SWP





   Polska




 2021-01-11 MARIAN KOCINIAK - NA WIEKI WIEKÓW DOLAS

Z wizerunkiem sprytnego żołnierza, który niemieckiemu oficerowi tłumaczy, że jest Grzegorzem Brzęczyszczykiewiczem ze wsi Chrząszczyżewoszyce w powiecie Łękołody, nie udało mu się zerwać aż do końca swojej kariery. 11 stycznia 2021 r. Marian Kociniak skończyłby 85 lat.

Aktor, urodzony 11 stycznia 1936 r., w swoim dorobku miał dziesiątki ról filmowych i kabaretowych, ponad 150 ról teatralnych.

W filmie zadebiutował w 1960 roku epizodem u Andrzeja Wajdy w "Niewinnych czarodziejach". Dwa lata później zagrał pierwszoplanową rolę młodego komandosa Grzegorza Wareckiego w filmie "Czerwone berety" Pawła Komorowskiego. W tym samym roku zagrał u Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego w "Gangsterach i filantropach" oraz Nieboraka u Jana Batorego w filmie "O dwóch takich, co ukradli księżyc".

Popularność przyniosła mu rola szeregowca Franciszka Dolasa z komedii Tadeusza Chmielewskiego "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" (1970). Film powstał na podstawie powieści Kazimierza Sławińskiego "Przygody kanoniera Dolasa". Bił rekordy popularności. Dla miłośników filmu powstała nawet gra komputerowa o nieznanych przygodach głównego bohatera.

Kociniak zagrał również pechowego Murgrabię z serialu "Janosik" Jerzego Passendorfera (1974), zaś w serialu "Jan Serce" był najbliższym przyjacielem tytułowego bohatera. Zagrał Lindeta w "Dantonie" Andrzeja Wajdy (1982) oraz tytułową postać w filmie Henryka Kluby "Chudy i inni" (1966). W "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy wcielił się w postać Protazego.

Marian Kociniak to jednak przede wszystkim aktor teatralny. Absolwent warszawskiej PWST (1959), uczeń Ludwika Sempolińskiego. Na teatralnych deskach zadebiutował przed ukończeniem studiów w warszawskim STS-ie u Jerzego Markuszewskiego w programie składanym "Esmeralda, czyli baśń..." (1958). Pytany o STS w wywiadzie rzece pt. "Spełniony", który ukazał się z okazji jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej, wspominał: "Ja rozmawiałem głównie o dziewczynach. Wiem, że aktorzy lubią być tacy intelektualni, pokazywać, jakie rozumy pozjadali. Opowiadać nadzwyczajne facecje. Niech pan w to nie wierzy".

Od 1959 roku do 2009 roku występował w warszawskim Teatrze Ateneum; później był związany z Teatrem na Woli. Na 40-lecie pracy na scenie Teatru Ateneum zagrał Stalina w światowej prapremierze sztuki Ronalda Harwooda "Herbatka u Stalina" w reżyserii Tomasza Zygadły. Z okazji jubileuszu 50-lecia zagrał w spektaklu "Bomba" w Teatrze na Woli. "To jedna z najlepszych sztuk o Polsce. Opowiada o tragediach w sposób często komediowy, ale też bardzo dramatyczny. Nie ma drugiej współczesnej sztuki tak dobrej, dotykającej wszystkich naszych spraw (...). Z przyjemnością wybrałem tę sztukę" - mówił wówczas Kociniak.

Aktor występował też w cieszących się ogromną popularnością spektaklach kabaretowych: "Hemar" (1987) w reżyserii Wojciecha Młynarskiego oraz "Tuwim - kabaret" (1991) w reżyserii Emiliana Kamińskiego.

Do czasu ukazania się wywiadu rzeki pt. "Spełniony" aktor nie udzielał wywiadów. "Na ten temat powstały już legendy" - mówił kilka lat temu, pytany o powody swojego milczenia. Wspominał, że po premierze filmu "Jak rozpętałem II wojnę światową" spotkał się z publicznością w Radomiu i gdy przeczytał recenzję z tego spotkania, postanowił: "nigdy w życiu nikomu nie udzielić żadnego wywiadu". "Odpowiadałem na pytania - naiwnie, może czasami zbyt naiwnie" - mówił.

Remigiusz Grzela, który przeprowadził z Kociniakiem wywiad rzekę, tak opisywał wspólną pracę: "Zazwyczaj tego rodzaju rozmowy ze sławnymi ludźmi naznaczone są swego rodzaju patosem w opowiadaniu o samym sobie. Rozmówcy starają się pokazać swoje zalety i dokonania, a zatuszować to, czym nie można się pochwalić. Marian Kociniak postąpił inaczej, nie skupia się na tym, by kreować siebie lub ubarwiać swoje doświadczenia, nie zależy mu na pokazaniu siebie z jak najlepszej strony. Otwarcie opowiada o swoich słabościach, problemach z alkoholem, konfliktach w zespołach aktorskich".

W książce Kociniak podśmiewał się z kolegów, którzy przygotowują się do spektaklu, czytając dzieła filozoficzne. Sam siebie nazywał "aktorskim zwierzęciem", a swoją metodę pracę określał jako "grę bebechami". "Ty nie myśl, tylko graj i mów prawdę. Będę wiedział, kiedy kłamiesz" - przywoływał radę swojego przyjaciela Henryka Borowskiego, która, jak twierdził, przydawała mu się całe życie.

Był jednym z najzdolniejszych i najinteligentniejszych polskich aktorów, artystą, który stronił od kontrowersji, nie udzielał wywiadów i unikał kamer; podkreślał, że nikt nie powinien próbować odbierać mu prawa do prywatności. To dlatego fani wiedzieli o Marianie Kociniaku tak niewiele. Dopiero po jego śmierci na jaw wyszły kulisy prywatnego życia aktora.

Nade wszystko przedkładał sztukę, szukał wyzwań zawodowych, bez wahania odrzucał projekty błahe, niewymagające artystycznie.

Nie rozdrabniał się, nie grywał gdzie popadnie, dlatego w ostatnich lat tak rzadko można go było zobaczyć na ekranie. Mówił, że dobrych scenariuszy jest jak na lekarstwo, a na interesujące projekty filmowe stale brakuje funduszy.

Kociniak, nestor filmowej i teatralnej sceny, zmarł 17 marca 2016 roku. Jak twierdzą niektórzy – spieszyło mu się do żony, bez której nie wyobrażał sobie życia.

Urodził się w Warszawie, w 1936 roku. Jego dzieciństwo upłynęło pod znakiem wojny; jedyne, co pamięta, to "koszmar okupacji", niedostatek, nieustanny głód i przeraźliwe zimno. Kiedy Niemcy spalili jego dom, wraz z rodzicami został bez dachu nad głową.

Po wojnie sytuacja finansowa jego rodziny wciąż była nie do pozazdroszczenia. Postanowiono, że Kociniak pójdzie do zawodówki, przeszkoli się na ślusarza i znajdzie pracę, by pomóc podreperować domowy budżet. I chociaż chłopak marzył o zawodzie aktora, nikt nie wierzył, że zwykłemu, biednemu nastolatkowi bez znajomości powiedzie się w kapryśnej branży rozrywkowej.

Nikt, oprócz polonistki, która dostrzegła talent swojego uczenia i namówiła jego rodziców, by pozwolili mu kontynuować edukację i zdać maturę.

Rodzice aspirującego aktora mieli jednak wielkie obiekcje, gdy dowiedzieli się, że ich syn postanowił wybrać tak niepewną ścieżkę zawodową – i otwarcie krytykowali jego decyzję. I faktycznie, początkowo sytuacja nie wyglądała najlepiej. Kociniak klepał biedę, mieszkał w akademiku, zdany na łaskę znajomych, czekając, aż wreszcie zdobędzie dyplom i będzie mógł zacząć pracować.

Jego bliscy zmienili zdanie dopiero, gdy zobaczyli go na spektaklu dyplomowym; nie kryli łez i wreszcie zrozumieli, że ich syn został stworzony do grania.

- Rodzice byli wzruszeni – mówił - Matula się popłakała, ojciec też...

Bardzo mocno przeżył śmierć swoich bliskich. W 1969 roku jego ojciec źle się poczuł – gdy trafił do szpitala, okazało się, że ma raka kręgosłupa w bardzo zaawansowanym stadium. Zmarł niedługo potem. Matka aktora zupełnie się wtedy załamała i sama podupadła na zdrowiu.

- Nie wiem, na co chorowała. Myślę, że zaczęła umierać z żalu za ojcem. Z tęsknoty za nim. Kociniak żałował też, że nie utrzymywał kontaktów z bratem. Pokłócili się, kiedy Marian stwierdził, że jego bratanica nie nadaje się na aktorkę. Wtedy brat zerwał z nim kontakt.

- Nigdy się nie złamał – mówił. - Dwanaście lat później zaczadzieli razem z żoną, kiedy pilnowali domu letniskowego córki.

Kolejne nieszczęście przeżył w 2008 roku, kiedy spaliło mu się mieszkanie.

- Żona zostawiła w kontakcie preparat zapachowy, blisko stolika, na którym mam papiery – wspominał. I wyznawał, że tego dnia stracił wszystko po raz drugi - przypomniał sobie, jak Niemcy spalili jego dom, gdy był jeszcze małym chłopcem.

Dwa lata później Kociniak przeszedł operację – wycięto mu część jelita grubego. Potem zaczęły się problemy z chodzeniem. To żona czuwała przy nim i dbała, by niczego mu nie zabrakło.

- Jedynym moich przyjacielem w tej chwili jest żona. Mimo wszystkich kłód, które jej waliłem pod nogi. Wciąż jest ze mną i trzyma mnie przy życiu – opowiadał w książce "Spełniony".

Kiedy kobieta zmarła, twierdził, że nie ma już żadnego powodu by żyć. Odszedł miesiąc po niej.


Informacja: Polonijna Agencja Informacyjna







W przypadku kopiowania materiału z portalu PAI

zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło: Polonijna Agencja Informacyjna, autora - jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.

Licencja

Treści zamieszczone w Polonijnej Agencji Informacyjnej są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowa. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Materiały powstały w ramach zlecania przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów zadań w zakresie wsparcia Polonii i Polaków za granicą w 2020 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie materiałów, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji i o posiadaczach praw.



SZUKAJ INNYCH WIADOMOŚCI POLONIJNYCH



NAPISZ DO REDAKCJI - PODZIEL SIĘ WIADOMOŚCIĄ