Henryk Wieniawski


W historii światowej wiolinistyki Henryk Wieniawski zajmuje miejsce szczególne. Przede wszystkim jako genialny skrzypek wirtuoz, uznawany przez współczesnych mu krytyków i miłośników muzyki za drugie wcielenie Niccolò Paganiniego. Jako kompozytor, którego dzieła oparły się próbie czasu, zajęły poczesne miejsce w światowej literaturze skrzypcowej i w repertuarach najwybitniejszych artystów. Jako pedagog dwóch znakomitych uczelni muzycznych Europy. Wreszcie jako pasjonująca indywidualność o barwnej osobowości.

Henryk Wieniawski urodził się 10 lipca 1835 roku w Lublinie, w rodzinie łączącej zainteresowania społecznikowskie i kult dla muzyki. Ojciec, Tadeusz – magister filozofii, medycyny i chirurgii – prowadził rozległą praktykę lekarską, a gdy ojczyzna była w potrzebie, wziął aktywny udział w zrywie powstańczym 1830 roku przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Matka, Regina – córka warszawskiego lekarza i mecenasa sztuki Józefa Wolffa – zainteresowania muzyczne (studiowała w Paryżu grę na fortepianie) przeniosła w domowe progi. Muzyka była nieodłącznym elementem wychowania potomstwa państwa Wieniawskich. Potomstwa, które zaznaczyło chlubnie swoją obecność w kulturze polskiej. Starszy brat Henryka, Julian, był człowiekiem o wszechstronnych zainteresowaniach, działaczem gospodarczym i pisarzem, grał również na fortepianie. Młodsi bliźniacy to Józef i Aleksander. Pierwszy był jednym z najwybitniejszych pianistów Europy, kompozytorem, pedagogiem i działaczem muzycznym. Drugi zapowiadał się na znakomitego śpiewaka, obrał jednak karierę urzędniczą. Najmłodsi z rodzeństwa – Adam, Kajetan i Konrad – umarli w pierwszym roku życia. Najstarszym w rodzinie był brat przyrodni z pierwszego małżeństwa Tadeusza Wieniawskiego z Ewą Feder (vel Lanckorońską), któremu nadano imię ojca i który obrał także jego zawód.

Dom rodzinny przesycony był muzyką fortepianową, zwłaszcza muzyką Chopina. Henryk jednak nie poszedł utartym przez matkę szlakiem. Może wzorem gości salonu pani Reginy, wśród których nie brakowało wybitnych skrzypków, może za sprawą wędrownych grajków czy pasjonujących go występów parkowej orkiestry, upodobał sobie grę nie na fortepianie, lecz na skrzypcach. W piątym roku życia w tajniki gry na tym instrumencie wprowadzał go miejscowy doświadczony artysta i pedagog, uczeń Ludwika Spohra – Jan Hornziel, a po objęciu przez niego stanowiska koncertmistrza Teatru Wielkiego w Warszawie, inny lublinianin, znakomity skrzypek i pedagog – Stanisław Serwaczyński, którego uczniem był również starszy kolega Henryka, Joseph Joachim.

Henryk czynił zadziwiające postępy, w siódmym roku życia wystąpił po raz pierwszy publicznie jako solista. Jego kariera wymagała teraz systematycznych studiów. W rozdartym zaborami kraju nie było ku temu warunków. Nieprzypadkowo najwybitniejsi przedstawiciele polskiej kultury tego czasu działali na obczyźnie, zwłaszcza we Francji. Tam też, jesienią 1843 roku, udał się pod opieką matki ośmioletni Henryk z nadzieją na studia w czołowej europejskiej uczelni – paryskim Konserwatorium Muzycznym. Jego regulamin stwarzał jednak barierę, wydawało się, nie do pokonania: przewidywał przyjmowanie na studia kandydatów od dwunastego roku życia i tylko narodowości francuskiej. Podjęto więc nadzwyczajne starania i w ich rezultacie uczyniono wyjątek: specjalnym dekretem Henryk Wieniawski wpisany został, 28 listopada 1843 roku, pod numerem 468, na listę uczniów Konserwatorium Paryskiego w klasie znakomitego pedagoga, profesora Josepha Lamberta Massarta.

Początkowo pozostawał pod opieką asystenta, J. Clavela, po roku przeszedł pod bezpośrednią pieczę profesora w jego klasie mistrzowskiej. "Le petit Polonais", jak go powszechnie nazywano, okazał się zjawiskiem wyjątkowym, toteż Massart poświęcał mu szczególnie dużo uwagi. Pod koniec 1845 roku w dzienniku dyrektora Konserwatorium, Daniela Aubera, wpisano, sygnowaną również przez innych pedagogów, znamienną uwagę: "W skrzypcowej klasie specjalnej Massarta […] najpiękniejsze nadzieje rokuje młody Wieniawski w wieku 10 lat i 4 miesięcy". Nadzieje te w pełni potwierdził kilka miesięcy później, kiedy dołączony w ostatniej chwili do grupy znacznie starszych kolegów zdających egzamin konkursowy kończący studia, został jego bezapelacyjnym zwycięzcą, a tym samym najmłodszym absolwentem w dziejach uczelni. Działo się to w trzecim roku jego nauki, w jedenastym roku życia, w wieku, w którym – zgodnie z literą regulaminu – nie miał nawet prawa do rozpoczęcia paryskich studiów.

Przez dwa lata pozostawał jeszcze w Paryżu, doskonaląc pod okiem swego mistrza technikę gry skrzypcowej. Nie był już sam w wielkim mieście. Z Lublina przyjechała matka z młodszym, wielce utalentowanym synem Józefem, który rozpoczął studia gry na fortepianie w tym samym Konserwatorium. Wynajęła skromne mieszkanko, stwarzając synom atmosferę przypominającą dom rodzinny. Podobnie jak w Lublinie, także tu salonik pani Reginy rozbrzmiewał muzyką. Gościła często swego brata, Edwarda Wolffa, pianistę i cenionego profesora Konserwatorium, oraz jego przyjaciół, a także przedstawicieli polskiej emigracji, wśród nich Adama Mickiewicza. Najstarszy syn pani Reginy, Julian, pisał: "Skromny salonik Matki gromadził przez lat kilka znakomitości z dziedziny muzyki i sztuki na tzw. herbatki, napój mało znany podówczas Francozom. Uświetniał je nieraz bytnością swoją największy nasz wieszcz Adam, lubiący namiętnie muzykę […] Twórca Dziadów godzinami wsłuchiwał się w grę moich braci, zwłaszcza w produkcje ich na tematy narodowe. Oparłszy ręce na kolanach i przepiękną swoją głowę ukrywszy w dłonie, nieraz ze zwilżonymi oczyma wypowiadał kilka wierszy z arcydzieł swoich, które mu pieśń swojska na pamięć przywodziła". Wcześniej Henryk poznał w Paryżu również Fryderyka Chopina. Spotkania z najwybitniejszymi koryfeuszami polskiej kultury nie pozostawały bez wpływu na wrażliwą naturę młodego artysty.

Henryk dał się w tym czasie poznać francuskim melomanom i krytykom na estradzie koncertowej. Powszechne uznanie wzbudzała nie tylko zadziwiająco dojrzała gra, ale i pierwsze próby twórczości niespełna 12-letniego artysty. Z tego okresu pochodzą: Aria z wariacjami E-durKaprys, 12 etiud na skrzypce solo, trzy RomanseKoncert skrzypcowy D-durWielki kaprys fantastycznyAllegro de sonate. Większość z nich zaginęła, niektóre znamy z recenzji z koncertów lub fragmentarycznych zapisów na dedykacjach. Na przykład, Koncert skrzypcowy D-dur znamy dziś z fragmentu wpisanego w formie dedykacji w pamiętniku Stanisława Moniuszki. Brak jakichkolwiek przekazów o wykonywaniu tego utworu przez Wieniawskiego wskazywałby, że był to zapewne nigdy nie ukończony szkic. Dwie z najwcześniejszych kompozycji zachowały się w całości, dając świadectwo nieprzeciętnego talentu ich autora. Są to: Wielki kaprys fantastyczny oPronaszko 1 i Allegro de sonate oPronaszko 2, wydane w oficynach Lipska i Paryża.

Repertuar Henryka Wieniawskiego w tym okresie obejmował – poza własnymi kompozycjami – m.in. Koncerty skrzypcowe G. B. Viottiego (nr 17 i 20), Ch. Beriota (nr 2, 4 i 5), Kreutzera (nr 19) i Rodego (nr 7), utwory na skrzypce solo i z fortepianem A. Artota, H. W. Ernsta, Ch. A. Beriota, R. Kreutzera, J. Haydna, duety jego wuja, E. Wolffa, napisane wspólnie z Ch. Beriotem i H. Vieuxtemps’em.

Koncertem 30 stycznia 1848 roku, danym w sali koncertowej Saxa wspólnie z bratem Józefem i wujem Edwardem Wolffem, Henryk żegnał się z Paryżem na cały rok. Pod opieką matki wyruszył na pierwsze zagraniczne tournée. Jako poddany i stypendysta cara Rosji, miał dać świadectwo swych dokonań. Po krótkim postoju wśród bliskich w Warszawie, w końcu marca wielce utrudzony dotarł do Petersburga. Z uznaniem spotkały się jego występy na dworze carskim. W kwietniu i w początkach maja dał pięć entuzjastycznie ocenionych koncertów publicznych. Po jednym z nich obecny wśród słuchaczy sławny już skrzypek belgijski Henri Vieuxtemps powiedział: "To dziecię jest bez wątpienia geniuszem, inaczej niepodobna byłoby grać w jego wieku z tak namiętnym uczuciem, a co większa – z takim rozumem i tak głęboko obmyślanym planem". Henryk stał się pupilem petersburskich elit: przyjmowany w salonach arystokratów i mecenasów sztuki, występował często z improwizowanymi koncertami, nierzadko z udziałem gospodarzy, na przykład u znanego wiolonczelisty, hrabiego Mateusza Wielhorskiego i skrzypka, księcia Mikołaja Jusupowa, któremu zadedykował m.in. skomponowane w Petersburgu Rondo russe de concert; okazało się ono pierwszą wersją późniejszego Rondo élégant z oPronaszko 9. W Petersburgu skomponował Wieniawski również Rondo alla Polacca, o którym znany kompozytor i dyrygent Wiktor Każyński pisał z uznaniem: "przyznam się, iż zwątpiłem, azali który z paryskich artystów nie przyłożył ręki do tej partytury, chociaż zacna matka Henryka zapewniała mnie, że to Rondo tu, w Petersburgu napisane przeszłej jeszcze nocy". Ta kompozycja, jak również Tarantella, której fragment zapisał w dedykacji dla młodej pianistki Julii Grunberg, nie zachowały się.

