Boże Narodzenie na świecie


W tradycji chrześcijańskiej Boże Narodzenie, po raz pierwszy pojawiło się w 354 roku. 25 grudzień jako „oficjalny” dzień Bożego Narodzenia, nie został wybrany przypadkowo. Święto to miało stanowić przeciwwagę, dla obchodzonego w tym samym czasie Dnia Narodzin Niezwyciężonego Słońca, poświęconemu perskiemu bogu Mitrze. W polskiej tradycji Boże Narodzenie od wieków było obchodzone godnie jako Wielkie Święto. Zwyczaj godnego uczczenia świąt Bożego Narodzenia, powiązany był ze słowiańskim zwyczajem zaślubin, które inaczej określano godami. Takie połączenie wywodziło się z tradycji ludowej, w której 25 grudnia był nie tylko dniem narodzin Boga, ale również zaślubin (godów) dnia i nocy, ciemności i światła.

Z tego też powodu, Boże Narodzenie oraz okres do Trzech Króli nazywano godami bądź godnymi świętami. Dotychczas, w liturgii Kościoła, Boże Narodzenie jest pierwszym dniem całego cyklu świątecznego, podczas którego celebrowane są nabożeństwa i uroczystości kościelne na pamiątkę narodzenia Chrystusa. Trwają one, aż do 6 stycznia, do zamykającego cykl wielkiego święta Trzech Króli. Tak wzniosłe święto wymagało odpowiedniej oprawy, to też w pierwszy dzień godnych świąt, spędzano w rodzinnym gronie, w atmosferze spokoju, powagi i na wspólnym śpiewaniu kolęd.

W tym dniu zakazane były wszelkie codzienne obowiązki, z wyjątkiem obrządku inwentarza. Nie organizowano zabaw ani wesel. Nie wolno było sprzątać, rąbać drwa, przynosić wody ze studni, rozpalać ognia pod kuchnią ani gotować. Wierzono też, że nie należy należało np. przeglądać się w lustrze, czesać i poprawiać splecionych rano warkoczy. Niezbędne prace należało wykonać dzień wcześniej przed Wigilią Bożego Narodzenia. Dzień ten spędzano w domu, bez przyjmowania i składania wizyt, wierzono bowiem, że nie należy domownikom zakłócać spokoju i pobożnego nastroju Bożego Narodzenia. Wszelkie spotkania z krewnymi przekładano na dzień następny.

Polacy mieszkają we wszystkich zakątkach świata, także tam, gdzie nie ma świąt Bożego Narodzenia, a jeżeli są obchodzone, to nie zawsze tak samo jak w Polsce. Zobaczmy jak świętuje się w niektórych, nie tak dalekich krajach.

Wielka Brytania

Słowo Christmas pochodzi od staroangielskich słów Mass of Christ czyli Msza Chrystusowa. Święto Bożego Narodzenia na wyspach obchodzi się od wczesnego średniowiecza i tu, podobnie jak w innych państwach, przejęto zwyczaje i obrzędy od wcześniejszych kultur, nadając im chrześcijańskie treści. Na przestrzeni wieków większość obrzędów zanikła i dziś świąteczne zwyczaje są bardzo podobne do tych obchodzonych w innych częściach świata.

Boże Narodzenie to ulubiony dla Brytyjczyków czas, którego oczekiwanie rozpoczynają bardzo wcześnie. Już w październiku sklepy wypełniają się towarami ozdobionymi postaciami pyzatego Mikołaja. Na domach pojawiają się ozdoby, prezenty kupuje każdy każdemu. Secret Santa to zwyczaj obdarowywania się drobnymi upominkami skrupulatnie przestrzegany na Wyspach.

W roku 1843 [powstał zwyczaj rozdawania kartek z zabawnymi życzeniami. Dlaczego wówczas? otóż kilka lat wcześniej zreformowano Królewską Pocztę i kartki miały pomóc spopularyzować tą formę usługi w społeczeństwie. Świąteczne kartki pocztowe bardzo się spodobały i szybko stały się popularne. Otrzymane kartki wieszało się nad kominkiem na specjalnie do tego celu rozpiętym sznurku. Ilość kartek świadczyła o statusie i popularności rodziny. Ale! uwaga - do 6 stycznia wszystkie otrzymane życzenia musiały zniknąć z domu podobnie jak inne świąteczne symbole. Wierzono, że jeżeli jakikolwiek ślad po świętach pozostanie w domu po święcie Trzech Króli, rodziną będzie miała pecha i nie ominą ich nieszczęścia.

Wśród kulinarnych tradycji Brytyjczyków ważne miejsce zajmuje uroczysty obiad z nieodłącznym bożonarodzeniowym puddingiem. Christmas pudding przygotowuje się ze wszystkich kojarzących się ze świętami smakołyków – korzennych przypraw, orzechów, kandyzowanych i suszonych owoców, pomarańczy. Dodaje się do niego również odrobinę alkoholu. Głównym daniem w Anglii jest nadziewany indyk, podawany z pieczonymi ziemniakami i warzywami. Na wyspach nie ma tradycji częstowania się opłatkiem tak jak to robi się u nas podczas wigilijnej kolacji. Tutaj po puddingu na stole, przed domownikami, rozkłada się papierowe rolki w kształcie dużych cukierków, nazywa się je crackers’ami. Wewnątrz ukryte są drobne przedmioty lub zabawne wierszyki.

Do tradycji należy również pocałunek pod jemiołą, którego na dodatek nie można odmówić! zaś miejscem prezentów są skarpety najlepiej wiszące przy kominku. Dlaczego tam? bo wcześniej zgodnie z tradycją spisywano swoje życzenia na karteczkach, które palono właśnie w kominku. Dym niósł życzenia do Mikołaja, a on wrzucał je zmaterializowane w postaci prezentów do domu przez komin, czyli nieopodal kominka właśnie.

Drugi dzień świąt to w Anglii Boxing Day - dzień wielkich wyprzedaży, obniżek cen, Brytyjczycy ruszają na zakupy.

Irlandia

Boże Narodzenie to jedno z najważniejszych świąt dla Irlandczyków, stawiane na równi z Dniem św. Patryka, patrona kraju. Jest to oczywiście święto państwowe, wolne od pracy, ale pozamykane są również stacje benzynowe, restauracje i puby. To istotne, bowiem to nie tylko jedyny dzień w roku, kiedy są one nieczynne, ale w grudniu puby przeżywają prawdziwe oblężenie, związane z ciekawą tradycją znaną jako 12 Pubs of Christmas. Polega ona na odwiedzeniu 12 barów jednego wieczora, w każdym należy wypić jedno piwo lub drinka. Większość Irlandczyków Boże Narodzenie spędza więc w domu, w pierwszy dzień świąt w Irlandii raczej nie chodzi się w gości, za to obowiązkowo do kościoła.

Najprzyjemniejszym momentem jest otwieranie prezentów, niektórzy od tego zaczynają dzień, inni czekają do uroczystej kolacji bożonarodzeniowej. Oprócz tradycyjnych podarków jak zabawki dla dzieci, gadżety elektroniczne, perfumy, płyty, książki czy ubrania dla dorosłych, Irlandczycy obdarowują się również tzw. Christmast cracker. Są to specjalne cukierki, które dwie osoby ciągną za końce. Po rozerwaniu go i wielkim huku, ze środka wysypuję się drobne gifty, często z akcentem humorystycznym.

W Irlandii ważną ozdobą świąteczna jest jemioła, zwłaszcza, że wypada się pod nią pocałować z bliską osobą. Co więcej, nie powinno się odmówić całusa, to może być więc początek nowej miłości.

Gwiazdka w Irlandii różni się od tej w Polsce m. in. spożywanymi potrawami. Warto jednak wspomnieć, że w Irlandii jest spora Polonia, więc pewnie nie jeden rodowity Irlandczyk miał już okazję spróbować bigosu lub pierogów. W Irlandii popularne potrawy na Boże Narodzenie to to m. in. indyk, gęś, wołowina, ryby, krewetki, parówki czy warzywa, szczególnie brokuły, brukselka, marchew. Podaje się też zupę z melona. Po obfitej kolacji trzeba jeszcze znaleźć miejsce w żołądku na świąteczny pudding. Zawiera on alkohol, więc trudno sobie odmówić tej przyjemności. Dobry christmas pudding powinien być zrobiony wiele tygodni wcześniej, ma wtedy najlepszy aromat. Inny popularny deser to Mincemeat, babka z dodatkiem suszonych owoców i mięsa.

Irlandia ma swoją świąteczną stację gwiazdkową, podczas świąt w prawie każdym teatrze, klubie czy kościele odbywają się koncerty kolęd. Najpopularniejsza z nich to „The Wexford Carol”. Efektowne wydarzenia mają miejsce np. w Katedrze Kościoła Chrystusowego w Dublinie czy Ratuszu w Cork.

Ciekawą tradycją, nieznaną w Polsce, są tzw. Panto. To spektakle na podstawie znanych bajek, w których często rolę kobiecą grają mężczyźni. Przedstawienia wyróżniają się nie tylko karykaturalnymi strojami, ale i ciętym żartem, dotyczącym wydarzeń z ubiegłego roku.

Irlandczycy święta Bożego Narodzenia nazywają „Nollaig”, Święty Mikołaj jest znany jako „San Nioclás” lub „Daidí na Nollag”. Wesołych Świąt to z kolei „Nollaig Shona Dhuit”.

W święta na Wyspach, w tym także w Irlandii, można zobaczyć wiele osób, które noszą śmieszne sweterki stylizowane na rękodzieło babci. Pozory często jednak mylą, ponieważ wiele znanych marek wypuszcza takie ubrania z okazji gwiazdki, znane jako Christmas Jumper. Można je kupić z najróżniejszymi motywami, m. in. z wizerunkiem św. Mikołaja, reniferów czy postaci z bajek.

Christmas Swim to z kolei świąteczna kąpiel w lodowatej wodzie. Śmiałków można zobaczyć na wielu plażach, ale najpopularniejsza miejscówka to 40 Foot na przedmieściach Dublina – Sandycove. Uczestnicy najczęściej skaczą do wody w przebraniach św. Mikołaja.

Niemcy

W Niemczech, podobnie jak i w Polsce, Boże Narodzenie to jedno z najważniejszych świąt. Choć jesteśmy sąsiadami, to można zaobserwować inne od naszych tradycje. Przygotowania do Weihnachten, czyli Bożego Narodzenia, Niemcy rozpoczynają w pierwszą niedzielę adwentu, cztery tygodnie przed Wigilią. O tym, że zbliżają się święta przypominają reklamy w telewizji, promocje w sklepach i coraz bardziej przystrojone ulice oraz domy. Domy ozdabia się wiankami zrobionymi z gałązek jodły lub świerku przystrojonymi fioletowymi wstążkami i czterema świeczkami. Wszystko to ma swoją symbolikę -zieleń jodły oznacza nadzieję, fiolet to refleksja nad przeszłością, natomiast świeczki to światło. W każdą niedzielę zapala się jedną świeczkę aż do Bożego Narodzenia.

To co jest bardzo popularne w Niemczech to kalendarz adwentowy (Adventskalender) , często przygotowuje się go samodzielnie. Tradycyjny kalendarz adwentowy w kształcie domku ukazuje sceny z życia Chrystusa ukryte za specjalnymi okienkami. Jest ich 24. Mają one niezły walor edukacyjny, gdyż najmłodsi każdego dnia z niecierpliwością otwierają jedno okienko, w którym ukryty jest cukierek.

W Niemczech powszechne jest robienie własnoręcznie także dekoracji świątecznych. Nastrój świąteczny jest wszechobecny w szkołach, gdzie na zajęciach przygotowuje się ozdoby na choinkę i do przystrajania domu.

W wielu miastach w czasie adwentu organizowane są jarmarki bożonarodzeniowe (Weihnachtsmärkt), na których można kupić ozdoby choinkowe, prezenty i inne świąteczne produkty, a także napić się grzanego wina z przyprawami korzennymi i piwa. Najsłynniejszym i najstarszym kiermaszem jest Christkindlesmarkt w Norymberdze. Odbywa się na Hauptmarkt, centralnym placu Starego Miasta. Jego historia sięga początków XVII wieku. Chętnie odwiedzane przez Niemców oraz turystów są także jarmarki bożonarodzeniowe w Berlinie i Monachium.

