecie z produkcji yerba mate Amanda. Napój pity w naczyniu ze skorupy dyni piżmowej jest symbolem kultury dostępnym dla każdego.

Dla ciekawości - Jan był kowalem, który około 100 lat temu przybył wraz z rodziną i falą polskich imigrantów do Apostoles, miasteczka znajdującego się także w prowincji Misiones. Janek miał wówczas 10 lat i nie wiedział jeszcze, że firma, którą zapoczątkuje dzięki swojemu uporowi, sprytowi i smykałce, z czasem uplasuje się w czołówce światowych producentów mate.

Yerba mate zaś to rodzaj ziół, które zalewa się wodą o temperaturze 65–80 stopni i sączy powoli ze specjalnego naczynia zwanego guampa przez rurkę o nazwie bombilla, dolewając wodę z termosu.

Robotnicy i inteligencja

Mimo, że wśród emigrantów do Argentyny przeważała ludność wiejska, to przyjeżdżali tu także rzemieślnicy, robotnicy, polscy nafciarze z Podkarpacia, którzy położyli podwaliny pod argentyński przemysł naftowy. Wśród argentyńskiej Polonii nie brakowało też naukowców, lekarzy, inżynierów, ludzi kultury i sztuki. Ze znanych Polaków, którzy byli związani z Argentyną wyliczyć można: Edmunda Strzeleckiego, Ignacego Domeykę, Józefa Siemiradzkiego, Hugo Zapałowicza, Stefana Nasterowicza, Jana Kozakiewicza, itd. W latach 1939-1963 w Argentynie mieszkał i tworzył Witold Gombrowicz.

Po 1905 roku do Argentyny przybyła duża grupa robotników z Królestwa Polskiego. Argentyna była dla nich krajem szansy. Buenos Aires zaczęło rozrastać się bardzo szybko, pełniło rolę ważnego portu, ale także ośrodka przemysłowego. Specjalnością kraju szybko stała się wołowina: mięso chowanych na trawiastych pampach krów trafiało do wielkich chłodni, a z nich na okręty – i w świat. Do tego daleko na południu kraju, w prowincji Chubut, w okolicach miasta Comodoro Rivadavia, odkryto poważne złoża ropy naftowej. Wszędzie tam potrzebna była siła robocza. To była nieco inna emigracja: robotnicy z definicji byli skłonni do zmiany miejsca zamieszkania, przemieszczali się za pracą i zamieszkiwali w miastach – ostateczne największa część trafiła do stołecznego Buenos Aires.



Pod państwowym protektoratem

Od chwili napływu pierwszych polskich osadników do Argentyny, władze zdecydowały się na stworzenie urzędu administratora kolonii polskich. Urząd ten objął Józef Białostocki (1846-1925). Wraz z księdzem Stanisławem Cynalewskim, Władysławem Zakrzewskim i Józefem Bayerlein- Mariańskim administrator zajął się organizacją życia społeczno-kulturalnego Polonii w Misiones. Powstawały polskie stowarzyszenia, ochronki dla dzieci, szkółki wakacyjne. Z czasem lokalne towarzystwa rozrzucone po koloniach, połączyły się w Związek Polaków w Misiones, siedzibą była stolica Pasados.

W czasie pierwszej wojny światowej emigracja z ziem polskich do Argentyny została chwilowo zahamowana na skutek wprowadzonego w tym kraju specjalnego ustawodawstwa ograniczającego przyjmowanie migrantów. Po zakończeniu wojny Polacy znów zaczęli masowo emigrować.

Z raportu MSZ o możliwościach osadnictwa polskiego w Argentynie:

Podkreślić wypada jeszcze konieczność starannej selekcji kandydatów do emigracji osadniczej, eliminującej bezwzględnie osobniki nieprzygotowane do pracy na roli. Wysoce pożądaną, nieraz nieodzowną okolicznością jest posiadanie przez osadnika dość licznej rodziny, złożonej – o ile możności – z osób zdolnych już do pracy. [...]
Koniecznie baczną uwagę należy zwrócić na niedopuszczanie kandydatów łatwo zniechęcających się lub o charakterze „prowodyrów” i agitatorów. [...] Do psychiki kolonisty również należy dostosować warunki umowy, którą z nim podpisuje przedsiębiorstwo kolonizacyjne [...].

Buenos Aires, 8 lutego 1935



W latach 1918-1939 do Argentyny wyjechało około 140 tysięcy polskich obywateli. Szczególnie dużo osób, ponad 20 tysięcy rocznie, wyemigrowało tam w latach 1927-1929. W latach wcześniejszych i późniejszych liczby te były nieco niższe i oscylowały wokół kilku- kilkunastu tysięcy osób rocznie. Argentyna chętnie przyjmowała imigrantów, przede wszystkim robotników rolnych, do pracy na farmach. Koszty początkowe, niezbędne do tego, aby utrzymać się w czasie pierwszych tygodni, wynosiły ok. 400-600 dolarów na rodzinę. Pozostałych imigrantów (nie rolników) zatrudniano do robót kolejowych i drogowych.