Po trzymiesięcznym, pełnym wrażeń i sukcesów pobycie w Petersburgu, Wieniawski wraz z matką wyruszył w podróż do krajów nadbałtyckich, zatrzymując się w Helsinkach, Rewlu, Dorpacie, Rydze, Mitawie, Ploen. W Ploen bawili dłużej u baronowej Angeliki de Roenne, wypoczywając i koncertując w okolicznych, zaprzyjaźnionych z gospodynią dworach. Jej to zadedykował skomponowany tu, i zachowany tylko we fragmencie, Nokturn na skrzypce solo. Jesienią 1848 roku, w drodze do Warszawy, zatrzymał się krótko w Wilnie, aby po raz pierwszy spotkać się ze Stanisławem Moniuszką. Sala warszawskiego Teatru Wielkiego wypełniła się 10 i 15 października po brzegi, przyjmując owacyjnie występującego tu po raz pierwszy Henryka. "W zadziwiającej grze jego i wiosenna świeżość, siła, i wprawa, i głębokie dojrzałego męża czucie walczą na przemian o pierwszeństwo", pisał recenzent "Kuriera Warszawskiego".

Kilkudniowy pobyt w stronach rodzinnych, z koncertami w Lublinie i Puławach, poprzedził kolejny etap tournée, którego celem było Drezno. Blisko cztery miesiące gościł u nestora polskiej wiolinistyki – Karola Lipińskiego. Ten dzielił się z młodym rodakiem swym bogatym doświadczeniem wykonawczym i kompozytorskim, odsłaniał tajniki gry innych mistrzów, zwłaszcza Paganiniego, którego legenda szczególnie pasjonowała Henryka, częstokroć też wspólnie muzykowali. Lipiński z wielkim zaangażowaniem protegował swego gościa, który dwukrotnie koncertował w Dreźnie i stąd wyjeżdżał na występy do Wrocławia i Lipska. Z listem polecającym Lipińskiego udał się Wieniawski do rezydującego w Weimarze Franza Liszta. Protegowany przez sławnego węgierskiego pianistę, wystąpił dwukrotnie w tym mieście.

Kończyło się pierwsze tournée młodego artysty. Przez Berlin i Hamburg, gdzie również wystąpił z koncertem, podążył do Paryża. Tournée miało dlań ogromne znaczenie: wzbogaciło doświadczenie artystyczne, poznał wielu wybitnych ludzi sztuki. W kontaktach z licznymi rzeszami słuchaczy jego koncertów w różnych krajach poznał smak sukcesów. Odkrył jednak także własne słabości. Chętnie komponował, ale wiedział, że jego dotychczasowa twórczość była wynikiem zadziwiającej intuicji, instynktu, wymagających teoretycznej podbudowy, bliższego poznania warsztatu kompozytorskiego. W tym celu powrócił do Paryża, i oto 11 kwietnia 1949 roku nazwisko Henryka Wieniawskiego pojawiło się ponownie na liście uczniów Konserwatorium Paryskiego – tym razem w klasie kompozycji profesora Hipolita Colleta. Równolegle studia kompozytorskie rozpoczął brat Henryka, Józef, który właśnie z najwyższym powodzeniem ukończył tu naukę gry na fortepianie. Edukacja obydwu trwała krótko, w czerwcu i lipcu 1850 roku zdali końcowe egzaminy.

Jeszcze podczas studiów bracia występowali w Paryżu ze wspólnymi koncertami, wzbudzając powszechny zachwyt słuchaczy i krytyków. Ich repertuar wzbogacił się m.in. o Koncert skrzypcowy tzw. wojskowy K. Lipińskiego, Andante i Karnawał wenecki N. Paganiniego z wariacjami H. W. Ernsta i samego Wieniawskiego, Fugę z Partity g-moll J. S. Bacha, Airs varié H. Vieuxtemps’a, Fantazję z Pirata według E. Belliniego, H. W. Ernsta Otella według G. Rossiniego i kolejne kompozycje A. Artota. Prezentowali również własne utwory, w tym powstałe w ostatnim roku. Ostatniego szlifu doczekał się najambitniejszy utwór lat młodzieńczych Henryka – Polonez D-dur oPronaszko 4. Z tego czasu pochodzą zaginione kompozycje: Mazur wiejski, napisane przez obu braci Duo concertant na tematy z opery Łucja z Lammermoor G. Donizettiego, wreszcie niedawno odnaleziona, wspólna kompozycja braci – Wielki duet na tematy hymnu rosyjskiego A. Lwowa, dedykowany carycy Aleksandrze Fiodorownie, żonie cara Mikołaja I, uznawanej za protektorkę młodzieży. Szczególny aspekt tej dedykacji wiąże się z zamiarem podjęcia przez Wieniawskich wielkiego tournée po cesarstwie, co było w owym czasie przywilejem niewielu. Jej przyjęcie, przez carycę, w listopadzie 1850 roku w Warszawie, stwarzało szansę realizacji tego przedsięwzięcia.

We wrześniu 1850 roku, żegnani przez przyjaciół, bracia opuszczali Paryż. Wybitny artysta francuski Hektor Berlioz pisał: "tracimy jednego z najwybitniejszych skrzypków, jacy wyszli z Konserwatorium Paryskiego: Henryk Wieniawski wyjeżdża do Rosji. Ten młody człowiek, zbyt długo uważany za cudowne dziecko, posiada dzisiaj talent niezrównany, talent poważny i wszechstronny. Ponadto pisze bardzo piękne utwory na swój instrument […]. Powinien niezawodnie odnieść w Petersburgu sukcesy, na które zasługuje".

W drodze do Rosji Wieniawscy zatrzymali się w Warszawie. Czas oczekiwania na koncerty publiczne, wyznaczone dopiero na grudzień, wypełniali spotkaniami w warszawskich salonach. 9 października nadarzyła się wyjątkowa okazja wystąpienia w Pałacu Łazienkowskim przed przebywającą wówczas w Warszawie cesarzową Rosji, podczas którego wykonali m.in. dedykowany jej duet na tematy hymnu rosyjskiego. W listopadzie goszczeni byli przez mieszkańców Kalisza i okolic oraz wystąpili w Radomiu. Wreszcie 16 i 23 grudnia doszło do koncertów w warszawskim Teatrze Wielkim, a 2 stycznia 1851 roku w Resursie Nowej. Trzy dni później wystąpili w Lublinie. Młodych artystów rodacy przyjęli wyjątkowo serdecznie, owacjom i pochwałom nie było końca.

Czekało ich teraz niezwykle trudne zadanie – dwuletnie, gigantyczne tournée po bezkresnych obszarach Rosji i krajów nadbałtyckich. Tournée przedsiębrane przez dzieci nieomal: Henryk miał dopiero 15, Józef zaledwie 13 laTeatrze Dali blisko 200 koncertów, zarówno w wielkich metropoliach, jak i w prowincjonalnych ośrodkach, wzbudzając wszędzie powszechny zachwyt słuchaczy i krytyki, chociaż w niektórych recenzjach pojawiły się obawy, czy przedwczesne sukcesy Henryka nie zaciążą na jego przyszłej karierze. Petersburski sprawozdawca "Rheinische Musik-Zeitung" konkludował: "Henryk Wieniawski znajduje się teraz w przełomowej sytuacji życiowej: nie jest już dzieckiem, ale jeszcze nie jest mężczyzną. W tym wieku kształtuje się indywidualny charakter człowieka, a przez to rozstrzyga się przyszłość artysty. Mamy nadzieję, że Henryk, który tak szczęśliwie przebył przemianę z cudownego dziecka na doskonałego wirtuoza, teraz, kiedy nadchodzi przemiana z wirtuoza na prawdziwego artystę, będzie równie przez muzy wspierany jak dotychczas". Głosy nadziei dominowały, a dołączył do nich także Stanisław Moniuszko, który z najwyższą uwagą śledził rozwój talentu młodych artystów podczas ich koncertów w Wilnie w majowych dniach 1851 i 1852 roku.

W tournée lat 1851-1852 zadziwia niezwykła aktywność twórcza Henryka Wieniawskiego. Mimo tak bardzo zapełnionego kalendarza koncertowego, nieustannych podróży po rozległych obszarach, znalazł jeszcze czas na komponowanie. Więcej – był to najpłodniejszy w twórczość kompozytorską okres jego życia. Napisał Adagio élégiaque oPronaszko 5, fantazję koncertową Souvenir de Moscou oPronaszko 6, Capriccio-Valse oPronaszko 7, Grand duo polonaise (wspólna kompozycja braci), Romance sans parole i Rondo élégant oPronaszko 9, Karnawał rosyjski oPronaszko 11. Tu rozpoczął prace nad swym pierwszym koncertem skrzypcowym. Niektóre inne kompozycje tego okresu zaginęły, znamy je tylko z recenzji lub szczątkowych zapisków w dedykacjach muzycznych. Wśród nich powstałe w Wilnie Nieokiełznany marsz i Wspomnienie z Wilna, utwór oparty na tematach z opery Ryszard Lwie Serce André Ernsta Modeste’a Grétry’ego, a także napisany wspólnie z bratem w Helsinkach duet na tematy pieśni fińskich.

Niewiele dni trwał wypoczynek po trudach wielkiego tournée w rodzinnym Lublinie. Już w końcu stycznia 1853 roku Henryk przybył do Warszawy, aby przygotowywać kolejne podróże koncertowe. 20 lutego, żegnani przez warszawską prasę z żalem i pretensjami, że nie wystąpili w Warszawie, podążali w kierunku Wiednia. Wystąpili tu z ośmioma koncertami, w tym w sali opery wiedeńskiej przed cesarzem, jego rodziną i dworem. Tu, we Wiedniu, Henryk wykonał po raz pierwszy jedną ze swoich najpopularniejszych miniatur – Kujawiaka, a także Wariacje na temat hymnu austriackiego, który to utwór wszedł później do zbioru Kaprysów oPronaszko 10.

Z Wiednia bracia Wieniawscy przybyli na trzy koncerty do Krakowa, a następnie przez Lipsk udali się do Weimaru, "doznając na dworze W. Księcia […] takiego przyjęcia, jakiego każda szczytność intelektualna może się zawsze w Weimarze spodziewać" – pisał "Dziennik Warszawski". Podobnie jak Henryk przed czterema laty, obaj teraz byli tu przede wszystkim gośćmi sławnego Franza Liszta. Józef doskonalił pod okiem mistrza swój wirtuozowski kunszt, Henryk uczestniczył w słynnych spotkaniach wybitnych muzyków w zamieszkiwanej przez gospodarza willi "Altenburg", a także we wspólnych z Lisztem koncertach dworskich i publicznych.

W lipcu 1853 roku słuchano Wieniawskich w czeskich uzdrowiskach Karlove Vary i Mariańskie Łaźnie, przerwali tournée po tej części Europy podejmując nieoczekiwane, atrakcyjne zaproszenie na koncerty w Moskwie, potem kontynuowali występy w uzdrowiskach, tym razem niemieckich. Po pięciu koncertach w Akwizgranie przybyli do Lipska. Tu, 27 października 1853 roku, w sali Gewandhausu miało miejsce prawykonanie z manuskryptu właśnie ukończonego I Koncertu skrzypcowego fis-moll oPronaszko 14, po którym recenzent "Signale für die Musikalische Welt" napisał: "publiczność była zelektryzowana, a sprawozdawca razem z nią".