Wielokrotnie podkreślaliśmy, że choinka to niemiecki zwyczaj. Tam też zapoczątkowywano tradycję ich ozdabiania. Drzewko bożonarodzeniowe pojawiło się na przełomie XV i XVI wieku w Nadrenii. Świerk symbolizował drzewko życia, które stało się dostępne dla ludzi w momencie narodzin Jezusa Chrystusa. Początkowo było wieszane pod sufitem, czubkiem do dołu. Wielkim zwolennikiem ozdabiania choinki był Marcin Luter, twórca reformacji. Warto wspomnieć o bardzo unikalnym zwyczaju w Niemczech, dziś już raczej zapomnianym. Dawniej bowiem zasadą było, że dzieci nie mogą brać udziału w ozdabianiu choinki. Uważało się, że drzewo może wtedy stracić swój tajemniczy urok. Stąd choinka dekorowana była dopiero w Wigilię. Ojciec zwykle trzymał dzieci w oddzielnym pokoju, podczas gdy matka wydobywała drzewko z ukrytego miejsca i ozdabiała ją jabłkami, cukierkami, orzechami, ciasteczkami czy też świecami. Dziś w wielu domach drzewka ozdabia się znacznie wcześniej. Choinki przystrajane są także na miejskich placach lub przed ratuszami, a ta najsłynniejsza znajduje się przed Bramą Brandenburską w Berlinie.

Oprócz choinki, ważnym elementem wystroju są drewniane żłobki z figurami dzieciątka Jezus, Maryi, Józefa i Trzech Króli.

To co najpiękniejsze w świętach, a więc spotkania z rodziną, jest oczywiście również praktykowane w Niemczech. Ludzie już kilka dni przed Wigilią życzą sobie Wesołych Świąt (po niemiecku Frohe Weihnachten).

Heiliger Abend, czyli Wigilia. Choć święta zaczynają się 24 grudnia, to ten dzień nie ma tak uroczystej oprawy jak w Polsce. Wigilia to dla niemieckich gospodyń jeszcze czas przygotowań, wiele osób idzie do pracy. Firmy, biura i sklepy zamykane są jednak wcześniej. Wieczorem rodzina spotyka się przy lekkim posiłku (głównie sałatka ziemniaczana i frankfurterki) i wymienia prezentami. W odróżnienia od polskich zwyczajów, życzenia składa się bez dzielenia się opłatkiem, nie zostawia się też pustego talerza dla niespodziewanego gościa. Za to przy kolacji można znaleźć symboliczny pieniążek, który ma zapoczątkować dostatek przez cały rok. Wigilia czasami nazywana jest w Niemczech „Dickbauch" (co oznacza „gruby żołądek") z powodu mitu, że ci, którzy nie zjedzą za dużo, będą prześladowani przez demony w nocy. Więc wszyscy starają się w tym dniu w pełni wypchać brzuch. Inny przesąd mówi o tym, że w trakcie kolacji goście nie mogą wstawać od stołu, gdyż przynosi to pecha.

W kościołach katolickich o północy odprawiana jest pasterka, choć wielu Niemców uczestniczy we Mszy św. w dniu Bożego Narodzenia.

Weihnachtstag i Zweiter Weihnachtsfeiertag. „Prawdziwe” święta zaczynają się dopiero 25 grudnia. Wtedy przychodzi czas na większą ucztę. Niemcy zasiadają przy stole i delektują się takimi potrawami jak gęś z ziemniakami lub knedlami z czerwoną kapustą, sałatka kartoflana lub z makaronem, pieczona kiełbasa i potrawy z kapusty kiszonej. Menu kolacji wigilijnej często składa się również z potraw regionalnych. Na stole tradycyjna liczba potraw wynosi 10, a karp wcale nie należy do tych najważniejszych. Jeśli chodzi o słodkości, to Niemcy uwielbiają imbirowe ciasteczka w kształcie ludzików oraz domków oraz pierniczki. Te ostatnie spożywa się w święta niemal obowiązkowo. Innym ciastem bożonarodzeniowym jest strucla tzw. Weihnachtsstollen. Jest to rodzaj ciasta drożdżowego z bakaliami i rodzynkami. Nasi sąsiedzi zajadają się również „Christstollen" (długie bochenki nadziewane orzechami, rodzynkami, cytrynem i suszonymi owocami), marcepanem i „Drezno Stollen" (wilgotny, ciężki chleb wypełniony z owocami).

Ważnym elementem obchodów świąt jest wspólne kolędowanie. Popularne pieśni to „O Tannenbaum” (o świątecznej choince), „Stille Nacht, Heilige Nacht!" (Cicha noc) czy „O du frohliche” (O błogosławiony). Jednym ze zwyczajów jest odwiedzanie domów przez Sternsinger ów. W zamian za wykonanie piosenki otrzymują pieniądze, które zazwyczaj przekazują na cele charytatywne (jest to głównie tradycja katolicka). Śpiewacy to najczęściej dzieci, ubrani jak Mędrcy - jest to nawiązanie do Mędrców ze Wschodu którzy przybyli do Betlejem, aby oddać pokłon Jezusowi. Sternsingerzy pod postacią trzech króli odwiedzają domy od 27 grudnia do 6 stycznia.

Austria

Podczas Bożego Narodzenia (Christtag, Weihnachten) Austrię wypełnia niezwykły nastrój. 25 i 26 grudnia to dni rodzinnych spotkań w ciepłej atmosferze. Jakie tradycje wiążą się z tym czasem?

Atrakcyjne ozdoby i przysmaki można kupić na jarmarkach bożonarodzeniowych. W Wiedniu największym powodzeniem cieszy się ten pod ratuszem. Stoisko nad jeziorem Wolfgangsee w Salzburgu co roku zachwyca turystów i mieszkańców. Austriacy wysyłają sobie życzenia. W miejscowości Christkindl działa specjalna poczta, którą można wysłać kartki świąteczne i wesprzeć cele dobroczynne.

Choinka w austriackim domu obowiązkowo przyodziana jest w słomiane ozdóbki, słodycze i świeczki. Ten ostatni element często zmusza do interwencji straż pożarną. Nie można jednak zaprzeczyć, że doskonale wpisuje się w klimat Bożego Narodzenia. Zanim świąteczne drzewko stało się w Austrii popularne, główką atrakcją była szopka.

W tym państwie powstała w 1818 roku sławna dziś na cały świat kolęda Cicha noc (Stille Nacht). Słowa do niej napisał wikary Joseph Mohr, a dwa lata później wierni kościoła w Oberndorfie usłyszeli je razem z melodią skomponowaną przez przyjaciela księdza, Franza Xavera Grubera. Kolęda została napisana w czasie niepokoju i grozy. Wojny napoleońskie, ciągłe zmiany granic, odzyskiwanie i tracenie poszczególnych terenów – Cicha noc w tym wszystkim niosła pokój i nadzieję na lepsze czasy. Współcześnie piosenki, wiersze lub muzyka świąteczna również są obecne podczas Bożego Narodzenia w austriackich domach. Niektórzy grają i recytują, inni wolą tylko się wsłuchiwać.

26 grudnia zaczynają się Aperschnalzen. To widowiskowe pokazy, na których mężczyźni uderzają batami w powietrzu, by przepędzić zimę z kraju. Choć drugi dzień świąt to trochę zbyt wcześnie na kolejną porę roku, Aperschnalzen cieszą się dużą popularnością ze względu na niesamowite dźwięki wydawane przez długie baty. Te austriackie rytmy goszczą na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Zgodnie z wierzeniami między 24 grudnia a 6 stycznia pojawiają się Perchten. Te przedziwne stwory odwiedzają austriackie wsie. Co ciekawe, niektóre są dobre i życzliwe (Schönperchten), a inne paskudne i złe (Schiarchperchten). Niezależnie od tego ich wizyta ma przynosić szczęście i pomyślność. Są szczególnie popularne w Salzburgu, Styrii oraz Tyrolu i coraz częściej przychodzą do miast.

Francja

Boże Narodzenie we Francji to „Noël”, co wywodzi się od słów „phraselesbonnesnouvelles”. W wolnym tłumaczeniu oznacza to „dobrą nowinę” w nawiązaniu do przyjścia na świat Jezusa Chrystusa. Jeśli natomiast chcemy komuś z Francji życzyć wesołych świąt, wtedy mówimy „JoyeuxNoël". W Bretanii używa się też powiedzenia „NedelegLaouen ", a na Korsyce „Bon Natale".

Większość Francuzów swoje prezenty odpakowuje rankiem 25 grudnia. Przynosi je PèreNoël, czyli św. Mikołaj. We wschodniej i północnej Francji towarzyszy mu ubrany na czarno Le PereFouettard. To on decyduje, czy dziecko zachowywało się dobrze czy źle, i czy zamiast prezentu dostanie karę. Warto wspomnieć, że listy do Świętego Mikołaja nie znikają po prostu w koszu na śmieci. Od 1962 roku we Francji obowiązuje przepis, który stanowi, że na każdy z nich należy odpowiedzieć w formie pocztówki.

Francuzi są zakochani w kuchni, dla nich gotowanie to prawdziwa sztuka, a jedzenie jest jedną z najwspanialszych przyjemności. Już samo siedzenie przy stole ma symboliczny wymiar, związany z zacieśnianiem więzi rodzinnych. Podczas świąt mogą więc dać upust swoim kulinarnym fantazjom i potrzebom. Na pewno jest to inny zestaw jedzenia niż w Polsce, brak w nim pierogów, bigosu czy zupy grzybowej. Bożonarodzeniowa uczta to przede wszystkim owoce morza (krewetki, ostrygi, ślimaki), pieczony drób (indyk z kasztanami, bażant faszerowany foiegras, kogut) przyrządzany na różne sposoby, grzyby oraz deser buche de Noël - delikatna rolada z biszkoptu i różnych kremów w kształcie kłody drewna. Ten deser ma duże znaczenie dla Francuzów, bowiem przypomina on dawny zwyczaj przynoszenia do domu dużego kawałka drewna, które paliło się potem w kominku przez cały wieczór świąteczny. Proces podpalania go był bardzo ważny, w zależności od lokalnych obyczajów, wszczynał go gospodarz domu, matka zebranych dzieci czy też młode dziewczęta.

Warto poświęcić kilka słów o miejscu spożywania bożonarodzeniowych potraw, czyli… stole. Dla Francuzów bardzo ważne jest, aby podczas Bożego Narodzenia wyglądał on wyjątkowo elegancko. Zazwyczaj na stole stoją trzy świeczniki, które przedstawiają Trójcę. Ciekawą tradycją świąteczną jest to, że należy związać końce obrusu, aby diabeł dostał się pod stół.

Ważną częścią Noël są szopki bożonarodzeniowe oraz figurki świętych. Żłobek wystawia się w widocznym miejscu, co nawiązuje do dawnego zakazu w czasie Rewolucji odnośnie publicznego prezentowania symboli religijnych. Francuzi mieli więc żłobek w domu, dziś tę tradycję kultywuje się pierwszego dnia adwentu lub 6 grudnia, ostatecznie w niedzielę tuż przed Bożym Narodzeniem. Tak samo figurki świętych, nazywane „santons” były zakazane podczas Rewolucji, wiec na złość władzy otaczano je szczególnym kultem. Figurki, wbrew nazwie, przedstawiają nie tylko Jezusa, Maryję i świętych, ale i zwyczajnych ludzi jak burmistrz, policjant czy ksiądz. Stolicą tych charakterystycznych figurek jest miasteczko Aubagne w Prowansji. Popularną ozdobą we francuskich tradycjach bożonarodzeniowych jest także jemioła, którą zawiesza się nad drzwiami w okresie świątecznym.

Włochy

W kraju na Półwyspie Apenińskim Boże Narodzenie (po włosku Natale) jest najbardziej uroczystym dniem świąt. W samo południe z balkonu centralnego bazyliki watykańskiej papież udziela błogosławieństwa „Urbi et Orbi” (Miastu i światu) i składa bożonarodzeniowe życzenia.