Częsta nieznajomość języka i kultury oraz konkurencja ze strony emigrantów z Hiszpanii i Włoch sprawiała, że życie polskiego imigranta było bardzo trudne. Wielu Polaków popadało w skrajną biedę.

Biskup Teodor Kubina we wspomnieniach:

Odwiedziłem w towarzystwie naszego konsula w Posadas rodaka, który załamał się fizycznie. W lichej chatce siedział na łóżku człowiek, podobny już do kościotrupa, a był to niegdyś zamożny kolonista. Nieroztropnie sprzedał ciężką pracą zdobytą ziemię, by w mieście szukać większego szczęścia. Oszukali go, żona ze zgryzoty mu zmarła. On sam z przepracowania nabawił się zapalenia płuc. Dziś już ruszyć się nie może, skazany na powolną śmierć w najskrajniejszej biedzie.
Chętnie by umarł, gdyby miał tylko nadzieję, że pięcioro jego dzieci, jeszcze niedorosłych, znajdzie odpowiednią opiekę po jego śmierci. Ale tej nadziei, niestety, nie ma. Bo krewni, którzy mogliby zająć się nimi, mieszkają daleko za oceanem, pod Krakowem, a „Polonia” w Misiones, jak w ogóle w Argentynie, jeszcze nie zdobyła się na własny polski, katolicki sierociniec. Podobnych tragedii dużo się tu spotyka. Na ogół przetrwają, tu na wychodźstwie, tylko jednostki najzdrowsze i najdzielniejsze, ludzie silnej woli i głębokiej wiary. Inni łatwo tu giną.

1934

W tym okresie istniejące często nawet od XIX wieku organizacje polonijne zaczęły się łączyć. W roku 1922 powołano do życia Komitet Budowy Domu Polskiego w Buenos Aires. 5 lat później 22 organizacje polonijne utworzyły Federację Towarzystw i Organizacji Dom Polski. W roku 1930 powołano do życia istniejące do dziś „Ognisko Polskie”. Już po wybuchu drugiej wojny światowej, w roku 1940, na bazie Federacji Towarzystw powstał również działający do dziś Związek Polaków w Argentynie.



Kolonialne zapędy

Minister Józef Beck mówił, że „polskie kolonie zaczynają się za… Rembertowem” i przestrzegał przed kolonialnymi mrzonkami, ale Parlamentarne Koło Emigracyjno-Kolonialne zrzeszało ponad 50 posłów i senatorów różnych opcji politycznych. Rząd polski inwestował w wykup terenów dla polskiego osadnictwa m.in. w Argentynie i Brazylii, trwały negocjacje z francuskim MSZ dotyczące osadnictwa na Madagaskarze.

Zainteresowanie Polaków Argentyną wykorzystać postanowili warszawscy politycy, a przede wszystkim działacze Ligi Morskiej i Kolonialnej, którzy przy pomocy MSZ rozpoczęli poszukiwania terenów pod masowe osiedlenie Polaków na dalekim kontynencie. W sprawę zaangażował się sam Mieczysław Lepecki, osobisty adiutant Józefa Piłsudskiego, podróżnik i orędownik idei polskiego osadnictwa zamorskiego. Ponoć jego pomysłem było nazwanie dwóch polskich osad w Brazylii i Argentynie położonych w Paranie imionami córek marszałka – Wanda i Jagoda (o czym będzie jeszcze później).

W 1936 roku powołano do życia Międzynarodowe Towarzystwo Osadnicze, które dzięki działalności spółki Compaña Colonizadora del Norte realizowało plany MSZ w Argentynie. W 1937 r. z Polski wypłynęli pierwsi "rządowi" emigranci. W porcie w Buenos Aires istniał hotel dla emigrantów. Każdy przybysz mógł w nim spędzić bezpłatnie 5 dni. Później organizowano mu transport do jego nowego miejsca pobytu. Zamieszkali w koloniach: Polana, Wanda i Gobernador Lanusse. W sumie sprowadzono do Misiones 144 rodziny. Przybysze przez wiele lat mogli spłacać swoje działki. Jak tą obiecaną ziemię widziano na miejscu?

Z artykułu w „Niezależnym Kurierze Polskim w Argentynie”:

Niejeden powie, że przecież rolnik polski jest słynny na cały świat, że w Argentynie daje się ziemię, że nawet gazety o tym piszą. Prawdą jest, że się mówi dużo o tej ziemi, ale ci, co o niej piszą i mówią, przemilczają, jakie tu są warunki, jaki klimat, jakie robactwa – tam, gdzie ta ziemia może być tańsza. Wreszcie owa ziemia musi być zapłacona, a przecież zabudowania jakieś i inwentarz [jest] potrzebny, nie mówiąc już o przeżyciu przez okres, co najmniej, jednego roku przy sprzyjającym urodzaju. Tacy kolonizatorzy chcą cię zwabić, byś zapłacił coś z góry, pracował rok i dwa na działce ziemi, by ją kultywować. Gdy zaś tego dopiąłeś, nadludzkich potrzebując wysiłków, z ziemi nie zebrałeś wiele, tylko musiałeś się jeszcze zadłużyć, a wartość tej ziemi właściciel podniósł do sum bajecznych, by mógł się rozbijać automobilem po ulicach miasta Buenos Aires. [...] Otóż, radzę ci, rodaku, siedź w Polsce, siedź na tej ziemi, którą twoi dziadowie i pradziadowie uprawiali i ciebie wychowali, jedząc chleb czarny, lecz smaczny.