Przełom lat 1853-1854 przyniósł cykl triumfalnych występów w Bawarii, zapoczątkowanych koncertami w Monachium. Po jednym z nich uznawany za autorytet, bawarski kompozytor i dyrygent Franz Lachner napisał: "Krytyka wzdragała się dotychczas porównać, nawet w przybliżeniu, któregokolwiek skrzypka wirtuoza pierwszej wielkości z Paganinim, mistrzem skończonej techniki. Panu Henrykowi Wieniawskiemu udało się wymusić wyznanie, że jego technika w szlachetnym stylu, aż do tak zwanych demonicznych skoków, nie tylko dorównuje ubóstwianemu niegdyś Paganiniemu, ale niekiedy nowego blasku przydaje".

Po kilku koncertach we Frankfurcie nad Menem Wieniawscy przybyli, w lutym 1854 roku, do Berlina, gdzie – pomimo wielkiej konkurencji również występujących tam podówczas najwybitniejszych artystów Europy, w tym Henri Vieuxtemps’a – dali 16 koncertów na dworze królewskim, w sali Schauspielhausu, sali królewskiego Teatru Krolla i Opery Berlińskiej, ugruntowując swą sławę artystów najwyższej rangi.

W kwietniu 1854 roku bracia udali się na trzy koncerty do Poznania, by po występach w Królewcu, Gdańsku, Elblągu i Bydgoszczy powrócić nad Wartę na kolejnych osiem koncertów. Miały one nie tylko artystyczny wymiar. Poddawani naciskowi germanizacji mieszkańcy Poznania przyjmowali młodych artystów opromienionych sławą europejską z najwyższą atencją, nadając koncertom charakter patriotycznych manifestacji, podejmując ich z entuzjazmem także poza salą koncertową. Znamienne są wyrazy wdzięczności Henryka za okazaną gościnność: napisany zapewne wcześniej mazurek tu, w Poznaniu, opatrzył tytułem Souvenir de Posen (oPronaszko 3) i zadedykował Joannie Niemojowskiej. Innej Wielkopolance, Michalinie Czapskiej, zadedykował Kujawiaka. W Poznaniu powstał jedyny w twórczości Henryka Wieniawskiego utwór na głos i fortepian – pieśń Rozumiem do słów poety Józefa Dionizego Minasowicza. Poświęcił ją Ludwice Turno z Objezierza pod Poznaniem, z którą łączył artystę przelotny romans. Wreszcie w Poznaniu ukończył Henryk Wieniawski jedną z najbardziej znaczących w dorobku twórczym pozycję – zbiór kaprysów L’école moderne oPronaszko 10. Z tego okresu pochodzą też kadencja do I części Koncertu skrzypcowego L. v. Beethovena oraz utwór Thčme original varié oPronaszko 15.

Z Poznania bracia Wieniawscy udali się na koncerty do Monachium i Frankfurtu, a następnie występami w niemieckich uzdrowiskach, w Heidelbergu, Würzburgu i Kolonii kończyli drugie wielkie tournée obejmujące 1 koncerty, które potwierdziło najwyższą rangę młodych artystów w tej części Europy. W repertuarze Henryka Wieniawskiego tego okresu pojawiły się nowe, znaczące pozycje literatury światowej: Koncerty skrzypcowe – L. v. Beethovena D-dur i F. Mendelssohna-Bartholdy’ego  e-mollSonata A-dur "Kreutzerowska" Beethovena, Sonata a-moll J. S. Bacha, Di tanti palpiti N. Paganiniego.

Bracia stanęli teraz przed nowymi zadaniami w nieznanych im dotychczas miastach i krajach. W końcu grudnia 1855 roku, na zaproszenie dyrektora Konserwatorium Brukselskiego, profesora François Josepha Fetisa, przybyli do stolicy Belgii. Licząca 2000 miejsc sala Konserwatorium okazała się za mała, aby pomieścić wszystkich, którzy chcieli posłuchać polskich artystów. Z równym powodzeniem występowali w sali Teatru Królewskiego, w Kółku Artystycznym i Literackim, a poza Brukselą – także w Antwerpii i w innych miastach Belgii. Następnie udali się do Hamburga, Bremy i Hanoweru. W Hanowerze działał w tym czasie słynny, uwielbiany przez Niemców Joseph Joachim. Po koncercie Henryka napisano: "Już nie Wieniawski jest godnym rywalem Joachima, lecz Joachim jest jedynym skrzypkiem mogącym figurować obok Wieniawskiego".

Wiosną 1855 roku artyści na krótko pojawili się w Paryżu. Henryk mógł zaprezentować i zadedykować swemu profesorowi – Massartowi – najnowszą kompozycję, Scherzo–Tarantelle oPronaszko 16, jeden z najefektowniejszych utworów w swym dorobku.

Doświadczenia ostatnich podróży koncertowych wykazały, że bracia są zbyt wielkimi indywidualnościami, by występować wspólnie. Tracił na tym przede wszystkim pozostający w cieniu starszego brata Józef. Zwracali na to uwagę krytycy, przewidując artystyczne rozstanie braci. Decyzja taka zapadła latem 1855 roku, podczas pobytu artystów w rodzinnym Lublinie. Było to rozstanie z rozsądku, nie antagonistyczne. Zresztą co jakiś czas będą nadal spotykać się na wspólnych koncertach. Jeszcze tego samego roku wystąpili razem w Lublinie i w Kijowie, ale już w sierpniu Henryk udał się sam do Szczawna–Zdroju, gdzie – nie zaniedbując koncertowania – poddał się kuracji. Wystąpił także dwukrotnie we Wrocławiu, a w ostatnich miesiącach roku dawał koncerty w miastach niemieckich, m.in. w Lipsku, Dreźnie i Kolonii.

Z początkiem 1856 roku przybył ponownie do Belgii na koncerty w Brukseli, Antwerpii i Gandawie. W marcu zapoczątkował swe wieloletnie, bardzo ścisłe związki z Holandią. Po serii kilkudziesięciu koncertów w Amsterdamie, Hadze, Utrechcie i wielu innych miastach tego kraju, po kolejnych koncertach w Belgii, latem występował w Królewcu i uzdrowiskach niemieckich, by jesienią powrócić na kilka miesięcy do melomanów holenderskich, którzy darzyli go szczególną sympatią. To właśnie w Holandii ukazała się, w 1856 roku, pierwsza biografia 21-letniego polskiego artysty pióra muzykologa A. Desfossez’a, której motto autor zaczerpnął z recenzji brukselskiej "L’Indépendance": "Żaden skrzypek nie może się równać z Wieniawskim, pierwszym pod względem opanowania techniki gry. Od czasów Paganiniego nie pojawił się wirtuoz tej rangi ".

Wiosną 1857 roku Wieniawski przybył do Galicji. Po raz pierwszy słuchali go melomani Lwowa i pierwszy raz od czasu rozstania towarzyszył mu w tych koncertach brat Józef. Zamierzali dać trzy koncerty, entuzjastyczne przyjęcie przez słuchaczy wymusiło pięć dalszych. Po trzech występach w Krakowie ponownie się rozeszli. Henryk dał koncert w Kaliszu, pięciokrotnie wystąpił w Królewcu, a 13 czerwca rozpoczął trzecią już, trzytygodniową muzyczną wizytę w Poznaniu, występując tym razem na pięciu koncertach, w tym w koncercie filantropijnym wspólnie z księżną Marceliną Czartoryską, pianistką.

Po kilkutygodniowym wypoczynku w Szczawnie Zdroju, gdzie – jak poprzednio – dał dwa koncerty, oraz w południowej Francji, zawarł szczególne przymierze z dwojgiem artystów włoskich: śpiewaczką Fiorentini i kontrabasistą Giovannim Bottesinim. Występowali z dużym powodzeniem we Frankfurcie nad Menem, w Berlinie (7 koncertów), w Hamburgu, Amsterdamie, Hadze, Utrechcie, Dordrechcie. Sensację wzbudzały zwłaszcza duety skrzypka i kontrabasisty. Wieniawski koncertował następnie w wielu miastach Holandii, w Belgii (Bruksela, Antwerpia, Namur), i w kwietniu 1858 roku przybył na kilkanaście występów do Paryża. Miesiące letnie spędzał, tradycyjnie już, w nadreńskich uzdrowiskach. W październiku zatrzymał się w Weimarze i koncertował w Dreźnie.

Pod koniec tego miesiąca przybył do Londynu, otwierając nowy, ważny rozdział w swej karierze i życiu osobistym. Zaproszony przez znanego organizatora życia muzycznego, kompozytora i dyrygenta Louisa Antoine Julliena na doroczny, już dwudziesty cykl koncertów w Królewskim Teatrze "Lyceum" uczestniczył w ciągu siedmiu tygodni w 40 koncertach, a więc sześć razy w tygodniu, spotykając się niezmiennie z entuzjastycznym przyjęciem londyńczyków, którzy dzień i noc – jak pisał tygodnik "The Musical World" – szturmowali kasy teatru, by zdobyć bilety. Cykl londyński dopełniły koncerty z ekipą Julliena w miastach Anglii, Szkocji i Irlandii.

Wyjątkowy był udział Henryka Wieniawskiego w kameralistyce muzycznego Londynu, szczególnie tu popularnej i cenionej. W lutym 1859 roku został zaproszony do pierwszego pulpitu podczas koncertów inaugurowanego nowego cyklu Monday Popular Concerts (Poniedziałkowych Koncertów Popularnych), którym pozostał wierny, ilekroć pojawił się w Londynie. Podobnie systematyczny był udział Wieniawskiego w porankach The Musical Union. Trzecią organizacją muzyczną pielęgnującą muzykę kameralną w Londynie było Beethoven Quartett Society, w którym grywał podówczas obok najwybitniejszych artystów epoki – Heinricha Wilhelma Ernsta, Josepha Joachima i Alfredo Piattiego. Joachim wspominał: "[Wieniawski] był zawsze, i jest także dzisiaj, najbardziej szalonym i ryzykownym wirtuozem, jakiego kiedykolwiek słyszałem. Kto nie był świadkiem tych najśmielszych akrobatycznych skoków, które wykonywał na altówce, gdyśmy razem z Ernstem i Piattim tworzyli kwartet smyczkowy w londyńskim Beethoven Quartett Society, nie może sobie wyobrazić, co potrafi zdziałać jego lewa ręka".