Budowanie szopek bożonarodzeniowych (Presepe) to tradycja, która we Włoszech jest równie ważna jak ozdabianie choinki. Pomysłodawcą szopki był bowiem ich rodak św. Franciszek z Asyżu (pierwsza powstała w 1223 roku w mieście Greccio) i od lat jest ona nieodłącznym symbolem gwiazdki. Włosi budują je wszędzie - w domach, ale i na ulicach, klatkach schodowych, w szkołach, szpitalach czy w instytucjach. Szopki składają się z postaci wykonywanych z drewna, kamienia, gipsu lub terrakoty itp. Wiele z nich wykonanych jest z niesamowitą fantazją i dbałością o szczegóły. Te największe/najciekawsze znajdują się w Rzymie, Neapolu, Genui i Bolonii. W stolicy w okresie świątecznym odbywa się wielka, połączona z konkursem wystawa szopek z całego świata. Uczestniczą w nich dzieła sztuki z wszystkich regionów Włoch i ponad 150 państw.

Wiele pięknych Presepe można też zobaczyć w mniejszych ośrodkach. W popularnym kurorcie narciarskim Livigno szopka wykuta jest w lodzie. W Cesenatico z kolei postacie znajdują się na łodzi na kanale, a Jezus, Matka Boska i Józef są otoczeni przez anioły, rybaków i ... delfiny. W Cervii postacie tworzone są ze soli, bowiem miasteczko z niej słynie. Najdłuższa szopka ma 10 metrów długości i rozmieszczona jest w 12 grotach w Predappio.

Warto wspomnieć, że to właśnie we Włoszech znajdują się relikwie św. Mikołaja - konkretnie w Bari, w sanktuarium poświęcone temu biskupowi. Według jednego z podań, św. Mikołaj sam wybrał miejsce swojego wiecznego spoczynku, gdy przybył do Bari podczas jednej z podróży. Jego szczątki trafiły tutaj dopiero jednak 700 lat po śmierci. W bazylice di San Nicola pochowana została polska królowa Bona Sforza d’Aragona.

Drugą postacią symboliczną związaną z okresem świąt Bożego Narodzenia jest we Włoszech Befana przedstawiana jako wiedźma latająca na miotle. Jej dzień to jednak 6 stycznia, w święto Trzech Króli. Wtedy to przynosi prezenty.

Zampognari to wędrujący muzykanci, wykonujący świąteczne piosenki na dudach, fletach i obojach. To tradycja sięgająca setek lat. Ubranych w kolorowe ludowe stroje pasterzy można posłuchać w Abruzji, Kalabrii oraz Rzymie.

25 grudnia Włosi otwierają prezenty - w niektórych domach rano, ale większość rodzin robi to w czasie trwającego do wieczora obiadu. To świetna okazja, by spotkać się z rodziną i dawno nie widzianymi krewnymi. Jak na Włochów przystało, przy stole toczą się gorące dyskusje. Panowie mogą godzinami rozmawiać o piłce nożnej i najlepszej ich zdaniem lidze świata, czyli Serie A lub polityce. Panie dyskutują już w znacznie spokojniejszej atmosferze o modzie czy plotkach z życia gwiazd. Warto pamiętać, że Włosi uwielbiają przesiadywać w restauracjach i w okresie świątecznym pękają one w szwach - sporo rodzin właśnie knajpki wybiera na miejsce uczty.

Jedzenie to dla Włochów jedna z największych przyjemności. Mogą zresztą pochwalić się świetną kuchnią, wystarczy napisać, że mają około 2000 nazw określających kształt makaronu czy 4000 gatunków win. Jak to wygląda podczas świąt?

We włoskiej kuchni nie ma zbyt wielu typowo świątecznych dań. Jada się to, co zawsze, choć więcej i bardziej starannie przygotowane. Uczta podczas Bożego Narodzenia składa się tradycyjnie z 13 potraw, a dobór dań na wystawnym obiedzie zależy od regionu kraju. Na południu popularna jest np. lasagna z sosem pomidorowym, z dodatkiem mięsa wieprzowego z różnymi rodzajami serów. Mieszkańcy północy gustują w tortellini faszerowanym mięsem, szynce i warzywach. Każdy region ma swoje potrawy i używa innych składników. Na stole można więc zobaczyć również spaghetti, kaczki, indyki, kurczaki, ryby i owoce morza, czy crostini, czyli grzanki serwowane z pastą pomidorową, serami, czy pasztetem. Włosi zajadają się także cotechino - to wieprzowa kiełbasa, a dokładniej nadziewane nóżki wieprzowe. Podobno ten rodzaj mięsa symbolizuje dostatek. Prawdziwym rarytasem jest bistecca alla fiorentina, czyli befsztyki z Florencji. Na święta podaje się je ze szpinakiem.

Jeśli chodzi o słodkości, to typowo świątecznym wyrobem jest panettone, czyli babka z rodzynkami. To słodkie i syte ciasto powinno być jak największe, bowiem wtedy wróży pomyślność na cały rok. Rodzynki z kolei symbolizują złote monety, które mają przynieść bogactwo. Drugim obowiązkowym wypiekiem jest tradycyjny placek drożdżowy pandoro. Jest często podawany z cukrem pudrem o smaku wanilii, przypominającym ośnieżone szczyty włoskich Alp. Innym słodkim przysmakiem jest torrone - to deser na bazie nugatu wytwarzany z miodu, cukru i białek jajka, z dodatkiem zmielonych opiekanych migdałów, orzechów i czekolady.

Hiszpania

Boże Narodzenie w Hiszpanii (Navidad lub Natividad del Señor) to zarazem pierwszy i ostatni wolny dzień świąt (nie licząc Katalonii i Balearów, gdzie 26 grudnia obchodzi się hucznie Dzień św. Szczepana). Jest to czas spotkań z rodziną, wspólnego delektowania się specjalnie przyszykowanymi na tę okazję potrawami lub tymi, które pozostały po wigilii. Na Półwyspie Iberyjskim zamiast pierogów, bigosu, zupy grzybowej czy kapusty z grochem jada się w okresie świątecznym indyka, jagnięcinę, szynkę jamon, owoce morza, ryby czy nugat.

Tradycja wręczania prezentów w Hiszpanii na święta dotyczy bardziej 6 stycznia, czyli dnia Trzech Króli. Św. Mikołaj nie jest bowiem tak popularny w tym kraju jak w USA czy Polsce, a zabawki dzieciom wręczają właśnie mędrcy ze wschodu. Niektórzy Hiszpanie obdarowują się jednak prezentami także w Boże Narodzenie oraz składają sobie życzenia. W języku hiszpańskim „Wesołych Świąt Bożego Narodzenia” to „Feliz Navidad”; w języku katalońskim „Bon Nadal”; w języku galicyjskim „Bo Nadal”; w języku baskijskim „Eguberri on”. Zróżnicowanie regionów widać też w tradycjach bożonarodzeniowych, jak choćby tych dotyczących prezentów. Przykładowo w Kraju Basków przynosi je górnik El Olentzero, w Katalonii Caga Tió, a w Galicji El Apalpador. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza dość dziwny zwyczaj z Barcelony i okolic. Caga Tió to nic innego jak przyozdobiony pieniek drewna. Zgodnie z tradycją w okresie świątecznym przykrywa się go kocem i karmi resztkami ze stołu, a ten we wigilię lub też Boże Narodzenie „wydala” (delikatnie rzecz ujmując) z siebie prezenty. By to zrobił, rodzina musi jednak zebrać się wokół niego i walić go kijkiem. Zdecydowanie normalniejszy jest św. Mikołaj z Kraju Basków. To poczciwy grubasek, w poszarpanym ubraniu, ubrudzony węglem, który nie stroni od alkoholu i jedzenia. Nie zapomina jednak o prezentach dla dzieci z Baskonii.

Pieniek wydalający prezenty to nie jedyny specyficzny symbol bożonarodzeniowy w Katalonii, nawiązujący do procesu fizjologicznego. Mieszkańcy tego regionu dekorują szopki postacią nazywaną caganer – przedstawia ona chłopa w czerwonej czapce na głowie, siedzącego na toalecie lub odsłaniającego pośladki. Niekiedy figurka ta jest nawiązaniem do nielubianych osób, najczęściej polityków.

Litwa

W Boże Narodzenie (Kalėdos) tradycja nakazuje wcześnie wstać i sprawdzić czy w domu nie czają się jakieś duchy. Poza tym trzeba pięknie nakryć stół i przygotować wszystko na dalsze celebracje. Siano, które zdejmowano ze stołu, rozdawano zwierzętom.

Tradycyjnym posiłkiem bożonarodzeniowym był dzik lub wieprzowina. Przed Bożym Narodzeniem bardzo często było rytualne świniobicie. Głowę zabitej świni dekorowano zielenią. Jedzenie i składanie w ofierze wieprzowiny było związane z wiarą, że zwiększy to żyzność ziemi i żniwa będą udane. Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia to moment wyciszenia, zadumy i czas poświęcony przebywaniu w gronie rodzinnym. W ten dzień Litwini często zajmują się wróżeniem.

Wierzono, że pogoda w Święta Bożego Narodzenia jest prognostykiem tego, jaki będzie cały przyszły rok. Zimne święta oznaczały późną wiosnę, a słoneczny dzień - urodzajny rok. Tradycją wielopokoleniową było chodzenie od domu do domu i składanie życzeń oraz pomyślnych zbiorów. Uroczyste życzenia najpierw składali księża. Później ten zwyczaj zmienił się trochę i zaczęto się przebierać w strój Świętego Mikołaja, co było zapowiedzią, że żniwa bardzo obfite. Jeszcze później sami chłopi zaczęli się przebierać za różne zwierzęta i odwiedzać się nawzajem. Ogromną popularnością cieszyły się przebrania kóz i wołów, które kojarzą się z płodnością. Często obchody Bożego Narodzenia przeciągały się aż do Święta trzech Króli.

Dawniej uważano, że duchy, które gromadzą się podczas Bożego Narodzenia w domu przypominają owce lub węże to często odprawiana obrzędy właśnie z owcami i wężami.

W okresie Bożego Narodzenia domy na Litwie są zdobiono świerkowymi gałązkami. Nierzadko do tych gałązek są przyczepiane małe drewniane rzeźby. Okres od Bożego Narodzenia do Trzech Króli nazywa się okresem międzyświątecznym. Z obawy na wszystkie duchy, które według Litwinów właśnie wtedy krążą po domach, wieczorami nie robi się nic tylko skupia na wyciszeniu.

25 grudnia to dzień przeznaczony dla domowników, podczas gdy 26 grudnia odwiedza się dalszą rodzinę oraz sąsiadów składając już życzenia Noworoczne zgodnie z tradycją. W Wilnie całe rodziny chodzą na Plac Katedralny, żeby podziwiać ogromną i zdobioną z przepychem choinkę. Drzewko i związana z nim iluminacja stanowi coroczną wspaniałą atrakcję dla mieszkańców a zwłaszcza dla dzieci.

Czechy

W Czechach tradycyjnie ważną część obchodów Bożego Narodzenia stanowiły wróżby. Podobnie jak te związane z polskimi andrzejkami, niektóre z nich dotyczyły panien i ich zamążpójścia.

Jedna z tych wróżb polega na rzucaniu butem. Jeżeli nosek buta wyląduje skierowany w stronę drzwi, dziewczyna wyjdzie za mąż w ciągu następnego roku. Jeżeli nie, jeszcze przynajmniej przez rok pozostanie niezamężna.

Kolejna z wróżb wiąże się z jedzeniem. A raczej jego brakiem. Tradycja ta nakazuje w Wigilię pościć przez cały dzień. Ci, którym się udało, mają zobaczyć dobry omen przynoszący szczęście – złotą świnkę. Można sobie wyobrazić, jak trudny jest post, kiedy na każdym kroku kuszą nas świąteczne smakołyki!

Lanie ołowiu chyba wszyscy dobrze znają z polskich andrzejek. Zresztą inne wróżby też przypominają mi andrzejkową zabawę. W zależności od tego, co Ci przypomina wylany kształt ołowiu – to Cię spotka w nadchodzącym roku.