28 września 1930



Jak wiadomo, w okresie dwudziestolecia międzywojennego Polska zdradzała pewne ciągoty do kolonialnej ekspansji, kanalizowane przede wszystkim przez Ligę Morską i Kolonialną. Organizacja ta zajmowała się bardzo różnorodną i często wybitnie pożyteczną działalnością, związaną generalnie z żeglugą morską i rzeczną, choć dziś kojarzymy ją głównie z hasłami w rodzaju „Żądamy kolonii zamorskich dla Polski”.

Bolesław Nakoniecznikoff, dyrektor Urzędu Emigracyjnego, na I Zjeździe Polonii:

Musimy wyjść z dotychczasowego zaścianka w dziedzinie polityki emigracyjnej i śmiało wypłynąć na dalekie i głębokie wody ekspansji narodowej [...]. Dzisiaj Polska kroczy w grupie czołowej narodów. Od naszych wspólnych wysiłków, rodacy z zagranicy, zależy, aby w tej czołowej grupie nie dać się zdystansować i osiągnąć zamierzony cel, jakim jest mocarstwowa pozycja Polski w rodzinie narodów.

Warszawa, 14–21 lipca 1929

Pamiętać należy, że Liga nie była oficjalną agendą rządową, tylko instytucją lobbingową, kolejne rządy wykazywały się daleko idącą ostrożnością w kwestii kolonii



Z raportu z pobytu w Argentynie wysłannika MSZ:

Wobec wysokich kosztów osadnictwa i małej nadziei utrzymania narodowości w następnym pokoleniu wskutek rozproszenia, stwierdzić należy, że w obecnych warunkach, przy braku odpowiedniej organizacji, wyjazd rodzin na osadnictwo do Argentyny nie jest wskazany. Suma kilkunastu tysięcy złotych, potrzebna na koszta podróży i osiedlenia w Argentynie, w Polsce wystarczyć może na stworzenie znośnego bytu. Jako przykład zacytuję rodzinę Jasiończakow, Polaków z Wołynia, złożoną z 4 dorosłych i 3 młodocianych osób. Suma uzyskana ze sprzedaży ojcowizny użyta została na zakupienie biletów okrętowych. Pozostało im około 300 pezów [pesos], co żadną miarą wystarczyć nie mogło na osiedlenie. Po paru tygodniach poszukiwania pracy zwrócili się do mnie z prośbą o umieszczenie dzieci w zakładach dobroczynności dla umożliwienia dorosłym znalezienia zajęcia. W podobnym położeniu znajdowało się wiele rodzin polskich w Hotelu Imigracyjnym, co spowodowało Urząd Imigracyjny do interwencji w Poselstwie, aby odesłano je do kraju lub wzięto na utrzymanie Rządu Polskiego. [...] Znaczna większość wychodźców polskich wyjeżdża do Argentyny bez określonych planów, na zasadzie tendencyjnych albo mglistych i niedokładnych informacji agentów lub znajomych, którzy poprzednio wyjechali. [...] Przymusowa bezczynność, niemożność porozumienia z otoczeniem, brak środków, włóczęgowskie życie – wpływają ujemnie na nastrój psychiczny wychodźców. Ulegają oni łatwo rozgoryczeniu, zniechęceniu, apatii, skłonni są przypisywać winę swego ciężkiego położenia władzom krajowym [...].

29 stycznia – 25 lutego 1930



Pomysłodawcom zamorskiej ekspansji południowe tereny Brazylii i północne Argentyny jawiły się jako naturalny obszar kolonialnych aspiracji, jako że mieszkało tam już mnóstwo Polaków. Pojawiały się nawet plany oderwania tamtego terenu i utworzenia kolonii

Władysław Mazurkiewicz (poseł RP w Buenos Aires) w liście do MSZ:

Zdaniem Poselstwa osadnikowi polskiemu, tak ze względów finansowych, jak i ogólnych, odpowiada najbardziej osadnictwo o typie pionierskim, w którym jest w stanie, zaczynając od podstaw, uzyskiwać potrzebne w nowych warunkach doświadczenie. W związku z powyższym zwraca Poselstwo specjalną uwagę na teren misioneński jako przez nasze osadnictwo wypróbowany i najbardziej przez nie opanowany.

Buenos Aires, 3 września 1933



Dekret argentyńskiego prezydenta z lipca 1938 roku zaostrzający przepisy imigracyjne, ograniczył imigrację z naszego kraju. Sytuacja jednak zmieniła się wraz z wybuchem wojny.

Jednocześnie skomplikowała się sprawa własności ziemi zakupionej przez spółkę należącą do rządu RP. Wobec przegranej Polski w wojnie obronnej 1939 roku, władze Argentyny przejęły prawo do nieruchomości. Mimo prób rewindykacji terenów przez władze PRL i miejscową Polonię, pozostały one w rękach rządu z Buenos Aires.

Z listu osadników z kolonii Gobernador Lanusse do Ministerstwa Opieki Społecznej:

Co nam w kraju obiecywano, pod żadnym względem nie spełnia się, wprost rabują nas odnośne czynniki. [...] Bank Rolny zarzuca swoje sieci w kraju jako pająk na muchy i biada ci osadniku, gdy dostaniesz się w te sieci.
Pan Poseł [Michał] Pankiewicz w Warszawie mówi ładnie, obiecuje, że jest opieka, nie może się dziać żadna krzywda. On sam tu był, ale o tym nie mówi, że jedną noc przenocował i uciekał prędko, ażeby muchy go nie zjadły – to zapomniał. Podaje kontrakt do podpisu, w którym to kontrakcie wszelkie zastrzeżenia, tylko nie dla osadnika. Dla osadnika to, że do 30 dni może sobie w innym miejscu działkę wybrać, ta sama skała na skale i te same muchy. [...]
Zrobili bramy i zamknęli nas w borach, postawili stróża, kazano stróżowi łańcuchy otwierać, gdy jedzie auto administracyjne. Bylibyśmy może zamknięci jako skazańcy na diabelskiej wyspie i do tego czasu, ale zawiadomienie przyszło, że ma przyjechać do nas pan Konsul [Tadeusz] Roman z Posadas – prędko wszystko usunięto [...].
Zapłaciliśmy 170 zł w kraju za wyczyszczenie i zasianie 1,5 ha, po przyjeździe okazuje się, że wszędzie ten sam srogi las, wcale nie ma nic zrobionego [...].
Przyjechaliśmy jako pierwsi pionierzy, by zbudować za granicą kolonię polską, by została kiedy chlubą kraju, to nie wolno z tego pioniera skóry zedrzeć, bo potrafi się upominać o swoje prawa i w kraju [...]. Sprawa nagląca, gdy w krótkim czasie nie otrzymamy pomocy, zmuszeni jesteśmy szukać tejże u gubernatora prowincji, czy też w Ministerstwie Rolnictwa w Argentynie. Czy nie byłoby to hańbą kolonii?

Gobernador Lanusse, 24 kwietnia 1939

Po II wojnie światowej

Podczas II wojny światowej argentyńska Polonia ofiarnie wspomagała walczącą Polskę poprzez zbiórki pieniędzy, wysyłkę paczek do jeńców, udzielanie schronienia uchodźcom. Dwa tysiące Argentyńczyków polskiego pochodzenia zaciągnęło się na ochotnika do Wojska Polskiego.

W przypadku Argentyny emigracja powojenna – szacowana (w zależności od źródeł) na ok. 15 - 22 tys. – skupiła się w Buenos Aires i pod wieloma względami bardzo różniła się od tej wcześniejszej, robotniczo-chłopskiej.

Stanowili ją przede wszystkim żołnierze, zwłaszcza II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa, ale również lotnicy RAF-u i żołnierze innych formacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, często wraz z rodzinami.

Nowa, ostatnia fala polskiej emigracji była znacznie bardziej zintegrowana: ludzi tych łączyło wspólne doświadczenie wojenne, społeczna pozycja i często poglądy - brak akceptacji dla narzuconego po wojnie Polsce systemu politycznego. Byli też lepiej wykształceni i obyci ze światem. Zakładali własne interesy, najróżniejsze zakłady rzemieślnicze, pracowali jako cenieni inżynierowie, lekarze.



Nikt nie może? - Polaka poślij

W Buenos Aires przełomu lat 40. i 50. pełno było polskich sklepów, zakładów usługowych, klubów i stowarzyszeń. Kwitło życie towarzyskie i kulturalne, choć kontakty nowej – żołnierskiej – emigracji ze starą – chłopską – były raczej sporadyczne i podszyte nieufnością. Jednak spora część nowych emigrantów po kilkunastu latach opuściła Argentynę, kiedy kraj popadł w gospodarcze i polityczne tarapaty.

Część weteranów, żołnierzy II Korpusu generała Andersa, którzy nie mogli lub nie chcieli wrócić do ojczyzny ze względu na stalinizm, osiadła na wsi, w znajdującej się w północnej Argentynie w prowincji Misiones Wandzie.

Jedni mówią, że nazwa miejscowości to dla uczczenia córki Józefa Piłsudskiego, inni, że jako wyraz hołdu złożonego polskiej księżniczce, tej co według podań Kadłubka i Długosza za Niemca wyjść nie chciała, dzielnie stawiła mu opór, gdy doszło do bitwy i z czasem stała się symbolem wartości chrześcijańskich, międzyludzkich, patriotycznych. Tak czy inaczej na skwerku Wandy, w jego centralnej części widnieje biały orzeł, a pod nim hasło: "Bóg - Honor - Ojczyzna". I wiadomo gdzie jesteśmy. W miejscowej polskiej szkółce można szlifować poprawną wymowę tych słów.