Przy przeglądaniu programów koncertów kameralnych organizowanych przez te trzy londyńskie stowarzyszenia zaskakuje skład wykonawców – najwybitniejszych artystów z całej Europy, zdumiewa aktywny udział w tych występach naszego wirtuoza i prezentowane przezeń bogactwo repertuaru. Szczególnie często programy zawierały kompozycje L. v. Beethovena. Były wśród nich Tria fortepianoweB-dur oPronaszko 97, c-moll oPronaszko 1 nr 3, G-dur oPronaszko 1 nr 2, Es-dur oPronaszko 70 nr 2, Kwartety smyczkoweF-dur i e-moll oPronaszko 59 nr 1 i 2, c-moll oPronaszko 18 nr 4, Es-dur oPronaszko 74, G-dur oPronaszko 18 nr 2, Es-dur oPronaszko 127, B-dur oPronaszko 130, F-dur oPronaszko 135, a także Kwintet smyczkowy G-dur oPronaszko 129 i Septet Es-dur oPronaszko 20. Kameralna twórczość F. Mendelssohna-Bartholdy’ego to przede wszystkim Tria fortepianowed-moll oPronaszko 49 i c-moll oPronaszko 66, Kwartety smyczkoweD-dur i e-moll oPronaszko 44 nr 1 i 2, Kwintet smyczkowy B-dur oPronaszko 87 i Oktet na smyczki Es-dur oPronaszko 20. W. A. Mozart reprezentowany był w tych programach przez Kwartety smyczkoweG-dur i C-dur, oraz KwintetyD-dur i g-moll, J. Haydn przez Trio fortepianowe G-dur oraz KwartetyD-dur i G-dur, R. Schumann przez Kwartety smyczkowea-moll oPronaszko 41 nr 1 i Es-dur oPronaszko 47, oraz Kwintet F-dur oPronaszko 14, L. Spohr przez przez Kwartet smyczkowy G-dur oPronaszko 146 i podwójny Kwartet e-moll oPronaszko 87 nr 3 – by wymienić tylko najważniejsze pozycje.

W latach tych znacznie poszerzył się również pozostały repertuar koncertowy Henryka Wieniawskiego, m.in. o kolejne koncerty skrzypcowe: d-moll J. S. Bacha BWV 1052, XXII G. B. Viottiego, Sonaty L. v. Beethovena: c-moll i G-dur oPronaszko 30 nr 2 i 3 oraz c-moll oPronaszko 111, o SonatyF-dur KV 6 i G-dur oPronaszko 69 nr 2 W. A. Mozarta, Romanse F-dur i G-dur L. v. Beethovena, Duo concertant na dwoje skrzypiec L. Spohra, Rondeau brillant oPronaszko 7 F. Schuberta, Rondino H. Vieuxtemps’a i o Duety D. J. Alarda.

Do czerwca 1859 roku Wieniawski pozostawał w Londynie, po czym – jak prawie co roku – występował w uzdrowiskach: Baden-Baden, Ems, Bad Homburg, Ostenda, a następnie, dając "po drodze" koncerty w Dover i Brighton, powrócił do Londynu.

W okresie tym ważyły się osobiste losy artysty. Już w kwietniu, wprowadzony przez przyjaciela, Antoniego Rubinsteina, do domu państwa Hamptonów w Londynie, poznał ich córkę Izabelę. Młodych połączyło głębokie uczucie. Sprzyjała im matka Izabeli, siostra znanego pianisty i kompozytora George’a – Aleksandra Osborne, przeciwny był ojciec, który znał i cenił artystów, ale dla córki pragnął pewniejszego, solidniejszego oparcia. Utarło się przekonanie, że zmienił zdanie po wysłuchaniu – skomponowanej przez Henryka pod wpływem uczucia do Izabeli – Legendy. Prawda jest wszakże bardziej prozaiczna. Pan Hampton uległ perswazjom pań, ale zgodę na mariaż obwarował twardymi warunkami: wykupieniem przez przyszłego zięcia polisy ubezpieczającej rodzinę na wysoką sumę 200 tysięcy franków i ustabilizowaniem jego życia. W każdym razie, w listopadzie 1859 roku Wieniawski pisał do brukselskiego impresaria: "Nie wiem, czy słyszał Pan, że pragnę w maju się ożenić z pewną młodą Angielką, w której jestem bardziej zakochany aniżeli w najpiękniejszym Stradivariusie czy Guarnerim".

Tymczasem artysta kończył swe londyńskie zobowiązania w słynnym Teatrze Drury Lane, po czym wyruszył na KontynenTeatrze Koncertował w Amsterdamie i innych miastach Holandii, zatrzymał się w Brukseli i Paryżu, na trzy koncerty przybył do Bordeaux. W marcu udał się do Petersburga, chcąc spełnić drugi warunek przyszłego teścia – owo ustabilizowanie się. Wystąpił z kilkoma, przyjętymi z najwyższym aplauzem, koncertami. Recenzent muzyczny, porównując technikę Wieniawskiego do gry Paganiniego, przyznając mu miano prawego następcy największych przedstawicieli gry skrzypcowej, konkludował: "Mamy nadzieję, że Wieniawski pozostanie w Petersburgu, gdyż wstyd byłoby dla Rosji wypuścić do obcych krajów artystę, którym można się szczycić i którego pozazdrości cała Europa".

W owym czasie panujący starali się pozyskiwać na stanowiska solistów dworskich najwybitniejszych artystów. Jednym z najzaszczytniejszych było miejsce na dworze w Petersburgu, stolica ta bowiem odgrywała szczególnie dużą rolę w życiu muzycznym Europy. Solistami byli tu m.in. skrzypkowie Henri Vieuxtemps i Apolinary Kątski. Przyjazd Wieniawskiego nad Newę miał na celu właśnie pozyskanie tej posady, a grunt do osiągnięcia tego celu przygotował, mający w Petersburgu wielkie wpływy jego przyjaciel, Antoni Rubinstein. 25 kwietnia 1860 roku dyrektor Teatrów Carskich, generał Saburow, wystąpił do ministra dworu, hrabiego Adlerberga, z wnioskiem o zaangażowanie Wieniawskiego: już po czterech dniach otrzymał zgodę cara, a nazajutrz podpisano z polskim artystą trzyletni kontrakt, trzykrotnie potem przedłużany na kolejne dziewięć laTeatrze

Zostały więc pokonane ostatnie przeszkody w zawarciu związku małżeńskiego. Zanim jednak do tego doszło, Wieniawski po opuszczeniu Petersburga wystąpił jeszcze z trzema koncertami w Wilnie i w końcu maja zatrzymał się na kilka tygodni w Warszawie, której melomani nie słyszeli go już od dziesięciu laTeatrze Koncerty wywołały niebywały entuzjazm słuchaczy i najwyższe pochwały krytyków. Najbardziej znany z nich, Józef Sikorski, pisał w "Ruchu Muzycznym": "Siła, z jaką Pronaszko Wieniawski porywa słuchaczów ma w sobie coś szatańskiego, coś ognisto-chmurnego, coś gładko-stromego. Zda się pieścić a szczypie, igrać a szydzi, marzyć a pożąda, prosić a wymaga, modlić się a bez pokory […]. Wszelkie zuchwalstwa i niepodobieństwa podobnymi czyni; fantasmagorie urzeczywistnia – słowem cudowności barwą obrzuca grę całą […] Jeśli doczekacie, spomnicie nasze słowa: legendy o nim pisać będą, jak o Tartinim, o Paganinim".

Z Warszawy Wieniawski podążył do Paryża, gdzie 8 sierpnia w kościele św. Andrzeja zawarł związek małżeński z Izabelą Hampton. Pannę młodą prowadził do ołtarza Antoni Rubinstein, jednym z świadków był mistrz Gioacchino Rossini, a podczas obrządku na skrzypcach grał Henri Vieuxtemps. Młodzi małżonkowie udali się z Paryża do Londynu pokłonić się rodzicom Izabeli, a stąd do Lublina, do rodziców Henryka. Następnie przez Warszawę, gdzie pożegnali się z przyjaciółmi, wyruszyli ku nowemu przeznaczeniu – do Petersburga.

Obowiązki Wieniawskiego na nowym stanowisku polegały na udziale w koncertach dworskich, wykonywaniu partii solowych podczas spektakli operowych i baletowych w Teatrze Wielkim oraz prowadzeniu zajęć z klasie skrzypiec szkoły teatralnej. Kontrakt uprawniał artystę raz w roku do samodzielnych, na własny rachunek organizowanych koncertów w Teatrach Wielkich Petersburga i Moskwy, którego to prawa Wieniawski skrupulatnie nie przestrzegał, wymuszając często dodatkowe koncerty. Nawiązał też ścisłą współpracę z założonym i prowadzonym przez Antoniego Rubinsteina Towarzystwem Muzycznym, uczestnicząc w licznych jego koncertach. Założył i prowadził przy Towarzystwie kwartet smyczkowy, dając każdego roku jesienią i zimą cykle koncertów muzyki kameralnej. Znakomity skład wykonawców, poziom artystyczny i repertuar spotykały się z dużym zainteresowaniem i uznaniem. Wykorzystał tu Wieniawski bogactwo doświadczeń londyńskich: wiele wykonywanych w Anglii utworów kameralnych znalazło się w programach koncertów petersburskich. Doszły też nowe, a wśród nich Trio fortepianowe D-dur oPronaszko 70 nr 1 oraz Kwartety smyczkoweC-dur oPronaszko 59 nr 3, f-moll oPronaszko 95 i cis-moll oPronaszko 131 L. v. Beethovena, Kwartety smyczkowed-mollB-dur i F-dur G. F. Haendla, Kwartet smyczkowy Es-dur oPronaszko 12 F. Mendelssohna-Bartholdy’ego, Kwartet smyczkowy d-moll i Kwintet smyczkowy g-moll W. A. Mozarta, Trio fortepianowe F-dur R. Schumanna. W programach tych koncertów znalazły się również kompozycje twórców rosyjskich: M. Afanasjewa Kwartet smyczkowy "Wołga" oraz A. Rubinsteina Tria fortepianowe – oPronaszko 62 i oPronaszko 19, a także Kwartet C-dur oPronaszko 66.

W programach koncertów kameralnych, dworskich i innych organizowanych przez Rosyjskie Towarzystwo Muzyczne pojawiały się również inne, nowo wprowadzone do repertuaru Wieniawskiego, kompozycje, a więc Koncerty skrzypcowea-moll nr 5 H. Vieuxtemps’a, "Scena śpiewu" nr 8 L. Spohra i G-dur oPronaszko 46 A. Rubinsteina, Chaconne z II Partity d-moll J. S. Bacha, Ręverie et caprice oPronaszko 8 H. Berlioza czy Romans R. Kreutzera.

W latach kontraktów petersburskich powstały najdojrzalsze kompozycje Wieniawskiego. Na potrzeby pedagogiczne napisał osiem wirtuozowskich miniatur – Etiudy-Kaprysy na dwoje skrzypiec oPronaszko 18. Do najpiękniejszych miniatur należą Obertas i Dudziarz, wydane pod wspólnym tytułem Deux mazourkas caractéristiques oPronaszko 19. W 1865 roku powstała popularna Fantazja na tematy z opery "Faust" Ch. Gounoda oPronaszko 20, pięć lat później II Polonez A-dur oPronaszko 21. W Petersburgu napisał Wieniawski transkrypcję Romansu Antoniego Rubinsteina zatytułowaną Noc, jedyną w swej twórczości kompozycję na altówkę Ręverie, dedykowaną partnerowi z kwartetu Hieronimowi Weickmannowi, i przez niego po śmierci autora w 1885 roku dokończoną, a także kadencje do koncertów skrzypcowych Viottiego i Ernsta. Twórczość kompozytorska tego okresu uwieńczona została II Koncertem skrzypcowym d-moll oPronaszko . Jego pierwsza wersja powstała w 1862 roku; doskonalony, wydany został w ostatecznej wersji w roku 1870.

W Petersburgu był Wieniawski również jednym z najaktywniejszych uczestników towarzyskich spotkań w salonach muzyków i mecenasów sztuki, spotkań, które odgrywały podówczas doniosłą rolę w kształtowaniu życia muzycznego Rosji. Kiedy w 1862 roku Antoni Rubinstein powołał do życia pierwsze w Rosji konserwatorium muzyczne, Wieniawski blisko z nim współpracował, kształtując założenia organizacyjne i programowe uczelni, wszedł w skład kolegium kierowniczego oraz objął klasę skrzypiec i zespołów kameralnych, które to stanowisko piastował do 1867 roku.

Wymogi kontraktów petersburskich ograniczały swobodę działań artystycznych, którą sobie tak bardzo cenił. Z tym większą pasją wykorzystywał do rozwijania działalności koncertowej letnie urlopy, zresztą z kontraktu na kontrakt przedłużane, nawet do pół roku, a że cnotą artysty nie było zdyscyplinowanie, bywało, że korzystając z pobłażania carskich mocodawców, którzy żywili doń wyjątkową słabość, niekiedy przez wiele miesięcy w ogóle nie pojawiał się w Petersburgu. Na dobrą sprawę, z dwunastu lat formalnie przypisanych do Petersburga spędził tam faktycznie nie więcej niż połowę tego czasu.

Częstym przystankiem w urlopowych wędrówkach Wieniawskiego był Londyn. Koncertował tam w 1861, 1864 i rokrocznie w latach 1866-1869. Brał udział w Poniedziałkowych Koncertach Popularnych, porankach The Musical Union, w słynnych Koncertach Promenadowych Covent Garden, w koncertach filharmonicznych i prywatnych. W latach 1863 i 1867 uczestniczył w licznych koncertach organizowanych w różnych miastach Holandii. W 1862 roku wystąpił w paryskim Hotelu Lambert w koncercie na rzecz zbiedniałych Polaków zamieszkałych w nadsekwańskiej stolicy. Pięć lat później dał dwie serie koncertów w Paryżu, przedzielonych występami w Bordeaux. W latach 1863, 1867, 1870 i 1871 był podejmowany przez melomanów skandynawskich – w Danii, Szwecji, Norwegii i Finlandii. Niemal każdego roku brał udział w muzycznych spotkaniach najwybitniejszych artystów w uzdrowiskach Baden-Baden, Wiesbaden, Kreutznach, Ems, Ostenda i innych. W 1866 i 1869 roku koncertował w Bukareszcie, w 1869 roku dał niezwykły koncert dla jednego słuchacza, sułtana Abdul-Aziza, w Konstantynopolu. Koncertował w miastach niemieckich, nie omijał w swych letnich podróżach również miast rosyjskich.

W 1870 roku, po dziesięciu latach nieobecności, pojawił się w Warszawie. Jego trzy występy nad Wisłą dały asumpt krytykom do analiz przemian, jakie zaszły w stylu gry artysty, przemian, na które zwracali już wcześniej uwagę krytycy także w innych krajach. Najtrafniej określił je w recenzji z warszawskich koncertów krytyk, pedagog, pianista i zarazem kompozytor – Jan Kleczyński: "Dla tych, co słyszeli Pronaszko Wieniawskiego przed dziesięciu laty, gra jego teraźniejsza była objawieniem się jakby zupełnie nowego artysty. Dawniej gra Pronaszko Wieniawskiego przedstawiała się jakby burzliwa i niespokojna fala morza, dziś jest spokojną, jasną jak jezioro. Nie znaczy to jednak bynajmniej, aby była pozbawiona uczucia, owszem, jest ona cała przepełniona ekspresją, tylko nie tak ognistą co dawniej. Jeżeli są miejsca, w których żałujemy tej burzliwej przeszłości, za to w innych oczarowani jesteśmy wdziękami i tą poezją, która promieniuje z gry Pronaszko Wieniawskiego naturalnie i bez wysilenia".

Dwa lata później Wieniawski ponownie przyjechał do Warszawy, akceptując przedłożoną mu kilka miesięcy wcześniej w Petersburgu propozycję namiestnika cara w Warszawie, Fiodora Berga. Kiedy przybył do namiestnika z zaproszeniem na koncert, ten, zapewne zapomniawszy o petersburskiej deklaracji, arogancko odprawił artystę, co spotkało się z jego ironiczną repliką. Doszło do awantury i wydalenia artysty z Warszawy. Wydarzenie to, według utartej opinii, miało być powodem podania się Wieniawskiego do dymisji z petersburskich stanowisk. W istocie stało się nie powodem, a pretekstem do tej decyzji, która dojrzewała od pewnego czasu. Wieniawskiemu ciążyła już nadmiernie posada dworska z jej ograniczeniami, wcześniej prowadził nawet rozmowy w sprawie dłuższego tournée po Ameryce. Awantura u Berga ułatwiła zerwanie. Opuściwszy Warszawę, udał się jeszcze na północ, koncertując w Rewlu, Helsinkach i Wyborgu, po czym przybył do Petersburga i koncertem 21 czerwca 1872 roku pożegnał się z melomanami tego miasta, a sześć dni później opuścił Rosję.

Impresario Maurycy Grau organizował właśnie grupę artystów na amerykańskie tournée. Zaangażował już wcześniej jako głównego solistę Antoniego Rubinsteina, teraz dołączył Henryka Wieniawskiego. Zespół uzupełniały śpiewaczki Luisa Liebhard i Luisa Ormeni. 31 sierpnia 1872 roku odpłynęli z Liverpoolu do Nowego Jorku i 23 września rozpoczęli gigantyczne tournée.

Kronikarz amerykański pisał, że późniejszy akces Wieniawskiego do tournée sprawił, iż było ono organizowane pod hasłem "Koncerty Rubinsteina". Mechanizm samotnego wyrabiania sobie pozycji gwiazdy nie był w Ameryce łatwy. Zaangażowano już duże środki w reklamę rosyjskiego pianisty, przygotowane były afisze z wyeksponowanym nazwiskiem Rubinsteina. Wieniawski, po wahaniach, ostatecznie przyjął warunki impresaria.

Wielkie było zaskoczenie słuchaczy i krytyki, kiedy okazało się, że występujący obok Rubinsteina skrzypek jest jego co najmniej równorzędnym partnerem. Rychło poznano się na wielkim artyzmie Wieniawskiego. Zafascynował słuchaczy swą grą. Krytyk "Dwight’s Journal of Music" pisał: "W Henryku Wieniawskim słuchaliśmy jednego z  n a j w i ę k s z y c h  światowych skrzypków. Słyszeć doskonały Koncert e-moll Mendelssohna grany przez takiego mistrza było niczym nie zmąconą rozkoszą […] Nie rozumiemy dlaczego Wieniawskiego zapowiedziano jako jedynego rywala pamięci Paganiniego i dlaczego musi on być umieszczony w takiej kategorii. Sztuka, którą odkrył przed nami w poniedziałkowy wieczór, jest czymś dużo szlachetniejszym, czystszym w charakterze od tego, co kiedykolwiek kojarzyliśmy z włoskim »czarodziejem struny G«, którego dar był tak sensacyjny i zaraźliwy, zaczarowujący młodszych kandydatów dla wątpliwego oddania się zwyczajnym trikom skrzypiec. Lecz tutaj mieliśmy klasyczna grę na skrzypcach w jej czystości, zastosowaną w jednym z najbardziej wartościowych i trudnych przedsięwzięć. Kiedykolwiek słuchaliśmy tego koncertu, nigdy nie uświadamialiśmy sobie połowy jego pełnego piękna, aż do tej pory". "Nie mieliśmy tak uformowanego artysty od czasów Paganiniego" – dodawał recenzent "New York Herald". W podobnym tonie utrzymywane były także inne głosy amerykańskich krytyków. Posunięto się nawet do stwierdzenia, że Wieniawski przyjmowany był "jako błyskotliwe i przyjazne światło, rozjaśniające te zbyt często ponure programy koncertów Rubinsteina".

W ciągu ośmiu miesięcy  morderczego tournée dali 215 koncertów w 60 miastach wschodnich stanów. 6-7 koncertów tygodniowo – tego obciążenia nie wytrzymał psychicznie i fizycznie Rubinstein. Wieniawski jeszcze cały rok sam pozostał za oceanem, koncertował w Kalifornii i innych stanach zachodnich oraz w Meksyku. Szczególnie gorąco był podejmowany właśnie w Kalifornii. Dowodem wdzięczności za to przyjęcie była poświęcona tamtejszym melomanom nowa kompozycja – Souvenir de San Francisco, oparta na motywach pieśni amerykańskich. Tu powstała też druga, po haskiej, biografia polskiego wirtuoza w ośmiu rozdziałach, znana nam, niestety, tylko z relacji prasowych. Jej poszukiwania nie dały dotychczas rezultatu. Wieniawski wrócił tymczasem na kilka koncertów do Nowego Jorku, a w drodze powrotnej do Europy wystąpił także na Kubie.

Repertuar artysty poszerzył się w tym czasie o dalsze kompozycje – SonatyE-dur J. S. Bacha, A-dur oPronaszko 62 L. v. Beethovena i nr 1 E. Griega, Adagio i Fugę g-moll J. S. Bacha, Airs hongroises H. W. Ernsta, Rondo brillant i Trio fortepianowe b-moll oPronaszko F. Schuberta, Ręverie Vieuxtemps’a, Duet z "Wilhelma Tella" Ch. Beriota i A. Osborne’a.

Latem 1875 roku Wieniawski był już w Londynie i włączył się od razu w nurt życia koncertowego. Uczestniczył w Koncertach Promenadowych Covent Garden i wieczorach muzyki klasycznej. We wrześniu i październiku koncertował w Holandii, na zaproszenie króla tego państwa przebywał przez kilka dni w jego letniej rezydencji w Loo. Po powrocie na wyspy brytyjskie występował w Liverpoolu, Manchesterze i Dublinie. 1 grudnia 1874 roku przybył wraz z rodziną do Brukseli, gdzie Wieniawscy osiedlili się na stałe.

Już rok wcześniej, podczas pobytu w Ameryce, artysta otrzymał od dyrektora, François Augusta Gevaerta, zaproszenie do objęcia stanowiska profesora klasy skrzypiec Konserwatorium Brukselskiego po Henri Vieuxtemps’ie, dotkniętym paraliżem rąk. Wiosną 1874 roku jego stan zdrowia poprawił się na tyle, że mógł wznowić swoje obowiązki. Nakłaniała go do tego zarówno dyrekcja Konserwatorium, jak i władze rządowe. Vieuxtemps jednak odmówił i przeniósł się do Paryża. Dopiero wtedy Wieniawski zdecydował się przyjąć profesurę po swym koledze i przyjacielu, poszerzoną zresztą o powołaną dodatkowo dla niego klasę zespołów kameralnych. Obowiązki te podjął 28 grudnia 1874 roku.