To, czego nie może zabraknąć na wigilijnym stole, to vánočka. Może być z makowym lub orzechowym nadzieniem. Wygląda jak chałka, ale chyba smakiem jej trochę bliżej do tradycyjnego polskiego makowca. Kolacja wigilijna to w zależności od regionu i preferencji domowników: rybna zupa lub kyselica, czyli kapuśniak, oraz kotlet (może być z kurczaka albo z karpia), do tego sałatka ziemniaczana lub ziemniaczane puree. Przyjemnym składnikiem drugiego dania jest kompot – czyli owoce w syropie. Od wigilijnego stołu się nie wstaje – w przeciwnym razie w przyszłym roku przy wigilijnym stole może nas zabraknąć. Świątecznie do zupy podaje się opłatek, ale ten z polskim opłatkiem ma bardzo niewiele wspólnego. Oplátek to wafelek przypominający polskie andruty. Smaruje się go miodem, zlepia z drugim oplátkem i tym zagryzamy rybny rosół z makaronem i marchewką duszoną na maśle, gotowany na bazie wywaru z rybich głów.

25 i 26 grudnia to odpowiednio 1. svátek vánoční i 2. svátek vánoční, czyli pierwszy i drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Albo Boží hod vánoční i svátek svátého Štěpána. Teraz jest czas na rodzinne odwiedziny i objadanie się świątecznymi ciasteczkami. W dobrym tonie jest spróbować domowych ciasteczek, pochwalić, wymienić się przepisami. Jeszcze lepiej się popiszesz, gdy idąc w odwiedziny do czeskiej rodziny doniesiesz w darze własnoręcznie upieczone cukrovi.

Słowacja

Prvý sviatok vianočný - pierwszy dzień świąt to dla Słowaków czas odpoczywania po świątecznej uczcie i czas spędzony z rodziną i przyjaciółmi.

Podobnie jak w wielu krajach katolickich, dzień 25 grudnia wierzący zaczynają pasterką. Udają się na nią 24 grudnia i właśnie w kościele witają 1 dzień świąt. Pierwszego dnia świąt wspomina się narodziny Jezusa. W Boże Narodzenie powszechne jest późniejsze wstawanie i odpoczynek po zajętej Wigilii. To właśnie tego dnia gospodynie mogą w końcu trochę odpocząć i podają dania, które przygotowały już wcześniej. Podczas świątecznego obiadu królują ryby, głównie karp. Również tego dnia podawana jest kapustnica (tego dnia kiełbasa nie powinna nas już dziwić) oraz słowackie ciasta: makowiec, vanoczka i Štedrák.

Tego dnia na wsiach młodzież przebiera się w ludowe stroje i chodzi po domach śpiewają kolędy. Wielu wierzących również w Boże Narodzenie idzie do kościoła.

Pierwszy dzień świąt jest na Słowacji dniem odwiedzania rodziny i znajomych. Tego dnia rodziny wybierają się również na spacery pomiędzy kolejnymi daniami i odwiedzają piękne jarmarki bożonarodzeniowe. Dzieci bawią się prezentami, które otrzymały dzień wcześniej. Oczywiście 25 grudnia jest na Słowacji dniem wolnym, podobnie jak 26 grudnia.

25 grudnia Słowacy budzą się w przystrojonych domach, których dekorowanie kończyli jeszcze dzień wcześniej. Nad drzwiami często wisi gałązka świerku – w dawnych czasach nacierano je też czosnkiem, żeby cała rodzina była zdrowa. Słowacy przywiązują duże znaczenie do suszonych owoców, dlatego można je znaleźć zarówno na choince, jak i w miseczce na stole. W naczyniu znajdą się też ziarna i monety i zostaną tak aż do Trzech Króli, żeby rodzinie się powodziło. Jeżeli tego dnia spotkamy kogoś znajomego, życzymy mu Šťastné a veselé Vianoce!

Norwegia

Boże Narodzenie (Første juledag) Norwegowie spędzają głównie w gronie rodzinnym. Jest to jeden z najspokojniejszych dni w całym roku. Już w dawnych czasach poświęcony był on domowi, dozwolone było jedynie pójście rankiem do sąsiadów, by życzyć im „pokoju Bożego i wesołych świąt” oraz do kościoła na mszę świętą. Norwegowie odpoczywali także od pracy, jedynie osoby zajmujące się zwierzętami mieli przyzwolenie na dopilnowanie swoich obowiązków. Najczęściej polegało to na udaniu się wczesnym rankiem do stodoły, stajni i nakarmienie koni czy krów jedzeniem z wigilijnego stołu. Miało to zapewnić im dobre samopoczucie i szczęście, podobnie pogłaskanie każdego zwierzaka i powiedzenie im kilka ciepłych słów.

Podobnie jak we Wigilię, również 25 grudnia potomkowie wikingów zasiadają do uroczystych posiłków. Na stole znajdują się zarówno dania wigilijne, jak ługowany dorsz, żeberka czy pieczona kiełbasa, ale i potrawy przygotowane specjalnie na drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. W zależności od preferencji i regionu, są to: najróżniejsze rodzaje mięs (m.in. pieczony indyk) i ryb (marynowany śledź, wędzony łosoś), szynka jagnięca fenalaar, sery, dżemy i pudding ryżowy. Zgodnie ze świąteczną tradycją, w ryżu ukryty jest migdał – jego znalazca może liczyć na szczęście w przyszłym roku. Czasami też dostaje w nagrodę marcepanową świnkę.

Boże Narodzenie w Norwegii to również okazja do napicia się alkoholu. Możliwości jest sporo, gdyż wiele browarów wypuszcza specjalne świąteczne wersje piw, popularna jest również tradycyjna norweska wódka akevitt, spożywana właśnie w gwiazdkę. Dużym powodzeniem cieszą się napoje bezalkoholowe nazywane julebrus. Najwięcej sprzedaje się ich właśnie w okresie świątecznym, są dostępne w różnych smakach i cieszą się popularnością zarówno wśród młodzieży, jak i dorosłych.

W czasie świąt jedną z ważniejszych czynności jest schowanie miotły. W ten sposób zniechęcamy do aktywności czarownice, które nie są pożądane w żadnym dniu, a szczególnie w czasie świąt Bożego Narodzenia. A skoro o niebezpieczeństwach mowa nową tradycją która w 2004 roku przywędrowała nad fiordy z Ameryki jest Rampenisse, czyli mały skrzat atakujący norweskie domy. Wszystko za sprawą książki dla dzieci „The Elf on the Shelf”. 1 grudnia wprowadza się do domów mały skrzat Rampenisse i gdy nikt nie widzi, w nocy, robi różne psikusy i żarty mieszkańcom domu. I dzieje się tak aż do wigilii. Zwyczaj tak dobrze przyjął się w Norwegii, że co roku powstają niezliczone ilości gadżetów dla skrzatów i pomysłów na figle

Co ciekawe w Norwegii w okresie bożonarodzeniowym masa słów zyskuje przedrostek „jul-” i tym samym wszystko staje się bożonarodzeniowe: Julekos, julekaker, juletradisjoner... I tak Julegeit to dosłownie bożonarodzeniowa koza. Jest to zwyczaj, który można porównać do znanego w Polsce kolędowania. Dawniej domy sąsiadów i przyjaciół odwiedzali dorośli, obecnie zazwyczaj są to dzieci, które pukają do drzwi z nadzieją na słodki prezent. Co ciekawe, zwyczaje związane z kolędowaniem w Norwegii potrafią różnić się nie tylko w regionie, a nawet w poszczególnych miejscowościach. Koza zrobiona ze słomy i ozdobiona wstążkami jest obecnie popularną norweską ozdobą świąteczną.

I na koniec - Jul, czyli Boże Narodzenie w języku norweskim, to nazwa pogańskiego święta obchodzonego w okolicach przesilenia zimowego. Pierwsze obchody Świąt Bożego Narodzenia nakazał Norwegom Håkon I den gode Adalsteinsfostre w X wieku. Mimo upływu lat i chrystianizacji pogańska nazwa nadal funkcjonuje w Skandynawii.

Szwecja

W prawdziwym szwedzkim domu przygotowania do świąt rozpoczynają się wraz z 1 grudnia. Większość szwedzkich rodzin spędza pierwszą niedzielę adwentu na pieczeniu z dziećmi ciastek typu lussebullar (bułeczki z szafranem) i pepparkakor (pierniczki) oraz dekorowaniu domów, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Zapala się wtedy specjalne gwiazdy i świeczniki w oknach. W domach czuje się zapach proszku do pieczenia, a dzieci przygotowują ozdoby i kalendarze adwentowe.

Prawdziwe świętowanie rozpoczyna się w najdłuższą noc, czyli 13 grudnia. Najstarsza córka zakłada wtedy białą suknię, a na głowę nakłada koronę ze świecami. Budzi swoich rodziców śpiewając rodzinną włoską pieśń "Santa Lucia" i przynosi im kawę, bułki słodkie, ciasteczka, a także "glögg" (grzane wino). Z tym dniem kojarzone są świąteczne wypieki. Tego dnia także rodzina królewska zajmuje się przygotowaniami i od lata publikuje nagrania rodziny piekącej ciasteczka czy przygotowującej kiełbasę na święta.

Sprowadzona do Szwecji z Niemiec choinka, jest częścią Świąt Bożego Narodzenia w Szwecji od 1700 roku. Jednak, dopiero w XX wieku stała się zwyczajem powszechnym.

Wigilia Bożego Narodzenia jest punktem kulminacyjnym uroczystości w każdym kraju. Zgodnie z tradycją dla Szwedów, jest to dzień, w którym nie powinny być wykonywane żadne prace inne niż doglądanie żywego inwentarza. To jest dzień świątecznej uczty, która obejmuje smorgasbord.

Szwedzkie potrawy wigilijne różnią się od tego, do czego przyzwyczailiśmy się w Polsce. Warto podkreślić, że w Szwecji nie obowiązuje post. Na stole królują więc dania z wieprzowiną czy klopsiki. Nie brakuje też potraw rybnych, takich jak marynowany śledź oraz gravad lax – dosłownie „pogrzebany łosoś” – czyli danie z peklowanego, surowego łososia z dodatkiem soli, cukru oraz koperku, ponadto różne zapiekanki typu Janssons frestelse, pasztety. Ale zanim to na śniadaniu pojawiają się tradycyjne risgrynsgr z cynamonem i migdałami.

Świąteczna uczta również obejmuje tradycję zwaną "zanurzanie w kotle" (doppa i grytan), w której to rodzina i goście zanurzają kawałki ciemnego chleba w garnku wypełnionym kapiącą wieprzowiną, sosem i zbożową wołowiną. Ma to znaczenie symboliczne - jest to wołanie do umysłu, w środku dziękczynienia i obfitości, wszystkich tych, którzy są potrzebujący i głodni.

Do typowych świątecznych ozdób w Szwecji należy koziołek. Julbock, bo taką nosi nazwę, to wykonana ze słomy figurka, często z ozdobną czerwoną wstążką. W niektórych regionach kraju zastępuje on Świętego Mikołaja.

Największego koziołka spotkać można w mieście Gävle. Mierzy on około dziesięciu metrów i waży aż trzy tony! Stawiany jest w mieście od 1966 roku, a trzynastometrowy koziołek z roku 1985 dorobił się wpisu w księdze rekordów Guinessa. Każdego roku skrupulanie się go monitoruje – pilnują go ochroniarze i kamery. Skąd taka szczególna ochrona dla słomianego koziołka? Otóż już 55 razy został on zniszczony. Najczęściej zdarzały się podpalenia, ale też kradzież czy potrącenie autem. W 2010 roku doszło nawet do próby ukradzenia koziołka helikopterem!