Casimira Kotur (córka osadników w kolonii Wanda):

Wieści o nadchodzącej kolejnej wojnie przerażały tych, którzy tyle przecierpieli podczas poprzedniej. Dlatego mój ojciec, jego brat Jan z żoną i dziećmi, po wysłuchaniu propagandowej pogadanki przeprowadzonej w Polsce przez Colonizadora del Norte, podjęli decyzję o wyjeździe do rajskiej Ameryki, kraju, gdzie królował spokój i dobrobyt.
Rodzina mojej matki, Pastuczakowie, przybyła z Polski do kolonii w Wandzie w 1938 roku. Babcia bardzo się martwiła, bo chmary komarów obsiadały ciałka jej dzieci, gdy przeprawiali się przez zbocze górujące nad brzegiem rzeki Paraná. Dziadek dźwigał na plecach ciężkie paki i kufry z ubraniami, bo na miejscu nie było żadnych sprzętów…
Dziadkowie z rodziną osiedlili się w kolonii Gobernador Lanusse na ranczo w okolicy El Susto. Miejsce to było porośnięte lasem, który musieli karczować, żeby przygotować swój obóz. Na dole była kuchnia, na górze izba zadaszona palmowymi liśćmi.
Dziadkowie płakali jak dzieci, nie mieli pieniędzy na powrót do Polski i sytuacja, z którą musieli się zmierzyć, była bardzo niepewna. Dżungla była gęsta, pełna pokrzyw i innych zarośli, przeróżnego robactwa, moskitów. Trzeba było nakładać na siebie kilka warstw odzieży, żeby się chronić, ale ugryzienia moskitów i tak raniły.
Dzieci pracowały razem z rodzicami, piłowały drewno, robiły deski. Domy budowano ręcznie i prymitywnymi narzędziami. Żywność była uboga w mięso i pierwszych zbiorów było mało, tylko żeby przeżyć. Kawę piło się bez cukru, robiono ją z prażonych i mielonych ręcznie ziaren soi. Dziadkowie czasami myśleli na głos po polsku, że uciekali przed jedną wojną, a dopadła ich druga.

W Wandzie jest też polski kościół pw. Matki Boskiej Częstochowskiej, ale tylko raz w miesiącu odprawiana jest tu Msza św. po polsku, Klub Polonii oraz Museo del Imigrante, czyli Muzeum Imigranta prowadzone przez Kazimierza Sawickiego. To tam przechowywane są m.in. bilety na statek, podróżny kufer, własnoręcznie zrobiona broń - strzelba z kawałka cedru, drewniany wóz... przewodnicy sentymentalnej podróży sprzed wieku.

Początki były trudne. Nic, tylko dżungla i dzikie zwierzęta! Polskie rodziny musiały nie tylko dostosować się do zupełnie nowego klimatu i kultury, ale też okiełznać naturę, zbudować domy, z czasem drogi, ulice i kościół. Stopniowo stworzyli małą polską kolonię w sercu argentyńskiej dżungli. Może dlatego w Argentynie przyjęło się powiedzenie: "Tam gdzie nikt nie może nic zrobić, tam Polaka poślij".

Stefan Wiśniewski (osadnik w Misiones):

Cała rodzina karczowała dżunglę, a to nie laski w Polsce. To, co w dzień wykarczowaliśmy – odrastało nocą. Do tego zabójczy klimat, żar, wilgoć, moskity, gady, zwierzęta atakujące ludzi. Jeżeli istnieje piekło, to my go zaznaliśmy tutaj. Ludzie umierali, sporo rodzin wyjechało z Wandy. Ale ojciec, uparty polski chłop, postanowił wytrwać. Oto wreszcie miał własne dwadzieścia hektarów, o których w Polsce nawet nie marzył.



Podtrzymana tradycja

Pamięć o Polsce, jej historii, kulturze, tradycji i zwyczajach upowszechniały organizacje polonijne i duszpasterstwo polonijne. Na dalszy plan zszedł element językowy, gdyż potomkowie polskich emigrantów coraz częściej nie posługiwali się już na co dzień językiem polskim.

O wkładzie polskich misjonarzy w podtrzymanie tradycji świadczą (oprócz przywołanych wcześniej) również bardziej współczesne dokonania. I tak w 1949 roku do Argentyny przybył o. Justynian Maciaszek i już w tym samym roku powołał do życia Towarzystwo Polskie w San Martin. Cztery lata później do Buenos Aires przybył o. Andrzej Smoleń, wyznaczony na przełożonego klasztoru i kaplicy, które miały docelowo zostać wybudowane w San Martin. W czerwcu 1957 roku odbyło się poświęcenie wybudowanych, choć jeszcze nie ukończonych obiektów, a przy klasztorze i kaplicy zaczęła działać Polska Szkoła Sobotnia w Martin Coronado oraz polonijne harcerstwo. Szkoła funkcjonuje do dziś. Nazywana jest „Maciaszkowo”, od nazwiska jej założyciela, który zmarł w 1963 roku.