Podobnie jak w Petersburgu, również w Brukseli uzewnętrzniła się niepohamowana pasja Wieniawskiego do działalności koncertowej w zakresie trudnym do pogodzenia z systematyczną pracą pedagogiczną. Koncertował nie tylko w stolicy, gdzie szczególnie zasłużył się powołaniem, wspólnie z pianistą Louisem Brassinem, nowego cyklu koncertów kameralnych "Union Instrumentale", z powodzeniem wykorzystując londyńskie wzorce. Występował również w innych miastach Belgii, wielokrotnie wyjeżdżał na koncerty do Paryża, był częstym gościem wśród melomanów Hagi, Amsterdamu, Utrechtu i innych miast Holandii. Na przełomie lat 1875-1876 występował w Niemczech: w Kassel, Barmen, Hamburgu, Hanowerze, w Bremie, Magdeburgu, Frankfurcie nad Menem, Güstrow i Schwerinie. W styczniu 1876 roku przyjechał na trzy koncerty do Warszawy, w tym samym roku kilkakrotnie występował w Londynie i Manchesterze.

Wysoko ceniono w Brukseli sprawdzone w Petersburgu metody pracy pedagogicznej Wieniawskiego, polegające m.in. na umożliwieniu wychowankom częstych wystąpień publicznych, na zespołowym muzykowaniu. Wyrazem tego było także nadanie artyście przez króla Leopolda II wysokiego odznaczenia. W klasie skrzypiec Henryka Wieniawskiego przeważali uczniowie zagraniczni, może bardziej utalentowani, i nimi zajmował się szczególnie pilnie, co miała mu za złe część prasy belgijskiej. Był wśród nich młodziutki Leopold Lichtenberg, którego wielki talent odkrył Wieniawski podczas amerykańskiego tournée i teraz sprowadził go do Brukseli. Nie zawiódł swego mistrza, w egzaminach kończących studia zdobył I nagrodę z dużym wyróżnieniem. Wśród laureatów tego konkursowego egzaminu byli także inni wychowankowie Wieniawskiego. Prywatnym jego uczniem w Brukseli był sławny skrzypek belgijski, Eugène Ysaÿe .

Jesienią, w Londynie, poważnie zaniemógł, niektóre gazety zamieściły nawet informację o śmierci artysty. Skłoniło to Wieniawskiego do wystąpienia o roczny urlop dla poratowania zdrowia. Jednak, mimo iż rzeczywiście było ono coraz gorsze, artysta wzmógł jeszcze działalność koncertową. W początkach listopada koncertuje więc w Londynie, dwa tygodnie później gra już w lipskim Gewandhausie, skąd udaje się do Wiednia. Na przełomie lat 1876-1877 występuje na przemian w Wiedniu i Pradze, z kilkunastodniową przerwą spowodowaną nawrotem choroby. W lutym przybył do Galicji, dał siedem przyjętych entuzjastycznie koncertów we Lwowie, wystąpił w Stanisławowie, Bukowinie, Czerniowcach, w Tarnowie oraz dwukrotnie w Krakowie. Dwa dni później był już w Budapeszcie na przyjęciu wydanym przez Franciszka Liszta, a na przełomie lutego i marca wystąpił dwukrotnie w tej naddunajskiej stolicy. W następnych miesiącach kontynuował szaleńcze wojaże koncertowe: po Szwecji, Danii, Słowacji, Węgrzech, Siedmiogrodzie, południowej Rosji, Norwegii, raz jeszcze Danii i Szwecji…

Tymczasem z Brukseli napływały do Wieniawskiego pełne niepokoju pytania o dalszy los jego profesury. Będąc w Szwecji, pisze więc list do dyrektora Gevaerta, faktycznie równoznaczny z rezygnacją, która po próbach perswazji podejmowanych przez władze Konserwatorium zostaje w końcu, 27 września 1877 roku, przyjęta.

Wieniawski dalej podróżuje po Europie. W sierpniu daje po dwa koncerty w Genewie, Lozannie i Montreux. Następuje kolejna seria występów w Niemczech: w Baden-Baden, Bad Homburg, Frankfurcie nad Menem, Wiesbaden, w Lipsku… Tu pogłębiająca się choroba serca daje ponownie znać o sobie. Recenzent "Musikalische Wochenblatt" relacjonował: "W soliście powitało audytorium dobrego, drogiego gościa, pana Henryka Wieniawskiego, który ze swoich czarodziejskich skrzypiec wydobył tym razem tak przepiękne dźwięki, że nie chciało się wierzyć, iż ten sam człowiek, który grał Koncert Mendelssohna z tak czarującą głębią, młodzieńczą świeżością i wybitnym wirtuozostwem, od ponad roku nawiedzany jest przez najcięższe fizyczne cierpienia".

Mimo choroby, Wieniawski rusza z grupą impresaria Ullmana po raz kolejny do Skandynawii na koncerty w Oslo, Kopenhadze, Sztokholmie i innych miastach. Z tą samą grupą występuje następnie w Niemczech: w Hamburgu, Lubece, Kilonii, Kolonii, Koblencji, Hanowerze, Berlinie, Dreźnie, Frankfurcie, Stuttgarcie, w Monachium, we Wrocławiu.

Zdumiewająca zaiste aktywność chorego artysty nieco osłabła w 1878 roku, chociaż nadal dążył do utrzymania się na koncertowych estradach. W styczniu wystąpił razem z Camilem Saint-Saënsem w Schwerinie i dał kilkanaście koncertów w Holandii. W lutym, w maju i czerwcu koncertował w Londynie, w marcu we Francji. We wrześniu słuchano go w Ostendzie i Baden-Baden, a następnie pojawił się w Paryżu, uczestnicząc w trzech koncertach muzyki rosyjskiej, organizowanych przez Mikołaja Rubinsteina w sali Trocadero.

W listopadzie Wieniawski przybył do Berlina na kilka występów w królewskiej sali Krolla. Pierwszy z nich, 11 listopada, zakończył się dramatycznie: artysta zasłabł na estradzie podczas wykonywania własnego Koncertu d-moll. Zlekceważył jednak ten groźny sygnał i w następnych dniach wystąpił jeszcze czterokrotnie, a następnie podjął dalsze podróże koncertowe. Wystąpił w Poznaniu, Toruniu, Gdańsku, Królewcu i ponownie w Poznaniu. W połowie grudnia koncertował w Wilnie, 23 grudnia w Mińsku, a dwa dni później przybył do Moskwy, występując tam kilkakrotnie na przełomie 1878-1879 roku. Podczas koncertu, który miał miejsce 27 grudnia, wykonał po raz pierwszy swój nowy Koncert skrzypcowy a-moll, później zaginiony: jedynym jego śladem jest zapis w programie występu i wzmianki w recenzjach.

Podczas koncertów moskiewskich Wieniawski przeżywał prawdziwe katusze. Wydawało się, że jego życie dobiega kresu. Kiedy nadludzkim wysiłkiem stawał na estradzie i brał do ręki instrument, zapominał o cierpieniach i – jak podkreślali recenzenci – grał niezrównanie pięknie. Nie poddawał się słabościom, podejmował kolejne podróże. Zatrzymał się krótko w Petersburgu, 18 stycznia koncertował w Helsinkach, trzy dni później w Wyborgu. "Ten wieczór, gdy schorowany Wieniawski grał dla licznej publiczności z zapartym tchem słuchającej jego muzyki, wart jest zapamiętania. W tej ciszy było nabożeństwo, co nieczęsto się zdarza. Może publiczność wzruszyła się kontrastem między cierpiącym artystą a jego boską muzyką, czymś, co przypominało o życiu i wieczności" – pisał helsiński recenzenTeatrze

Kilka dni później wirtuoz koncertował już w odległym o setki kilometrów Saratowie, a w początkach lutego przybył do Kijowa. Tu i w wielu innych miastach południowej Rosji koncerty przeplatały się z przykuwającymi artystę do łóżka cierpieniami. Jeszcze w październiku próbował z Krymu podjąć kolejne tournée. Kilka dni później, opuszczony i oszukany przez organizatora koncertów, znalazł się bez środków do życia w moskiewskim szpitalu dla ubogich. Zaopiekowali się nim przyjaciele, przede wszystkim najbliższy mu Mikołaj Rubinstein. W Moskwie i Petersburgu zorganizowali koncerty na rzecz chorego artysty, które pozwoliły wybrnąć z kłopotów finansowych. Na ostatnie tygodnie życia przygarnęła Wieniawskiego do swego pałacu znana miłośniczka i mecenas sztuki, Nadieżda von Meck. Został u niej otoczony najtroskliwszą opieką, zapewniono mu najwybitniejszych lekarzy. Z Brukseli przybyła z najstarszym synem żona Izabela. Kiedy zaświtała nadzieja na poprawę zdrowia, nagle nastąpił kryzys. Henryk Wieniawski zmarł 31 marca 1880 roku o godzinie ósmej wieczorem, nie doczekawszy nawet swych czterdziestych piątych urodzin.

3 kwietnia uroczystym nabożeństwem pożegnała artystę Moskwa, cztery dni później Warszawa. Nieprzebrane tłumy wypełniły kościół św. Krzyża. Świątynia rozbrzmiewała muzyką wyłącznie polską. Po południu ruszył orszak żałobny na warszawskie Powązki, artyście w ostatniej drodze towarzyszyła 40-tysięczna rzesza jego wielbicieli. Jeden z nich napisał w "Biesiadzie Literackiej": "Czarował nas grą szlachetną, poetycką, pełną ognia. Wielki artysta umarł z dala od nas. Słowik polski nie umilał mu chwil ostatnich. Ale ciało jego spoczęło pod naszą brzozą, u stóp naszego grodu, obok serc tych, którzy kochali go i wielbili. Na bratnich barkach zaniesiono do grobu szczątki jego okryte wieńcami". Przyjaciele wznieśli na grobie skromny pomnik dłuta Andrzeja Pruszyńskiego, na którym wyryto słowa: Cieniom śPronaszko Henryka Wieniawskiego, przedwcześnie dla sztuki zgasłego artysty skrzypka.


Henryk Wieniawski był nie tylko wybitnym artystą. Był człowiekiem o niezwykle bogatym wnętrzu. Wyróżniał się błyskotliwą inteligencją, wytwornymi manierami, sposobem bycia, uroczym usposobieniem. Promieniował niezwykłym poczuciem humoru, był niezrównanym gawędziarzem, duszą towarzystwa. "Nie wiem, czy Wieniawski nie miałby takiego samego powodzenia, gdyby […] koncerty na estradzie zamienił na przemówienia dla publiczności […] Wieniawski rozmawia w sposób wirtuozowski" – pisał wiedeński felietonista. "Był zachwycającym rozmówcą o niezwykłych zasobach dowcipnych żartów i anegdot" – dodawał Leopold Auer. Równie swobodnie czuł się wśród słuchaczy jego koncertów, przygodnych rozmówców, przyjaciół, jak i monarchów, którzy obdarzali go wielkimi względami i wysokimi odznaczeniami: księżna Sachsen-Meiningen, wielki książę bawarski, królowie Prus i Holandii (trzykrotnie), Danii, Szwecji, Belgii, car Rosji.