Rozdawaniem prezentów ( julklappar, co w dosłownym znaczeniu znaczy tyle, co „bożonarodzeniowe pukanie”) zajmuje się Jultomten, czyli szwedzka odmiana Świętego Mikołaja. Dość osobliwa nazwa bożonarodzeniowych prezentów wzięła się od starodawnej tradycji. Prezentów nie rozdawano osobiście, nie robił tego także Święty Mikołaj. Pod koniec Wigilii ktoś po prostu pukał do drzwi a po ich otwarciu wrzucał prezenty i uciekał. Co ciekawe przed pojawieniem się Jultomten jego obowiązki pełnił znany nam już koziołek.

Węgry

Obecnie węgierskie święta wyglądają podobnie jak w Polsce, ale nie zawsze tak było.

Na wsi szczególne znaczenie miał, obchodzony 13 grudnia, Dzień św. Łucji. Tego dnia zasiewano nasiona pszenicy, mając przy tym nadzieję, że do 24 grudnia zaczną kiełkować. Jeżeli tak się stało, oznaczało to urodzaj. Panny, które szukały męża, zapisywały tego dnia na karteczkach imiona mężczyzn i codziennie paliły po jednej, ostatniego dnia odczytując z ostatniej kartki imię przyszłego męża.

Okres Adwentu również miał swoje tradycje – przygotowywano wieniec adwentowy, którego cechą charakterystyczną były cztery świece, zapalane każdej niedzieli. Czas do świąt symbolizowały wówczas nazwy, jakie nadawano kolejnym postępującym po sobie tygodniom grudnia. Pierwszy był papierowy, drugi brązowy, trzeci – srebrny, a ostatni przed Wigilią – złoty.

Również stół wigilijny był przyozdabiany inaczej niż dzisiaj – na wsiach pod obrusem znajdowano nie tylko sianko, ale także nóż i grzebień, dzięki którym – jak wierzono – odpędzano złe duchy. Zjawy nie zjawiały się także wtedy, kiedy na stole położono końską uprzęż, zboże albo gwoździe i młotek (symbole zmartwychwstania Jezusa).

Węgierskie dzieci wierzą, że prezenty przynosi im nie Święty Mikołaj, a Jezusek. Pierwsza choinka - miejsce na prezenty - pojawiła się prawdopodobnie w 1824 roku w mieście Aszód lub Martonvásár, a tradycję tę zapoczątkowała Brunszvik Teréz, która zasłynęła z tego, że zakładała pierwsze na Węgrzech przedszkola. Węgierska choinka przyozdobiona jest często szaloncukor - to pralinki nadziewane najczęściej galaretką, ale także masą orzechową, wanilinową, marcepanem.

Węgierski stół wigilijny różni się trochę od polskiego. Węgrzy nie kładą pod obrus sianka, zamiast tego zawsze znajdzie się miejsce dla soczewicy, która ważna jest nie tylko w Boże Narodzenie, ale w całym okresie świąteczno-noworocznym – w węgierskiej kulturze symbolizuje ona dobrobyt i dostatek. Uznaniem cieszą się także czosnek, miód, orzechy i jabłka, którym przypisuje się rozmaite właściwości.

Węgrzy nie dzielą się opłatkiem. Zamiast opłatka, Węgrzy używają jabłka, które symbolizuje miłość i jedność w rodzinie. Również węgierski stół obfituje w tradycyjne dania, a niektóre z nich są niemal obowiązkowe. W Polsce jemy barszcz, lub zupę grzybową (w niektórych rejonach Polski może to być rosół), a na Węgrzech jest to zupa rybna z papryką (węg. halászlé).

Jada się również karpia, lecz z reguły jest on pieczony, nie smażony, popularne są gołąbki (węg. töltött kaposzta). Co ciekawe, bardzo popularne jest mięso, najczęściej nadziewane owocami (np. śliwkami) i grzane wino. Na wsiach wciąż jeszcze znajdziemy pieczonego prosiaka.

Wigilijny deser stanowi strucla – z jabłkami, twarożkiem, orzechami, makiem, wiśniami. Węgrzy lubią także zserbó (ciasto z dżemem morelowym i zmielonymi orzechami). Podobnie jak w Polsce, także na Węgrzech popularny jest piernik. 25. i 26. grudnia każda mężatka powinna poczęstować odwiedzanych członków rodziny własnoręcznie przygotowaną struclą lub makowcem.

Holandia

Kerst, Kerstmis, Kerstfeest czyli Święta Bożego Narodzenia w Holandii w przeważającej większości domów mają charakter świecki. W okolicach 5 grudnia pojawia się prawdziwa choinka. Zwyczaj ubierania choinki przywędrował do Holandii z Niemczech w połowie XIX wieku. Gdy coraz bliżej gwiazdki, Holendrzy przystrajają także swoje domy i ogródki motywami świątecznymi – światełkami, łańcuchami, reniferami, gwiazdkami, mikołajami.

Rozpoczyna się też okres wysyłania świątecznych kartek. Przynajmniej do niedawna statystyczny Holender pisał ich ponad 40. - do rodziny i znajomych, a co ciekawe zwyczaj nie zaginął wraz z pojawieniem się Internetu.

Praktycznym akcentem jest kertpakket czyli pudło użytecznych (lub mniej) prezentów od pracodawcy, wśród których znajdziemy smakołyki, wina, ale też makarony, pasty, drobne przedmioty. Dopełnia je kerstborrel co można przetłumaczyć jako "świąteczny kieliszek" - w ostatni dzień pracy przed świętami wspólny poczęstunek w gronie współpracowników. Co zamożniejsi uzupełniają go kerstdiner czyli wspólnym obiadem.

W całym kraju w okresie świątecznym powstają jarmarki bożonarodzeniowe, na których można kupić prezenty, ozdoby, choinki, jak i napić się grzanego wina, ciepłej czekolady czy zakosztować lokalnych przysmaków. Do najatrakcyjniejszych miejsc tego typu zaliczyć należy jarmark w Valkenburg, gdzie wioska św. Mikołaja i stragany znajdują się w jaskiniach Cauberg czy jarmark na wodzie w Leiden, który organizowany jest na kanałach historycznego centrum. Z kolei w Deventer miasto opanowane zostaje przez bohaterów powieści Karola Dickensa, nawet przez 1000 postaci! Wspaniałe targi odbywają się także w Amsterdamie, Rotterdamie i Hadze.

Gdy już zasiądziemy z rodziną i znajomymi przy świątecznym stole, trudno doszukać się na nim jakiegoś kanonu potraw. Kerstdiner coraz częściej spożywany jest poza domem a stoliki w modnych restauracjach rezerwowane są z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Typowe potrawy obejmują pieczony lub duszony drób, mięso, takie jak kaczka, indyk, wołowina, dziczyzna, ryby (zwłaszcza łosoś i węgorz), krewetki, małże, warzywa, zupy. Typowo świątecznym jest słodki chleb kerststol z rodzynkami, migdałowym nadzieniem i cukrem pudrem. Ten wypiek ma kilkusetletnią tradycję, sięgającą czasów wypraw krzyżowych na Bliski Wschód. Krzyżowcy przywieźli bowiem wtedy do Europy, nieznane wówczas owoce, przyprawy i orzechy, z których powstaje kerststol. Na deser Holendrzy zajadają się też puddingami. Ciekawym zwyczajem jest wspólne pieczenie różnego rodzaju kawałków mięsa z warzywami czy też serem, chociaż Holendrzy lubują się w nim również poza okresem świąt.

Co robi się w Holandii pomiędzy posiłkami? Po obiedzie w wielu domach przychodzi czas na śpiewanie kolęd oraz granie w karty i planszówki, np. w Monopol, Tryktat, Chińczyka, Scrabble, Rummikub czy bardzo popularną w Niderlandach grę nazywaną Sjoelen. To połączenie kręgli i bilarda – rozgrywka toczy się na specjalnej drewnianej planszy, uczestnicy ślizgają po niej krążki, które muszą wpaść do jednego z czterech otworów.

Gdy już przeminął święta a choinki zaczną tracić igły, organizuje się wspólne palenie drzewek. Przynoszone są w jedno miejsce i robi się z nich wielkie ognisto. To również okazja do spotkania ze znajomymi. Kerstboomverbranding, bo tak nazywana jest ta akcja, cieszy się ogromną popularnością wśród Holendrów, zwłaszcza że przy okazji odbywa się także integracyjna impreza.

Kanada

W tym kraju mieszają się różne kultury i tradycje, co ma swoje odzwierciedlenie w obchodach gwiazdki. Przygotowania do świąt Kanadyjczycy rozpoczynają kilka dni przed Wigilią, choć już w listopadzie zaczynają się pojawiać bożonarodzeniowe reklamy, piosenki czy promocje w sklepach. Mimo to wiele osób na ostatnią chwilę zostawia kupno choinki czy bardzo popularnych domów z piernika. Oficjalnie sezon świąteczny rozpoczyna akcja Christmas Lights Across Canada. Na miejskich choinkach czy ważnych budynkach (np. parlamentu w Kolumbii Brytyjskiej) odbywa się uroczysta ceremonia zaświecenia lampek, której towarzyszą m. in. koncerty, wizyta św. Mikołaja czy zawody saneczkarskie. Najciekawsze tego typu eventy odbywają się w Niagara Falls, Toronto, Ottawie i Vancouver.

Podobnie jak Amerykanie, także Kanadyjczycy przykładają dużą wagę do dekoracji świątecznych. W wielu domach wiesza się jemiołę ozdobioną dzwoneczkami oraz przyczepia skarpety na ścianach i kominku. Wszechobecne są również kolorowe lampki i inne świecące dekoracje, jak renifery czy postacie św. Mikołaja.

Kanadyjczycy, tak jak i Polacy, Boże Narodzenie spędzają przede wszystkim w gronie rodzinnym. Obchody mogą się jednak różnić – Kanada to wielokulturowe państwo, zamieszkiwane przez potomków Francuzów, Anglików, Szkotów, Niemców, Włochów, czy Polaków. Największą spuściznę pozostawili po sobie Francuzi i Anglicy, więc warto zaznaczyć, że we francuskiej części Kanady głównym dniem świątecznym jest Wigilia. Do zwyczajów należy umieszczenie żłobka pod choinką i wspólna kolacja po przyjściu z pasterki. Posiłek spożywa się więc bardzo późno, choć oczywiście nie wszyscy czekają do godzin nocnych by posiedzieć z rodziną przy świątecznym stole. Ponadto w wieczór wigilijny dzieci i dorośli rozpakowują prezenty schowane przez św. Mikołaja w skarpetach. W angielskich prowincjach uroczyste obchody gwiazdki odbywają się w Boże Narodzenie. Rano jest czas na wręczanie upominków, następnie rodzina wybiera się do kościoła. Po przyjściu z mszy Kanadyjczycy z angielskimi korzeniami zasiadają do wspólnego obiadu.

Warto wspomnieć, że swoje tradycje świąteczne mają także rdzenni mieszkańcy Kanady. „SinckTuck" to festiwal zapoczątkowany przez Inuitów, obchodzony w niektórych prowincjach Kanady. Jego charakterystyczne cechy to pokazy tańca i wymienianie się prezentami.

Boże Narodzenie w Kanadzie to także różnorodna kuchnia – w części angielskiej na świątecznym stole stawia się przeważnie pieczonego indyka z warzywami, wołowinę oraz pudding, a we francuskiej Tourtiere, homara, ostrygi oraz czekoladowe ciasto Yule log w kształcie drewnianego kloca. Przodkowie Kanadyjczyków palili nim kiedyś w kominkach podczas świątecznego wieczoru. Natomiast w domach gdzie nie ma europejskich korzeni, jada się podobne potrawy jak w Święto Dziękczynienia. Popularnym deserem alkoholowym jest Eggnog, odpowiednik znanego w naszym kraju ajerkoniaku. Natomiast popularne kanadyjskie słodycze świąteczne to Barley Candy (mają kształty symboli związanych z gwiazdką, czyli św. Mikołaja, renifera, bałwana) oraz Chicken Bones – to różowe cukierki o smaku cynamonu.

Wyjątkową tradycją Bożego Narodzenia w Kanadzie jest coroczne podarowywanie choinki sąsiadom z Ameryki. To dowód wdzięczności za pomoc podczas ogromnej tragedii w Halifax w 1917 roku. 6 grudnia zderzyły się tam statki, w wyniku czego zginęło ponad 1900 osób, a 9000 zostało rannych. Z Bostonu przysłano wtedy pomoc medyczną, żywność i sprzęt. W ramach podziękowań Kanadyjczycy wysłali do USA choinkę, tradycja trwa do dziś - zazwyczaj jest to jodła, które hodowane są w Nowej Szkocji.

W Nowej Fundlandii i Labradorze kultywowany jest ciekawy zwyczaj, trochę podobny do polskich kolędników czy gwiazdorów. Nazywa się Mummering i polega na odwiedzaniu domostw przez zamaskowanych sąsiadów lub krewnych. Gospodarz musi zgadnąć, który z jego znajomych przebrał się w kostium, a całej zabawie towarzyszą śpiewy, tańce i poczęstunek. Ten zwyczaj wywodzi się ze Szkocji, do Kanady przywieźli go osadnicy z tego kraju.

Popularnym zwyczajem w całym kraju jest robienie „ciasteczkowych przyjęć”, na które każdy przynosi własnoręcznie upieczone słodkości. Uczestnicy wymieniają się ciasteczkami i zabierają je do domu.

W wielu miastach organizowane są parady św. Mikołaja, największa i najstarsza ma miejsce w Toronto (pierwsza odbyła się w 1913 roku). Udział w niej bierze blisko 30 platform, zespołów muzycznych oraz tysiące mieszkańców Toronto, w tym oczywiście tłumy najmłodszych wielbicieli św. Mikołaja.

Stany Zjednoczone Ameryki

W czasach kolonialnych stosunek Amerykanów do świąt zależał od zwyczajów przybyszy z Europy. Anglicy, którzy przypłynęli do Nowego Świata na początku XVII wieku, byli bardzo ortodoksyjni jeśli chodzi o obchodzenie świąt Bożego Narodzenia. Stąd we wczesnej Ameryce w wielu miejscach czczenie narodzin Jezusa było zakazane - np. w Bostonie w latach 1659 -1681 każdy, kto przejawiał świąteczny nastrój, mógł zostać ukarany grzywną w wysokości pięciu szylingów. Jednak w innych częściach kraju, zwolennicy gwiazdki nie musieli obawiać się represji, choćby w osadzie Jamestown, jak informował kapitan John Smith. Plantatorzy z Wirginii święta traktowali jako okazję do uprawiania hazardu, polowań i zabawy. Niektórzy celebrowali też Boże Narodzenie tak jak przystało, czyli jako ważny chrześcijański dzień wypełniony modlitwami. W wielu miejscach w ogóle jednak nie zawracano sobie głowy Bożym Narodzeniem.

Zwyczaje świąteczne dla mieszkańców Ameryki odkrył poczytny pisarz Washington Irving, autor powieści „Jeździec bez głowy". W 1819 roku wydał on „The Sketchbook of Geoffrey Crayon" - serię opowieści o świętowaniu Bożego Narodzenia w angielskim dworku. Historia była przeciwieństwem problemów, z jakimi borykało się podzielone społeczeństwo w USA. Zgodnie z wizją Irvinga gwiazdka powinna być spokojnym, serdecznym świętem, łączącym różne grupy społeczne. Pisarz przedstawił również szerszej publiczności postać św. Mikołaja, który jedzie na saniach. Twórczością Irvinga inspirował się nawet sam Charles Dickens tworząc „Opowieść wigilijną”.

Przed wojną secesyjną Boże Narodzenie było skrajnie odbierane przez północ i południe. Na północy bardziej odpowiednie było świętowanie Święta Dziękczynienia, ale na południu upamiętnienie narodzin Zbawiciela miały ważny status. Nic dziwnego, że pierwsze trzy stany, które Boże Narodzenie uchwaliły świętem prawnym położone są na południu: Alabama (1836 rok), Luizjana i Arkansas (1838).

W latach pięćdziesiątych XIX wieku wielu Amerykanów zachwyciło się niemieckim zwyczajem dekorowania choinek (jego zwolennikiem był Marcin Luter, twórca reformacji). Niektórzy widzieli je, gdy podróżowali po Niemczech, inni oglądali w domach niemieckich Amerykanów. Ta tradycja wkrótce rozprzestrzeniła się w całym kraju, podobnie jak dawanie bliskim prezentów. Wraz z rosnącą popularnością tych tradycji, wzrósł również handel i biznes związany z gwiazdką. Po wojnie secesyjnej do świąt Bożego Narodzenia przekonały się również stany północne. Dużą rolę odegrały w tym książki i czasopisma, gdzie opisywano obyczaje świętowania Bożego Narodzenia, porady dotyczące dekoracji itp. Szkółki niedzielne również zachęcały do świętowania gwiazdki.

W 1870 roku prezydent Ulysses Grant ogłosił Boże Narodzenie świętem federalnym. Tak rozpoczął się proces przysposabiania świąt na grunt amerykański. Pod koniec XIX wieku Amerykanie chętnie ozdabiali drzewka, śpiewali kolędy i robili zakupy w okresie świątecznym, a gospodynie piekły ciasta.

Większość zwyczajów przybyło więc do USA z krajów europejskich - ozdabianie choinek z Niemiec, karty świąteczne z Anglii, tradycja dekorowania okien świątecznymi lampionami z Irlandii. Można jednak doszukać się typowo jankeskich akcentów. Jest to choćby program NORAD śledzi Mikołaja, ale i takie postacie jak renifer Rudolf Czerwononosy, Frosty „zmarznięty” bałwanek czy przeciwnik świąt Grinch. Wizerunek św. Mikołaja także został spopularyzowany w Stanach Zjednoczonych.

Dla Amerykanów sygnałem do rozpoczęcia przygotowań do gwiazdki jest Święto Dziękczynienia (Thanksgiving Day), które wypada w czwarty czwartek listopada. Na następny dzień, który również jest dniem wolnym od pracy, startują wyprzedaże i świąteczne oferty znane jako Black Friday. Obywatele Stanów Zjednoczonych udają się więc na zakupy, bo to najlepsza okazja do kupienia prezentów po obniżonych cenach. To można zaobserwować również w Polsce, gdzie Czarny Piątek jest coraz popularniejszy, ale za oceanem Black Friday to prawdziwe szaleństwo - ludzie stoją w kolejkach całą noc, by dostać wymarzony towar, nierzadko dochodzi do bójek.

Przygotowania obejmują oczywiście zakupy przeróżnych dekoracji jak i prezentów. Sytuacje jak ta, w której Arnold Schwarzenegger w „Świątecznej Gorączce” na ostatnią chwilę poszukuje wymarzonej zabawki dla syna należą więc do rzadkości. Mieszkańcy USA w dużej mierze kupują prezenty jeszcze w listopadzie.

Stany Zjednoczone mają kulturę i tradycję, którą tworzą ludzie z całego świata. Wpływa to także na różnorodność obchodów świątecznych. Wiele rytuałów różni się w zależności od rodziny i dziedzictwa kulturowego jej członków. Typowa uroczystość Bożego Narodzenia w Ameryce łączy więc tradycje włoskie, polskie, rosyjskie, irlandzkie, meksykańskie czy francuskie. Niezależnie jednak od korzeni, święta są najlepszą okazją do spotkania w gronie rodzinnym. Wiele osób w tym celu przemierza setki kilometrów, by odwiedzić rodzinny dom i zasiąść do wspólnej uczty. Nie jest to jednak tradycyjna kolacja świąteczna z dwunastoma potrawami, w USA nie ma też zwyczaju dzielenia się opłatkiem świątecznym, z wyjątkiem chrześcijańskich rodzin o europejskim pochodzeniu. Obowiązkowo za to śpiewa się kolędy i życzy sobie nawzajem wesołych świąt. 24 grudnia katolicy udają się do Kościoła. Nabożeństwa w USA często uatrakcyjniają koncerty chóralne.

Kolację poprzedzającą Boże Narodzenie wiele osób spożywa w restauracji. Kulminacyjnym punktem świąt jest bowiem uroczysty obiad 25 grudnia, na którym nie może zabraknąć bliższej i dalszej rodziny. Na stołach królują takie potrawy jak pieczony indyk z nadzieniem, wołowina, szynka. Popularne są również słodkie ziemniaki, zapiekanki, kolby kukurydzy, sałatka ziemniaczana, pieczone warzywa. Do tego soki owocowe, coca cola oraz słodkości – ciasta i grzanki z jajkiem posypane cynamonem i gałką muszkatołową, desery, placki. Trzeba jednak pamiętać, że w tak wielokulturowym kraju jak USA, wiele osób jest wierna tradycjom świątecznym ze swojego kraju. W „polskich domach” nie może więc zabraknąć pierogów czy zupy grzybowej, a u Włochów lazanii czy pizzy.

Czym byłyby święta bez prezentów? W USA obdarowuje się nie tylko rodzinę, ale i przyjaciół, znajomych z pracy, a nawet sąsiadów. Oczywiście nie są to jakieś wyszukane prezenty jak w przypadku najbliższych, liczy się gest i pamięć. Ciasteczka albo własnoręcznie wykonany prezent to jedna z popularniejszych opcji. Nie można zapomnieć o zwierzętach domowych – one także dostają podarunki, najczęściej przysmaki.

Koniecznie trzeba wspomnieć o słynnych amerykańskich choinkach. Dwa najważniejsze świąteczne drzewka ustawiane są przed Centrum Rockefellera w Nowym Jorku oraz przed Kapitolem w Waszyngtonie.

Najsłynniejsza choinka w USA, a może i nawet na świecie znajduje się w Nowym Jorku przy Rockefeller Center. Tradycja przystrajania drzewka sięga 1931 roku - po raz pierwszy zrobili to robotnicy, wykorzystując żurawinę, łańcuchy z papieru i puszki. W ten sposób wyrazili swoją wdzięczność za to, że w czasie Wielkiego Kryzysu mają pracę. Dziś oświetlenie tradycyjnie włącza burmistrz Nowego Jorku, a ceremonii towarzyszą m. in. koncerty gwiazd. Wydarzenie transmituje wiele stacji telewizyjnych, nie tylko za oceanem.

National Christmas Tree to drzewo położone w pobliżu Białego Domu w Waszyngtonie. Ceremonia włączenia oświetlenia zainaugurowała została w 1923 roku, kiedy prezydent Calvin Coolidge przed trzytysięcznym tłumem nacisnął specjalny guzik i włączył ponad 2,5 tys. kolorowych lampek na ponad 15-metrowej jodle. Tradycja przetrwała do dziś, a dla każdego prezydenta jest to z pewnością dobra okazja do pokazania się społeczeństwu z rodziną, czyli z jak najlepszej strony. Wydarzeniu towarzyszą koncerty chórów, czy zespołu muzycznego marynarki wojennej USA.

National Christmas Tree to także 56 mniejszych choinek symbolizujących 50 stanów, 5 amerykańskich terytoriów i Dystrykt Kolumbii. Od 1954 roku główne drzewko otoczone jest udekorowanymi choinkami, które tworzą tzw. „ścieżkę pokoju".

Amerykanie lubują się w przystrajaniu domów, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że traktują to jako rywalizacje z sąsiadami. Przy okazji dwóch świąt widać to najlepiej – pierwszym jest Halloween, drugim Boże Narodzenie. Fantazyjne iluminacje z światełek i lampek zdobi domostwo, natomiast na podwórku można zobaczyć m. in. św. Mikołaja, bałwanki Frosty, sarenki, sanie, podświetlane domki czy bożonarodzeniowe stajenki. Na drzwiach obowiązkowo wisi wieniec. Na stolikach rozstawia są pachnące świece, a nad kominkiem skarpety, w których św. Mikołaj pozostawia drobniejsze prezenty.

Jeśli chodzi o choinki, to w Ameryce ludzie przystrajają je już pod koniec listopada. Drzewko zdobi mnóstwo bombek, lampek, łańcuchów, figurek mikołajów, bałwanów. Choinka często stawiana jest przy oknie, tak, aby jej ozdoby było widać z ulic i z okna sąsiada.

Kiedy w Polsce szykujemy się do drugiego dnia świąt i napełniania brzuchów wymyślnymi potrawami, ludzie w USA wstają wcześnie rano, bo muszą iść do pracy. To powrót do szarej rzeczywistości, także dla dekoracji świątecznych i wszelkich ozdób. Choinki też są już tylko wspomnieniem. Sklepy oferują jeszcze poświąteczne wyprzedaże, ale wszyscy zaczynają już powoli przygotowywać się do powitania Nowego Roku.

Chiny

Opowieść o świętach Bożego Narodzenia w Chinach musimy podzielić na dwie część - czymś innym są dla Chińczyka nie będącego chrześcijaninem (a to absolutna większość), czym innym zaś dla katolików.

Zacznijmy od większości. Boże Narodzenie w Chinach - biorąc pod uwagę całą populację obywateli - jest świętem obcym. Przeciętny mieszkaniec chińskiej wsi wie o tym święcie tyle, że istnieje, i że chyba obchodzą je Amerykanie. Jeżeli już ktoś decyduje się obchodzić, zauważyć to święto, następuje swoite połączenie tradycji. I tak Chinach młodzi ludzie w Wigilię obdarowują się nawzajem jabłkami. Wigilia to po chińsku 平安夜píng'ān yè (spokojna noc), a jabłko to 苹果píngguǒ. Píng oznacza zarówno „spokojny”, jak i „jabłko”. Skojarzenia w Chinach często powstają ze względu na podobną wymowę. Jabłko jest więc bardzo dobrym prezentem na Wigilię. Na jabłkach często można znaleźć napisy „Wigilia” lub „Wesołych Świąt”. Jabłka są zapakowane pojedynczo w kartoniki. Można podarować jedno jabłko, co symbolizuje spokój na całe życie lub dwa wyrażające życzenie, aby dwoje ludzi zawsze było razem. Trzy jabłka oznaczają natomiast wspaniałe życie dla całej rodziny. Młodzi Chińczycy wręczając jabłko lub jabłka, często mówią: „Daję Ci owoc pokoju, życzę Ci abyś przeżył cały rok w spokoju.”

Chociaż w Chinach żyje stosunkowo mało chrześcijan (mało to w przypadku Chin - jak się okaże pod koniec tekst - całkiem dużo), są jednak kościoły - nieliczne - odbywają się msze i można usłyszeć kolędy. Dla większości Święta te nie mają charakteru duchowego, ale komercyjny i rozrywkowy. W okresie bożonarodzeniowym ulice największych chińskich miast niewiele różnią się od przystrojonych świątecznymi dekoracjami miast Europy czy Ameryki. Największe chińskie metropolie takie jak Pekin, Szanghaj Kanton, Shenzhen, Chengdu, Hongkong czy Harbin chętnie czerpią ze świata Zachodu, także jeśli chodzi o tradycyjne święta i towarzyszącą im oprawę. Dlatego też nikogo nie dziwią tu choinki, bombki, girlandy i lampki, którym przyozdobione są ulice, a przede wszystkim sklepowe witryny i wnętrza centrów handlowych, w których słychać nuty kolęd i świątecznych przebojów.

Co innego na prowincji, na któej mieszkańcy nie stykają się z zachodnimi wpływami i dużo bardziej przywiązani są do lokalnych chińskich tradycji. Dla nich 24, 25 i 26 grudnia to najzwyklejsze dni roku. Należy dodać, że Święta Bożego Narodzenia nie są oczywiście oficjalnym państwowym świętem, co zrozumiałe w kontekście tego, że chrześcijanie stanowią w Chinach niewielki procent mieszkańców Chin, a komunistyczne chińskie władze zainteresowane są raczej zwalczaniem, niż propagowaniem świąt o charakterze religijnym - szczególnie tych niezakorzenionych w chińskiej tradycji. Dla Chińczyków Święta nie mają rónież charakteru rodzinnego - taką funkcję spełnia w Chinach Nowy Rok.

Jeżeli już dojdzie do świątecznego spotkania w dniach 24-25 grudnia z przyjaciółmi, staje się ono okazją do wręczania sobie prezentów. Najpopularniejszym prezentem na święta jest wspomniane powyżej jabłko. Gdy prezent wymaga opakowania należy pamięctać, że zawinąć go można wyłącznie w czerwony, złoty lub srebrny kolor. Wykluczone jest zawinięcie prezentu w czarny lub biały papier. Podobny nietaktem jest też wręczanie prezentów składających się z czterech części.

Co ciekawe także i w Chinach w okresie Bożego Narodzenia można spotkać Świętego Mikołaja. Tam Święty Mikołaj znany jest jako Shengdan Laoren czyli w dosłownym tłumaczeniu „Dziadek Świąt” lub „Świąteczny Starzec”. Tak jak w krajach anglosaskich zostawia on dzieciom prezenty w specjalnie w tym celu zawieszonych skarpetach. Ludzi przebranych za Mikołajów można spotkać nie tylko w centrach handlowych, ale przebierają się za niego niekiedy także nauczyciele, a nawet listonosze.

Treaz przejdziemy do chrześcijan żyjących na terytorium Chin. Mówimy, że jest ich mało, ale w stosunku do całej populacji.

Chrześcijaństwo ma długą historię w Państwie Środka, która sięga co najmniej VIII wieku, kiedy to pojawili się w nim nestorianie (jeden ze wschodnich odłamów chrześcijaństwa). W czasach dynastii Ming chrześcijaństwo zostało zakazane i zaniknęło. Na stałe zaszczepili je w Chinach jezuiccy misjonarze, którzy od XVI wieku prowadzili z niemałymi sukcesami działalność misyjną w tym kraju. W czasach komunistycznych chrześcijaństwo na powrót było tępione jako jeden z przejawów obecności zachodniego imperializmu. Obecnie, choć wielu chrześcijan musi praktykować swoją wiarę w ukryciu przed władzami komunistycznymi, liczba chińskich chrześcijan cały czas rośnie - wręcz w lawinowym tempie, stanowiąc najszybciej rozwijającą się grupę wyznaniową. Oficjalne dane pokazują, że katolików jest w Chinach prawie 6 milionów, ale rzeczywiste szacunki określają ich liczbę na ponad 20 milionów. Chrześcijanami różnych wyznań jest łącznie 7,9% całej populacji, czyli ponad 100 milionów ludzi, a rocznie około 2 milionów kolejnych Chińczyków przyjmuje chrzest.

Ta grupa wyznawców Chrystusa obchodzi święta w bliższy nam kulturowo sposób. W wigilię spotykając się na domowych rodzinnych kolacjach, udając się na pasterki do nielicznych kościołów lub odprawiając je w ukryciu w nieoficjalnych domowych kościołach. Mimo wszystko, także tutaj istnieją pewne różnice w kultywowanych tradycjach. W Chinach nie ma zwyczaju łamania się opłatkiem, ani nie ma też zwyczajowo przyjętej liczby dań, które powinny znaleźć się na wigilijnym stole. Choć kościoły są w Chinach nieliczne w czasie pasterek pełne są wiernych, a także zaciekawionych niewierzących, którzy chcą odnaleźć jakiś pierwiastek duchowy w skomercjalizowanej chińskiej codzienności.

Ameryka Południowa i Łacińska

Kraje Ameryki Łacińskiej i Południowej to kraje katolickie, a skoro tak ich tradycje powinny być podobne do europejskich. Nic bardziej mylnego - nie dość, że znacznie się różnią od zwyczajów Starego Kontynentu, to na dodatek różnią się także między sobą.

I tak Brazylia będzie obchodzić święta czerpiąc z inspiracji zarówno latynoskich, jak i północnoamerykańskich, a nawet europejskich; Meksyk położy nacisk na celebrowanie Bożego Narodzenia jako wydarzenia religijnego, a Wenezuela połączy tradycje katolickie i ludowe.

BRAZYLIA

Na początek przenieśmy się do wspomnianej Brazylii.W XIX w. Brazylijczycy, podobnie jak większość Europejczyków, przygotowywała 24 grudnia olbrzymią kolację; po jej zjedzeniu udawali się do kościoła na pasterkę. Zamiast choinki w każdym domu stała szopka, która miała chronić mieszkańców przed karą zesłaną przez Boga. Wraz z napływem imigrantów tradycja zaczęła jednak ewoluować; szopkę zastąpiła uwielbiana obecnie przez Brazylijczyków choinka, pod którą wraz z początkiem XX w. pojawiły się prezenty, przynoszone przez Mikołaja. Co ciekawe, nie różni się on niczym od Mikołajów „europejskich” i „północnoamerykańskich”- ubrany jest w czerwoną kapotę, czapkę, a podróże odbywa za pomocą wozu zaprzężonego w renifery. Mikołajowie mają - i tu różnica - wchodzić do domów przez okna, a nie przez kominy i zostawiać prezenty albo w specjalnie przygotowanych skarpetach, albo po prostu pod choinką.

Wracając jeszcze na chwilę do tematu szopki, nie dość, że nie są tak popularne jak kiedyś, to jeszcze można zobaczyć w nich co najmniej oryginalne dodatki np. figurki pancerników, motyli i innych zwierząt występujących w Brazylii. Również kolacja wigilijna różni się od tych w Europie czy Stanach. Głównym elementem wieczerzy jest indyk. Popularne są także dorsz i inne ryby morskie, szynka i suszone bakalie (figi, migdały, orzechy, daktyle, rodzynki). Ciekawym przysmakiem są rabanadas czyli małe bagietki smażone z cynamonem i cukrem trzcinowym, a w smaku przypominające placki z jabłkami.

Należy zwrócić uwagę na fakt, że sposób świętowania zależy w Brazylii także od jej regionu. Na przykład na południu, zamieszkiwanym przez emigrantów z Niemiec, Polski czy Włoch, zachowały się bardzo „europejskie” tradycje- między innymi żłóbek, śpiewanie kolęd czy dekoracja domów i ogródków. Najważniejsza jest tutaj tzw. Nocna msza- nasz odpowiednik pasterki. Co ciekawe, tutaj zamiast choinki stosuje się głównie bananowce. Natomiast w środkowej i północnej Brazylii modne są małe inscenizacje narodzin dzieciątka Jezus, ponadto organizowane są ludowo-religijne procesje; na wigilijnych stołach panuje dużo lżejsza kuchnia, składająca się głównie z ryb (wpływ kuchni portugalskiej).

MEKSYK

Kolejnym krajem z kręgu kultury latynoamerykańskiej jest Meksyk; kraj zagorzale katolicki. Tutaj również nie było się niestety bez zmian związanych z napływem imigrantów i otwieraniem się na kulturę Zachodu. Podobnie jak w Brazylii, zmianie ulega rola szopki i choinki- ta druga wypiera tą pierwszą waz z wszystkimi ozdobami i świecidełkami. A szkoda- szopki Ameryki Południowej są jednymi z najpiękniejszych na świecie i wzbudzają zawsze niesamowite emocje u oglądających. To w Meksyku jednak spotkamy się z niezwykłymi zwyczajami, które intrygują swoją oryginalnością.

Pierwszym z nich jest tzw. „Las Posadas”- cykl dziewięciu nocnych spotkań, rozpoczynających się 16 grudnia, a kończących się w wigilię- 24 grudnia. Spotkania, co ciekawe, przypominają charakterem nieco naszą drogę krzyżową- przybierają formę procesji, podczas których ludzie ze świecami w rękach lub figurami Jezusa, Maryi i innych świętych idą po ulicach i śpiewają kolędy. Zwyczaj jest wzorowany na wydarzeniach biblijnych ma symbolizować wędrówkę Józefa i Maryi szukających schronu na czas nocy. „Las Posadas” nie kończy się jednak na samym pochodzie kiedy już mieszkańcy wrócą do domów, czeka ich jeszcze jedno zadanie do wykonania rozbicie słynnej już na cały świat piniaty. Wykonana jest najczęściej w kształcie gwiazdy, ale zdarzają się również inne wersje; najważniejsze są jednak kolory. Piniata, pokryta tęczowymi barwami jest symbolem zła; w przypadku gwiazdy siedem rogów symbolizuje także siedem grzechów głównych. Dzieci i dorośli, którzy z zasłoniętymi oczami rozbijają niespodziankę, walczą zatem ze złem. Co ciekawe, zasłonięte oczy mają symbolizować wiarę Meksykan i ich ufność, którzy zostają wynagrodzeni łaską Bożą (czyli tutaj odpowiednio-cukierkami). W nagrodę są obsypywani mnóstwem słodyczy. Dzieje się tak każdej nocy po procesji poza ostatnią; w Noche Buena, jak mieszkańcy Meksyku nazywają tę noc, składają w żłóbku lalkę małego Jezusa. Domownicy cicho jej nucą, kołyszą, otulają i traktują jak żywe Dzieciątko; lalka pozostaje pod opieką do następnego Bożego Narodzenia; 2 lutego jest nawet specjalnie zanoszona do kościoła, przystrojona, w celu otrzymania błogosławieństwa od duchownego.