Inną postacią o znaczącym wkładzie dla utrzymania polskości jest o. Antoni Herkulan Wróbel. Swoją posługę na ziemi argentyńskiej rozpoczął w grudniu 1966. Początkowo był kapelanem i wykładowcą harcerzy polonijnych, następnie, w latach 1971-1980 posługiwał w Rosario. Jest niekwestionowanym liderem wśród badaczy dziejów argentyńskiej Polonii, ze szczególnym uwzględnieniem duchowieństwa. Autorem ponad 270 publikacji, prawie wszystkich związanych z historią i życiem codziennym emigracji polskiej w Argentynie oraz działalnością duchowieństwa polskiego w tym kraju.

Polonia argentyńska wciąż ewoluowała i procest ten trwa nadal. Na pewno duży wpływ na jej identyfikowanie się z polską tożsamością narodową miał wybór Polaka Karola Wojtyły na papieża w roku 1978.

W drugiej połowie XX wieku wciąż ogromną rolę odgrywały instytucje i organizacje polonijne. Poza elementem religijnym i buntu wobec władz polskich z lat 1945-1989, elementem umożliwiającym zachowanie pamięci o polskich korzeniach wśród potomków przybyłych dawniej do Argentyny Polaków, było i jest wielopokoleniowe zaangażowanie. Młodzi czerpią wiedzę od starszych, Wspólnie angażują się w działalność Związku Polaków w Argentynie oraz licznych stowarzyszeń i klubów polskich, bibliotek, drużyn harcerskich, zespołów tanecznych itp.

Skoro o polskich instytucjach mowa, nie sposób nie wspomnieć o Domu Polskim, mieszczącym się w Buenos Aires przy ulicy Jorge L. Borges 2076. Dom jest własnością Związku Polaków i został gruntownie wyremontowany, dzięki dotacji Senatu RP.

Mieszczą się tu biura Związku Polaków, sala widowiskowa, księgarnia polska, siedziba redakcji „Głosu Polskiego” oraz restauracja. Chlubą Domu Polskiego jest Biblioteka Polska im. Ignacego Domeyki, największy polski księgozbiór w Ameryce Łacińskiej, założony przez emigrantów dla upamiętnienia Tysiąclecia Chrztu Polski. W ramach Związku Polaków działają 34 różne organizacje, m.in. harcerstwo i Polska Macierz Szkolna. Ukazuje się tu kilka tytułów prasowych, m.in. „Głos Polski”, wydawany nieprzerwanie od 1922 roku.



Współczesna Polonia

W latach 2009 i 2012 ukazały się dwa opracowania sygnowane przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych: „Raport o sytuacji Polaków i Polonii za granicą 2009” oraz „Raport o sytuacji Polaków i Polonii za granicą 2012”. Obie publikacje zostały przygotowane we współpracy z organizacjami polskimi i polonijnymi.

Z tego drugiego, nowszego raportu wynika, że w Argentynie w drugim dziesięcioleciu XXI wieku zamieszkuje na stałe ok. 120 000 potomków Polaków. Główne skupiska Polonii znajdują się w aglomeracji Buenos Aires oraz w prowincji Misiones. Liczne grupy Polaków zamieszkują także w miastach Rosario, Cordoba, Santa Fé oraz Comodoro Rivadavia. Około 16 tysięcy mieszkających w Argentynie potomków Polaków legitymuje się polskim obywatelstwem. Ponadto, według raportu, coraz więcej osób polskiego pochodzenia chciałoby uzyskać obywatelstwo RP. Funkcjonuje kilkadziesiąt organizacji polonijnych. Wiele z nich istnieje i działa od kilkudziesięciu lat. Większość należy do Związku Polaków w Argentynie, ukonstytuowanego w 1929 roku.

Z raportów wynikają również potrzeby argentyńskiej Polonii. Najbardziej palącym problemem jest brak nauczycieli i animatorów kultury, władających językiem polskim oraz posiadających doświadczenie w nauczaniu. Drugim problemem jest brak środków finansowych, niezbędnych do dokonania remontów i modernizacji obiektów użytkowanych przez działające w Argentynie organizacje polonijne. Wśród oczekiwań kierowanych do polskich podmiotów zaangażowanych we współpracę z Polonią i Polakami za granicą wymieniane są także stypendia dla młodzieży polonijnej, dające im możliwość studiowania w Polsce.

Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" na rzecz Polonii w Argentynie

Na potrzeby Polonii argentyńskiej odpowiada Stowarzyszenie "Wspólnota Polska' wspierając różne przejawy działalności, ale też pomagając w utrzymaniu lub rewitalizacji miejsc związanych z działalnością naszych Rodaków.