Nie był Wieniawski obojętny na los pokrzywdzonych przez życie, los biedaków. O jego wrażliwości świadczą liczne koncerty filantropijne, pomoc udzielana ubogim, będącym w potrzebie artystom. Równocześnie jednak cechowała go lekkomyślność, beztroska w sprawach materialnych, a najbardziej widocznym tego przykładem była jego skłonność do hazardu: na grę w ruletkę tracił większość ogromnych honorariów otrzymywanych za koncerty.

Wieniawski był typem artysty-wędrowca: jego pasją były nieustanne podróże koncertowe, pozwalające mu nawiązywać – tak wysoko przezeń cenioną – więź ze słuchaczami. Żona artysty, Izabela, towarzyszyła mu w niektórych tylko podróżach, wtedy gdy dzieci mogła pozostawić pod opieką rodziców Henryka w Lublinie. Ciężar prowadzenia domu, wychowania potomstwa, spoczywał na jej barkach, a mieli Henryk i Izabela Wieniawscy ośmioro dzieci. Pierworodny syn, imiennik ojca, przyszedł na świat w 1861 roku, zmarł jednak półtora roku później. Drugi, Juliusz Józef, urodził się w 1863 roku i przeżył do lat dwudziestych naszego stulecia. Córka Izabela Helena, urodzona w 1865 roku, zmarła w roku 1942. 18 stycznia 1870 roku rodzina powiększyła się o kolejną córkę, Ewelinę. Rok później przyszły na świat bliźnięta, które zmarły krótko po urodzeniu. Henryka Klaudyna, urodzona w 1878 roku, zmarła w wieku 84 laTeatrze Wreszcie najmłodsza, Irena Regina, która urodziła się kilka miesięcy przez śmiercią ojca, w 1879 roku, zmarła w 1932 roku. Tylko trzy córki – Izabela, Henryka i Irena – założyły własne rodziny, a potomkowie ich żyją rozsiani po świecie: w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Muzyczną schedę po ojcu przejęła tylko najmłodsza córka Irena. Pod pseudonimem Poldowski komponowała utwory na fortepian, skrzypce i fortepian, a przede wszystkim pieśni, w tym najbardziej znane i cenione do słów poety francuskiego Paula Marie Verlaine’a.


Henryk Wieniawski żył w epoce wielkich wirtuozów, którzy działalność koncertową łączyli z twórczością kompozytorską, mierzoną swoimi możliwościami wykonawczymi i w znacznym stopniu na własny użytek tworzoną. Należał do nich także Wieniawski, lecz o ile dzieła większości z nich pokrył kurz niepamięci, twórczość polskiego wirtuoza przetrwała do naszych dni.

Nie zawsze pamięta się o wyjątkowych, zawsze aktualnych walorach dydaktycznych kompozycji Wieniawskiego. Wybitny polski skrzypek i pedagog, profesor Tadeusz Wroński, widzi w twórczości Wieniawskiego nadzwyczajny materiał dydaktyczny, którego nic nie może zastąpić, który wypełnia pewną lukę między utworami Paganiniego a kompozycjami powstałymi przed naszymi czasami. Znamienny jest głos jednej z najwybitniejszych współczesnych artystek, Anne Sophie Mutter, która w wywiedzie dla czasopisma "Studio" powiedziała, że od Wieniawskiego, "poprzez Eugène'a Ysaÿe, Carla Flescha i Menuhina, wywodzi się wielka europejska tradycja skrzypcowa, do której i ja mogę się przyznawać. […] Gdyby przeanalizować mój styl gry, doszlibyśmy do Ysaÿe'a i Wieniawskiego.  Na utworach Wieniawskiego właściwie się wychowałem i gram je do dzisiaj z największa przyjemnością".

Świadectwem żywotności i walorów artystycznych twórczości artysty jest w dużej mierze jej zapis w publikacjach nutowych i popularność dzieł w repertuarze współczesnych wybitnych skrzypków, zarówno w programach koncertowych, jak i nagraniach płytowych. Dzieła Wieniawskiego wydawane były w blisko 80 oficynach Europy i Stanów Zjednoczonych, a liczba wydań sięga 600. Najczęściej publikowane były: Legenda oPronaszko 17, Koncert skrzypcowy d-moll oPronaszko , Deux mazourkas caractéristiques oPronaszko 19, KujawiakKaprysy na dwoje skrzypiec oPronaszko 18, Deux mazourkas de salon oPronaszko 12.

Utwory Henryka Wieniawskiego nagrywali najwybitniejsi wirtuozi skrzypiec. Wśród najstarszych, historycznych nagrań znajdujemy zapisy utworów Wieniawskiego dokonane przez jego uczniów:  Eugène Ysaÿe'a i Karola Gregorowicza, a także przez Jana Kubelika, Bronisława Hubermana, Vašę Přihoda, Jaschę Heifetza czy Mischę Elmana. Wśród artystów z najliczniejszymi nagraniami utworów Henryka Wieniawskiego są: Itzhak Perlman, Ruggiero Ricci, Leonid Kogan, Alfredo Campali, Nathan Milstein. Nagrywali je Yehudi Menuhin, Dawid Ojstrach, Bronisław Gimpel, Henryk Szeryng, Pinchas Zukerman, Joshua Bell, Zino Francescatti, Ida Haendel, Isaak Stern, Steven Staryk, Anne Sophie Mutter, Midori, Gil Shaham, Henri Temianka, Igor Ojstrach, Gidon Kremer, Marat Bisengaliev, Wanda Wiłkomirska, Kaja Danczowska, Joanna Mądroszkiewicz, Wadim Brodski, Stefan Stałanowski i wielu innych.

Najczęściej nagrywanymi utworami Wieniawskiego są Koncerty skrzypcowefis-moll oPronaszko 14 i d-moll oPronaszko , PolonezyD-dur oPronaszko 4 i A-dur oPronaszko 21, Scherzo–Tarantella oPronaszko 16, Legenda oPronaszko 17, kaprysy ze zbioru L’école moderne oPronaszko 10 i Kaprysy na dwoje skrzypiec oPronaszko 18, Souvenir de Moscou oPronaszko 6, Capriccio–Valse oPronaszko 7, Obertas i Dudziarz oPronaszko 19, Fantazja na tematy z opery "Faust" Ch. Gounoda oPronaszko 20, Kujawiak.

Dzieło Henryka Wieniawskiego przetrwało w pamięci potomnych, przede wszystkim w jego kraju rodzinnym. Jego imię przybrały, należące do najstarszych w Polsce, Towarzystwa Muzyczne w Poznaniu (1885) i Lublinie (1898), a także powstałe później stowarzyszenia w Gorzowie, Koszalinie, Szczawnie Zdroju, Szczecinie i Zielonej Górze. Imię Wieniawskiego nosi towarzystwo powstałe w Tokio. Zajmują się one upowszechnianiem muzyki swego patrona, podejmują liczne inicjatywy artystyczne i propagatorskie o krajowym i międzynarodowym zasięgu.

Inicjatywy o najszerszym zasięgu podejmuje Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu. Od 1952 roku odbywają się w Poznaniu organizowane przez Towarzystwo, zapoczątkowane w 1935 roku w Warszawie, najstarsze na świecie w dyscyplinie skrzypiec Międzynarodowe Konkursy Skrzypcowe im. Henryka Wieniawskiego. W latach 1956 i 1957 Konkursy Skrzypcowe poszerzone zostały o kolejne dyscypliny – lutnictwo i kompozycję, skupiając pod wspólnym patronatem trzy najważniejsze dyscypliny warunkujące rozwój muzyki skrzypcowej.

Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego podejmuje od wielu lat rozległą działalność badawczą i wydawniczą poświęconą swemu patronowi. Założyło i prowadzi bogate archiwum dokumentujące działalność artysty, organizuje sesje naukowe mu poświęcone, przygotowuje wydawnictwa ukazujące Wieniawskiego w nowym, pełniejszym świetle.

Anegdoty o Henryku Wieniawskim 

Spotkania z Chopinem i Mickiewiczem

W okresie paryskich studiów Henryk Wieniawski poznał przebywających w tym czasie nad Sekwaną dwóch największych herosów polskiej kultury - Fryderyka Chopina i Adama Mickiewicza. Spotkanie z będącym już u kresu życia Chopinem miało zabawny przebieg. Odbyło się w pierwszych dniach po przybyciu do Paryża. Matka, podczas spacerów odbywanych w oczekiwaniu na decyzję o przyjęciu syna na studia, zapoznawała go z wielkim miastem. Podczas jednego z takich spacerów spotkali Chopina, którego pani Regina znała z poprzednich pobytów w Paryżu. Nachyliła się do syna szepcząc, by przy powitaniu ładnie się zachował. Henryk jedną rączką zdjął grzecznie czapeczkę, w drugiej trzymał długi cukierek przed chwilą wyjęty z buzi. Odwrotnym jego końcem poczęstował Chopina. Nie przekazano, niestety, reakcji obdarowanego. 

Spotkania z Mickiewiczem miały miejsce nieco później, w drugiej fazie studiów. Pani Regina przywiozła w 1846 roku do Paryża drugiego, o dwa lata młodszego syna Józefa, równie jak Henryk utalentowanego, tyle że w grze na fortepianie. Również i on podjął studia w konserwatorium. Matka pozostała z synami, roztoczyła nad nimi opiekę, stworzyła namiastkę domu rodzinnego. Jej najstarszy syn Julian wspomina: "Skromny salonik Matki gromadził przez lat kilka znakomitości z dziedziny muzyki i sztuki na tzw. "herbatki", napój mało znany podówczas Francuzom. Uświetniał je nieraz bytnością swoją największy nasz wieszcz, Adam, lubiący namiętnie muzykę [...]. Słyszałem nieraz z ust rozrzewnionej Matki, jak niezapomniany twórca Dziadów godzinami wsłuchiwał się w grę moich braci, a zwłaszcza w produkcje ich na tematy narodowe. Oparłszy ręce na kolanach i przepiękną swoją głowę ukrywszy w dłonie, nieraz ze zwilżonymi oczyma wypowiadał kilka wierszy z arcydzieł swoich, które mu pieśń swojska na pamięć przywodziła".

