Bruno Schultz


Był polskim prozaikiem żydowskiego pochodzenia, grafikiem, malarzem, rysownikiem oraz krytykiem literackim. Proza Schulza jest zjawiskiem oryginalnym w światowej literaturze, a jego specyfika sprawia niemałe trudności w przełożeniu na język innych dziedzin sztuki. Opiera się na narracji, dialog pojawia się w niej sporadycznie. Pełna jest metafor, opisuje świat materialny jako migotliwy, zmienny. Rodzinne miasto Drohobycz jaki się jako miejsce magiczne - realne i nierealne zarazem. Musimy tam Państwa zabrać...

Bruno Schultz urodził się 12 lipca 1892 roku w Drohobyczu gdzie spędził prawie całe swoje życie. Był nieślubnym, trzecim i najmłodszym dzieckiem 46-letniego Jakuba Schulza, kupca bławatnego, i Henrietty Kuhmärker, córki zamożnego handlarza drewnem. Po narodzinach Brunona rodzice zawarli związek małżeński. Dziecko zostało rytualnie obrzezane i pozostawało wraz z rodziną w żydowskiej gminie wyznaniowej. W rodzinie Schulza nie kultywowano jednak tradycji żydowskich i mówiono tylko po polsku. Wychowywał się w domu nr 10 przy Rynku w Drohobyczu. Rodzina mieszkała na piętrze narożnej kamienicy, na parterze znajdował się należący do Schulzów sklep towarów tekstylnych. To właśnie ten dom, dziś już nieistniejący (został spalony przez Rosjan w wyniku działań wojennych w 1915 r.) można odnaleźć w cyklu opowiadań Sklepy cynamonowe.

W latach 1902–1910 Schulz był uczniem C. K. Gimnazjum im. Franciszka Józefa w Drohobyczu i . Z zachowanych do dziś świadectw wynika, że był jednym z najlepszych uczniów w szkole. W 1910 r. zdał maturę z wyróżnieniem. Jako kierunek studiów wybrał architekturę na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Lwowskiej. Po roku jednak ciężko zachorował na serce i płuca, w wyniku czego przerwał studia.

Życiowe doświadczenia

W czerwcu 1911 r. w Drohobyczu miały miejsce wybory, które w historii zapisały się jako „krwawe”. W związku z fałszowaniem wyników wyborczych doszło do rozruchów i walk na ulicach miasta. Dla zaprowadzenia porządku wojsko otworzyło ogień do protestujących. Według oficjalnych danych zginęło 26 osób, a 47 osób odniosło rany. Schulz obserwował te wydarzenia z okna swojego domu, wywołały one wstrząs w młodym artyście i znalazły odbicie w jego późniejszej twórczości.

Postępująca choroba ojca sprawiła, że rodzina znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Sklep zamknięto, dom został sprzedany, a Schulzowie przenieśli się w 1914 r. do zamężnej siostry Brunona, Hanny Hoffmanowej, na ulicę Bednarską (wówczas Floriańską 10). Wsparcia materialnego udzielał brat Brunona, Izydor (ur. 1881), piastujący kierownicze stanowisko w spółkach naftowych we Lwowie.

Wcześniej, po dwóch latach przerwy spowodowanej rekonwalescencją (m.in. pobyty w nieodległym kurorcie Truskawcu) Schulz powrócił na Politechnikę, by podjąć studia w roku akademickim 1913/1914. Wkrótce jednak znowu przerwał naukę, tym razem z powodu wybuchu wojny. Wraz z rodzicami obawiającymi się rosyjskiej ofensywy, wyjechał do Wiednia. Stolica monarchii austro-węgierskiej była wówczas jednym z największych centrów kultury w Europie, zetknięcie z jej atmosferą miało z pewnością wpływ na ukształtowanie Schulza. Przez kilka miesięcy brał on udział w zajęciach na wiedeńskiej politechnice, pojawiał się też w Akademii Sztuk Pięknych. Żadnych studiów jednak nie ukończył.

W 1915 roku Schulzowie wrócili do Drohobycza, lecz w tym samym roku, w czerwcu, w wieku 69 lat zmarł ciężko chory Jakub Schulz. Jak ogromna była to dla Brunona strata, świadczą jego opowiadania, w których ojciec jest jedną z naczelnych postaci.

Od 1918 r. Schulz należał do drohobyckiej grupy „Kalleia” (Rzeczy piękne), skupiającej żydowską inteligencję o zainteresowaniach artystycznych. Sporo czytał, głównie literaturę piękną, ale też książki z dziedziny nauk ścisłych – fizyki i matematyki. Aby podreperować domowy budżet, Bruno Schulz próbował malować portrety na zamówienie, jednak bez większego powodzenia.