Tylko w 2019 roku :

  1. Wsparcie działalności Domu Polskiego w Buenos Aires.
    • dofinansowanie kosztów utrzymania.
    • dofinansowanie działalności Stowarzyszenia Nowa Polonia w Cordobie.
  2. Media:
    • dofinansowanie "Głosu Polskiego" – Gazety Związku Polaków w Argetnynie
  3. Kultura:
    • zakup strojów ludowych dla zespołów Nasz Balet z Apostoles i Nowa Polonia z Cordoby
    • zakup sprzętu dla zespołu Nasza Mała Polska z Obera
    • udział w warsztatach z Zespołem Pieśni i Tańca Śląsk członków zespołów Nasz Balet z Apostoles, Nasza Mała Polska z Obera, Nasz Balet i Balet Stokrotki z Buenos Aires
  4. Oświata:
    • 4 nauczycielki z Argnetyny wzięły udział w 3-tygodniowym szkoleniu dla nauczycieli,
    • 13 nauczycieli języka polskiego dostało jednorazowe nagrody finansowe,
    • dofinansowanie warsztatów z robienia pisanek w Apostoles i Obera.
  5. Sport:
    • wsparcie działalność Polonia FC – klubu piłkarskiego przy Związku Polaków w Argetnynie,
    • dodatkowo zespół wziął udział w naszych igrzyskach polonijnych organizowanych przez Stowarzyszenie "Wspólnota Polska".
  6. 40 osób z Argentyny wzięło udział w Kongresie Młodzieży Polonijnej w Kurytybie.
  7. Trzy młode osoby z Argentyny wzięły udział w projekcie Polska jest w Tobie – dwutygodniowym pobycie edukacyjno-krajoznawczym.
  8. Stowarzyszenie dofinansowało remont klasztoru ojców Franciszkanów oraz remont kościoła pod wezwaniem M.B. Gwadelupe w Buenos Aires.



Emigracja w literaturze

Szczególnie godna zauważenia jest działalność literacka członków argentyńskiej Polonii w pierwszych latach XXI wieku. W języku hiszpańskim wydanych zostało kilka pozycji książkowych, ściśle związanych z historią polskiej emigracji do tego kraju. Niektóre z nich zostały napisane na podstawie osobistych losów ich autorów.

Przykładem są Memorias de un Inmigrante Polaco (Wspomnienia polskiego imigranta) (2005). Autor – Eduardo Kuczynski – urodził się w 1927 roku w Polsce, a w roku 1937 wyemigrował do Argentyny. Na kartach niemal dwustustronicowej pracy opisał wspomnienia swojej młodości przeżytej na polskiej wsi, a następnie czterotygodniową podróż na pokładzie statku „Pułaski” z Gdyni do Buenos Aires, i swoje dalsze losy, niemal całego życia spędzonego jako polski imigrant.

Kolejną arcyciekawą pozycją książkową o tematyce polonijnej są Memorias e itinerarios de vida. Inmigración polaca en la Argentina (Wspomnienia i trajektorie życia. Imigracja polska w Argentynie) (2016). Wydawnictwo to jest efektem konkursu literackiego, zorganizowanego w roku 2015 przez działające w Buenos Aires stowarzyszenie „Ognisko Polskie”, w 85. rocznicę jego założenia.

Zadanie konkursowe, skierowane do członków argentyńskiej Polonii, polegało na napisaniu i przesłaniu opowiadań, traktujących o emigranckich losach ich autorów. 50 opowiadań, uznanych przez konkursowe jury za najlepsze, zostało wydanych drukiem na kartach opisywanego wydawnictwa.

Opowiadania, zawarte w ramach dziesięciu rozdziałów tematycznych, dotyczą między innymi wspomnień związanych z rozstaniem z ojczyzną i podróżą do Argentyny, zapamiętanymi relacjami polsko-żydowskimi oraz układaniem sobie życia na nowo za oceanem.




Źródła wiedzy

Brożek A., Polityka imigracyjna w państwach docelowych emigracji polskiej (1850-1939), w: Emigracja z ziem polskich w czasach nowożytnych i najnowszych, red. A. Pilch, Warszawa: PWN 1984,

Czajkowski J., 25 lat Ochronki i Szkoły Polskiej w Azara, Posadas: Territorio Misiones 1932.

Dittler M.T., De sol a sol, Buenos Aires: Prometeo 2007.

Dittler M.T., Las amapolas rojas, Buenos Aires: Ediciones Continente 2014.

Janowska H., Emigracja z Polski w latach 1918-1939, w: Emigracja z ziem polskich w czasach nowożytnych i najnowszych, red. A. Pilch, Warszawa: PWN 1984,

Klarner-Kosińska I., Emigracja z Królestwa Polskiego do Brazylii 1890-1914, Warszawa: Książka i Wiedza 1975.

Kołodziej E., Dzieje Polonii w zarysie, 1918-1939, Warszawa: Książka i Wiedza 1991.

Kraszewski P., Polska emigracja zarobkowa w latach 1870-1939. Praktyka i refleksje, Poznań: Zakład Badań Narodowościowych PAN 1995.

Kuczynski E., Memorias de un Inmigrante Polaco, Adrogué (Bs. As.) 2005.

Lewicki T., Nie damy pogrześć mowy… Polscy salezjanie wśród rodaków w Ameryce Południowej, Warszawa: ATK 1986.

Ludwik Krzywicki. Praca zbiorowa poświęcona jego życiu i twórczości, Warszawa 1938.

Łukasz D., Stemplowski R., Polskie osadnictwo chłopskie w argentyńskim Misiones od końca XIX w. do lat trzydziestych XX w., w: Dzieje Polonii w Ameryce Łacińskiej, red. M. Kula, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1983,

Malinowski M., Ruch polonijny w Argentynie i Brazylii w latach 1989-2000, Warszawa: CESLA 2005. Memorias e itinerarios de vida. Inmigración polaca en la Argentina, oprac. K. Wardyga, Buenos Aires: Antiqua 2016.

Polska emigracja, cz. I, red. A. Paczkowski, B. Puszczewicz, Warszawa 1990.

Polonia argentyńska w piśmiennictwie polskim. Antologia, red. M. Bryszewska, J. Gmitruk, J. Mazurek, Buenos Aires–Warszawa: Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego 2004.

Popielarczyk-Pałęga A., Szczerbiński M., Misjonarz, historyk, społecznik. Życie i działalność ojca doktora Antoniego Herkulana Wróbla, w: Polski misjonarz na ziemi argentyńskiej. Studia historyczne i politologiczne. Tom dedykowany ojcu doktorowi Antoniemu Herkulanowi Wróblowi OFM, red. M. Szczerbiński, K. Wasilewski, Gorzów Wielkopolski: Stowarzyszenie Naukowe „Polska w świecie”

Popielarczyk-Pałęga A., Tożsamość Polonii argentyńskiej po roku 1945 – próba konstrukcji modelu przemian, w: Polski misjonarz na ziemi argentyńskiej. Studia historyczne i politologiczne. Tom dedykowany ojcu doktorowi Antoniemu Herkulanowi Wróblowi OFM, red. M. Szczerbiński, K. Wasilewski, Gorzów Wielkopolski: Stowarzyszenie Naukowe „Polska w Świecie” 2011,

Pyzik S., Los polacos en la República Argentina 1812-1900. Algunos antecedentes históricos y geográficos, Buenos Aires 1944.

Pyzik S., Los Polacos en la RepúblicaArgentina y América del Sur desde el año 1812, Buenos Aires 1966.

Smolana K., Polonia w Argentynie. Rys historyczny, w: Dzieje Polonii w Ameryce Łacińskiej, red. M. Kula, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1983,

Thomas W.I., Znaniecki F., Chłop polski w Europie i Ameryce, t. V, Warszawa: LSW 1976.

Twaróg J., Schematyzm duchowieństwa polskiego w Argentynie. Księża diecezjalni, ojcowie i bracia zakonni, siostry zakonne, Buenos Aires 2017.

Wajszczuk A., Los chicos de Varsovia, Buenos Aires: Sudamericana 2017.

Włodek J., Argentyna i emigracja, Warszawa 1923.

Włodek J., Emigracja polska do Argentyny, Warszawa 1923.

Wojtczak J. Wojna paragwajska 1864-1870 Bellona Warszawa 2011.

Wróbel A.H., Fundatorzy polskiego ośrodka katolickiego ojców Bernardynów w Martin Coronado (Argentyna), w: Magia sportu i słowa. Tom studiów dedykowany redaktorowi Bohdanowi Tomaszewskiemu, red. A. Dobrowolska, M. Szczerbiński, G. Wieczorek, Gorzów Wielkopolski: ZWKF AWF 2008,

Wróbel A.H., Rola duszpasterstwa polonijnego w krzewieniu kultury polskiej w Argentynie, w: Polonijna panorama. Szkice poświęcone pamięci Bolesława Wierzbiańskiego, red. W. Piątkowska- -Stepaniak, M. Masnyk, Opole: UO 2008

Wróbel H., Historia duszpasterstwa polskiego w Argentynie w latach 1897-1997, Buenos Aires 2002.




Kampania przeprowadzona w portalu Polonijnej Agencji Informacyjnej oraz profilach społecznościowych Polonijnej Agencji Informacyjnej 8 czerwca 2020 - w Dniu Osadnika Polskiego w Argentynie


Charakter kampanii

Kampanię oparto na materiałach historycznych opisujących emigrację i osadnictwo polskie na terenie Argentyny. Powstał cykl prezentowany w Internecie w portalu Polonijnej Agencji Informacyjnej oraz profilach społecznościowych Polonijnej Agencji Informacyjnej .

Materiały może być wykorzystywane w nauczaniu historii lub przygotowywaniu rocznicowych wydarzeń np. w środowiskach polonijnych.



POMYSŁ, PROJEKTY GRAFICZNE, REALIZACJA - © POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA


PROJEKTY - WYDARZENIA - KAMPANIE - WYSTAWY
POLONIJNEJ AGENCJI INFORMACYJNEJ



W przypadku kopiowania materiału z portalu PAI

zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło:
Polonijna Agencja Informacyjna, autora - jeżeli jest wymieniony
i pełny adres internetowy artykułu wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem.