Franciszek Starowieyski

Samotnik polskiego malarstwa


Malarz, rysownik, grafik, twórca plakatów, scenografii teatralnej i telewizyjnej. Znawca i kolekcjoner sztuki, głównie XVII wiecznej. Równie słynne jak jego prace są skandale, które wywoływał, i legenda, jaką wokół siebie roztaczał. Prace postarzał o 300 lat. Synowi dał na imię Belzebub. Esteta, gawędziarz, urodził się w 8 lipca 1930 roku w Bratkówce koło Krosna. Zmarł 23 lutego 2009 roku w Warszawie.

Samotnik polskiego malarstwa

Pochodził ze szlacheckiej rodziny, pieczętującej się herbem Biberstein. Podczas wojny, wraz z rodziną, przeprowadził się do Krakowa. Studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni Wojciecha Weissa i Adama Marczyńskiego (1949-52), a następnie w ASP w Warszawie w pracowni Michała Byliny, gdzie uzyskał dyplom w 1955 roku.

Jako młody mężczyzna Franciszek Starowieyski był szalenie przystojny i wysportowany - biegał, skakał, jeździł na nartach, uprawiał boks, podnosił ciężary. W 1955 roku dostał się do finału konkursu Mister Polski.

Na początku swojej artystycznej drogi Starowieyski wymyślił sobie pseudonim artystyczny - Jan Byk. - To był po prostu polityczny dowcip – w czasach stalinowskich wymyśliłem sobie najbardziej proletariackie nazwisko, jakie mogłem wynaleźć - mówił w jednym z wywiadów. Zupełnie inne od oficjalnego: Franciszek Andrzej Bobola von Biberstein Starowieyski.

Malarz czy rysownik to zawód, który trzeba wykonywać codziennie, nie wystarczy działalność okazjonalna. Okazjonalnie można pisać, ale nigdy malować. Potrzeba tu zbyt wiele manualnego kunsztu.

Przez szereg lat tworzył na przemian w pracowniach w Warszawie i w Paryżu. Zrealizował około 300 plakatów i uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli "polskiej szkoły plakatu".

Stypendysta Fundacji Kościuszkowskiej, wykładowca Berliner Hochschule der Kunste (1980) i Europejskiej Akademii Sztuki w Warszawie (od 1993 roku).

Artysta jest bohaterem filmu Andrzeja Papuzińskiego "Bykowi chwała". Grał również jako aktor w filmach; Andrzeja Wajdy (Danton) i Krzysztofa Zanussiego (Struktura kryształu). Uczestniczył w ponad 200 wystawach w kraju i za granicą, m. in. w: Austrii, Belgii, Francji, Holandii, Kanadzie, Szwajcarii, USA, we Włoszech. Jest pierwszym Polakiem, który miał indywidualną wystawę w Museum of Modern Art w Nowym Jorku (1985).

Zrealizował ponad 20 spektakli Teatru Rysowania w różnych miejscach świata. Za najbardziej udane uważa Teatry w Wenecji i Paryżu, w Spoleto, Sewilli i Chicago. Przygotował inscenizacje teatralne m.in. do Ubu króla dla Teatru Wielkiego w Łodzi.

Najważniejsze nagrody: Grand Prix na Biennale Sztuki Współczesnej w São Paulo (1973), Grand Prix za plakat filmowy na festiwalu w Cannes (1974), Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu w Paryżu (1975), Annual Key Award gazety "Hollywood Reporter" (1975/6), Nagrody na Międzynarodowym Biennale Plakatu w Warszawie i na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Chicago (1979/82). W 1994 roku artysta otrzymał Nagrodę "Złotej Maski" za scenografię do Króla Ubu Krzysztofa Pendereckiego w Teatrze Wielkim w Łodzi, a w 2004 Nagrodę Ministra Kultury w dziedzinie sztuk plastycznych.



Barokowa wyobraźnia

Franciszek Starowieyski, artysta obdarzony barokową wyobraźnią, z niezwykłą wprost biegłością łączył w sztuce zmysłowe formy z intelektualnym przesłaniem, szokując często nieoczekiwanymi efektami i surrealistycznymi wizjami. Jego twórczość o wyrafinowanej ornamentacji wypełniona była charakterystyczną metaforyką i własnym systemem znaków wywiedzionych z najbliższej artyście, barokowej estetyki. Malarstwo Starowieyskiego cechowała fascynacja zmysłowym ciałem kobiecym o "rubensowskich" kształtach oraz refleksja nad przemijaniem i śmiercią. W jego obrazach świat realny łączy się z tworami "niepohamowanej" wręcz wyobraźni artysty, a cała twórczość, przesycona groteską i humorem, ostentacyjnie nawiązywała do starych XVII-wiecznych mistrzów. Starowieyski był mistrzem rysunku.

"Odkąd pamiętam, zawsze moim językiem był rysunek. Najlepiej wyraża moje myśli."

Artysta zadziwiał rysunkową formą o kaligraficznej precyzji kreski, za pomocą której budował osobliwe wizje o surrealistycznej poetyce, łącząc na zasadzie groteski i metaforycznych znaczeń zupełnie odrębne, obce sobie motywy. Jego upodobanie do kaligrafii, rozmiłowanie w fantastyce, skłonności do makabry i zainteresowanie anatomią, jak również rodzaj światłocienia, modelunku czy dynamika kompozycji wyrasta korzeniami z tradycji XVII wieku.

Starowieyski często opatrywał swoje prace niemieckimi, stylizowanymi na XVII-wieczną kaligrafię komentarzami, a tytuły prac wykonane ozdobną literą stanowiły integralną część dzieła. Od 1970 roku artysta antydatował swoje prace o 300 lat wstecz - twierdząc, że oddaje to jego stan ducha i umysłu. Malarz utrzymywał, że wcielił się w niego duch żyjącego w XVII wieku przodka.

"Ja żyję w tamtych czasach, a reszta - to, co później się zdarzyło, aż do pozornego dziś - jest tylko kwestią wyobraźni" - tłumaczył w jednym z wywiadów.

Starowieyski lubił szokować widza swoją sztuką i zachowaniem, w czym niedościgłym dla niego mistrzem był z pewnością Salwador Dali.

Upodobanie do barokowej estetyki przejawiało się również w charakterystycznym dla Franciszka Starowieyskiego makabrycznym poczuciu humoru. Na nobliwe spotkanie rodzin ziemiańskich przybył, ku zaskoczeniu znającej go rodziny, ubrany bardzo przyzwoicie. Szybko jednak wyszło na jaw, że spod wizytowego fraka Starowieyskiego wystaje długi, diabelski ogon z nasyconego smołą sznura.

Teresa Starowieyska, żona artysty, na długo zapamiętała dzień, gdy weszła do domu i znalazła męża leżącego na łóżku, z zakrwawioną twarzą i pływającym we krwi, wyłupionym okiem. Do tego makabrycznego żartu Starowieyski użył koncentratu pomidorowego i piłeczki pingpongowej.

"Widz oczekuje od twórcy, aby go zgorszył, obraził i zaszokował" - powiedział kiedyś.

Starowieyski zdobył popularność już w latach 60. serią plakatów teatralnych i filmowych. Wyniósł to medium do rangi samoistnego dzieła sztuki. W październiku 1956 roku wykonał pracę zatytułowaną "Płaczący gołąbek pokoju", która była gestem solidarności z powstaniem węgierskim. W latach 50. Starowieyski projektował plakaty filmowe w stylistyce rewolucyjnego drzeworytu. Powstały wtedy takie prace jak "Czterdziesty pierwszy", "Matka", "My z Kronsztad" czy "Poemat pedagogiczny".

Później artysta kilkakrotnie zmieniał styl, eksperymentował w technice malarskiej i rysunkowej, aby oddać za każdym razem klimat dzieła, do którego powstawał plakat. Ważnym okresem w jego twórczości była współpraca z Teatrem Dramatycznym, dla którego zaprojektował m.in. "Anioł wstąpił do Babilonu", "Kochanek. Lekki ból", czy "Czerwona magia".

W 1962 roku powstała ważna i przełomowa dla artysty praca "Franek V"., który przedstawiał narożnik dziewiętnastowiecznego banku przechodzący od dołu w czaszkę. Po raz pierwszy ujawniły się wówczas w twórczości Starowieyskiego elementy barokowe, fascynacja nieuchronnym przemijaniem, a także surrealistyczny sposób łączenia obcych sobie elementów. Nieco później pojawiło się również fantazyjne przekształcanie motywów ornamentalnych. Ulubiony krąg akcesoriów czy rekwizytów stanowiło m.in. ciało kobiece, kości, czaszka ("Matka Courage" Brechta, "Koniec Europy" Wiśniewskiego), ptasie głowy ("Lulu" Albana Berga, "Taniec Śmierci" Strindberga), węże, magiczne oko, a wszystko to artysta poddawał niezwykłej metamorfozie kształtów. Plakaty Starowieyskiego są drapieżne i ekspresyjne, przywodzą na myśl barokowe misteria, jak w przypadku "Zdziczenia obyczajów" do Leśmiana. W takich plakatach jak "Musica per archi" czy "Golem" doszło do połączenia ciała i pejzażu w wizerunki emanujące tajemniczym nastrojem. Plakaty Starowieyskiego nie są ilustracją ani reklamą filmu czy spektaklu, ale samoistnymi dziełami sztuki. Sam artysta określał je jako "Franciszek Starowieyski przedstawia" lub "komentarz do...". W plakatach z lat 80. ornamentacja uległa wyraźnej redukcji, a ciało przestało być traktowane w sposób przedmiotowy, pojawił się natomiast symbolizm i biologiczny witalizm.

Starowieyski stworzył unikalny Teatr Rysowania, który zaistniał po raz pierwszy w 1980 roku podczas pleneru w Świdwinie. Ta monumentalna forma sztuki zrodziła się z przypadku, ale także potrzeby publicznej wypowiedzi artysty. Bezpośrednią inspiracją jego Teatru Rysowania był obraz Courbeta "Pracownia malarza". Każdy spektakl publicznego rysowania trwał kilka dni i rozgrywał się według określonych zasad, do których należało rozpoczynanie kompozycji od wykreślenia jej centralnego punktu, czyli koła bez użycia cyrkla, praca z modelkami, rozmowy z publicznością. Za każdym razem artysta ustawiał trzy blejtramy (3 x 6 m) na planie kwadratu. Na olbrzymich płótnach pojawiajały się skłębione ciała ludzkie i zwierzęce, fantasmagorie przypominające barokową deformację. Starowieyski rysował z rozmachem, dynamicznie, obiema rękami, a zarazem z anatomiczną precyzją. Sam artysta twierdził, że podczas tych seansów najważniejsze dla niego jest aranżowanie nastroju. Tworzy go wybrana publiczność, która przebywając z twórcą podczas powstawania płócien dopinguje go do pracy.

"Chcę stworzyć świat niezależny od naszych pojęć o człowieczeństwie - powiadał artysta. "(...) Pragnę uzyskać trzeci wymiar przez duchowy nastrój moich obrazów."

Jego "teatry rysowania" to niepowtarzalny spektakl, zjawisko medialne, w którym wartością artystyczną jest nie tylko sam akt tworzenia i powstające w jego wyniku dzieło, ale także towarzyszące mu elementy widowiskowe i - dzięki erudycji autora - literackie. Największy narysowany przez niego obraz powstał na Biennale w Wenecji (1986), miał 24 x 4 metry i był zatytułowany "Pielgrzymka do świętego półkonia".

W 1998 roku w nowym budynku polskiego przedstawicielstwa przy Unii Europejskiej w Brukseli pojawił się obraz Starowieyskiego "Divina Polonia", który wywołał wielkie kontrowersje. Artysta przedstawił na nim własną wizję Polski w Europie: naga i tłusta kobieta symbolizująca Polskę wciągana jest na byka przez hardą Europę.

Na początku czerwca 2006 roku w Poznaniu Starowieyski rozpoczął rysowanie alegorii wydarzeń Poznańskiego Czerwca 1956 roku. To kolejna praca z cyklu "Teatr Rysowania". W centrum obrazu o wymiarach 32 metrów kwadratowych stanęła postać Nike, bogini wojny. Wokół niej artysta narysował kilkadziesiąt twarzy symbolizujących ofiary Poznańskiego Czerwca. Po przeciwnej stronie znalazła się wielka czerwona gwiazda, "jako alegoria czerwonej, komunistycznej zarazy", a w jej pobliżu artysta narysował twarze kilkunastu funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki i wojska. Gotowa praca została przekazana Zarządowi Regionu Wielkopolska NSZZ "Solidarność" i trafiła do muzeum Zakładów im. H. Cegielskiego.

Na podstawie m.in. Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.