Mimo wcześniejszych prób stałą pracę podjął dopiero jesienią 1924 r. Został nauczycielem kontraktowym w szkole, którą wcześniej sam ukończył, po I wojnie przemianowanej na Państwowe Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu. Początkowo uczył jedynie rysunku, później prowadził też zajęcia z prac ręcznych, a okresowo także z matematyki. Dorabiał również nauczaniem w innych szkołach. W gimnazjum przepracował niemal całą resztę życia (do 1941 roku), latami zmagając się z problemami zdrowotnymi i z brakiem dyplomu ukończenia studiów. Dochodziło nawet do sytuacji, że tracił posadę, musiał też zdawać dodatkowe egzaminy. Drobny i skromny Schulz nie zawsze radził sobie z niesforną młodzieżą. Nie lubił swojej pracy i często skarżył się na nią w listach do przyjaciół.

Twórczość plastyczna

Zanim zajął się literaturą, uprawiał z powodzeniem twórczość plastyczną. Rzadko stosowaną techniką graficzną cliché verre wykonał między innymi serię rycin o tematyce sadomasochistycznej "Xięga Bałwochwalcza" (około 1920). Prace ze wspomnianej teki jako pierwszy wysoko ocenił Stanisław Ignacy Witkiewicz, zaliczając autora do grona "demonologów". Ukazują one najczęściej - w sposób groteskowy - kobiety panujące nad mężczyznami, którzy godzą się na swoją rolę istot podrzędnych, adorują kobiety na wszelkie możliwe sposoby, a w ostateczności wznoszą ołtarze na ich cześć. Kobiecy sadyzm powiązany jest tutaj z męskim masochizmem. Schulz opracował także rysunkowe ilustracje do pierwszej edycji "Ferdydurke" (1938) Witolda Gombrowicza i swoich opowiadań z tomu "Sanatorium pod Klepsydrą". Pozostawił również kilkaset innych prac rysunkowych o rozmaitym przeznaczeniu i charakterze.

W 1930 r. Schulz pokazywał swój dorobek plastyczny na lwowskim Salonie Wiosennym oraz w Żydowskim Towarzystwie Krzewienia Sztuk Pięknych w Krakowie, a w 1931 r. w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. W tym samym roku w zakopiańskiej pracowni Witkacego poznał Deborę Vogel, pisarkę, krytyk i tłumaczkę piszącą po polsku, w jidysz i po hebrajsku. W 1932 r. nawiązał znajomość ze Stefanem Szumanem, wybitnym pedagogiem, profesorem psychologii i miłośnikiem literatury. Zachwycony rękopisem Sklepów cynamonowych Szuman próbował znaleźć wydawcę książki, jednak bezskutecznie. Wiosną 1933 r. Schulz poznał Józefinę Szelińską, swą przyszłą narzeczoną.

Wyrazistość świata przedstawionego przez Schulza - czy to w prozie, czy w sztukach plastycznych - sprawiła, że nie tylko jego twórczość cieszy się niesłabnącym, a przeciwnie - narastającym powodzeniem.

Literatura

Bruno Schulz być może nigdy nie byłby postacią znaną poza Drohobyczem, gdyby nie pomoc i pośrednictwo znajomych. Ich zabiegi umożliwiły w 1933 roku spotkanie z Zofią Nałkowską, które było dla pisarza przełomem w karierze literackiej. Nałkowska bardzo ciepło przyjęła przywieziony do stolicy rękopis "Sklepów cynamonowych" i wkrótce pomogła w ich wydaniu. Opowiadania ukazały się nakładem wydawnictwa „Rój”, z datą 1934. Książka wywołała entuzjastyczne recenzje jednej grupy krytyków i niechętne komentarze drugiej, głównie związanej ze środowiskiem narodowej prawicy. Niemal z dnia na dzień Schulz z anonimowego pisarza stał się w polskim środowisku literackim znaną postacią. Wcześniej (1933) Schulz zadebiutował w „Wiadomościach Literackich” opowiadaniem "Ptaki".

W 1931 r. zmarła matka Brunona, Henrietta Schulz, a cztery lata później umarł jego starszy brat, Izydor. Ciężar utrzymania rodziny, który spadł na pisarza, jeszcze mocniej związał go z prowincjonalnym Drohobyczem. W 1936 r. kuratorium przyznało Schulzowi tytuł „profesora”, dzięki czemu nie musiał już tak bardzo obawiać się o posadę. Po wielu staraniach uzyskał też wreszcie płatny urlop. Przebywał na nim od stycznia do czerwca 1936 r., i w tym czasie stworzył znakomite opowiadania: "Wiosnę", "Jesień" oraz "Republikę marzeń".

Bruno Schulz wydał dwa tomy opowiadań: „Sklepy cynamonowe” oraz „Sanatorium pod klepsydrą”. Cykle opowiadań stanowią autobiografię pisarza oraz opis życia małomiasteczkowych, polskich Żydów. Głównym bohaterem opowiadania jest on sam oraz jego rodzina. Język tej prozy jest niebywale bogaty w poetyckie sformułowania oraz pełen archaizmów. Sam Schultz określił swój styl pisania jako "mityzację rzeczywistości". Ponadto Schulz publikował na łamach prasy szkice krytyczne. W 1934 roku na łamach prasy literackiej pojawiły się utwory "Druga jesień", "Noc lipcowa" oraz "Genialna epoka". W 1935 roku wraz z ówczesną narzeczoną Józefiną Szelińską, pracował nad przekładem "Procesu" Franza Kafki, który został opublikowany rok później przez wydawnictwo Rój. "Sanatorium pod Klepsydrą", wydane w 1937 roku otrzymało bardzo pochlebne recenzje w prasie. Po jego śmierci, w 1975 roku została wydana "Księga listów".

Podczas wyjazdów do Lwowa, Warszawy czy Zakopanego Schulz poznawał wielu pisarzy, artystów i krytyków. Bruno Schulz był ceniony za swój dorobek literacki wśród wielu pisarzy i artystów. Julian Tuwim wraz z Antonim Słowińskim i Adolfem Nowaczyńskim, zaproponowali kandydaturę "Sklepów cynamonowych" do Nagrody Wiadomości Literackich. Zbiór "Sanatorium pod klepsydrą", na wniosek Polskiej Akademii Literatury, został nagrodzony Złotym Wawrzynem Akademickim w 1938 roku. Jego dzieła doczekały się również adaptacji scenicznych, wśród nich "Republika marzeń", czy "Sanatorium pod klepsydrą". To drugie dzieło zostało również genialnie zekranizowane w 1973 roku przez wybitnego reżysera Wojciecha Hasa, z niezapomnianą główną rolą Jana Nowickiego. W 1986 amerykańscy twórcy bracia Quay nakręcili film krótkometrażowy na podstawie "Ulicy krokodyli".

Małżeństwo, którego nie było

W 1935 roku Schulz zaręczył się z Józefiną Szelińską, a w następnym roku napisał do jej rodziców list o zamierzonym małżeństwie. W lutym 1936 roku Bruno Schulz wystąpił z drohobyckiej gminy żydowskiej i uzyskał status osoby bez wyznania. Zrobił to, by poślubić Józefinę, która przeszła na katolicyzm[6]. Pojawił się jednak inny problem: pisarz nie potrafił uzyskać fikcyjnego zameldowania na obszarze byłego zaboru pruskiego, gdzie obowiązywały bardziej liberalne przepisy w zakresie zawierania związków małżeńskich. Plany małżeńskie zakończyły się fiaskiem. Narzeczeństwo zostało zerwane rok później, a Schulz już do końca życia nie związał się z nikim formalnie.

W tym czasie pisarz próbował przenieść się do Warszawy, starania w Ministerstwie Oświecenia Publicznego pozostały jednak bez rezultatu. Nie powiodły się próby zainteresowania opowiadaniami wydawców austriackich (świadectwem tych starań jest korespondencja z Mendlem Neugröschlem), a także wydawców włoskich.

Tragiczny czas wojny

11 września w wyniku kampanii wrześniowej Niemcy wkroczyli do Drohobycza. Od razu doszło do aktów przemocy, szczególnie brutalnych wobec ludności żydowskiej. W wyniku agresji ZSRR na Polskę i postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow, Niemcy wycofali się z Drohobycza 24 września, ustępując pola Armii Czerwonej. Schulz nadal pracował w szkole, ale sytuacja materialna jego i rodziny się pogorszyła, był też zmuszony do ustępstw na rzecz nowej, komunistycznej władzy. Musiał zasiadać w komisji podczas wyborów radzieckich władz politycznych, malował propagandowe plakaty i obrazy okolicznościowe, na przykład portrety Stalina. Nawet i to było jednak niebezpieczne: wystarczyło użycie w obrazie „wyzwolenia ludu Zachodniej Ukrainy przez Armię Czerwoną” barw błękitno-żółtych, by zostać zatrzymanym przez NKWD za rzekome sprzyjanie nacjonalistom ukraińskim.

Do lata 1941 roku Schulz próbował znaleźć sobie miejsce w nowej sytuacji. Do jednego z wydawnictw moskiewskich wysłał wspomniane wcześniej opowiadanie Die Heimkehr, jednak spotkało się ono z niechętną reakcją. Bezskutecznie usiłował zaistnieć w organizowanej przez Sowietów prasie literackiej. Redakcja lwowskich „Nowych Widnokręgów”, kierowana przez zdeklarowaną komunistkę Wandę Wasilewską, odrzuciła jego opowiadanie, zarzucając podobieństwo do prozy... Prousta[12]. Proza Schulza nie pasowała do oczekiwań komunistów, bo nie można jej było wykorzystać jako narzędzia indoktrynacji. Oba wspomniane teksty zaginęły w czasie wojny, podobnie jak owiana legendą powieść Mesjasz, która prawdopodobnie powstawała w tym czasie.

1 lipca 1941 r. wojska III Rzeszy, które wcześniej zaatakowały ZSRR, ponownie wkroczyły do Drohobycza. Niemcy rozpoczęli represje wobec Żydów. Jesienią utworzyli getto, do którego trafiła i rodzina Schulza, zamieszkując w znacznie mniejszym domu przy ul. Stolarskiej, dziś już nieistniejącym. Sam pisarz stracił pracę, gdyż szkoły zostały zamknięte. Żydów poddano niewolniczej pracy, konfiskowano im mienie, zaczęły się także masowe mordy w okolicznych lasach. Działania te docelowo miały spowodować eksterminację ludności żydowskiej.

Początkowo Schulz został przydzielony do uporządkowania cennych zbiorów książkowych zrabowanych przez Niemców z biblioteki jezuitów w Chyrowie. Dostał się „pod opiekę” Feliksa Landaua, gestapowca, który osobiście brał udział w rzeziach ludności żydowskiej (pisał o tym w pamiętnikach), miał też w zwyczaju strzelać z balkonu domu do Żydów, którzy przerwali pracę. Alfred Schreyer, uczeń Schulza, wspominał po latach Landaua jako „niesłychanego bandytę”[13]. Niemiec wykorzystywał talenty plastyczne Schulza do wykonywania licznych prac malarskich – ozdabiania baśniowymi kompozycjami ścian pokoju dziecięcego w willi Landaua, zdobienia wnętrz kasyna gestapowskiego oraz budynku szkoły jazdy konnej (Reitschule). Powstało też w tym czasie kilka portretów „protektora”, które jednak się nie zachowały. Schulz był Landauowi przydatny, ale nie mógł czuć się bezpiecznie. Tym bardziej, że wokoło szalał terror – z rąk hitlerowców ginęli przyjaciele i znajomi pisarza (m.in. Anna Płockier, przyjaciółka Brunona, zamordowana w rzezi pod Truskawcem w listopadzie 1941 r.). Obawiał się on o życie swoje i najbliższych, rozmyślał nad ucieczką z getta.

Feralny dzień nadszedł w czwartek (tzw. „czarny czwartek”), 19 listopada 1942 r., około południa. Pisarz prawdopodobnie szedł do Judenratu po chleb na drogę – miał najbliższej nocy uciekać z getta do Warszawy. Natrafił na tzw. „dziką akcję” gestapowców, mordujących Żydów na ulicy w odwecie za postrzelenie jednego z Niemców. Schulz został zastrzelony na skrzyżowaniu ulic Mickiewicza i Czackiego. Według innej wersji[14] wydarzeń związanych ze śmiercią Schulza nie cierpiał on głodu w getcie ani nie musiał iść po chleb. Stał jedynie na ulicy i nie został zastrzelony, jak twierdzono, przypadkowo, a celowo, dwoma strzałami w tył głowy. Zabójcą miał być oficer niemiecki Karl Günther, któremu Landau zastrzelił wcześniej protegowanego, dentystę Löwa. Miał to być więc akt zemsty, wyrównanie porachunków obu rywalizujących hitlerowców (tę wersję powiela piosenka Salonu Niezależnych).

Schulz zginął około 100 metrów od swego pierwszego domu rodzinnego przy Rynku. Ciało pisarza cały dzień leżało na ulicy, gdyż nie pozwolono go pochować. Przypuszcza się, że zostało złożone we wspólnej mogile, której po wojnie nie udało się odnaleźć. Do grzebania zwłok Schulza przyznaje się kilka osób, każda podaje inną lokalizację i okoliczności.



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.



DZIAŁ HISTORIA/KULTURA PAI ODWIEDZIŁO DOTYCHCZAS   519091 OSÓB