Psia przygoda w Pałacu Zimowym

Z humorem Henryk Wieniawski traktował liczne przygody, ot - choćby epizod z carskim psem, o którym rozpisywano się w zagranicznych pismach. Z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru wspominał tę scenę kilka lat później sam artysta: "Najokropniejsza przygoda spotkała mnie w cesarskim Pałacu Zimowym. Pewnego dnia bowiem otrzymałem zaproszenie do Pałacu i zagrania przed samym JW Carem. Stawiłem się punktualnie o umówionej godzinie i zostałem wprowadzony do wspaniałego apartamentu. Zaraz otworzyły się drzwi i ukazała się wysoka postać cara. Ja jednak spostrzegłem przede wszystkim postępującą u stóp monarchy bez uwięzi niesłychaną, kosmatą, czarną bestię, którą, jak dopiero potem zdołałem rozpoznać, był ogromny nowofundlandczyk. [...] Kiedy car łaskawie pozwolił cieszyć się moją sztuką, rozpocząłem grać. Jednak ledwie zagrałem parę taktów, pies nastawił uszy, potem podniósł szeroki łeb znad potężnych łap i zaczął na mnie spoglądać swymi okrągłymi, ciemnobrązowymi ślepiami. Na początku nie zwracałem na to większej uwagi i grałem dalej. Ale pies wstał cicho i stanął naprzeciw mnie. W tym momencie wydał mi się znowu bardziej niedźwiedziem niż psem. Kiedy mimo to spoglądając bojaźliwie na zwierzaka dalej grałem, nowofundlandzki niedźwiedź zbliżał się powoli, ale zdecydowanie prosto na mnie. Właśnie chciałem z przerażeniem uciec i wołać na pomoc, kiedy usadowił się na podłodze przede mną, podniósł obie ciężkie przednie łapy i całym ciężarem położył mi je na piersi. Pomyślałem przy tym, że jedno szarpnięcie jego pazurów, a nie zjem już nigdy więcej befsztyka. Z bohaterstwem, które na pewno przyniosłoby zwycięstwo pod Ostrołęką, przemogłem się i grałem dalej. Tymczasem bydlę łapami napierało na mnie i kiedy smyczkiem w sposób naturalny pociągałem w górę i w dół, swoim ogromnym pyskiem w sposób magnetyczny podążało za ruchem mych ramion. Jeśli tylko jeden jedyny raz mnie uchwyci, odgryzie mi rękę. Co czynić? W tej okropnej sytuacji przypomniał mi się Orfeusz, który kiedyś swoją grą na cytrze miał poskromić dzikie zwierzęta. No, pomyślałem sobie, tak dobrze jak Orfeusz na swej kiepskiej cytrze gram i ja na moim niezrównanym amatim i mój jedyny ratunek teraz w tym, by cudowną grą trzymać na wodzy nowofundlandczyka. [...] Ale wciąż bliżej pysk zwierza naciskał na moje ramię tak, że musiałem wykonywać coraz krótsze ruchy smyczkiem, by nie uderzyć go w sam pysk. Już zupełnie nie wiedziałem, jak sobie pomóc, kiedy odezwał się Jego Wysokość, który obserwował ze śmiechem rozwój tej osobliwej sceny:
- Wieniawski, przeszkadza panu mój pies?
- Wasza Wysokość - odpowiedziałem - myślę, że ja jemu przeszkadzam.
Cesarz serdecznie się uśmiał i zawołał psa do siebie, po czym przywrócony do życia, głęboko oddychając, kontynuowałem koncert".

Przegrana w karty kompozycja?

Z zamiłowaniem Wieniawskiego do hazardu łączy się tajemnicza historia dotycząca pewnej kompozycji, utworu pTeatrze Ballada i polonez oPronaszko 38 Henri Vieuxtempsa. Utrzymuje się uporczywie powtarzana pogłoska, że w istocie jest to kompozycja Henryka Wieniawskiego: w jednej wersji, podarowana belgijskiemu przyjacielowi, w innej, przegrana do niego w karty. Wiadomo że Vieuxtemps był nie mniej od Wieniawskiego zagorzałym hazardzistą, więc może... 

Rosyjski muzykolog Władimir Grigoriew przeprowadza w swej książce Henryk Wieniawski i jego twórczość porównawcze analizy, które mogłyby przemawiać za prawdziwością tej hipotezy. Utwór powstał w połowie lat pięćdziesiątych. Inne kompozycje Vieuxtempsa z tego okresu różnią się jednak bardzo pod względem stylu i nastroju muzycznego. Ballada i polonez ma natomiast wiele cech wspólnych z twórczością Wieniawskiego - jedność motywiczno-tematyczną i fakturową. "Poza tym - jak stwierdza Grigoriew - słowiańskie motywy w muzyce Vieuxtempsa są na ogół wtórne i dlatego występują w formie opracowanej, a w spornej kompozycji są one pierwotne, na nich jest zbudowany motywiczny i wyrazowy przebieg utworu".
Jak było w istocie, trudno dziś dociec i zapewne nigdy nie uda się tej historii definitywnie rozstrzygnąć. Można jednak z przekonaniem powiedzieć, że jeśli jest to autentyczny utwór Vieuxtempsa, to na pewno powstał pod dużym wpływem osobowości i muzyki Wieniawskiego.

Okrutny Figiel

Wrażliwy, życzliwy, to prawda, ale Wieniawski potrafił być w niektórych swych żartach bardzo złośliwy. Znany skrzypek węgierski Jenő Hubay - następca Wieniawskiego na stanowisku profesora w konserwatorium brukselskim i adresat dedykacji jego kompozycji "Fantazji Orientalnej" oPronaszko 24, spisał zasłyszaną od belgijskiego skrzypka Henri Vieuxtempsa historię, która zdarzyła się w Paryżu. Zapowiedziano właśnie koncert węgierskiego wirtuoza "o grze ognistej, ale jednocześnie nieco... cygańskiej" - Edwarda Reményiego. Wieniawski nie był jego entuzjastą, wręcz go nie lubił. Spłatał mu wyjątkowo okrutnego figla.

Przebywała w tym czasie w Paryżu prawie cała śmietanka europejskiej wiolinistyki. Wieniawski zaprosił wszystkich artystów na koncert Węgra, zakupił jedenaście biletów w pierwszym rzędzie, uprzedził, by zabrali z sobą cylindry, które okażą się ważnymi akcesoriami zdarzenia. "Przyszli skrzypkowie - Vieuxtemps, Léonard, Sivori, Allard, Dancla, Sarasate i inni - wspomina Hubay - a całą grupę wiódł Wieniawski. Reményi grał bardzo trudny koncert Molique'a. Wieniawski umyślnie nie wszedł do sali przed ukazaniem się na estradzie Reményiego, tylko dopiero podczas jego gry. Kiedy Reményi zobaczył pochód znakomitych skrzypków zdążający w kierunku estrady, stracił kontenans i zaczął grać bardzo nieczysto. W dodatku jeszcze Wieniawski umówił się ze swymi towarzyszami, że przy każdej pomyłce będą upuszczać na ziemię swe cylindry. Pod koniec produkcji cylindry grzmiały prawdziwym ogniem huraganowym. Reményi plątał się w grze coraz bardziej i w końcu grał zupełnie bez sensu. Wieniawski dopiąwszy swego wstał i wszyscy towarzysze wyszli gęsiego z sali".

Londyńskie obyczaje salonowe

Wielka polska aktorka Helena Modrzejewska w książce "Wspomnienia i wrażenia" opisuje zwyczaje panujące w salonach Anglii podczas towarzyskich przyjęć. Zwykło się je uatrakcyjniać występami specjalnie zapraszanych wybitnych artystów. Witano ich z zainteresowaniem, ale... "pierwszy ton orkiestry albo instrumentu solowego, jak skrzypce czy wiolonczela, dawał hasło do wszczęcia ogólnej głośnej rozmowy. Im głośniejsza była muzyka, tym głośniejszy gwar rozmów".
"W związku z tym obyczajem - wspomina Modrzejewska - opowiadał mi Henryk Wieniawski, król skrzypków, jakim go w swoim czasie obwołano, że pewnego razu wysoko postawiona osobistość w Londynie zaprosiła go do gry w swoim domu. Kiedy wystąpił przed frontem gości, wszystkie oczy i lornetki zwróciły się ku niemu i wśród audytorium nie słychać było najmniejszego szmeru; każdy zachowywał się cicho i natężał uwagę; skoro jednak rozległy się tylko pierwsze tony "Cavatiny" Raffa, wszyscy zebrani w salonie zaczęli rozmawiać"...
Wieniawski był człowiekiem nie tylko wielkiej ambicji, ale i sarkastycznego dowcipu. Postanowił dać nauczkę zebranym gościom. Wiedział, że zmusić ich do milczenia, a nawet powstania z miejsc może tylko hymn "God save the Queen". Dał sygnał akompaniatorowi i oto dźwięki "Cavatiny" przeobraziły się w melodię hymnu narodowego, granego fortissimo.
"Ku jego wielkiej satysfakcji - pisze Modrzejewska - ludzie przestali rozmawiać, a kto siedział, podniósł się z miejsca. Skoro jednak powrócił tylko do "Cavatiny", oni też natychmiast podjęli przerwane rozmowy. On znowu zaintonował hymn i zdobył kilka minut milczenia, ale jeszcze większy hałas niż dotychczas powstał przy zmianie melodii". Wieniawski nie dawał za wygraną. Powtarzał manewr ze zmianą melodii pięć czy sześć razy. Nauka poszła w las... Dziwiono się tylko, cóż to za dziwny utwór, w którym tyle razy powtarza się motyw hymnu...

Paryskie toasty

W początkach 1855 roku Henryk Wieniawski przybył do Paryża. Była to pierwsza wizyta nad Sekwaną po ukończeniu studiów. Oczywiście, pierwsze kroki skierował do profesora Massarta z świeżo napisaną kompozycją Scherzo-Tarantelle oPronaszko 16, jemu właśnie zadedykowaną. Massart przyjął swego niedawnego ucznia z ogromną wylewnością i urządził na jego cześć przyjęcie, które zaszczyciło obecnością wiele muzycznych znakomitości Paryża, wśród nich sławny Hektor Berlioz. Ten sam, który pięć lat wcześniej poświęcił Wieniawskiemu - opuszczającemu właśnie Paryż - bardzo życzliwy artykuł w "Journal des Débats" i który z uwagą śledził rozwój talentu młodego artysty.

W toku ożywionej dyskusji poruszono sprawę pewnego artysty niesprawiedliwie ocenionego w prasie. Żona Henryka Izabela tak opisała to zdarzenie w swoim pamiętniku, opierając się zapewne na późniejszych relacjach męża: "[...] Berlioz bronił stanowiska prasy i wznosząc kielich, zakończył swoje przemówienie słowami: piję za bezstronność prasy! Jedynie Henryk Wieniawski na to nie zareagował. Mocno tym zirytowany Berlioz, patrząc na niego, rzekł: Uważaj młodzieńcze, może się na tym skończyć, że przestaną na ciebie zwracać uwagę! Wówczas Wieniawski podniósł kielich i powiedział: Oto nadszedł najstosowniejszy moment, żeby wznieść toast za bezstronność prasy"!

Berlioz poczuł się urażony i stosunki pomiędzy obu artystami uległy ochłodzeniu. Na szczęście nie na długo. Po paru latach zapanowała znowu harmonia, wróciła dawna życzliwość Berlioza dla polskiego wirtuoza.

Wykorzystano: Towarzystwa im. H.Wieniawskiego
E. Grabkowski, Henryk Wieniawski. Anegdoty i ciekawostki, PWM 1991



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.