Wróćmy jednak do zwyczajów typowo świątecznych. Nieodłącznym elementem Bożego Narodzenia są tradycyjne posiłki. W Meksyku są one podawane w pierwszy dzień świąt; odświętne menu składa się z indyka, ryb, wieprzowiny (podobnie jak w Brazylii), nadziewanego chili i fasoli. Warto zwrócić uwagę na trzy regionalne potrawy- sałatkę Noche Buena, którą przygotowuje się ze zmieszania buraków, orzechów, jicamy i soku pomarańczowego (co dla przeciętnego Europejczyka może być dość egzotycznym połączeniem). Obiad popija się tradycyjnym ponczem zrobionym z trzciny cukrowej, laski cynamonu, suszonych śliwek, gujawy i egzotycznego owocu- tejocote. Ostatnim oryginalnym meksykańskim przysmakiem jest tort w kształcie pierścienia zawierający w środku małą, słodką niespodziankę- mianowicie miniaturową laleczkę. Jest ona w pewnym sensie zgubą dla tego, kto ją „wylosuje” w kawałku ciasta- musi on bowiem 2 lutego kupić tamales (specjał z masy kukurydzianej nadziewany mięsem) dla wszystkich domowników. Jeśli chodzi o prezenty, są one dawane głównie dzieciom, i to na ogół 6 stycznia; dorośli dostają raczej premie i kosze słodyczy i upominków od swoich pracodawców.

Meksyk może zachwycać pięknem swych tradycji, teraz jednak przenieśmy się do ostatniego już w tym omówieniu kraju - do Wenezueli.

WENEZUELA

Pierwszym zwyczajem wyróżniającym to piękne miejsce jest tzw. Święto Pasterzy ( w oryginale Fiesta de los Pastores). Uroczystość ma symbolizować otrzymanie przez pasterzy wiadomości o narodzinach Jezusa i ich radości z tej okazji. Zebrani dzielą się na pasterzy- przystrojonych kolorowymi wstążkami, kokardkami, kwiatami, z założonymi kapeluszami i trzymających w ręku długie kije z zawieszonymi dzwoneczkami i pasterki- w bluzkach z falbankami i barwnym makijażem. Święto odbywać się będzie kolejno przez pierwsze trzy soboty grudnia; jednak tylko w drugiej (przez restrykcyjne zasady tamtejszych biskupów) będą mogły brać udział kobiety.

Jeśli brakowało nam porzuconego w Meksyku i Brazylii zwyczaju szopek, w Wenezueli znajdziemy ich pod dostatkiem w niezmienionej formie. Co więcej- niektórzy mieszkańcy przystrajają swoje domy tak, by wyglądały jak wielkie, żywe szopki.

Niestety, trochę gorzej jest, jeśli chodzi o okres ściśle świąteczny - tutaj Wenezuelczycy poszli zdecydowanie w ślady Brazylijczyków i najczęściej spędzają noc wigilijną na zabawach lub spotkaniach na plaży. Więcej wydźwięku religijnego ma natomiast święto obchodzone przez nich 28 grudnia- tzw. Święto Niewiniątek. Jest to upamiętnienie rzezi małych dzieci wykonanej z rozkazu Heroda. Największe obchody odbywają się w Aguas Blancas; polegają one na wspólnych tańcach „szaleńców”, jak określają to Wenezuelczycy, z małymi dziećmi. W innych wersjach tego święta (inne regiony kraju) tancerze ubrani w barwne kostiumy występują z dziećmi pod malowidłami upamiętniającymi rzeź, w jeszcze innych- wszyscy występują w małpich maskach.

CHILE

Tutaj Boże Narodzenie przypada na początek lata. Jest ponad 30 stopni, z nieba leje się żar. Dzieci właśnie rozpoczęły wakacje, dni są długie, a wieczory gorące. Panuje więc zupełnie inna atmosfera, święta mają inna aurę. W chilijskich domach, podobnie jak w polskich, stoją choinki. To zwiastun nadchodzących świąt, a dekorowanie drzewek jest rodzinnym momentem, na który czekają wszystkie dzieci. Choinki, bomki i świąteczne ozdoby pojawiąją się rówież w sklepach, supermarketach i na głównych placach miast.

Największym zaskoczeniem chilijskiej Wigili może być świąteczne menu. Polska jest w tej kwestii bardzo tradycyja i dosyć restrykcyjna – jest 12 określonych, wigilijnych potraw z karpiem w roli głównej, bo Wigilia ma być przede wszytkim bezmięsna. W Chile za to jako najbardziej odświętne danie podawany jest indyk. Jako że pogoda sprzyja grillowaniu w ogródku, w bożonarodzeniowe dni w powietrzu unosi się zapach grillowanego mięsa. Na chilijskim wigilijnym stole znajdują się też inne potrawy, głównie sałatki, ryż i ziemniaki, ale nie są to specjalne dania przygotowane tylko w ten jeden dzień w roku jak w Polsce. Są to po prostu ulubione potrawy danej rodziny, podawane tym razem w wersji nieco bardziej wykwintnej. Chilijczycy stawiają bardziej na dekorację stołu.

Jakaś charakterystyczna potrawa? - jest, nazywa się „pan de pascua”. Nazwa sugeruje, że to chleb („pan”), ale to rodzaj słodkiego ciasta, dosyć podobnego do naszego piernika. Podobieństwo nie jest zresztą aż tak dziwne, bo pan de pascua przywędrował do Chile z Niemiec. W składzie ma miód, imbir i rodzynki, często też orzechy i migdały. Czasem dodaje się też pomarańczę, wiśnie i śliwki, a rodzynki zanurza w koniaku. Choć „pan de pascua” jest zgodnie z nazwą daniem na święta, można go kupić właściwie przez cały rok w każdym większym supermarkecie.

„Cola de mono”, czyli małpi ogon, to kawowy likier przygotowany jest specjalnie na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Poza czystymi procentami („aguardiente”), kawą i mlekiem ma też w składzie m.in. cynamon, goździki i skórkę z pomarańczy. Jest pyszny, zwłaszcza w wersji domowej.

A skąd ta osobliwa nazwa? Teorii jest kilka. Jedna odnosi się do początków kariery tego likieru i etykiety butelki „Anis de Mono”, na której widniała małpa z długim ogonem. Druga teoria mówi, że to gra słów. Słowo „cola” w świecie polityki odnosi się do przegranej w wyborach i taką właśnie porażkę poniósł niejaki pan Montt. Wygrany świętował tak intensywnie, że skończył się alkohol. Wymieszał wtedy to co było na stanie: trochę procentów, kawę i mleko, nazywając nowy napój „cola de Montt”, który z biegiem czasu przeistoczył się w „cola de mono”. Trzecia teoria, ta najpopularniejsza, jest nieco podobna do poprzedniej. Jej bohaterem jest prezydent Pedro Montt, nazywany pieszczotliwie przez bliskich „El Mono Montt”. Wychodząc z pewnego przyjęcia prezydent poprosił o swoją broń zwaną „colt”, zwyczajowo zostawianą przy wejściu. Wtedy goście zdołali go przekonać, żeby został jeszcze trochę i wtedy właśnie zmieszano po raz pierwszy kawowy napój nazwany na tę okoliczność „Colt de Montt” (broń Montta), co potem przekształciło się w „cola de mono”.

Chilijczycy to bardzo rodzinny naród, więc i Boże Narodzenie spędza się tutaj z najbliższymi. Do stołu siada się dość późno, około 23:00. ale należy zaznaczyć, że spotkania rodzinne to zwyczaj obowiązujący przez cały rok, nie tylko od święta, więc jeżeli kogoś zabraknie przy stole, znajdzie się zapewne w najbliższą niedzielę.

Kolędy przybyły do Chile wraz z Hiszpanami. Treśc jest nieco inna niż w Europie, ze względu na brak śniegu.Popularną piosenką świąteczną jest zabawny utwór „Viejos pascueros acalorados” („Rozgrzani Mikołajowie“) - Mikołaje jedzący łyżeczką wielki kawał arbuza... Po Wigilii zaś Pasterka, zwana w Chile „Misa de Gallo”, ale nie jest aż tak popularna jak w Polsce. Pierwszego dnia świąt Chilijczycy zostają w domu albo odwiedzają ciotki, wujków, kuzynów i cmentarze. Drugiego dnia świąt za to, w odróżenieniu do Polaków, idą już do pracy.

Australia

Grudzień to w Australii środek lata, więc o śniegu w Europie kojarzonym ze Świętami Bożego Narodzenia nie ma mowy, ale nic straconego - można świętować dwa razy kiedy aura bardziej przypomina tą świąteczną. Christmas in July "drugie" Boże Narodzenie w trakcie australisjkiej zimy to chyba jedyny na świecie przypadek takiego podejścia do tematu. Ponownie pojawiają się choinki, przy kominkach wiszą skarpety na prezenty, z szafy wyciągane są swetry z motywami reniferów.

Skupmy uwagę na tych "pierwszych". Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia zaczynają się już we wrześniu - to w sklepach - a w listopadzie przyozdabione są miasta. Choinkę ubiera się 1 grudnia zaś światełka są wszechobecne nie tylko na drzewku. Christmas Lights Display, czyli oświetlanie posesji na wszelkie możliwe sposoby, jest jednym z najbardziej charakterystycznych akcentów. Świecące krokodyle, misie koala, renifery i napisy w rodzaju “Peace on earth and goodwill to all”. Z dostępem do Internetu raczej nie ma kłopotów, mimo to co roku australijska poczta dostarcza ponad milion świątecznych kartek!

Mikołaj anglosaskim zwyczajem wpada przez komin. Zjada ciastka, popija mlekiem i wrzuca paczki do świątecznych skarpet, albo poszewek na poduszki. Podobno, gdy nie ma komina, wchodzi przez dziurkę od klucza. Prezenty rozpakowuje się w Pierwszy Dzień Świąt rano.

Mikołaj nie ma łatwego zadania, bo wygląda tak samo jak w Europie, czyli na długą brodę, czapkę, biało-czerwony kubrak i zimowe buty - gdy na dworze 30 stopni w cieniu. Może dlatego preferuje wieczory lub noc. Dgy upał za bardzo doskwiera renifery zastępują białę kangury a na nogach Mikołaja pojawiają się klapki, ale czapka z pomponem jest obowiązkowa!

Na australijskich stołach nie znajdziemy tradycyjnych 12 potraw raczej chłodne przekąski, sałatki i owoce morza. W świątecznym menu pojawia się pieczony indyk oraz tradycyjny pudding ze śliwkami. Często w Wigilię Australijczycy organizują BBQ party, na którym królują kiełbaski i sałatka coleslaw.

Do ciekawych australijskich tradycji bożonarodzeniowych należą X-Mas Parties , czyli huczne imprezy okołoświąteczne w barach, kawiarniach i restauracjach Carols By Candlelight - kolędowanie ze świecami pod gołym niebem - największe odbywają się od 1937 roku w Melbourne i Sydney oraz Boxing Day (Drugi Dzień Świąt), podczas którego szturmowane są galerie handlowe, ponieważ w ten dzień są największe w całym roku wyprzedaże.

Przypominamy - kto tego roku nie zdążył na Boże Narodzenie do Australii ma drugą szansę w lipcu.



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.



DZIAŁ HISTORIA/KULTURA PAI ODWIEDZIŁO DOTYCHCZAS   9999795 OSÓB





Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2022

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów