POWSTANIE WIELKOPOLSKIE


Według powszechnie panującej opinii, Wielkopolanie niechętnie sięgali za broń, preferując raczej spokojną pracę na rzecz zachowania polskości i rozwoju świadomości narodowej. Tymczasem, w okresie zaborów, Wielkopolanie aż trzy razy wywoływali powstania na swoim terytorium, z czego dwa zrywy narodowowyzwoleńcze zakończyły się sukcesem (1806-1807 i 1918-1919), tylko Wiosna Ludów w 1848 r. okazała się niewypałem. Prócz tego, mieszkańcy Wielkopolski brali aktywny udział w powstaniach: listopadowym i styczniowym. O ile o ostatnim powstaniu wielkopolskim coraz więcej się mówi i pisze, tak pierwsze powstanie wielkopolskie jest zupełnie zapomniane. Pora to zmienić.

Prusy Południowe

W 1793 r. Prusy i Rosja postanowiły dokonać drugiego rozbioru Polski. Pretekstem do tego kroku było uchwalenie przez Sejm Czteroletni Konstytucji 3 Maja w 1791 r., a następnie przegrana wojna w obronie konstytucji rok później. Austria nie przyłączyła się tym razem do zaborców, a najwięcej ziem Rzeczypospolitej zagarnęła Rosja. Prusy także nieźle się obłowiły, zajmując Wielkopolskę, Kujawy, ziemię dobrzyńską, część dawnego województwa krakowskiego i Mazowsza oraz Toruń i Gdańsk. Wielkopolska, gdzie nieliczne oddziały stawiły opór wkraczającym wojskom pruskim, została przekształcona w nową prowincję – Prusy Południowe. Zostały one podzielone na dwa departamenty, jeden z siedzibą w Poznaniu, a drugi w Piotrkowie Trybunalskim, choć pierwotnie planowano umieścić siedzibę jego władz w Łęczycy. Departamenty z kolei podzielono na powiaty.

Po klęsce insurekcji kościuszkowskiej z 1794 roku, która objęła także Wielkopolskę, na dworach w Petersburgu, Berlinie i Wiedniu zapadła decyzja o przeprowadzeniu kolejnego rozbioru Polski i ostatecznej likwidacji Rzeczypospolitej. Problem była tylko wielkość nabytków, na które państwa zaborcze ostrzyły sobie zęby. Austria tym razem wzięła udział w ostatecznym wymazaniu Polski z mapy Europy. Prusy otrzymały część Mazowsza z Warszawą, a także Podlasie i część Litwy i Małopolski. Trzeci rozbiór Polski wszedł w życie w 1795 roku.

Nowe nabytki terytorialne Prus przyniosły nowy podziału administracyjny dawnych ziem polskich, które dostały się pod władzę Berlina. Prusy Południowe zostały podzielne na trzy departamenty: poznański, kaliski i warszawski. Siedzibą Prus Południowych została Warszawa. Pozostałe ziemie zagarnięte przez Prusy z wyniku III rozbioru, leżące na prawym brzegu Wisły (bez Warszawy), weszły w skład nowej prowincji Prus, tzw. Prus Nowowschodnich. Językiem urzędowym na ziemiach polskich włączonych do Prus, był język niemiecki, ale dopuszczano polskich tłumaczy do urzędów i sądów. Wszelkie zarządzenia władz publikowane były w języku niemieckim i polskim.

Władze pruskie już od początku zamierzały wprowadzić w życie plan stopniowego zgermanizowania polskiej ludności zamieszkującej nowe nabytki terytorialne. Narzędziem służącym temu celowi było wojsko. Mieszczanie i chłopi mieli opuszczać szeregi armii pruskiej jako Prusacy mówiący po polsku, lojalni poddani króla pruskiego. Dla synów szlacheckich utworzono w Kaliszu Korpus Kadetów. Język niemiecki wprowadzono także do szkół, choć na razie tylko jako jeden z przedmiotów, a nie jedyny język obowiązujący. Rozpoczęto także szeroką akcję sprowadzania na ziemie polskie osadników z krajów niemieckich, ci jednak albo wkrótce wracali z powrotem w rodzinne strony, rozczarowani do ziemi, która otrzymywali, albo przenosili się dalej na wschód, do Rosji. Dobra ziemskie, skonfiskowane uczestnikom powstania kościuszkowskiego oraz duchowieństwa i dawne dobra królewskie, rozdawano pruskim junkrom, zastrzegając, że nie mogą one zostać sprzedane polskiej szlachcie. Wszystkie te działania okazały się jednak znikome i nie zmieniły znacząco sytuacji etnicznej na ziemiach zaboru pruskiego. Plany pruskich urzędników przerwało pojawienie się Napoleona nad Sprewą i Wartą.

Francuski bóg wojny
Rewolucja francuska, która wybuchła w 1789 r., wywołała popłoch w stolicach państw Starego Kontynentu. Dla europejskich monarchów detronizacja Ludwika XVI i jego zgilotynowanie, za czym poszło ogłoszenie Francji republiką, było największą zbrodnią, zasługującą nie tylko na słowa potępienia, ale przed wszystkim na kontrakcję. Republika miała zostać obalona, a monarchia odbudowana droga zbrojnej interwencji. W 1792 r. zawiązała się I koalicja antyfrancuska, ale żołnierze francuscy nie tylko odparli atak, ale wnet zanieśli rewolucyjne hasła poza granice Francji. Dowodził nimi młody, ale niezwykle zdolny generał rodem z Korsyki, Napoleon Bonaparte. Kolejne koalicje: II (1798 – 1802) i III (1805), także nie przyniosły zwycięstwa mocarstwom europejskim. Napoleon, który w 1804 r. koronował się na cesarza Francuzów, był niepokonany.

Prusy przyłączyły się do I koalicji, ale później wybrały politykę neutralności. W II i III koalicji Prus zabrakło, mimo sojuszu, jaki zawarł rosyjski car Aleksander I z królem Prus Fryderykiem Wilhelmem III w 1805. Politycy berlińscy zdawali sobie jednak sprawę, że wojna z Napoleonem jest nieunikniona. Parła do niej „partia wojenna”, na czele której stała piękna i energiczna królowa pruska Luiza. Rozwiązanie przez Napoleona Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i powołanie do życia Związku Reńskiego, Fryderyk Wilhelm potraktował to jako casus belli. 1 października 1806 r. Prusy wypowiedziały wojnę Francji.

Pruska kampania Napoleona była jedną z najkrótszych w karierze tego wodza. Już bowiem 14 października 1806 r. cesarz oraz marszałek Louis Nicolas Davout, rozbili w pył armię pruską w bitwach pod Jeną i Auerstedt. 27 października Napoleon wkroczył triumfalnie do Berlina. Armia pruska, zacofana technicznie i niereformowana od czasów Fryderyka Wielkiego, praktycznie przestała istnieć. Całe oddziały pruskie, miasta i twierdze, poddawały się Francuzom. Mimo wygranych bitew, wojna trwała nadal. Napoleon obawiał się (i słusznie), że Rosja ruszy na pomoc Prusom. W tej sytuacji cesarz postanowił pozyskać sobie Polaków i namówić ich do powstania antypruskiego. Nie tylko on jednak zamierzał pozyskać Polaków do współpracy. Młody arystokrata, spowinowacony zresztą z domem Hohenzollernów, książę Antoni Radziwiłł, zwrócił się do Fryderyka Wilhelma III z projektem utworzenia legionów złożonych z Polaków w zaborze pruskim pod nazwą „Legiony Nadwiślańskie”. Fryderyk Wilhelm miał zostać obwołany królem Polski. Pomysł ten nie zyskał jednak aprobaty króla ani berlińskich sfer rządowych.

Powstanie

Pośrednikiem pomiędzy cesarzem Francuzów a Polakami, został doskonale znany Napoleonowi i szanowany przez Polaków gen. Jan Henryk Dąbrowski. Przedstawił on cesarzowi projekt zakładający stworzenie polskiego wojska, usunięcie pruskich urzędników oraz wezwanie Polaków do walki z zaborcami. Emisariusze wysłani do Wielkopolski zapewniali o entuzjazmie, jaki zapanował wśród Polaków z zaboru pruskiego.

3 listopada 1806 r. Dąbrowski wezwał Polaków z zaboru pruskiego do powstania w obliczu nadchodzących wojsk francuskich. Odzyskanie niepodległości uzależniono od podjęcia wysiłku zbrojnego przez Polaków. Tego samego dnia, do Poznania dotarły przednie straże wojsk francuskich, a trzy dni później do miasta wjechał sam Dąbrowski wraz z Józefem Wybickim, znanym politykiem i prawnikiem, a przede wszystkim twórcą Mazurka Dąbrowskiego. Panowie zostali owacyjne przyjęci przez mieszkańców miasta. Warto przy tej okazji przypomnieć, że słynny obraz Jana Gładysza Wjazd Jana Henryka Dąbrowskiego do Poznania nie przedstawia przybycia Dąbrowskiego do stolicy Wielkopolski w listopadzie 1806 r., a jego przyjazd już po zawarciu pokoju w Tylży latem 1807 r. W 1806 r. Dąbrowski wjechał do miasta z zachodu, a na obrazie widzimy jego przejazd przez Chwaliszewo, czyli od wschodu (z tyłu widać wieże katedry). Dysponujemy także wspomnieniami naocznego świadka, uczestnika wojen napoleońskich. Według jego relacji, Dąbrowski został hucznie powitany przez poznaniaków na Świętym Marcinie i przyjechał do miasta karetą, a nie wierzchem, jak wskazuje obraz Gładysza.

Dąbrowski, wbrew pierwotnym planom, zakazywał Polakom usuwania pruskich urzędników. Nakazał dalej pełnić im swe obowiązki, przynajmniej do czasu zawarcia pokoju. Wydaje się również prawdopodobne, że generał zrezygnował z podrywania do walki szeroki mas chłopów i mieszczan. Zapewne nie chciał niepokoić szlachty, która odnosiła się początkowo nieufnie do osoby Napoleona. Dąbrowski myślał raczej o organizowaniu regularnych oddziałów wojskowych, a do tego potrzebne mu było poparcie szlachty i pozostawienie dotychczasowej administracji.

O ile w departamencie poznańskim było w miarę spokojnie i obeszło się niemal bez wialki, tak do większych wystąpień antypruskich doszło na wschodzie Wielkopolski, w departamencie kaliskim. Tu bowiem przygotowania do powstania zaczęto dużo wcześniej. Mieszkańcy Kalisza już 9 listopada sami wyzwolili swoje miasto spod władzy Prus. Usunięto też, wbrew woli Dąbrowskiego, większość urzędników pruskich, poza pracownikami urzędów podatkowych, akcyzy i poczty. Tego samego dnia Polacy przejęli władzę w Stawiszynie, Koninie, Kępnie, Sieradzu i Łęczycy. Wszędzie przejęto i zabezpieczono magazyny z bronią, umundurowaniem i kasy wojskowe. Zorganizowano władze miejskie i powiatowe, a nawet mieszkańcy dobrowolnie opodatkowywali się na rzecz poboru rekruta do przyszłej armii polskiej.

W krótkim czasie praktycznie cała Wielkopolska została wyzwolona. Ustanowiono tymczasowe władze, zachowując jednak pewną liczbę urzędów ustanowionych przez władze pruskie z ich dotychczasową obsadą. Niezwłocznie przystąpiono do tworzenia komisariatów wojskowych i rekrutacji żołnierzy. W departamencie poznańskim powołano pod broń 8684 żołnierzy, z których utworzono cztery regimenty piesze oraz kilka pułków kawalerii, liczących 1822 jeźdźców. Szlachta z departamentu poznańskiego uchwaliła podatek w wysokości 10% dochodów na cele wojskowe. Napoleon wszakże zapowiedział, że odbuduje niepodległą Polskę, jeśli zobaczy 30 do 40 tys. polskich żołnierzy.

Do połowy stycznia 1807 r. regularny pobór objął 20 tys. żołnierzy, do którego doszło jeszcze ok. 4 tys. pospolitego ruszenia. Komendę nad pełną zapału, ale jeszcze mało zdyscyplinowaną i słabo wyszkoloną armią objęli: gen. Józef Niemojewski i płk. Wincenty Krasiński (ojciec poety Zygmunta, jednego z narodowych Wieszczów). Wtedy też przyszedł rozkaz cesarski, aby przygotować wojska do wymarszu na nieprzyjaciela. Sformowane oddziały podzielono na trzy legie: warszawską, kaliską i poznańską. Równocześnie Napoleon powołał 14 stycznia 1807 r. siedmioosobową Komisję Rządzącą, jako rząd tymczasowy dla ziem polskich wyzwalanych spod władzy pruskiej. Na jej czele stanął marszałek Sejmu Wielkiego Stanisław Małachowski, a w jej składzie znalazł się Józef Wybicki.

Tymczasem nadeszły niepokojące wieści. Do Prus wkroczyły wojska rosyjskie, zmierzające do wyparcia Francuzów z tego kraju. Napoleon nie czekał jednak na nieprzyjaciela i sam ruszył przeciwko Rosjanom wraz z oddziałami polskimi. To już jednak zupełnie inna historia.

Warto na koniec dodać, że powstanie wielkopolskie 1806-1807 znalazło swoje odzwierciedlenie w literaturze pięknej. W księdze VII Pana Tadeusza, Bartek Prusak tak opisuje to wydarzenie:

Pamiętam, kiedy przeszli Francuzi przez Wartę,
Bawiłem za granicą wtenczas, w roku Pańskim
Tysiącznym osimsetnym szóstym; właśnie z Gdańskiem
Handlowałem, a krewnych mam wielu w Poznańskiem.

Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem Józefem
Grabowskim, który teraz jest rejmentu szefem,
A podówczas żył na wsi blisko Obiezierza,
Polowaliśmy sobie na małego źwierza.
Był pokój w Wielko - Polszcze, jak teraz na Litwie;
Wtem nagle rozeszła się wieść o strasznej bitwie;
Przybiegł do nas posłaniec od pana Todwena,
Grabowski list przeczytał, krzyknął: <<Jena! Jena!
Zbito Prusaków na łeb, na szyję, wygrana!>>
Ja, z konia zsiadłszy, zaraz padłem na kolana,
Dziękując Panu Bogu.

Do miasta jedziemy
Niby dla interesu, niby nic nie wiemy,
Aż tu widzimy: wszystkie landraty, hofraty,
Komisarze i wszystkie podobne psubraty
Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje,
Jako owad prusaczy, gdy wrzątkiem kto zleje.
My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie
O nowinki? pytamy, co słychać o Jenie?
Tu ich strach zdjął, dziwią się, że o klęsce owej

Już wiemy; krzyczą Niemcy: <<Achary Got! o wej!>>
Spuściwszy nos, do domów, z domów dalej w nogi -
O, to był rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi
Pełne uciekających; niemczyska jak mrowie
Pełzną, ciągną pojazdy, które lud tam zowie
Wageny i fornalki; mężczyźni, kobiety,
Z fajkami, z imbryczkami, wleką pudła, bety;
Drapią, jak mogą; a my milczkiem wchodzim w radę:
Hejże na koń, pomieszać Niemcom rejteradę!
Nuż landratom tłuc w karki, z hofratów drzeć schaby,

A herów oficerów łowić za harcaby -
A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania
I cesarski przynosi rozkaz: do powstania!
W tydzień jeden - tak lud nasz Prusaków wychłostał
I wygnał, na lekarstwo Niemca byś nie dostał!



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.



DZIAŁ HISTORIA/KULTURA PAI ODWIEDZIŁO DOTYCHCZAS   9994368 OSÓB





Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2022

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów