Jacek Rafał Karpiński

Czyli jak nie pozwolono stworzyć polskiego komputera


21 lutego 2010 r. we Wrocławiu, w wieku 83 lat, zmarł mgr inż. Jacek Karpiński. Patriota, człowiek wielkiej wiedzy, pasji i możliwości. Nie wykorzystanych, zniszczonych przez zawiść i ideologię. Celowo rozpoczęliśmy od daty śmierci, bo zakończyła bogate życie odważnego partyzanta, szykanowanego wizjonera. Nie doczekał się należnego uznania a przecież nie mógł czekać w nieskończoność. To przestroga, aby doceniać to co ulotne.

Włochy

Jacek Rafał Karpiński urodził się 9 kwietnia 1927 roku w Turynie. Chociaż początkowo jego miejsce urodzenia, wybrane przez rodziców, miało być zupełnie inne. Oboje byli w tym czasie na zagranicznych stypendiach naukowych. Oboje byli zakochani w górach. Matka, Wanda Czarnocka-Karpińska, znakomita narciarka i ojciec, Adam Karpiński, taternik, alpinista i himalaista, ustalili, że Jacek urodzi się pod szczytem Mont Blanc w Alpach. Poród miał się odbyć w małej chatce pozbawionej wszelkich wygód, niezbędnych w takiej sytuacji. Na szczęście w ostatniej chwili znajomi odwiedli ich od tego pomysłu i Jacek urodził się w szpitalu w Turynie. Ojciec Jacka Karpińskiego, był również uznanym inżynierem mechanikiem, konstruktorem lotniczym (który m.in. próbował przeforsować budowę samolotów w układzie dolnopłata w czasach gdy standardem był górnopłat) i lotnikiem. Matka była lekarką. Wyrastał w duchu patriotyzmu zaszczepionym przez rodziców.

Rok 1939 przyniósł w życiu Jacka dwa tragiczne wydarzenia. Najpierw w trakcie polskiej wyprawy w Himalaje, przysypany lawiną zginął jego ojciec. Później wybuchła II Wojna Światowa. Matka, która za dostarczanie w czasie wojny polsko-bolszewickiej meldunków Józefowi Piłsudskiemu, odznaczona została orderem Virtuti Militari, wysłała Jacka jako gońca do obrony przeciwlotniczej Warszawy. Miał wtedy zaledwie 12 lat.

Szare szeregi

Mając lat 14, Jacek wstąpił do Szarych Szeregów. Było to możliwe ponieważ zawyżył swój wiek. Początkowo zajmował się „małym sabotażem”, zrywał faszystowskie flagi, wybijał szyby w niemieckich sklepach, rzucał petardy pod niemieckie posterunki i zbierał różnego rodzaju informacje. Następnie został instruktorem sabotażu i dywersji. W 1943 roku uczestniczył w akcji w Sieczychach nad Bugiem. Celem był niemiecki posterunek. W czasie ataku zginął „Zośka”, dowódca oddziału w którym służył. Brał udział w wielu akacjach rozpoznawczych m.in. pod Celestynowem i Urlami gdzie obserwował ruch niemieckich transportów kolejowych oraz w rozpoznaniach przed zamachem na Kutscherę.

W późniejszym okresie został dowódcą drużyny w Batalionie „Zośka”. W plutonie „Alek” walczył razem z Krzysztofem Baczyńskim. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, w pierwszym dniu jego trwania Karpiński razem ze swoją sekcją przewoził broń z mieszkania na Mokotowie na Plac Zawiszy. Po drodze zostali zaatakowani przez Niemców. Kula trafiła go w kręgosłup. Był całkowicie sparaliżowany. Lekarze zabrali go do szpitala i wystawili fałszywą kartę choroby. Następnie został wywieziony z Warszawy do Pruszkowa, gdzie spotkał się z matką. Przez półtorej roku nie mógł sam wstać z łóżka. Za bohaterstwo na polu walki został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Po wojnie jego przeszłość była niestety powodem szykanowania go przez „władzę ludową”.

Okres powojenny zaczął od ponownej nauki chodzenia. Przeniósł się z matką i bratem do Krakowa a następnie do Zakopanego. Chodził o dwóch laskach. Podczas wypraw w góry najpierw odrzucił jedną potem drugą. Z Zakopanego przeprowadził się do Radomska. We wrześniu 1945 roku zdał egzamin do liceum. Dwuletni program nauczania przerobił w ciągu jednego roku i maturę zaliczył otrzymując oceny bardzo dobre. Musiał podjąć decyzję jaką drogę obrać w dalszym życiu.

Elektronika

Lubił muzykę i chciał być kompozytorem ale ciągnęła go również elektronika i chemia, bo to były zawody w którym można było dużo wynaleźć. Zwyciężyła elektronika i w 1946 roku rozpoczął naukę na Politechnice Łódzkiej, na kierunku elektrycznym. Będąc na trzecim roku przeniósł się na Politechnikę Warszawską, na kierunek radiotechnika gdzie studiował u profesora Janusza Groszkowskiego. Studiował w czasach gdy cudem techniki był komputer ENIAC, który zajmował całą halę a zasilała go specjalnie w tym celu wybudowana elektrownia. Jego architektura oparta była na 18 tysiącach lamp elektronowych a waga była zbliżona do 30 ton.

W roku 1951, po ukończeniu studiów i uzyskaniu dyplomu magistra inżyniera, Jacek Karpiński został na uczelni jako starszy asystent. Była to jego podstawowa praca. Podjął się również kilku dodatkowych, do których dostał skierowanie. Jednak początki nie były łatwe, odezwała się jego Akowska przeszłość. Komuniści uznali żołnierzy batalionu „Zośka” za zdrajców i dywersantów i z przypiętą łatką wroga Polski Ludowej wyrzucony został z Centralnego Laboratorium Polskiego Radia i z trzech kolejnych zakładów pracy. Udało mu się uniknąć więzienia. „Wrogiem ludu” przestał być dopiero po śmierci Stalina i Bieruta. Niestety na krótko.

Pierwsze wynalazki

Na początku lat 50-tych Karpiński skonstruował automatyczny nadajnik krótkofalowy 2kW NPK-2, który potem MSZ używało do nawiązywania łączności z ambasadami. Następną maszynę o nazwie AAH skonstruował w roku 1957. Pracował wtedy w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk jako adiunkt. AAH pomagała w długoterminowym prognozowaniu pogody analizując duże zbiory danych i wykorzystując w tym celu analizę harmonicznych Fouriera. Wyniki analiz pokazywała na ekranie. Była zbudowana na 650 lampach i miała wymiary dwa metry na półtora. Państwowy Instytut Hydrologiczno-Meteorologiczny używał jej przez dwa lata. Dzięki zastosowaniu AAH sprawdzalność prognozy pogody poprawiła się o 10% .

W 1959 roku powstała kolejna maszyna o nazwie AKAT-1. Była zbudowana w oparciu o tranzystory i służyła do obliczania równań różniczkowych. Wykorzystywana była również do symulacji procesów. Była to pierwsza tego typu konstrukcja na świecie. Wyniki obliczeń w formie graficznej, wyświetlane były na ekranie. Już te projekty wyprzedzały swą innowacyjnością czasy w których powstały i były zapowiedzią tego co planował Jacek Karpiński i co nieuchronnie za jego sprawą musiało nastąpić w najbliższych latach.

Studia zagraniczne

AKAT-1 stał się przełomowym wynalazkiem w karierze Jacka Karpińskiego i spowodował, że w 1960 roku został zgłoszony przez Państwową Akademię Nauk do organizowanego przez UNESCO konkursu młodych talentów techniki. Dwieście krajów z całego świata wytypowało po jednym swoim kandydacie. Następnie specjalna komisja wybrała sześciu zwycięzców, w tym Jacka Karpińskiego. Nagrodą była możliwość wybrania dowolnej formy dalszego kształcenia. Karpiński wybrał naukę w Massachusetts Institute of Technology i na Harvardzie. W Stanach Zjednoczonych spędził dwa lata. Proponowano mu pozostanie za granicą ale zdecydowanie odmówił. Twierdził, że wyjechał jako reprezentant Polski i PAN i pozostanie za granicą byłoby według niego zdradą. Poza tym w kraju została jego matka. Przed powrotem poprosił o możliwość odwiedzenia interesujących go firm i uczelni. UNESCO wyraziło na to zgodę. Poznał światowe sławy, Johna Eckerta, Rossa Ashby`ego i profesora Moore`a.

Powrót do kraju

Karpiński wrócił do kraju w 1962 roku. W PAN utworzono wtedy Instytut Automatyki. W roku 1964, pracując w Pracowni Sztucznej Inteligencji, skonstruował Perceptron, maszynę uczącą się, która rozpoznawała otoczenie przy użyciu kamery. Była to sieć neuronowa o architekturze składającej się z 2 tysięcy tranzystorów. Identyfikowała obrazki, teksty pisane i wzory. Była to wówczas druga tego typu konstrukcja na świecie. Podobną, aczkolwiek opartą o inne zasady skonstruowano w Stanford. O Jacku Karpińskim znów zrobiło się głośno. Z tego powodu, ówczesny dyrektor instytutu profesor Węgrzyn, szczerze go nie znosił. Zazdrościł mu wyników. Na każdym kroku próbował torpedować jego pracę, utrudniał przyznanie środków, żądał raportów i sprawozdań. W końcu, krytykowany i upominany przy każdej okazji, Karpiński nie wytrzymał presji i odszedł.

Kolejne wynalazki

Zatrudnił się w Instytucie Fizyki Doświadczalnej na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie dyrektorem był profesor Jerzy Pniewski, wspaniały człowiek i prawdziwy naukowiec. Instytut otrzymywał wtedy materiały do analizy ze szwajcarskiego CERN- u. Były to zdjęcia elektronów i neutronów które polscy fizycy opracowywali ręcznie. Na prośbę profesora Pniewskiego, Karpiński stworzył skaner który odczytywał dane z tych zdjęć. W roku 1965 rozpoczął pracę nad stworzeniem komputera który liczyłby dane odczytane przez ów skaner. Po trzech latach pracy Karpińskiego i zespołu którym kierował, powstał KAR-65.

W jego zespole pracowali: Diana Wierzbicka, Andrzej Wołowski i Tadeusz Kupniewski. Prace odbywały się w dwóch pokojach w piwnicy. Skonstruowany na bazie polskich tranzystorów i diod, KAR-65 w ciągu jednej sekundy był w stanie wykonać 100 tysięcy operacji. Kilkakrotnie więcej niż ODRA. Był również kilkudziesięciokrotnie od ODRY tańszy. KAR-65 był maszyną asynchroniczną, ze zmiennym przecinkiem, bez zegara, jako sterowanie wykorzystywała pięć układów automatów skończonych. W tamtych latach była to zupełna nowość. Maszyna ta pracowała dla instytutu przez 20 lat. Dzisiaj można ją obejrzeć w warszawskim Muzeum Techniki. Ale Karpiński miał już w głowie kolejne pomysły, w tym ten najważniejszy – komputer który dałoby się zmieścić w walizce. Protoplastę dzisiejszych komputerów osobistych. Chyba tylko jemu, w latach w których komputery zajmowały całe ściany i pomieszczenia w laboratoriach, taka wizja mogła przyjść do głowy. Wizja która wyprzedzała epokę i którą w krótkim czasie wcielił w życie.

K-202 początek milowego kroku

I tym razem pojawiły się trudności. Swoim pomysłem próbował zainteresować wojsko. Projekt się spodobał ale trzeba było znaleźć producenta. Karpiński zgłosił się do Zjednoczenia MERA. Dyrektor Jerzy Huk w 1969 roku powołał specjalną komisję pod przewodnictwem Marka Greniewskiego, której zadaniem było odniesienie się do jego pomysłu. Po kilku tygodniach ogłoszono opinię, która brzmiała jak wyrok: Zbudowanie takiego komputera w Polsce jest niemożliwe bo gdyby było inaczej Amerykanie już by to zrobili. MERA takiej maszyny produkować nie chce i nikt w Polsce nie będzie się tym zajmował. Zastanawiający był brak wiary w możliwości polskiego naukowca.

Postanowił zainteresować swoim projektem kręgi za granicą. Jego znajomy Howard Lord, brytyjski handlowiec, pokazał projekt w Londynie. Brytyjscy naukowcy byli pod wielkim wrażeniem i uznali, że jest to najlepsza tego typu konstrukcja na świecie. Karpiński został poproszony o osobiste zaprezentowanie założeń projektowych. Jednocześnie zaproponowano rozpoczęcie produkcji. Po raz kolejny odezwał się jego patriotyzm. Mając brytyjskie opinie wrócił do Polski. Dzięki wstawiennictwu Stefana Bratkowskiego udało mu się spotkać z profesorem Janem Kaczmarkiem, ówczesnym ministrem nauki, który obiecał porozmawiać w tej sprawie z Jerzym Hukiem. Stanęło na tym, że MERA może podjąć się produkcji ale nie wyłoży na to pieniędzy. Wtedy z pomocą znów przyszedł Stefan Bratkowski. Zaproponował układ, w którym pieniądze, sprzedaż i marketing byłby po stronie partnerów brytyjskich zaś konstrukcja i produkcja odbywała się w Polsce. Takie rozwiązanie zostało przyjęte do realizacji.

Brytyjskie firmy, MB Metals i Data Loop podpisały stosowne umowy z MERĄ, w wyniku których powstał Zakład Mikrokomputerów. Na wyraźne życzenie Brytyjczyków, kierownikiem zakładu mianowano Jacka Karpińskiego, który został jednocześnie konsultantem Data Loop. Dzięki zapałowi i zaangażowaniu całego zespołu, w ciągu roku powstał K-202 wraz z całym niezbędnym oprogramowaniem. K-202 wykonywał milion operacji na sekundę. Był to wtedy wynik imponujący i niespotykany. Pracował szybciej niż komputery PC opracowane dekadę później. Był 16-bitowy. Wykorzystywał adresowanie stronicowe, innowacyjną metodę powiększania pamięci. Stronicowanie było kolejnym wynalazkiem Karpińskiego. Wynalazkiem którego nie opatentował, za to podzielił się wiedzą z innymi i w przeciągu trzech lat stronicowanie stało się standardem i jest powszechnie stosowane do dzisiaj. Rozpoczęto produkcję seryjną. Produkcję która od początku była skazana na sukces a która skończyła się po wyprodukowaniu ledwie 30 sztuk.

W roku 1971, K-202 został wystawiony na Targach Poznańskich. Było piękne, duże stoisko. Obok były wystawiane 8-bitowe ODRY z Elwro. O K-202 pisała prasa, zaczęto składać zamówienia. Stoisko wystawowe odwiedzili: I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, Prezes Rady Ministrów PRL Piotr Jaroszewicz i kilkoro ministrów. Do stoiska Elwro nawet nie podeszli. Była to wielka obraza dla Elwro i powód aby podjąć kolejną próbę zniszczenia Karpińskiego. Rozpoczęła się nagonka, która doprowadziła w ciągu dwóch lat do likwidacji Zakładu Mikrokomputerów. Zanim to się stało, K-202 był jeszcze wystawiony w Londynie. Stał obok brytyjskiego komputera Modular One.

K-202 Vs Elwro - początek końca

W Elwro pracowało w tym czasie 6000 osób, w Instytucie Maszyn Matematycznych 700 osób a Karpiński w 1973 roku zatrudniał jedynie 200. Ponadto starał się o autonomię dla Zakładu Mikrokomputerów, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że przeniesiono go do Instytutu Maszyn Matematycznych. Działalność Elwro, polegająca na szkalowaniu jego osoby i umniejszaniu wartości K-202, doprowadziła do sytuacji w której nad dalszą jego karierą zaczęły zbierać się czarne chmury. Cel był jeden, za wszelką cenę zniszczyć Karpińskiego.

K-202 Vs RIAD - koniec

Gwoździem do trumny K-202 stał się RIAD, Jednolity System Maszyn Cyfrowych. Projekt z którym w 1970 roku wystąpił Związek Radziecki, mający na celu stworzenie jednego komputera dla Układu Warszawskiego. Tak naprawdę był to skopiowany komputer IBM-360, przestarzały, nadający się praktycznie do muzeum aczkolwiek posiadający dobre oprogramowanie. Przyjęto założenie, że każdy kraj należący do układu będzie produkował jeden, ściśle określony typ komputera. Poprawność polityczna zwyciężyła nad patriotyzmem. Ludzie życzliwi Karpińskiemu, próbujący bronić K-202 w dziwny sposób tracili stanowiska, nieżyczliwi nadal prowadzili kampanię oszczerstw. W końcu Karpiński został zwolniony i wyprowadzony z zakładu pod karabinami. Z 30 wyprodukowanych K-202, połowa trafiła do Wielkiej Brytanii.

W fazie produkcji było jeszcze ok. 200 szt. K-202. Wszystkie one zostały złomowane i zniszczone. Tak kończyły się marzenia Jacka Karpińskiego. Myślał o wyjeździe. Jego prośby o wydanie paszportu były przez władze odrzucane. Podobno na jego aktach osobowych w MSW, dopisek złożył sam premier, Piotr Jaroszewicz: „Nie wydawać paszportu. Powód sabotażysta i dywersant gospodarczy” .

Od wynalazcy do hodowcy świń

Cała ta nagonka i polityka oszczerstw doprowadziła do sytuacji w której w 1978 roku Karpiński rzucił wszystko i przeniósł się na Mazury. Pod Olsztynem wynajął zrujnowane gospodarstwo i zajął się hodowlą świń i kur. Raz w tygodniu wyjeżdżał na wykłady na Politechnikę ponieważ było to ostatnie źródło stałego dochodu. Wtedy też Polska dowiedziała się o nim czegoś więcej. W 1980 roku przy okazji kręcenia innego materiału znaleźli go dziennikarze z TVP. Wtedy w wywiadzie, na pytanie dlaczego hoduje świnie padła jego legendarna odpowiedź „Bo od tych ludzkich wolę prawdziwe świnie”. Zobaczyła i usłyszała to cała Polska. Znów zaczęła się nagonka i oszczerstwa. Atmosfera gęstniała. Stał się niewygodny dla wielu ludzi. Chciał wyjechać. Ktoś we władzach doszedł do wniosku, że dalsze zatrzymywanie go w kraju nie ma sensu. Otrzymał paszport i zgodę na wyjazd. Wybrał Szwajcarię.

Szwajcaria

W Szwajcarii zatrudnił się u Stefana Kudelskiego, biznesmena polskiego pochodzenia który produkował znane na całym świecie magnetofony Nagra. Poznali się w 1972 roku. Kudelski był wtedy w Polsce, oglądał minikomputer K-202.

Po dwóch latach Karpiński założył wspólnie ze szwajcarskim matematykiem firmę Karpiński Computer systems. Chociaż początek był bardzo udany to niestety nie miał szczęścia do interesów i po kolejnych dwóch latach firma upadła. Zabrakło pieniędzy na rozwój. Karpiński skonstruował robota sterowanego głosem, którego zaprezentował na wystawie w Zurychu. Konstrukcja wzbudziła duże zainteresowanie, znaleźli się inwestorzy, jednak jego wspólnik nie chciał dzielić się udziałami. Potem skonstruował Pen Raedera. Był to skaner do czytania tekstu. Tej konstrukcji również nie opatentował. Dzisiaj tak działają skanery z funkcją rozpoznawania tekstu.

Znowu w Polsce

W roku 1990 wrócił do Polski. Zamieszkał w Aninie i został doradcą ds. informatyki w Ministerstwie Finansów. Postanowił również rozpocząć w Polsce produkcję Pen Raedera. Skontaktował się z zakładem w Szczytnie. W krótkim czasie wyprodukowano pierwszą partię – 500 sztuk. Pojawiły się zamówienia. Karpiński chciał jednak uruchomić własną produkcję. Założył dwie firmy: JK Electronics i JK Computer Systems.

Zaczął starać się w banku o kredyt w wysokości 860 tysięcy dolarów. Kredyt który uzyskał, stał się źródłem jego późniejszych kłopotów finansowych. Zabezpieczeniem był jego dom w Aninie, który wyceniony został na 350 tysięcy dolarów. Otrzymał tylko pierwszą transzę, żeby uzyskać następną bank zażądał kolejnych zabezpieczeń. Został bez środków finansowych. Bank zajął jego konta.

Zaprojektował kasę fiskalną. Umowy na produkcję z zakładami Libella i Apator skończyły się całkowitym fiaskiem. W konsekwencji tych niepowodzeń bank zlicytował jego dom. Pozostał bez dachu nad głową. Przez pewien czas mieszkał jeszcze w Aninie. Potem za namową znajomych przeprowadził się do Wrocławia.

We Wrocławiu zamieszkał w wynajętej kawalerce, w bloku. Ciężko chorował. Część emerytury pochłaniały zabiegi rehabilitacyjne. Dlatego w wolnych chwilach dorabiał projektując witryny internetowe.

Razem z synem Danielem, który przeprowadził się do niego ze Szwajcarii opracował skaner który mógł być wykorzystywany przez księgowych. Urządzenie wielkości myszy komputerowej czytało kolumny liczb z dokumentów papierowych i przenosiło je do specjalnie opracowanego programu, który te dane obrabiał (sumował i sprawdzał). Program ten, był autorstwa jego syna Daniela. Istniała również możliwość powiązania z tabelami Excela. Intensywnie pracował również na systemami rozpoznawania mowy, które pozwoliłyby tłumaczyć wypowiedzi na pliki tekstowe w komputerze. Na dokończenie projektu zabrakło jednak czasu.

Kres marzeń

Jacek Karpiński zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 21.02.2010 roku. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Katedrze Polowej Wojska Polskiego 26.02.2010 roku. Przed rozpoczęciem liturgii, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński, odznaczył Jacka Karpińskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Pogrzeb odbył się z honorami wojskowymi w asyście pocztów sztandarowych Armii Krajowej.

W trakcie mszy biskup Płoski wyraził się o nim słowami: „Żegnamy dzisiaj człowieka geniusza, wielkiego Polaka i patriotę, którego nazwisko jest znane głównie pasjonatom informatyki. Jego największe osiągnięcia przypadały na okres komunizmu w Polsce. To był czas bardzo trudny dla takich indywidualności jak on. W dniu pożegnania zapewne w naszych umysłach pojawia się pytanie: czy przypadkiem trud i wysiłek śp. Jacka Karpińskiego nie był pusty i bezsensowny, skoro tyle pracy, a nic w zamian? Zastanówmy się jeszcze raz: po co tyle pracy, tyle wytrwałości, tyle wierności? Zapewne niemało jest naszych prac, które są niezauważane, ale jeżeli motywem tych trudów jest dobro innych, które ofiaruje im wolność, postęp, to taki wysiłek ma wartość i sens. Cenna jest praca śp. inżyniera, którego dzisiaj żegnamy i wydaje się, że jego trud nie został odwzajemniony. A jednak zawsze znajdzie się serce, które będzie drżało na myśl ofiary i osiągnięć naszego wybitnego Rodaka” .

Jacek Karpiński został uhonorowany następującymi odznaczeniami:
- Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski – w 2010 r. (pośmiertnie)
- Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski – w 2009 r.
- Krzyżem „Za Zasługi dla ZHP”.
- Krzyżem Walecznych – trzykrotnie.



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.