Pierwsze zimowe wejście na Everest


„Gdyby to nie był Everest, tobyśmy chyba nie weszli“ – to słynne zdanie wypowiedział Leszek Cichy. 17 lutego 1980 roku o godzinie 10:40 czasu polskiego Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy stanęli na szczycie Mount Everestu. Jako pierwsi w historii dokonali tego w sezonie zimowym. Tym samym otworzyli nowy rozdział w himalaizmie – zimowy wyścig po ośmiotysięczniki. Cichy był setną osobą na wierzchołku Everestu, a Wielicki sto pierwszą. Zdobyli Czomolungmę - jak zwany jest himalajski szczyt w języku tybetańskim - klasyczna drogą .

Moje pierwsze słowa brzmiały: Halo Andrzej, wiesz gdzie jesteśmy?. Potem razem krzyknęliśmy do słuchawki: Na szczycie Everestu!. Cieszyliśmy się, że odnieśliśmy sukces. Byliśmy tam w imieniu wszystkich uczestników. Każdy dał z siebie tyle, ile mógł. Na wierzchołku spędziliśmy 40 minut, pozostawiliśmy m.in. różaniec. Zabraliśmy kamienie i kartkę pozostawioną przez poprzednika, zdobywcę szczytu jesienią Amerykanina Raya Geneta, który zginął w trakcie zejścia. Treść kartki rozpoczynała się słowami: For a good time call Pat... Jeśli chcesz się dobrze zabawić zadzwoń do Pat...) - wspominał Cichy wydarzenia sprzed 40 lat.



Gdyby to nie był Everest

Zanim jednak doszło do tego wydarzenia, zanim osiągnięty został największy sukces polskiego alpinizmu, trzeba było doświadczeń kilku pokoleń, mobilizacji polskiej czołówki himalajskiej, ogromnego wysiłku organizacyjnego, ale przede wszystkim inicjatywy, energii i uporu tego wyjątkowego człowieka, jakim był Andrzej Zawada. Już w 1973 roku poprowadził wyprawę, która dokonała pierwszego wejścia zimowego na Noszak (7492 m) – najwyższy szczyt Hindukuszu Afgańskiego. Na szczycie stanęli wówczas Tadeusz Piotrowski i Andrzej Zawada. Był to pierwszy szczyt siedmiotysięczny zdobyty zimą. Od tego momentu Zawada konsekwentnie dążył do zimowej eksploracji Himalajów, a szczególnie do zimowego wejścia na Everest.

W 1974 roku nie powiodło się zimowe wejście na Lhotse (8501 m), jednak wysokość wówczas osiągnięta przez Zawadę i Zygmunta A. Heinricha – 8250 m – była obiecująca i pozwalała myśleć realnie o wejściu na Everest. Zdobyto kolejne doświadczenia i rozpoznano teren.

W marcu 1979 roku władze Nepalu zezwoliły polskiej wyprawie narodowej na zaatakowanie w następnym roku, przed monsunem, południowego filara Everestu. Jednak dla Andrzeja Zawady był to cel drugoplanowy. Nadal starał się on o uzyskanie zgody na zimową działalność na Evereście. Problem był natury formalnej i dyplomatycznej – władze nepalskie uznawały tylko dwa sezony: przedmonsunowy i pomonsunowy. Trzeba było je przekonać, że zimowa wspinaczka w Himalajach jest możliwa i przy dobrym przygotowaniu kondycyjnym i sprzętowym nie bardziej niebezpieczna, zarówno dla alpinistów jak i nepalskiego personelu pracującego dla wyprawy. W tym celu już w listopadzie 1977 roku Andrzej Zawada poleciał do Katmandu. Grunt pod rozmowy w Ministerstwie Turystyki przygotował szef polskiej placówki dyplomatycznej w Nepalu, minister pełnomocny Andrzej Wawrzyniak. Nie udało się to od razu. Nepalczycy zwlekali, wydając najpierw pozwolenie na sezon wiosenny. Wreszcie 22 listopada 1979 roku zapadła korzystna dla Polaków decyzja – w Himalajach Nepalu otwarto sezon zimowy i polska wyprawa narodowa jako pierwsza otrzymała zezwolenie na zaatakowanie Everestu.

Zezwolenie opiewało na klasyczną drogę od Południowej Przełęczy w okresie od 1 grudnia 1979 do 28 lutego 1980. Ustalając taki, a nie inny okres działalności zimowej Nepal kierował się różnymi względami, ale chodziło między innymi o to, żeby wyprawa zimowa opuściła góry nim przybędzie wyprawa wiosenna. Dla Polaków, którzy mieli pozwolenie również na wiosnę, nie zrobiono wyjątku. Mało tego, już w Katmandu Ministerstwo Turystyki Nepalu zwróciło się z prośbą, by akcję zdobywczą prowadzić tylko do 15 lutego, a pozostałe dwa tygodnie zezwolenia przeznaczyć na likwidowanie obozów i karawanę powrotną.

Nadejście pozwolenia na zimę było dla Polaków wielkim wyzwaniem, nie tylko sportowym ale również organizacyjnym. Przyszło ono zaledwie na tydzień przed początkiem ważności. Na szczęście znalazły się pieniądze na szybki transport lotniczy, co uratowało wyprawę. Jednak cenny miesiąc z trzymiesięcznego zezwolenia został stracony. Dopiero 4 stycznia 1980 znaleźli się w bazie wszyscy uczestnicy wyprawy i cały bagaż.

Podczas, gdy baza się rozbudowywała, część alpinistów pokonywała już Icefall, tę gigantyczną kaskadę nastroszoną lodowymi turniami i pociętą głębokimi szczelinami, Pochłonęła ona już wiele istnień ludzkich, toteż ogromne znaczenie miało dokładne przygotowanie drogi i częste jej poprawianie, gdyż lodospad stale płynął i zmieniał swoją strukturę.

8 stycznia na początku Kotła Zachodniego pod stokami Nuptse stanęły namioty obozu I (6050 m), a już następnego dnia sześcioosobowy zespół prowadzony przez Szafirskiego założył w głębi Kotła obóz II (6500 m). Tak szybkie postępy umożliwiła dobra pogoda i słaby wiatr. Jednak zaledwie w dzień po założeniu obozu II silne porywy zniszczyły jeden z namiotów obozu II.

Akcja rozwijania sieci obozów została przyhamowana, jednak cały czas trwał ruch ładunków przez Ice Fall, w którym pomagał pięcioosobowy zespół Szerpów. Rozległe śnieżno-lodowe płaszczyzny Kotła Zachodniego były pełne zdradliwych szczelin, niejednokrotnie ukrytych pod warstwą śniegu.

15 stycznia Pawlikowski i Żurek założyli obóz III w ścianie Lhotse na wysokości 7150 m. Podczas tego wyjścia okazało się, że ściana Lhotse jest jedną szklaną górą. Zimowe wiatry ogołociły stoki ze śniegu, odsłaniając żywy lód. Jednocześnie w drugiej połowie stycznia warunki atmosferyczne uległy zdecydowanemu pogorszeniu. Nasilił się mróz i huraganowe wiatry.

Na przebycie 750 metrów, dzielących obóz III od Przełęczy Południowej, wyprawa straciła prawie miesiąc a w bojach wykruszyła się połowa zespołu! 23 stycznia nie powiodła się próba czwórki w składzie: Cichy, Heinrich, Holnicki i Wielicki. W dwa dni później kolejna próbę dotarcia na Przełęcz podjęli Pawlikowski i Żurek. Jeden z podmuchów wiatru dosłownie uniósł w powietrze wspinającego się po poręczówkach Żurka, po czym rzucił go w dół 20 metrów do najbliższego haka. Żurek był mocno poturbowany, jednak zdołał o własnych siłach cofnąć się do obozu III. Stąd w dalszym zejściu do bazy pomagali mu koledzy, mimo to po drodze jeszcze dwukrotnie wpadał do szczelin. Jego stan nie pozwalał na dalszy udział w wyprawie, musiał opuścić bazę i wrócić do kraju.

Wreszcie 11 lutego około godziny 16 na Przełęcz Południową (7906 m) dotarła trójka: Leszek Cichy, Walenty Fiut i Krzysztof Wielicki. Przez siodło przełęczy przewalała się potworna wichura. Ciężką noc na przełęczy spędzili Fiut i Wielicki, natomiast Cichy zrzucił swój ładunek i wycofał się do obozu III. W szeregi uczestników wyprawy zaczęło wkradać się zwątpienie.

Zawada obawiał się, że wyprawa wymyka mu się z rąk. Wraz z Szafirskim uznali, że dla przełamania impasu sami powinni pójść na Przełęcz Południową. Na przełęcz dotarli, spędzili tam noc, jednak zejście było dramatyczne. Na stokach powyżej obozu III wisiały całe pęki lin poręczowych po poprzednich wyprawach. Nie wszystkie były prawidłowo poprowadzone, część nich była wrośnięta w lód. Już w czasie drogi w górę z obozu III Andrzej Zawada, który szedł jako drugi, wpiął się do niewłaściwej poręczówki. W czasie zejścia to się powtórzyło. Będący w niezłej formie Szafirski szedł szybko i jeszcze za dnia dotarł do obozu III, gdzie byli już Cichy z Wielickim. Zawada został mocno z tyłu i zgubił drogę. Szykował się już do biwaku na wysokości 7600 m, gdy nadeszła pomoc. To Cichy z Wielickim, mimo zmęczenia podejściem z obozu II, ruszyli na ratunek. Następnego dnia Cichy i Wielicki nie byli w stanie wyruszyć na Przełęcz. Mieli przez to jeden dzień opóźnienia. Był to ostatni zespół i ostatnia szansa.

Zgodnie z życzeniem Ministerstwa Turystyki Nepalu, 15 lutego miał być ostatnim dniem akcji prowadzonej w górę. Zawada zwrócił się z prośbą o zwolnienie wyprawy z tych ustaleń. Dopiero 15 lutego o godzinie 17 nadeszła zgoda, ale tylko na dwa dni akcji do góry.

16 lutego Cichy i Wielicki podeszli z obozu III na Przełęcz Południową. 17 lutego był dniem ostatniej szansy dla wyprawy. Ruszyli o godzinie 6.45, gdy pierwsze promienie słońca dotarły na przełęcz. Zabrali ze sobą tylko po jednej butli tlenu, co przy ciśnieniu 225 atmosfer i oszczędnym przepływie 3 litry na minutę, mogło starczyć zaledwie na 5 godzin wspinaczki. Posuwali się nieco trudniejszym, ale krótszym wariantem, wyprowadzającym na właściwą południową grań Everestu na wysokości 8400 m. Dalej, aż do wierzchołka południowego wspinali się po tybetańskiej stronie grani, osłoniętej od wiatru. Sławny “Uskok Hillary’ego” nie sprawił im większej trudności. Mijali kolejne garby śnieżne na nawieszonej grani. Wreszcie zobaczyli metalowy trójnóg, pozostawiony przez wyprawę chińską w 1975 roku. Padli sobie w objęcia, zrzucili plecaki i odłączyli butle tlenowe. Cichy wyjął radiotelefon. Była godzina 14.30.

W wyprawie brało udział 20 alpinistów, oprócz "Lidera" i zdobywców, byli to: Ryszard Dmoch (zastępca kierownika), Andrzej Zygmunt Heinrich (zastępca kierownika ds. sportowych), Krzysztof Cielecki, Walenty Fiut, Ryszard Gajewski, Jan Holnicki-Szulc, Aleksander Lwow, Janusz Mączka, Kazimierz Olech, Maciej Pawlikowski, Marian Piekutowski, Ryszard Szafirski, Krzysztof Żurek, filmowcy Józef Bakalarski i Stanisław Jaworski, radiooperator Bogdan Jankowski, lekarz Robert Janik oraz ksiądz Stanisław Kardasz.

Polacy są liderami zimowych zmagań z ośmiotysięcznikami - na 10 spośród 14 wspięli się jako pierwsi.

Pierwsze zimowe wejścia na ośmiotysięczniki:

17 lutego 1980 – Mount Everest (8848 m): 
Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy. Narodową wyprawę poprowadził Andrzej Zawada; pierwsze w ogóle wejście zimą na szczyt ośmiotysięczny;

12 stycznia 1984 – Manaslu (8156 m): 
Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski. Kierownikiem zakopiańskiej wyprawy był Lech Korniszewski;

21 stycznia 1985 – Dhaulagiri (8167 m): 
Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka. Wyprawą Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego kierował Adam Bilczewski;

12 lutego 1985 – Cho Oyu (8153 m): 
Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski. Kierownikiem polsko-kanadyjskiej ekspedycji był Andrzej Zawada. Trzy dni później tą samą drogą weszli: Zygmunt Heinrich i Jerzy Kukuczka;

11 stycznia 1986 – Kangczendzonga (8598 m): 
Krzysztof Wielicki i Jerzy Kukuczka. Szefem wyrawy Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego był Andrzej Machnik;

3 lutego 1987 – Annapurna (8091 m): 
Artur Hajzer i Jerzy Kukuczka (kierownik wyprawy);

31 grudnia 1988 – Lhotse (8511 m): 
w noc sylwestrową stanął na szczycie Krzysztof Wielicki. Kierownikiem polsko-belgijskiej ekspedycji był Andrzej Zawada;

14 stycznia 2005 – Shisha Pangma (8027 m): 
Piotr Morawski i Simone Moro (Włochy). Kierownik wyprawy: Jan Szulc;

9 lutego 2009 – Makalu (8463 m): 
Simone Moro i Denis Urubko (Kazachstan);

2 lutego 2011 – Gashebrum II (8035 m): 
Simone Moro, Cory W. Richards (USA) i Denis Urubko;

9 marca 2012 – Gasherbrum I (8068 m): 
Adam Bielecki, Janusz Gołąb. Kierownik wyprawy: Artur Hajzer;

5 marca 2013 – Broad Peak (8051 m): 
Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski, Artur Małek. Śmierć ponieśli Berbeka i Kowalski. Szef ekspedycji: Krzysztof Wielicki;

26 lutego 2016 – Nanga Parbat (8126 m): 
Simone Moro (Włochy), Alex Txikon (Hiszpania) i Muhammad Ali Sadpara (Pakistan).

16 stycznia 2021 – K2 (8611 m): 
Nirmal Purja, Mingma Gyalje Sherpa, Gelje Sherpa, Mingma David Sherpa, Sona Sherpa, Mingma Tenzi Sherpa, Pem Chhiri Sherpa, Dawa Temba Sherpa, Kili Pemba Sherpa i Dawa Tenjing Sherpa.




TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.