Pogrzeb Marii Konopnickiej

Jedna z największych i najważniejszych uroczystości żałobnych w dziejach Lwowa.


"Formą władała jak wielcy mistrze, ale musiało w tej poetce być coś więcej, skoro znalazły się tu te tysięczne rzesze" - mówił podczas pogrzebu Marii Konopnickiej wiceprezydent Lwowa Tadeusz Rutowski. 11 października 1910 roku pochowana została polska poetka, pisarka i działaczka niepodległościowa. Kilkugodzinne uroczystości zamieniły się w ogromną patriotyczną manifestację. Maria Konopnicka zmarła na zapalenie płuc we Lwowie 8 października 1910 roku.

Nabożeństwo pogrzebowe rozpoczęło się w godzinach popołudniowych w kościele Bernardynów. W świątyni zmieścili się nieliczni. Tysiące ludzi, którzy pragnęli oddać hołd poetce, zebrało się pod kościołem. Tak wydarzenia te opisywał reporter "Kurjera Lwowskiego":

"Plac Bernardyński i jemu przyległe pełny był zaraz w popołudniowych godzinach. Tam, gdzie targowica, miejsca ani szmatu nie było wolnego, a na kilku spóźnionych furach chłopskich włościanki stały czerwone, patrzące, a na dachach bud i straganów chłopcy co zwinniejsi swe miejsce znaleźli. Zresztą głowa przy głowie, jak daleko okiem zajrzeć, a nad wszystkiem dwa błyszczały rydwany kwiatów, szarf i wieńców pełne, czarny karawan i szary skrawek placu przed samym kościołem Bernardynów, ogrodzony sznurami, barkami straży ogniowej i obywatelskiej od zalewu broniony".

Po skończonym nabożeństwie "wyszła na barkach ludzkich trumna czarna, od której zwisał biały, szeroki szmat całunu. Czterech ludzi ją niosło - żałobną, a snać ciężką bardzo, bo oczy na niej spoczęły wszystkich, co byli na placu". Wówczas na ozdobionej kirem trybunie pojawił się wiceprezydent Lwowa Tadeusz Rutowski, który pożegnał poetkę w imieniu miasta. Polityk w swojej przemowie odniósł się do patriotycznej i społecznej działalności Konopnickiej.

"Pieśniarka najsmutniejszej doli w narodzie, co pierwsze swoje poematy rzuciła społeczeństwu zbolałemu strasznem nieszczęściem, ta pieśniarka władała, jak wielcy mistrze słowem, w tęczowe barwy ubierała swe myśli", mówił Rutowski. "Formą władała jak wielcy mistrze, ale musiało w tej poetce być coś więcej, skoro znalazły się tu te tysięczne rzesze. […] W tej, której śmiertelne szczątki za chwilę oddamy ziemi, była wielka myśl, bezdeń uczucia, miłość nieograniczona dla wszystkich, co cierpią, dla wydziedziczonych i biednych... Poetka serca chłopskiego, poetka robotnika, poetka dzieci – Ona niosła tym wszystkim, których nękała niedola, ból serdeczny i żal, współczucie głębokie".

Po przemowie wiceprezydenta kondukt pogrzebowy wyruszył w stronę cmentarza Łyczakowskiego. W uroczystym pochodzie szli politycy, artyści, młodzież i dziesiątki tysięcy zwykłych ludzi ze Lwowa i innych miejscowości. Wśród uczestników widoczni byli także Ukraińcy, dla których twórczość i działalność Konopnickiej również były bliskie. "W żalu i bólu naszym stanął oto obok kwiat narodu ruskiego - ta młodzież, której snać prosto do serca trafiła Marji Konopnickiej strofa natchniona" - pisał reporter "Kurjera Lwowskiego". W dzień pogrzebu dwa zwaśnione narody odłożyły na bok niesnaski i pogrążyły się we wspólnym smutku.

Kondukt prowadziła "kapela czwartaków z marszem żałobnym, w którego takt postępował zastęp pożarnej straży ochotniczej ze swoim sztandarem i delegacja ruskiego [daw. ukraińskiego - przyp. red.] »Sokoła« i ruskich straży ogniowych, dalej służba miejska i tramwajarze z wieńcem". Za nimi szła polska młodzież z organizacji sportowej "Sokół", sieroty, uczniowie, nie tylko lwowskich szkół, studenci, w tym przedstawiciele Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także politycy i działacze socjalistyczni. "Dalsze ogniwo pochodu stanowiła grupa wszystkich lwowskich i wielu zamiejscowych stowarzyszeń kobiecych", powstańcy styczniowi i dwa wozy obwieszone kwiatami.

Dopiero za nimi jechał "karawan ze zwłokami wyprzedzony żałobnym chorążym na koniu i dwoma żałobnikami niosącymi zapalone latarnie". Za trumną podążała najbliższa rodzina zmarłej, politycy, włodarze miasta, przedstawiciele wszystkich lwowskich instytucji naukowych, "a wreszcie nieprzejrzane tłumy publiczności". Kondukt był tak długi, że ostatni żałobnicy opuścili plac przed kościołem Bernardynów półtora godziny po wyruszeniu pochodu.

Olbrzymia fala pochodu "z trudem wtłoczyła się w cmentarne wrota i wnet wypełniła szczelnie szczupłe już miejsce, gdyż przezorniejsi przed godziną jeszcze zajęli plac". Trumnę zdjęto z karawanu i złożono do tymczasowego grobu. "Podniósł się śpiew zakonników i zawodził długo nutę żałobną. Poczem znowu cisza". Wkrótce rozpoczęły się przemowy - "było ich dziewięć i trwały łącznie półtora godziny. W przerwach - rozbrzmiewały z oddali śpiewy chórów polskiego i ruskiego. Morze ludzkie oblało okoliczne groby i ścieżki. Słuchano w skupieniu".

Pierwszy głos zabrał poeta Jan Kasprowicz, po nim przemawiali m.in. polscy posłowie do wiedeńskiego parlamentu - członek PSL Jakub Bojko i socjalista Józef Hudec oraz działaczki organizacji kobiecych.

"Podczas ostatnich przemówień - dochodziła już godzina szósta - mrok rozciągać począł swą oponę [osłonę, powłokę - przyp. red.] nad cmentarzem, a powiększały go szare, nawiśnięte chmury. Zapalono pochodnie – czerwony blask łuną oblał grób i twarze. W tym rozpłomienionym zmierzchu dokonano ostatnich modłów i ułożono trumnę w grobowcu. Publiczność zaśpiewała zwrotkę chorału, pieśń »Boże Ojcze«, »Boże coś Polskę«, zakończono pieśnią legionów [Mazurkiem Dąbrowskiego]. Poczem żałobna rzesza opuściła zwolna cmentarz" - zakończył relację reporter "Kurjera Lwowskiego".



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.



DZIAŁ HISTORIA/KULTURA PAI ODWIEDZIŁO DOTYCHCZAS   9994376 OSÓB





Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2022

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów