Artyści w Powstaniu Warszawskim




Lubomir Tomaszewski

Zyskał sławę jako artysta na całym świecie, a w Polsce znany jest przede wszystkim jako projektant słynnych porcelanowych figurek produkowanych w Ćmielowie. Działał w konspiracji oraz walczył w Powstaniu Warszawskim, co pozostało nie bez wpływu na jego późniejsze życie i twórczość.

Lubomir Wojciech Tomaszewski urodził się 9 czerwca 1923 r. w Warszawie. Pochodził z uzdolnionej artystycznie mieszczańskiej rodziny. Wuj ze strony matki, Edmund Bartłomiejczyk, był artystą grafikiem i profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, brat Jerzy, uzdolniony muzycznie, był oceniany przez ówczesnych nauczycieli jako najwybitniejszy od czasów Paderewskiego. Za to ojciec artysty, także Lubomir, był inżynierem lotnictwa i również miał zdolności rzeźbiarskie.

Tomaszewski w pierwszych dniach września 1939 r. wraz z kolegami z Przysposobienia Wojskowego stawił się na koncentracji wojsk przy wschodniej granicy. Wkrótce po ataku Armii Czerwonej wrócił jednak do okupowanej Warszawy. W następnych latach stopniowo, wprowadzony przez przyjaciela Macieja Szczyglińskiego „Sławomira”, wchodził w szeregi konspiracji. W Powstaniu Warszawskim, pod pseudonimem Lubomir, walczył w V Obwodzie (Mokotów) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – 5. Rejon – Batalion „Oaza” pod dowództwem ppor. Wenancjusza Kuklińskiego „Romana”. Następnie, wraz z przesuwaniem się oddziału, brał udział w walkach na Dolnym Mokotowie, Sielcach i Czerniakowie – aż do kapitulacji. W czasie działań został przydzielony do obsługi panzerschrecka wykonanego z rury kanalizacyjnej, dzięki czemu przyczynił się do wstrzymania ataku czołgów na ulicy Czerniakowskiej 21 sierpnia 1944 r.:

Dlaczego na przykład mnie przydzielono do tej „rury”? Ja przypuszczam, że [decydowały] dwie rzeczy: ilość zgłoszeń do akcji, które nie powstały, a po drugie [byłem] po szkole technicznej, więc te dwa czynniki [zdecydowały], że przydzielono mnie do panzerschrecka. Dano nam na dowódcę oddziału, chyba to był sierżant „Łabędź”. Jak zaczęło się kotłować, Niemcy nas zaatakowali, zaczęli strzelać, to on zamiast zająć się tym, jak polować na te „tygrysy”, to, o, poszedł sobie strzelać do Niemców z okien. Oczywiście wypatrzyli go, poczęstowali kulką i poszedł do szpitala. W ten sposób ja zostałem dowódcą tego oddziału i zacząłem kombinować, w jaki sposób zbliżyć się do Niemców.

W Powstaniu, pod pseudonimami Isia i Szczeniak, walczyła także jego starsza siostra Jadwiga Wanda Podrygałło z d. Tomaszewska, która była przydzielona do Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej – OS „Lena” („Dysk” – „Dywersja i Sabotaż Kobiet”).

Powstańcem był również młodszy brat artysty Jerzy, ps. Jurosław (przydział: Mokotów, pułk „Waligóra”, Batalion „Oaza-Ryś”), który poległ 25 września na ul. Bałuckiego, mając niespełna 17 lat. Śmierć brata była dla Tomaszewskiego ogromnym przeżyciem, które na zawsze pozostało w jego pamięci. Za zaangażowanie i odwagę w czasie walk Lubomir Tomaszewski został odznaczony Krzyżem Walecznych. Po kapitulacji Mokotowa 27 września 1944 r. trafił do niewoli, do obozu Altengrabow XI A.

Zainteresowanie sztuką przyszło z inspiracji wuja artysty jeszcze w czasie okupacji. Sam Tomaszewski tak wspominał swoje artystyczne początki:

(…) mój wuj, Edmund Bartłomiejczyk, [przed wojną] prorektor akademii warszawskiej, stwierdził: „Słuchaj, ty jesteś urodzonym rzeźbiarzem”. I wtedy dostałem jakiegoś takiego kopa, bo nic, tylko rzeźbiłem (…).

Po powrocie do kraju i ukończeniu wydziału rzeźby na warszawskiej ASP w pełni zaangażował się w działania artystyczne. Mimo że uniknął represji ze strony służb bezpieczeństwa PRL, konspiracyjna przeszłość i udział w Powstaniu stały się niebagatelną przeszkodą w rozwijaniu twórczości. Wszystkie znaczące konkursy i przedsięwzięcia były organizowane na zlecenie państwa. Od 1955 r. pracował w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego (IWP), gdzie zajmował się przygotowywaniem nowych wzorów rzeźby porcelanowej. Figurki, przeważnie przedstawiające zwierzęta i postaci ludzkie, szybko trafiły w gust nabywców, mimo że ich ceny nie były niskie. Wkrótce ruszyła produkcja na większą skalę w ćmielowskiej fabryce porcelany. Przełom nastąpił w latach 1962-1963, kiedy artysta zaprojektował nowatorskie serwisy kawowe nazwane od imion jego córek „Ina” i „Dorota”.

Serwisy otrzymały m.in. nagrodę na wystawie Kongresu Międzynarodowej Rady Stowarzyszeń Projektantów Wzornictwa Przemysłowego (ICSID) w Paryżu. Tym sukcesem zainteresował się Philip Rosenthal, właściciel znanej wytwórni porcelany. Komunistyczne władze nie chciały jednak dopuścić do jego współpracy z Tomaszewskim. W tym czasie artysta miał już wizytówkę Aileen Vanderbilt, wpływowej postaci w świecie sztuki, założycielki Rady Amerykańskiego Rzemiosła (American Crafts Council), która kilka lat wcześniej wizytowała IWP. Sukces uwydatnił ograniczone sytuacją polityczną możliwości twórczości artystycznej w Polsce, dlatego Tomaszewski zdecydował się na wyjazd z kraju. W 1966 r. wsiadł na statek do Nowego Jorku; tak wspominał te chwile:

(…) pani Vanderbilt, zwiedzająca Związek Radziecki, a w Polsce postanowiła wpaść do Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Jak zobaczyła moje projekty, dała mi wizytówkę, mówiąc: „Gdyby się zdarzyło, że pan byłby w Stanach Zjednoczonych, to niech pan zajrzy do mojego biura”. Nic nie wygląda, tylko jakby babka mi proponowała jakąś interesującą rzecz. Jak się tutaj wydostać? Wynalazłem rodzinę, która mieszkała w Stanach Zjednoczonych, i ci mnie zaprosili do siebie. (…) poszedłem do tej pani Vanderbilt i ona mówi tak: „Ja mam tutaj takiego profesora w Bridgeport, który poszukuje nauczyciela do form trójwymiarowych. (…) Powiedziałem, że no oczywiście, więc w krótkim czasie, w najkrótszym czasie, jaki może być, już miałem zatwierdzoną pracę na uniwersytecie Bridgeport. Było kwestia tylko jeszcze, jak przeżyć te pierwsze pół roku. (…) Znalazłem parę kamyków na pobrzeżu i dorobiłem do tego ze starego zbiornika klozetowego takie miedziane blaszki i [były z tego śliczne małe rzeźby sów]. Z miejsca chwyciło to jako bestseller. Ile zrobiłem, tyle sprzedałem.

Lubomir Tomaszewski tworzył rzeźby z naturalnych materiałów, takich jak drewno, kamień, kawałki kory i drzew, łącząc je z metalem i ze szkłem. W dziedzinie rzeźby osiągnął najwyższy kunszt i niezwykłe wyczucie materiału, niezależnie od tego, czy tworzył małe i kruche porcelanowe figurki, czy plenerowe dynamiczne rzeźby. Nazywano go "rzeźbiarzem ruchu". Pod wpływem obserwacji natury i współczesnej sztuki artysta zainspirował w 1994 r. stworzenie międzynarodowego ruchu artystycznego zwanego Emocjonalizmem.

W latach 80. opracował własną technikę malarską, w której zamiast pędzla używał palnika gazowego, i w ten sposób, ogniem i dymem, tworzył kolaże na papierze. Papier, poprzez wypalenie ogniem i przydymienie, zyskiwał nieregularną formę, która była następnie naklejana na karton w kolorze czarnym, czerwonym lub białym, dodatkowo podsycającym kolorystykę i wyrazistość.

Dopiero w tej technice i po upływie blisko pół wieku Tomaszewski powrócił do przeżyć z Powstania Warszawskiego i doświadczeń wojny. W zbiorach Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się 25 obrazów, które zostały przekazane z inicjatywy samego artysty, za pośrednictwem jego siostry Jadwigi Podrygałło. Prace przedstawiają między innymi powstańca z bronią na intensywnie czerwonym tle, żołnierzy celujących do czołgu, dwóch Powstańców w kanałach oraz Powstańca niosącego rannego. Na ich podstawie w 2005 r. odbyła się wystawa, a na jej wernisaż przybył sam artysta, który w kolejnych latach przyjeżdżał także na uroczystości upamiętniające rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego.

W 2005 r. Lubomir Tomaszewski powrócił do projektowania kolejnych wzorów porcelanowych figurek, przyjmując propozycję od nowego właściciela ćmielowskiej fabryki, który reaktywował w tym czasie również produkcję dawnych wzorów.

Zmarł 15 listopada 2018 r. Miał 95 lat.



Danuta Szaflarska

6 lutego 1915 r. w niewielkich Kosarzyskach nieopodal Piwniczej-Zdroju urodziła się Danuta Szaflarska. Właściwie nazywała się Zofia Danuta Szaflarska. Zarówno w przypadku jej imienia, jak i daty urodzenia, jest wiele niejasności. 6 lutego przypadają imieniny Doroty, a ówczesnym zwyczajem często nadawano imię zgodne ze wspomnieniem świętego z dnia urodzin. W okolicy mieszkała jednak kobieta nazywana przez mieszkańców „głupia Dorota”, zatem imię zdecydowanie źle się we wsi kojarzyło. Proboszcz miejscowej parafii uznał jednak, że imię Danuta nie daje wystarczającego wstawiennictwa świętych i ochrzcił dziecko jako Zofię Danutę, a datę urodzenia wpisano: 20 lutego (niektóre źródła podają też 19 lutego). Dopiero po latach Szaflarska sprostowała w swoich dokumentach obie te kwestie.

Rodzice Danuty byli nauczycielami; mieszkali na terenie lokalnej szkoły. Gdy dziewczynka miała 9 lat, zmarł nagle jej ojciec, a ona wraz z matką i rodzeństwem przeprowadziła się do Nowego Sącza, gdzie ukończyła gimnazjum o profilu matematyczno-przyrodniczym. Już wówczas po szkole planowała studia medyczne, jednak były one bardzo kosztowne, dlatego zdecydowała się na Wyższą Szkołę Handlową w Krakowie. Niestety, już na pierwszym roku przerwała naukę z powodu zachorowania na tyfus. Po wyzdrowieniu za namową przyjaciół postanowiła zdawać do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie.

Do egzaminu nie była należycie przygotowana i początkowo nie zrobiła dobrego wrażenia. Zasiadający w komisji Aleksander Zelwerowicz dostrzegł w niej jednak talent i polecił uzupełnić wiedzę z historii teatru. W rezultacie została przyjęta do szkoły. Od razu pokochała Warszawę, o czym sama będzie wspominać wiele razy.

Studia ukończyła w 1939 r., chwilę przed wybuchem wojny, a wraz z nią pięć osób, z których cztery – Hanna Bielicka, Irena Brzezińska, Jerzy Duszyński i Danuta Szaflarska – zdecydowały się przyjąć angaż w Wilnie. Losy piątej, Czesława Kulaka, pozostają nieznane, prawdopodobnie zginął podczas kampanii wrześniowej lub wkrótce potem.

Aktorka zadebiutowała 14 września 1939 r. na deskach wileńskiego Teatru na Pohulance. Tam przez blisko dwa lata wystąpiła w ponad 20 rolach, bez wątpienia debiut był bardzo udany. Po niemieckim ataku na ZSRR wróciła do Warszawy, gdzie wzięła ślub z Janem Ekierem – pianistą i kompozytorem. W czasie okupacji używała fałszywej kenkarty na nazwisko Danuta Nowak z Annopola i pseudonimu Młynarzówna, który wziął się od roli córki młynarza. W stolicy nie chciała grać w teatrze kontrolowanym przez okupanta, dlatego związała się z teatrem konspiracyjnym kierowanym przez Bohdana Korzeniewskiego, Leona Schillera i Edmunda Wiercińskiego. Następnie występowała w Teatrze Frontowym, który podlegał pod Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej i był prowadzony przez Józefa Wyszomirskiego "Albina". Wśród aktorów znaleźli się tu: Tadeusz Fijewski, Jan Ciecierski, Tadeusz Cygler, Stanisław Jaśkiewicz i Irena Brzezińska oraz wybitny scenograf Jan Kosiński.

W lipcu aktorzy zostali wysłani na Lubelszczyznę, gdzie mieli występować dla żołnierzy, jednak szybko przesuwający się front oraz rozkaz dowódców sprawiły, że już 28 lipca wrócili do Warszawy. Oczekiwali na informację o wybuchu powstania, kiedy ta jednak nie nadchodziła przez kolejne dni, rozeszli się do swoich domów i dopiero wtedy dowiedzieli się o rozpoczęciu walk. Danuta wraz z mężem, roczną córką i matką mieszkała wówczas na Saskiej Kępie, ale z powodu rozkazu kierującego ją do Śródmieścia Południowego przeprowadziła rodzinę do przyjaciół na ul. Polną. W pierwszych dniach nie miała przydzielonych zadań. Chciała pomagać jako sanitariuszka, ale nie było zgody rządu w Londynie na udział artystów w walkach na pierwszej linii. Początkowo angażowała się w bieżące działania mieszkańców ul. Polnej, jak budowa barykady oddzielającej od Pola Mokotowskiego, organizacja życia w piwnicy czy przygotowywanie posiłków. Kluczowym dniem okazał się 15 sierpnia, kiedy to Szaflarska zgłosiła się do działu kultury Biura Informacji i Propagandy KG AK i otrzymała zadania.

W wielu opracowaniach o aktorce powtarza się informacja, że w czasie Powstania była łączniczką. Sama jednak nazywała siebie "gońcem", wspominając: Zdecydowano, że to, co możemy zrobić dla podtrzymania ducha publiczności, to jakieś koncerty, występy, i trzeba zacząć sprowadzać ludzi. Miałam biegać pod podane adresy i zawiadamiać ludzi - to było moje zadanie.

W tych koncertach brał udział mąż Szaflarskiej, Jan Ekier, ale też m.in. Mira Zimińska, Mieczysław Fogg, skrzypaczka Irena Dubiska oraz Irena Kwiatkowska. Przenosząc listy i rozkazy, aktorka przemieszczała się po Śródmieściu, Woli, Ochocie. Trzykrotnie przechodziła przez Aleje Jerozolimskie, nieopodal słynnej barykady.

Dla Danuty Szaflarskiej Powstanie było jednak przede wszystkim czasem walki o byt i bezpieczeństwo najbliższych. Jej matka, Wanda, była już wówczas starszą osobą, a córka Maria ledwie skończyła pierwszy rok życia. Trudność stanowiło przede wszystkim zorganizowanie wody i jedzenia dla dziecka. Rodzinie udało się przetrwać dzięki pomocy wielu przyjaciół z artystycznego środowiska ówczesnej Warszawy. Wszyscy opuścili stolicę z ludnością cywilną przez obóz w Pruszkowie. Szaflarska z córką i matką trafiły do Krakowa, gdzie spotkały uratowanego przez przyjaciół przed wysłaniem do obozu Jana Ekiera. 

Miałam to szczęście, że nikt z moich najbliższych nie zginął ani nie został ranny, ale gdy przypominam sobie czas Powstania Warszawskiego, to trudno mi dziś zrozumieć, jak udało nam się przetrwać tę gehennę aż 63 dni. Okazuje się, że człowiek jest w stanie przywyknąć do wszystkiego. Nabiera z czasem jakiejś twardości, odporności

Z rozmowy Jana Bończy-Szabłowskiego z D. Szaflarską, "Rzeczpospolita", 11 października 2002)

Po wojnie aktorka rozstała się z mężem. Początkowo mieszkała przez pewien czas z Krakowie, gdzie otrzymała angaż w Teatrze Starym, interpretując m.in.: Helenę w sztuce "Teoria Einsteina" Antoniego Cwojdzińskiego, Broncię Lelewską w "Dniu jego powrotu" Zofii Nałkowskiej. W roku 1946 wyjechała do Łodzi, gdzie na kolejne 2 lata związała się z Teatrem Kameralnym Domu Żołnierza, grając między innymi role: Orchidei w sztuce "Homer i Orchidea" Tadeusza Gajcego czy Alkmeny w "Amfitrionie 38" Jeana Giraudoux. Rok 1946 okazał się dla Szaflarskiej przełomowy, ponieważ właśnie wtedy wystąpiła w pierwszym powojennym filmie pełnometrażowym "Zakazane piosenki" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego.

W filmie zagrała pierwszoplanową rolę kobiecą – Halinę Tokarską, młodą warszawiankę działającą w organizacji podziemnej. Jeszcze przed ukończeniem zdjęć do "Zakazanych piosenek" pojawiła się na okładce pierwszego numeru magazynu "Film", co sprawiło, że stała się jedną z pierwszych powojennych gwiazd polskiego kina.

W kolejnych latach zagrała jeszcze w filmach "Dwie godziny" oraz "Skarb", które także poruszały temat przeżyć niedawno zakończonej wojny. W 1949 r. wraz z zespołem teatru Erwina Axera przeniosła się do Warszawy, gdzie związała się z Teatrem Współczesnym, a następnie także z Teatrem Narodowym. W tym czasie grała wiele ról zarówno z repertuaru dramatycznego, jak i komediowego, m.in.: Ruth Sonnenbruch w dramacie "Niemcy" Leona Kruczkowskiego, tytułową bohaterkę w tragedii "Barbara Radziwiłłówna" Alojzego Felińskiego, Helenę Iwanowną Popową w "Niedźwiedziu" Antoniego Czechowa, służącą Marię w "Wieczorze Trzech Króli" Williama Szekspira.

Od 1966 r. występowała na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie, wcielając się w szereg postaci, które w pełni ukazały jej aktorski kunszt. Wystąpiła m.in.: w "Nocy cudów" opartej na farsie "Babcia i wnuczek, czyli noc cudów" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, gdzie grała babcię Lorelei, w "Czarnej komedii", gdzie występowała jako Clea, w "Zemście" Aleksandra Fredry, gdzie była Podstoliną w dwóch inscenizacjach Gustawa Holoubka, a także w "Weselu Figara", w którym była ochmistrzynią Marceliną. Systematycznie pojawiała się również na wielkim ekranie, grając np. w serialu telewizyjnym "Lalka" na podstawie powieści Bolesława Prusa czy "Dolinie Issy" na motywach powieści Czesława Miłosza. Od roku 1988 występowała gościnnie w wielu sztukach współczesnych w Teatrze Kwadrat, Teatrze Powszechnym i Teatrze Rozmaitości. Na ten czas przypada też jej powrót na ekrany kin i tym samym uznanie kolejnego pokolenia widzów. Szczególnie owocna była współpraca Szaflarskiej z reżyserem teatralnym Grzegorzem Jarzyną oraz reżyserką Dorotą Kędzierzawską, która wyjątkowo trafnie potrafiła dobrać postać do temperamentu i charakteru aktorki. Na szczególne podkreślenie zasługują kreacje: wiedźmy w filmie psychologicznym "Diabły, diabły" oraz Jędzy w dramacie "Nic", a także najbardziej doceniona zarówno przez krytykę, jak i widzów rola w filmie "Pora umierać", która przyniosła aktorce nie tylko liczne nagrody, ale także duże zainteresowania mediów. Danuta Szaflarska grała też w filmach innych polskich reżyserów, m.in. w "Tygodniu z życia mężczyzny" Jerzego Stuhra, "Przedwiośniu" w reżyserii Filipa Bajona, na podstawie powieści Stefana Żeromskiego, zagrała także babcię Janosika w filmie "Janosik. Prawdziwa historia" Agnieszki Holland, zielarkę w "Pokłosiu" Władysława Pasikowskiego.

Danuta Szaflarska do końca życia pozostała niezwykle aktywna; ostatni raz wystąpiła zaledwie trzy miesiące przed śmiercią. Zmarła 19 lutego 2017 r. w wieku 102 lat. Została pochowana w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.



Stanisław Jankowski „Agaton”

Należał do elitarnej jednostki dywersyjnej – słynnych Cichociemnych, był aktywnym członkiem komórki fałszerskiej preparującej dokumenty dla polskich szpiegów, m.in. Kazimierza Leskiego „Bradla”, a po wojnie zaangażował się w odbudowę i rozwój Warszawy.

Stanisław Michał Jankowski urodził się w Warszawie 29 września 1911 r.; wraz z rodzicami i 4 lata starszym bratem mieszkał przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Dzieciństwo i młodość upłynęły mu w atmosferze entuzjazmu po odzyskaniu niepodległości w rozbudowującym się państwie i stolicy, która już w latach 20. stała się placem budowy. Ojciec, Czesław Jankowski, był adwokatem, działaczem społecznym i jednym z założycieli Harcerstwa Polskiego, związanym Z XXI Warszawską Drużyną Harcerską. Matka, Elżbieta, pochodziła z lekarskiej rodziny. Wobec tego Jankowscy mogli sobie pozwolić na opłacenie dla synów prywatnego Gimnazjum Towarzystwa Ziemi Mazowieckiej przy ul. Klonowej 16. Po jego ukończeniu w 1929 r. Stanisław podjął studia – najpierw na historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Równocześnie z rozpoczęciem studiów wstąpił do Korporacji Akademickiej Sarmatia. Dyplom architekta uzyskał w 1938 r. i od razu rozpoczął pracę w pracowni Bohdana Pniewskiego. Ich pierwszym wspólnym projektem były budynki dla Polskiego Radia. Po nim pojawiło się wiele ciekawych prac, m.in.: projekt dzielnicy reprezentacyjnej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego na Polu Mokotowskim, kościół Opatrzności Bożej, budynki Towarzystwa Kredytowego Miejskiego przy pl. Unii, poselstwo Japonii na Foksal i wiele innych.

W połowie 1939 r. wojna wydawała się już nieuchronna. Sam Jankowski wspominał to tak:
Letnie miesiące 1939 roku ujawniły nowy, dotychczas nieznany, podział: kategoria A – zdolni do czynnej służby wojskowej, kategoria C – rezerwowa i „cywile”. Niemal cała pracownia przeszła tegoż lata przez ćwiczenia wojskowe. Patrzyliśmy z góry na cywilów. Ale i wśród posiadaczy kategorii A powstała nowa hierarchia. My, artylerzyści, patrzyliśmy z politowaniem na piechociarzy, a z prawdziwym respektem na Stryjeckiego, który z początkującego kreślarza awansował na podchorążego-pilota. (…) Tymczasem rysowaliśmy i chodziliśmy na budowę. Układaliśmy harmonogramy aż do końca zimy 1939 roku.

Jankowski ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim i odbył ćwiczenia w 8. Pułku Artylerii Lekkiej w Płocku, a w maju i czerwcu 1939 r. uczestniczył w ćwiczeniach 29. Pułku Artylerii Lekkiej w Suwałkach jako podporucznik rezerwy. Na początku wakacji zawiózł żonę Zofię i kilkumiesięczną córkę do rodziny na wieś i, zajęty pracą, czekał na mobilizację do wojska. 24 sierpnia stawił się w 8. Pułku Artylerii Lekkiej w Płocku. Na miejscu okazało się jednak, że przydział otrzymał omyłkowo i 25 sierpnia powrócił do Warszawy. 2 września otrzymał rozkaz wyjazdu do Grodna, do Pułku Artylerii Lekkiej, skąd został skierowany do Ośrodka Zapasowego Artylerii Lekkiej nr 3 w Wilnie. 

Po ataku ZSSR na Polskę przekroczył granicę i został internowany na Litwie. 16 października wraz z grupą kolegów uciekł z obozu dla internowanych w Połądze i przedostał się, przez Łotwę, do Tallina w Estonii. Tam udało mu się dostać na pokład statku s/s „Estonia” i dopłynąć do Sztokholmu, skąd dzięki pomocy polskiego poselstwa wyruszył do Francji. 10 listopada 1939 r. dotarł do Paryża; tam wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych i trafił do koszarów Bessières, przy stacji metra St. Ouen. 3 grudnia 1939 r. Stanisław Jankowski wraz z kilkudziesięcioma oficerami został odkomenderowany do Ośrodka Szkolenia Artyleryjskiego w Bressuire. Następnie, skierowany na staż do pułku artylerii francuskiej na Linii Maginota, 7 maja 1940 r. powrócił do Paryża z przydziałem do Polskiego Ośrodka Szkoleniowego w Coëtquidan w Bretanii. A w trzy dni później zaczął się blitzkrieg – wojna błyskawiczna, czyli niemiecka ofensywa na Francję. Odcinki Linii Maginota „Maroc” i „Canada” padły ponoć bez strzału. Ostatecznie Francja skapitulowała 22 czerwca 1940 r., czyli po niespełna 6 tygodniach. W tym czasie Stanisław Jankowski został ewakuowany na brytyjskim okręcie do Wielkiej Brytanii. Dokładnie tego samego dnia ojciec i brat Andrzej zostali rozstrzelani przez Niemców w Palmirach w ramach tzw. akcji AB, o czym Stanisław dowiedział się dużo później. Kilka miesięcy spędził w 1. Dywizjonie Artylerii Lekkiej w St. Andrews w Szkocji, gdzie szkolił się m.in. w jeździe wojskową ciężarówką, ale do prawdziwej wojny wciąż było daleko.

Na początku 1941 r. został powołany na Kurs Doskonalący Administracji Wojskowej, co początkowo wzbudziło jego niechęć i obawę przed jeszcze większym oddaleniem od realnych działań wojennych. Po rozmowie w dowództwie w Perth dowiedział się, że to kryptonim powstającej właśnie Szkoły Oficerów Wywiadu. Już wówczas zakładano możliwość konfliktu niemiecko-sowieckiego i w takiej sytuacji sieć wywiadu na terenie Polski miałaby ogromne znaczenie dla aliantów. Niebawem Jankowski znalazł się w elitarnej grupie 30 uczniów pierwszego rocznika szkoły.

Organizację nauki opisał następująco:
Szkoła oficerów wywiadu stanowiła fragment prowadzonego w Wielkiej Brytanii szerokiego programu szkolenia oficerów dla potrzeb kraju. Całość obejmowała specjalności najpotrzebniejsze do konspiracyjnej walki w kraju: dywersja, wywiad i łączność. (...)

Szkolenie, przez które przeszliśmy w Londynie w 1941/1942 roku, różni się zapewne od dzisiejszej wiedzy oficera wywiadu tak samo jak drewniany samolot od ponaddźwiękowego odrzutowca. Ale egzamin z umiejętności nabytych na Bayswater przyszło nam zdawać przed Abwehrą i gestapo – a to byli wymagający egzaminatorzy.

Wykłady obejmowały trzy grupy tematów: – teoria, zadania i organizacja wywiadu – wiadomości o III Rzeszy – wiadomości o okupowanej Polsce.

Ćwiczenia dotyczyły techniki wywiadu, a mianowicie: fotografię, chemię, szyfry, łączność, podstawy dywersji, ślusarkę, naukę jazdy i wychowanie fizyczne.

Teoria. Zadania i organizacja wywiadu zapoznawały nas z zasadami zdobywania informacji i oceną ich przydatności, z organizacją własnego wywiadu i kontrwywiadu oraz z zadaniami oficera wywiadu, prawidłami i warunkami jego pracy. Teoria ilustrowana była rozwiązywaniem pozorowanych zadań i omawianiem sytuacji, z jakimi mogliśmy się spotkać w kraju.

W czasie kursu niezbędnym i jednym z najważniejszych zagadnień były oczywiście skoki spadochronowe, a także informacje o realiach życia w Warszawie. Każda możliwa sytuacja był omawiana na wiele sposobów. Ubiór i wyposażenie Cichociemnych musiało być pozbawione wszelkich elementów, nawet takich jak metki ubrań, które mógłby wskazać na ich angielskie pochodzenie. Dzień przed odejściem na ostatni przed skokiem kurs odprawowy 11 grudnia 1941 r. zostali zaprzysiężeni do Związku Walki Zbrojnej, który 14 lutego 1942 r. został przemianowany na Armię Krajową.

Każdy musiał przybrać nową tożsamość. Jankowski skakał jako Stanisław Brzózka, technik budowlany. Przydzielony został jako 4 w kolejności skoku z 6-osobowej grupy o kryptonimie Collar – Kołnierzyki. Pozostały tylko ostatnie przygotowania i skok do Polski. Grupa Jankowskiego czekała na swój skok aż 6 tygodni; w tym czasie trzykrotnie była w gotowości na lotnisku i trzykrotnie w ostatniej chwili odwoływano wylot. Dwa razy samolot zawrócił już znad terenu Polski ze względu na złe warunki i ostrzał artylerii.

Jankowski tak wspomniał udany skok: O siódmej wieczorem 3 marca 1942 roku załadowałem się na lotnisku pod Londynem do halifaxa. O siódmej rano 4 marca wyładowałem się z pociągu. Przeczytałem na dworcu napis: Warschau – Hauptbahnhof. Ale to była moja Warszawa.

Po czasie aklimatyzacji w Warszawie otrzymał polecenie organizacji i kierownictwa nad Wydziałem Legalizacji i Techniki, czyli przygotowywaniem fałszywych dokumentów. Niemcy wymagali ogromnej ilości dokumentów koniecznych do przemieszczania się po terenie Warszawy, Generalnej Guberni czy krajów okupowanych. Dokumenty były skomplikowane i często się zmieniały. Z czasem to, co miało pomóc w kontroli, obróciło się przeciwko Niemcom; sieć administracyjna była tak zawiła, że nierzadko sami nie orientowali się w wymaganych dokumentach. W tym czasie warszawska sieć pracowni doszła do niebywałej wprawy, tworząc nawet wiarygodne dokumenty nieistniejących instytucji. W latach 1943–1944 w Warszawie wytwarzano około 1000 fałszywych dokumentów miesięcznie.

W sierpniu 1942 r. aresztowano żonę i teściową Stanisława Jankowskiego; obie zaangażowane w działalność konspiracyjną. Po 2 miesiącach, w październiku, zostały wywiezione do obozu Auschwitz. Według noty otrzymanej przez rodzinę w lutym 1943 r. Zofia Garlicka zmarła 13 listopada, a Zofia Jankowska – 18 grudnia 1942 r. Była to kolejna strata, po śmierci brata i ojca w Palmirach. Z najbliższych pozostała mu matka, siostra i malutka córeczka Magdalena.

Pracownie fałszerskie działały do wybuchu Powstania Warszawskiego; 1 sierpnia wszyscy zjawili się na zbiórce. Jankowski, w Powstaniu „Agaton”, tak wspominał ten moment:
l sierpnia na cmentarzu Ewangelickim na Woli było nas w plutonie „Agaton”, batalionu „Pięść”, zgrupowania „Radosław” – osiemnaście osób, jeden pistolet maszynowy, jeden karabin, piętnaście pistoletów, około trzydziestu granatów, dwa rowery i jeden samochód.

Szlak bojowy rozpoczął na Woli, obsadzając cmentarz ewangelicko-augsburski przy ul. Młynarskiej, kilka dni później jego oddział przeszedł przez ruiny getta na Stare Miasto. W nocy z 13 na 14 sierpnia wraz z patrolem przedarł się ze Starego Miasta na Żoliborz z rozkazami dla płk. Mieczysława Niedzielskiego „Żywiciela”, a kolejnej nocy przedostał się do oddziałów grupy „Kampinos” w Puszczy Kampinoskiej. Wrócił na Żoliborz i wraz z żołnierzami m.in. z grupy „Kampinos” w nocy z 21 na 22 sierpnia wziął udział w nieudanym ataku na Dworzec Gdański. Od 8 września 1944 r. służył w oddziale osłonowym Komendy Głównej AK. W czasie Powstania kilka razy przechodził kanałami. W ostatnich dniach otrzymał awans na stopień kapitana. Po kapitulacji wyszedł z Warszawy z oficerami Komendy Głównej Armii Krajowej. Już w niewoli został mianowany adiutantem gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”, z którym przebywał w Oflagu XIII D Nürnberg/Langwasser; od lutego 1945 r. w Oflagu IV C Colditz, a od kwietnia w Oflagu XVIII C Markt-Pongau.

Po wyzwoleniu obozu, 11 maja 1945 r., przyjechał do Londynu. Pełnił obowiązki adiutanta osobistego Naczelnego Wodza, ale cały czas nie przestawał myśleć o swojej ukochanej Warszawie i konieczności jej odbudowy. Zapisał się na roczne studium urbanistyczne na Uniwersytecie w Liverpoolu, gdzie w lipcu 1946 r. uzyskał dyplom Civic Design. Jeszcze przed ukończenie studium spotkał w Londynie kolegę, Stanisława Dziewulskiego, który przyjechał z kilkoma urbanistami z Warszawy na konferencję w Hastings. Przypadkowe spotkanie utwierdziło Jankowskiego w przekonaniu, że musi jak najszybciej powrócić do rodzinnego miasta. Zwrócił się listownie do Biura Odbudowy Stolicy (BOS) z pytaniem o możliwość zatrudnienia i niebawem otrzymał odpowiedź pozytywną. Już po 2 miesiącach od otrzymania dyplomu wrócił do Polski (8 września 1946 r., drogą morską) i tydzień później zgłosił się do pracy w BOS. Był zatrudniony w Pracowni Urbanistycznej Warszawy przekształconej w Biuro Planowania Rozwoju Warszawy.

W tym momencie zaczął się w życiu Stanisława Jankowskiego drugi etap walki o Warszawę, tym razem nie o jej wolność, ale o odbudowę i rozwój jako nowoczesnego europejskiego miasta. Skala zniszczenia stolicy była przytłaczająca; najlepiej obrazują to następujące liczby: spośród 957 budynków wpisanych do rejestru zabytków aż 782 uległy całkowitemu zniszczeniu, a 141 zostało poważnie uszkodzonych, czyli we względnie dobrym stanie przetrwały jedynie 34. Poza tym zburzone były wszystkie mosty, 95% teatrów i kin. Przemysł i budynki służby zdrowia zostały zniszczone w 90%, sieć tramwajowa i jej tabor – w ok. 80%. Z 64 warszawskich kościołów zachowały się 4. Działania Biura Odbudowy Stolicy były niezwykle istotne – mimo towarzyszącym im nierzadko kontrowersji.

Powojenne władze bardzo szybko rozpoczęły odbudowę miasta. Ówczesny prezydent stolicy, Marian Spychalski, absolwent przedwojennego Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, już 5 dni po wkroczeniu do stolicy polskich oddziałów utworzył Biuro Organizacji Odbudowy Warszawy (BOOW) i powierzył kierowanie nim wykładowcy stołecznej Politechniki, Janowi Zachwatowiczowi. Niecały miesiąc później, 14 lutego 1945 r., BOOW zostało przekształcone w Biuro Odbudowy Stolicy. Kierownikiem Biura został Roman Piotrowski, a jego zastępcami Józef Sigalin oraz Witold Plapis. Początkowo zabezpieczało ono i inwentaryzowało ocalałe relikty zabudowy miasta.

Prace według projektów i harmonogramów przygotowywanych w BOS toczyły się w ekspresowym tempie: w 1946 r. uruchomiono most Poniatowskiego i kolejowy most Gdański, 22 lipca 1949 r. na swoje miejsce wróciła kolumna Zygmunta, wtedy także oddano do użytku Trasę W-Z, nowe osiedle na Mariensztacie i pierwsze kamieniczki przy Rynku, rok później zakończono odbudowę Pałacu Staszica przy Trakcie Królewskim.

W kolejnych latach architekt pracował przy projektach Biura Odbudowy Stolicy, a po jego likwidacji znalazł zatrudnienie w Pracowni Urbanistycznej Warszawy przekształconej w Biuro Planowania Rozwoju Warszawy, gdzie pozostał do odejścia na emeryturę w 1977 r.

Brał udział w licznych konkursach architektonicznych i realizacjach, takich jak: projekt Portu Lotniczego w Warszawie – Okęcie, zespół domów Spółdzielni „Ognisko” Ministerstwa Sprawiedliwości, al. Niepodległości 212–216, budowa Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej w rejonie pl. Konstytucji i ul. Marszałkowskiej, projekt odbudowy kościoła św. Aleksandra w Warszawie, projekt budynków Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych w Warszawie. Z czasem doświadczenie warszawskich architektów doceniono poza granicami kraju, a nawet Europy. Zespoły urbanistów, z Jankowskim na czele, były zapraszane do współpracy przy projektach rozwoju miast Iraku: Mosul, Karbala i Basra, przy planie odbudowy Skopje po trzęsieniu ziemi, planie odbudowy miasta Chimbote w Peru, przy budowie domków mieszkalnych dla ofiar bombardowań w Północnym Wietnamie. Jednym z ostatnich, ale bardzo znaczących projektów Jankowskiego był zrealizowany w latach 1988–1989 projekt Traktu Pamięci Męczeństwa i Walki Żydów w Warszawie. Jest to zespół kamiennych form pamiątkowych, rozmieszczonych na Muranowie i upamiętniających miejsca, wydarzenia i ludzi związanych z gettem warszawskim. Trakt rozpoczyna się przy pomniku Bohaterów Getta, prowadzi ulicami Zamenhofa i Dubois do Kopca Anielewicza, a kończy się na ul. Stawki, przy będącym częścią Traktu Pomniku Umschlagplatz.

Swoje wojenne wspomnienia Stanisław Jankowski spisał w książce „Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie”. Publikacja doczekała się wielu wydań i wznowień. Był wielokrotnie odznaczany za bohaterstwo w czasie wojny oraz za działalność na polu architektury, m.in. orderem Virtuti Militari V klasy, dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, otrzymał również Złotą Odznakę Odbudowy Warszawy oraz Srebrny Medal Miasta Skopje.

Stanisław Jankowski „Agaton” zmarł 5 marca 2002 r. w Warszawie, został pochowany na cmentarzu ewangelicko-augsburskim.



Maria i Kazimierz Piechotkowie

Gdy wybuchła wojna, oboje studiowali architekturę. Naukę kontynuowali na działającej w podziemiu politechnice. Działali w konspiracji, prowadząc m.in. inwentaryzację, pomiary i dokumentację zabytkowych budynków Warszawy. Ślub wzięli w czasie Powstania. Po wojnie zaangażowali się w odbudowę stolicy. Przez ponad 60 lat tworzyli idealny duet – w życiu i w pracy.

Maria Huber urodziła się 12 lipca 1920 r. w Krakowie, ale całe dzieciństwo spędziła w Tarnowie. We wrześniu 1939 r. miała ukończony jedynie pierwszy rok studiów na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, lecz mimo braku doświadczenia zawodowego zdobyła wkrótce zatrudnienie jako technik na budowie w rodzinnym Tarnowie. W 1942 r. otrzymała propozycję pracy w Krakowie, gdzie dowiedziała się o działającym Warszawie tajnym wydziale architektury. Przez półtora roku podróżowała między obydwoma miastami, dzieląc obowiązki służbowe z nauką. Studia architektoniczne połączyły jej losy z Kazimierzem Piechotką.

Kazimierz Maciej Piechotka urodził się w 20 listopada 1919 r. w Warszawie; mieszkał na Pradze, przy ul. Nieporęckiej. W 1937 r. rozpoczął studia architektoniczne, po wybuchu wojny włączył się w organizację tajnego nauczania na wydziale oraz inwentaryzację zabytków i planowanie odbudowy stolicy. Pod koniec 1941 r. został zaprzysiężony w Armii Krajowej i zaangażował się w pracę przy wytwarzaniu fałszywych dokumentów na potrzeby konspiracji. W 1942 r. kierownikiem Wydziału Legalizacji został cichociemny Stanisław Jankowski „Agaton”. W Warszawie powstała wówczas sieć pracowni, które przygotowywały wszelkie konieczne do działalności wywiadu AK dokumenty, w tym: kenkarty, legitymacje pracownicze, rozkazy wyjazdu, bilety, kartki żywnościowe. Latem 1944 r., gdy zbliżająca się Armia Czerwona była już na linii Sanu, Kazimierz przekonał Marię do wyjazdu do Warszawy. Przeprowadzka miała im umożliwić kontynuację studiów, dodatkowo pojawiła się możliwość pracy zarobkowej na wydziale architektury. 26 lipca 1944 r. przyjechali do stolicy. Kazimierz jeszcze przed wybuchem Powstania otrzymał przydział do Batalionu „Pięść”, pluton „Agaton”, jako strzelec z cenzusem, pod pseudonimem Jacek.

Marię wybuch Powstania zaskoczył na Krakowskim Przedmieściu pod Pałacem Staszica, skąd udało jej się przedostać do mieszkania przyjaciół. Wkrótce, dzięki przypadkowemu spotkaniu Jerzego Brauna „Kulczyckiego”, który był m.in. założycielem organizacji polityczno-wojskowej „Unia”, trafiła do konspiracji. Przyjęła pseudonim Marianna i działała jako osobista łączniczka Brauna w Batalionie „Pięść”. Po upadku Powiśla zaangażowała się w ratowanie zabytków sztuki i pomiarów architektonicznych zgromadzonych w Zakładzie Architektury Polskiej.

W tym czasie Kazimierz Piechotka przeszedł cały szlak bojowy ze Zgrupowaniem „Radosław”, od ul. Karolkowej, przez cmentarze na Woli, teren getta, Stare Miasto, do Śródmieścia. Brał udział w próbach nawiązania kontaktu z odciętym od reszty miasta Żoliborzem. Po upadku Starego Miasta przedostał się do Śródmieścia, gdzie został ulokowany w gmachu PKO przy ul. Świętokrzyskiej i przydzielony do ochrony Tadeusza Komorowskiego „Bora”.

30 sierpnia 1944 r., w nieistniejącym dziś kościele Imienia Jezus przy ul. Moniuszki 3a (dawna Kaplica Szpitala Dzieciątka Jezus), Maria i Kazimierz wzięli ślub.

Świątynia była wówczas częściowo zburzona, dlatego państwo młodzi i ich goście musieli wchodzić do budynku przez okno, po desce. Sakramentu udzielił ks. kapelan Stefan Kowalczyk „Biblia”. Panna młoda wystąpiła w pożyczonej sukience i w za dużych o cztery rozmiary pantoflach koleżanki. Był to jeden z ponad 250 oficjalnych ślubów zawartych w czasie Powstania Warszawskiego.

Pod koniec Powstania Kazimierz zachorował na szkarlatynę i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Dzięki pomocy personelu powstańczego lazaretu małżeństwo opuściło Warszawę. Trafili do szpitalnego obozu jenieckiego – najpierw w Muhlberg, następnie w Zeithain.

Już w momencie opuszczania stolicy po kapitulacji Powstania nie mieli wątpliwości, że zrobią wszystko, by możliwie najszybciej wrócić do kraju – do bliskich, do rodziny, ale także po to, by pomóc w odbudowie Warszawy, do czego jako architekci mieli pełne kompetencje. Po wojnie Polska liczyła 11 mln mieszkańców mniej niż przed jej wybuchem; wśród ofiar i osób, które pozostały na emigracji, było wielu specjalistów, potrzebny był więc każdy, kto za sprawą swych umiejętności mógł się przysłużyć stolicy.

Tak to wspomniał Kazimierz Piechotka:
Dużą rolę odegrał tu profesor Zachwatowicz, który nas przekonał. To był wybór: albo do lasu, albo w konspirację, albo do odbudowy. To zresztą było wtedy nawet przez Londyn powiedziane, że trzeba odbudowywać, że trzeba również zagospodarowywać tak zwane ziemie odzyskane.

Po powrocie nie ukrywali swojej przynależności do Armii Krajowej, mimo to od razu otrzymali zatrudnienie – Kazimierz na uczelni oraz w Biurze Odbudowy Stolicy, a Maria w Pracowni Konserwacji Zabytków. Gdy jednak w polskiej architekturze w 1948 r. zadekretowano socrealizm, wydawało się, że skończyły się możliwości realizacji indywidualnych projektów. Zaniechano także organizacji wielu konkursów architektonicznych, w których Piechotkowie brali udział (zdobyli m.in. pierwszą nagrodę za projekt Ministerstwa Rolnictwa, trzecią w konkursie na budynek Centralnego Domu Towarowego, drugą za wizję gmachów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego). W tym czasie Kazimierz stracił posadę na uczelni. Podjęli więc pracę w biurze Miastoprojekt Stolica Północ, co, jak się później okazało, otworzyło przed nimi nowe możliwości.

Piechotkowie zaczęli szukać sposobu na budownictwo estetyczne i funkcjonalne, a zarazem szybkie w realizacji. Podczas budowy osiedla przy ul. Skalbmierskiej przekonali kierownictwo do zastosowania prefabrykowanych betonowych ram i wypełnienie przestrzeni między nimi białą spoinowaną cegłą, która była na tyle ładna, że nie wymagała tynkowania. Wobec tego zastosowali pewne prefabrykaty na długo przed działaniem „fabryk domów”, z których pierwsza powstała w 1969 r., produkując prefabrykowane elementy, początkowo na licencji z NRD. Niewątpliwie to właśnie Maria i Kazimierz Piechotkowie rozpoczęli w polskim budownictwie poszukiwanie idealnej konstrukcji z prefabrykatów.

Na początku lat 80. Maria i Kazimierz powrócili do pasjonującego ich, od czasów studiów architektonicznych, zagadnienia drewnianych bożnic żydowskich. Niestety, w wyniku działań wojennych wszystkie zostały zniszczone, zachowały się jednak rysunki pomiarowe i inwentaryzacyjne oraz fotografie. Pierwszą publikację, „Bożnice drewniane”, Piechotkowie wydali już 1957 r., a na emeryturze powrócili do tematu, poszerzając kolejne wydania o nowy materiał. Wspólnie napisali 5 książek na temat żydowskiej architektury sakralnej. Publikacje były tłumaczone na wiele języków i dziś należą do najważniejszych opracowań dotyczących dziedzictwa kultury żydowskiej.

Osiedle na Bielanach zwane jest Piechotkowem, a jego mieszkańcy tworzą zintegrowaną społeczność. W jednym ze „swoich” bloków małżeństwo mieszkało do śmierci. Kazimierz zmarł 6 marca 2010 r., a Maria 28 listopada 2020 r.



Stanisław Miedza-Tomaszewski

„Z zamiłowania jestem społecznikiem, ale przede wszystkim artystą, skłonnym zawsze do sentymentów (…). Pracuję społecznie i twórczo – wypełnia to moje życie” – napisał o sobie Stanisław Miedza-Tomaszewski we wspomnieniach zatytułowanych „Benefis konspiratora”.

Stanisław Tomaszewski – znany pod pseudonimami Malarz i Miedza, a także Bartoszek, Wiśniewski – urodził się 28 stycznia 1913 r.* w Warszawie. Dzieciństwo i młodość spędził na Powiślu, przy ul. Tamka, gdzie mieszkał z rodzicami i pięcioma braćmi. Rodzina żyła skromnie, ale rodzice starali się jak najlepiej wykształcić i wychować zdolnych synów. W latach 1935–1939 studiował architekturę wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowni prof. Wojciecha Jastrzębowskiego i malarstwo u prof. Karola Tichego.
Wojenne losy Stanisława Tomaszewskiego znamy z bezpośredniego przekazu – opisał je i opublikował po raz pierwszy w 1962 r. Z czasem książka doczekała się kilku wydań i uzupełnień, które były możliwe także dzięki ukazującym się w kolejnych latach opracowaniom historycznym.

W czerwcu 1939 r. Tomaszewski obronił dyplom i ostatnie studenckie wakacje spędzał u przyjaciela w Gdyni; już wówczas dawał się zaobserwować coraz większy niepokój na granicy z III Rzeszą w Gdańsku. Powrócił do Warszawy 28 sierpnia. Gdy wybuchła wojna, nie został zmobilizowany ze względu na chorobę płuc i słaby wzrok. Zmobilizowano natomiast jego młodszego brata Zbyszka, studenta chemii. 6 września, gdy ppłk Roman Umiastowski ogłosił w radio apel, aby wszyscy młodzi mężczyźni opuścili Warszawę, także bracia Tomaszewscy wywędrowali z tłumem z miasta. Wrócili jednak po kilku dniach, widząc beznadziejność sytuacji. W tym czasie Warszawa bardzo się zmieniła; rozpoczęły się naloty i bombardowania, które wkrótce doprowadziły do kapitulacji stolicy. Warszawiacy musieli się odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Liczne drużyny harcerskie zeszły do podziemia – dla wielu młodych osób była najprostsza droga do zaangażowania się w ruch oporu przeciw okupantowi. Stanisław nie był jednak związany z żadną z nich. W wyniku zamknięcia uczelni oraz Instytutu Propagandy Sztuki środowisko artystyczne spotykało się w podziemiach budynku Zachęty. Wkrótce w nowo utworzonej stołówce dla artystów, galerii z obrazami i w biurach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych zaczęły powstawać jednostki konspiracyjne. Stanisław Tomaszewski rwał się do działania, podobnie jak wielu młodych, wychowanych w duchu odrodzonej, niepodległej Rzeczpospolitej. Chciał się zająć odszukiwaniem i zabezpieczaniem broni ukrytej przez żołnierzy we wrześniu 1939 r., nie było to jednak łatwe, szczególnie w pojedynkę, bez wsparcia podziemnej organizacji. Wkrótce jednak udało mu się znaleźć pracę, oficjalnie w sekretariacie Zachęty, ale dość szybko zaangażował się w działalność podziemnej tzw. Ajencji Radiowej. Zajmował się redagowaniem i powielaniem skryptów z nasłuchów radiowych, brał także udział kreśleniu map z miejscami ukrycia broni. Z czasem zapotrzebowanie było tak duże, że notatki przygotowywano na profesjonalnym powielaczu. Oficjalnie Tomaszewski został zaprzysiężony wiosną 1940 r., pod pseudonimem Malarz.

W tym okresie, z okazji Świąt Wielkanocnych, w kościele św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu powstał symboliczny patriotyczny grób Pański. Kościół znany był ze zrzeszania środowiska akademickiego, a w czasie okupacji – patriotycznego.

Groby Pańskie stały się pierwszą publiczną demonstracją przeciw okupantowi. Tomaszewski – we współpracy z Jerzym Barskim, Edmundem Burke, Józefem Trenarowskim i Beatą Trylińską – zaprojektował oprawę plastyczną grobu z 1940 r. i późniejszych. Biorąc pod uwagę ograniczoną dostępność materiałów i stałe zagrożenie ze strony gestapo, przedsięwzięcie wiązało się z licznymi trudnościami. To jednak nie zniechęciło twórców, a patriotyczne groby wielkanocne z czasów okupacji ich autorstwa były otuchą dla tysięcy warszawiaków.

Pierwszy z nich ukazywał postać Chrystusa na krzyżu ze zwęglonych krokwi, w żałobnym welonie na głowie, oświetlony czerwonym światłem. Symbolika nawiązywała do tragedii oblężonej stolicy. W 1941 r. grób stanowił swoistą syntezę terroru i zniszczeń, jakie dotknęły Warszawę od początku wojny. Pokazano gruzy i połamane lichtarze, które symbolizowały straty w kulturze polskiej. W 1942 r., gdy prawie cała Europa była okupowana przez Niemców, w symbolice grobu po raz pierwszy pojawiły się akcenty nadziei. Po przydrożnym krzyżu pięła się roślinność (zieleń symbolizowała nadzieję), a za kikutami spalonych domów wschodziło słońce. W 1943 r. głównym motywem projektu stali się partyzanci i konspiracja. Za kulisami, którymi obudowano grób, pokazano sylwetki żołnierzy podziemia. W 1944 r. grób obrazował egzekucje publiczne. Na symbolicznych mogiłach ofiar straceń, pośród ceglanych ruin i krzyży wbitych w ziemię, położono białe i czerwone kwiaty. Aż do 1946 r. symboliczne groby Pańskie i szopki bożonarodzeniowe w kościele św. Anny w trudnych czasach nawiązywały do aktualnej sytuacji w kraju i stawały się manifestacją patriotyczną. Tak było także podczas stanu wojennego i do końca lat 80., kiedy to Tomaszewski powrócił do ich projektowania. Dla kościoła św. Anny opracował w sumie 26 scenografii.

Z czasem „Ajencja Radiowa” przekształciła się w działającą szerzej przy wydawaniu pism konspiracyjnych „Ajencję Prasową”, a jej redaktorem, w ramach Związku Walki Zbrojnej przeobrażonego w lutym 1942 r. w Armię Krajową, został Stanisław Tomaszewski.
Wiosną 1940 r. wyjechał w Tatry jako folksdojcz leczący gruźlicę, aby rozeznać się w możliwościach kontaktu na granicy Generalnego Gubernatorstwa ze Słowacją oraz zgłębić sprawę wycinki wielkich połaci lasów i wywózki drewna do Rzeszy. Angażował się w szereg pomniejszych prac, jak na przykład wydanie kilkustronicowej broszury z pieśniami patriotycznymi. Jego głównym zadaniem było dostarczanie materiałów informacyjno-propagandowych dla wydawanych w Warszawie pism konspiracyjnych. Zamieszczał swoje, nierzadko satyryczne, rysunki na łamach „Demokraty”, „Moskita” i „Nowego Dnia”. Poza pracą redakcyjną zajmował się kwestią techniczną publikacji, był też ich głównym ilustratorem, poza tym projektował winiety, rysował karykatury oraz sceny wojenne. Od listopada 1940 r. przez blisko rok wydawał satyryczne czasopismo „Szpilka,” do którego sam przygotowywał rysunki na klisze powielaczowe. Poza tym, na własny użytek, przez cały czas okupacji rysował tuszem i malował akwarelą sceny przedstawiające terror okupanta. Jesienią 1940 r. „Ajencja Prasowa” była już obszernym biuletynem.

Niestety, któregoś wrześniowego dnia, gdy Tomaszewski niósł gotowe klisze kolejnego numeru do drukarni, został aresztowany przez gestapo. Trafił do więzienia na Pawiaku, skąd był zabierany na brutalne przesłuchania do siedziby tajnej policji w al. Szucha. Na duchu podtrzymywało go nawiązanie kontaktu z organizacją i otrzymywane grypsy. Wiedział, że jego bliscy na wolności są bezpieczni, a lokale kontaktowe zostały zlikwidowane. Jednak po pewnym czasie, załamany psychicznie i w obawie przed dalszym śledztwem, poprosił o truciznę. Szczęśliwie wkrótce w kolejnym grypsie przyszła wiadomość o przygotowywanym odbiciu go z więzienia. Niebawem, przy okazji pozorowanej konieczności wizyty u dentysty, został zarażony tyfusem plamistym. Osłabiony gorączką trafił na szpitalny oddział Pawiaka, a po pewnym czasie został przewieziony na oddział więzienny do zakaźnego szpitala św. Stanisława na Woli. Tam otrzymał informację, że po umówionym sygnale ma symulować objawy ataku wyrostka robaczkowego. Dla bezpieczeństwa i utrzymania konspiracji nie został wtajemniczony w szczegóły planowanej ucieczki. W całą akcję zaangażowanych było wiele osób – lekarze i pracownicy szpitali działających w podziemiu poszukiwali w Warszawie ciała zmarłego mężczyzny, podobnego do Tomaszewskiego. Akcja była niezwykle złożona, zależna od wielu osób i niebezpieczna – gestapo na każdym kroku patrzyło lekarzom na ręce. Gdy znaleziono odpowiednie zwłoki, po danym znaku „Malarz” udał, że ma nasilenie objawów. Lekarze orzekli, że konieczna jest natychmiastowa operacja i zorganizowali pilny transport do Szpitala Wolskiego, który wówczas mieścił się na ul. Płockiej (obecnie Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc). W tym samym czasie na Płocką zmierzała druga karetka, z nieboszczykiem mającym zastąpić Tomaszewskiego. W sali operacyjnej dokonano „zamiany”. Po odpowiednim ucharakteryzowaniu zmarłego poprzez obcięcie włosów i doklejenie wąsów okazano oczekującym przed salą przedstawicielom gestapo ciało „zmarłego” w czasie zabiegu Stanisława Tomaszewskiego. Na szczęście manewr okazał się udany. Wkrótce wtajemniczony personel szpitala przyniósł ubranie dla „Malarza” oczekującego w ciemnej i zimnej sali operacyjnej. W ten sposób, jak gdyby nigdy nic, w grudniowe popołudnie mężczyzna opuścił szpital i tym samym więzienie.
Do pomyślnego uwolnienia artysty przysłużył się między innymi słynny chirurg, prof. Leon Manteuffel oraz prof. dr Józef Grzybowski. Aby jednak „śmierć” pozostała wiarygodna dla Niemców, trzeba było brnąć w kłamstwo. W mieście pojawiły się nekrologi informujące o śmierci Stanisława Tomaszewskiego, a niczego nieświadoma rodzina i przyjaciele zjawili się na pogrzebie na cmentarzu Bródnowskim. Nad grobem zawisła metalowa tabliczka z napisem: Stanisław Władysław Tomaszewski. Żył 28 lat. Student ASP. Zginął 15 XII 1941 r.

Tomaszewski, od tej pory jako Stanisław Wiśniewski, otrzymał nową tożsamość i dokumenty, ale nie mógł się ujawnić nawet najbliższym, tym bardziej że wkrótce okazało się, że Niemcy nieprędko zamknęli sprawę – jeszcze kilka miesięcy trwała wymiana korespondencji między oddziałem gestapo w Radomiu i w Warszawie. Na kwestię dodatkowo rzutował fakt, że aresztowano także brata Stanisława, Zbigniewa, który (niewtajemniczony) przebywał z orzeczoną karą śmierci na Pawiaku. W tym czasie Tomaszewski pod nowym pseudonimem, Miedza, został przydzielony do współpracy z profesorem filologii klasycznej Kazimierzem Kumanieckim „Kozakiewiczem” do komórki „N” przy Biurze Informacji i Propagandy (Oddział VI BiP), która miała za zadanie szerzenie dywersyjnej propagandy w niemieckim wojsku. Od 1942 r. współpracował z docentem Tadeuszem Orłowskim i alpinistą Wawrzyńcem Żuławskim przy wydawaniu konspiracyjnego pisma „Taternik”. Klub Wysokogórski Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego zaangażowany był w przeprowadzanie uciekinierów przez Tatry na Węgry. Od 1943 r. zajmował się także wydawaniem książek i broszur o tematyce patriotycznej w ramach komórki „Wydawnictwo Załoga”. Praca konspiracyjna ponownie wypełniała Tomaszewskiemu cały czas, nie pozostawiając przestrzeni na twórczość własną.

Nie chcąc porzucać kontaktu ze światem sztuki, „Miedza” nawiązał współpracę z profesorem ASP Mieczysławem Kotarbińskim, organizując różnego rodzaju pracę zarobkową dla artystów. Wówczas Tomaszewski wpadł na pomysł inwentaryzacji prac artystów, którzy zmarli lub zginęli w czasie wojny. Dzięki temu przedsięwzięciu opracowano dokumentację fotograficzną m.in. dzieł Karola Tichego, malarza, projektanta profesora ASP, który zmarł w czasie nieudanej operacji w listopadzie 1939 r. Jerzy Tomaszewski, brat Stanisława, sfotografował znalezione prace. W czasie Powstania Warszawskiego spłonęła pracownia artysty przy ul. Lwowskiej, a skrytka w domu na Mokotowie, gdzie ukryto część rysunków, została uszkodzona. Po wojnie zachowało się jedynie kilka prac malarskich i rysunkowych profesora, a jedyny ślad jego rzeczywistej malarskiej spuścizny to zachowane fotografie. Obecnie około 70 z nich znajduje się w Zbiorach Fotograficznych Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Niestety, tę szczytną dla polskiej sztuki akcję przerwało wkrótce aresztowanie prof. Kotarbińskiego.

W czasie Powstania Warszawskiego Tomaszewski tworzył plakaty i znaczki dla Poczty Polowej AK. Był autorem winiety konspiracyjnego „Biuletynu Informacyjnego” oraz okładek i rysunków do broszur i książek drukowanych przez Tajne Wojskowe Zakłady Wydawnicze.

Projektował dywersyjne banknoty, z których najbardziej znana jest pięciomarkówka, podrzucana żołnierzom niemieckim jadącym na front wschodni, na pozór nieróżniąca się od oryginału, ale nosząca napis: 5 marek odszkodowania otrzyma twoja rodzina, gdy zginiesz na froncie wschodnim i podpis Hitlerowska rzeźnia. Kilkakrotnie przechodził kanałami ze Śródmieścia na Mokotów, aby przenieść powstańcze archiwa i dokumenty.

Bilans wojny był jednak dla rodziny Tomaszewskich tragiczny. W czasie Powstania zginęła matka artysty i brat Władysław, którzy po upadku Powiśla schronili się w domu przy ul. Pięknej. Losy ojca i Zbigniewa pozostały nieznane. Po kapitulacji trzej bracia opuścili Warszawę z ludnością cywilną i przedostali się na Podhale, a potem do Krakowa. Po pewnym czasie Jerzy i Wiesław udali się do Warszaw, żeby sprawdzić, jak wygląda miasto i czy możliwy jest powrót. Niestety, po drodze mieli wypadek – młody Wiesiek zginął na miejscu, a Jerzy połamany trafił do szpitala.

Stanisław kontynuował pracę konspiracyjną w Krakowie, nawiązując kontakt z lokalnymi organizacjami. Po pewnym czasie powrócił do Warszawy. Wziął ślub z Ireną z d. Jasiewicz, której młodsza siostra, Jadwiga Kaczyńska, była matką Jarosława i Lecha Kaczyńskich.

Po wojnie powrócił do wyuczonego zawodu architekta wnętrz. Przez wiele lat był nauczycielem w Liceum Sztuk Plastycznych, w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych i w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmował się wystawiennictwem i projektował wnętrza, np. przebudowę hotelu Bristol w Warszawie w latach 1952–54, hotel Trzaska w Zakopanem czy wystrój księgarni na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Opracował album „Plakaty powstańczej Warszawy”, wydany w 1989 r. Był również współautorem obudowy polskiego komputera AKAT-1 w 1959 r. (wspólnie z Andrzejem Janem Wróblewskim, Stanisławem Siemkiem i Olgierdem Rutkowskim i konstruktorem Jackiem Karpińskim).

Stanisław Miedza-Tomaszewski zmarł 15 grudnia 2000 r. Spoczywa w grobie rodzinnym na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.



Henryk Jerzy Chmielewski

Henryk Jerzy Chmielewski urodził się w Warszawie 7 czerwca 1923 r. Wychowywał się na Starym Mieście, w kamienicy, na której miejscu stoi dziś zrekonstruowany po wojnie Barbakan (ul. Nowomiejska 18/20, kamienica zwana Piwnicą Gdańską). 

W latach 1930–1936 uczęszczał do Publicznej Szkoły Powszechnej nr 3, a następnie do prywatnego męskiego Gimnazjum im. Stefana Żeromskiego Towarzystwa Przyjaciół Polskich Szkół Średnich przy ul. Marszałkowskiej. Był również członkiem 70 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej.
Gdy wybuchła wojna, miał 16 lat. 7 września 1939 r., kiedy Niemcy zbliżali się do Warszawy, padł rozkaz, że młodzież ma opuścić miasto. Chmielewski z kolegami, podobnie jak wielu innych młodych warszawiaków, udał się na wschód. Na rowerach dotarli do Łukowa, rodzinnej miejscowości matki Henryka Chmielewskiego, gdzie zbliżała się już Armia Czerwona. Spędzili tam kilka tygodni, ale na wieść o kapitulacji Warszawy wrócili do stolicy.
W końcu 1939 r. Henryk zajął się sprzedażą robionych przez zaprzyjaźnionego szewca butów. Od 1940 r. kontynuował naukę w tajnej IV klasie gimnazjum, zakończoną tzw. małą maturą. Jako uczeń Liceum Budownictwa Wodnego i Lądowego zawiązał przyjaźnie, za sprawą których na początku 1943 r. znalazł się w podziemiu. Do konspiracji należeli prawie wszyscy koledzy Chmielewskiego; on sam tak wspominał wstąpienie w szeregi Armii Krajowej:

Wszyscy koledzy wokół gdzieś należeli, przeważnie do Armii Krajowej, chociaż nie bardzo sobie zdawaliśmy sprawę, nazywało się to popularnie wojsko polskie.
– Chmielu, organizuje się armia, wojsko polskie, ja już należę, nawet jestem drużynowym – tak powiedział Janusz Mierkowski.
– Czy chciałbyś też wstąpić?
– No, oczywiście że tak!
(Wywiad Archiwum Historii Mówionej MPW z 14 czerwca 2005 r.)

Drużynowy Mierkowski przyjął pseudonim Merkury i chciał, żeby inni mieli podobne. Chmielewski został „Jupiterem”. Czas upływał mu na konspiracyjnych ćwiczeniach, nauce i zdobywaniu żywności za pieniądze ze szmuglu. Pracował też przy budowie parowozowni w Łukowie. To właśnie tam był świadkiem likwidacji getta i wywózki Żydów. Został nawet zmuszony przez Niemców do zbierania zwłok osób zabitych na rampie kolejowej. Te dramatyczne chwile zostały w jego wspomnieniach na wiele lat.

„Jupiter” był w już w stopniu starszego strzelca podchorążego, gdy wybuchło Powstanie Warszawskie. 1 sierpnia 8-osobowy oddział zebrany w mieszkaniu Janusza Mierkowskiego spotkał się około godz. 14 z dowódcą, sierżantem „Hińczą”, i otrzymał rozkaz wymarszu w kierunku Okęcia. W drodze Henryk zgubił kolegów i pozostał tylko ze Zbyszkiem Piotrowskim. Po potyczce z Niemcami w rejonie ul. Włodarzewskiej obaj nadal kierowali się w stronę Okęcia. Kiedy Chmielewski, już sam, próbował przedostać się na ul. Puławską, w rejonie Fortu Mokotów został zatrzymany przez niemiecki patrol i trafił do willi przy ul. Racławickiej, w której Niemcy przetrzymywali ludzi. 

Atak na Okęcie został odwołany, niemal w ostatniej chwili, przez mjr. Stanisława Babiarza „Wysockiego”, jednak informacja ta, mimo że wielu ocaliła od niechybnej śmierci lub niewoli, nie do wszystkich dotarła na czas. Pomimo próby odwrotu w wyniku starć w rejonie Okęcia zginęło ok. 120 żołnierzy 7 Pułku Piechoty AK „Garłuch”, liczącego w godzinie „W” blisko 180 osób. Wśród ofiar był m.in. dowódca, ppor. Romuald Jakubowski „Kuba”. Znaczna grupa Powstańców podzieliła los „Jupitera” i trafiła tego dnia do niewoli, część rozproszyła się po okolicy, niektórym udało się przedostać do innych oddziałów na Mokotowie. Porażka pułku „Garłuch” była jednym z tragiczniejszych momentów Powstania.

Po tygodniu spędzonym w piwnicy willi przy Racławickiej Henryk Chmielewski został przewieziony na teren składów budowlanych Polmin w rejonie obecnej ul. Łopuszańskiej, gdzie utworzono tymczasowy obóz. Znajomość języka niemieckiego umożliwiła mu kontakt z Niemcami i dzięki temu został przydzielony do ważniejszych robót. Pracował także przy załadunku pociągów sprzętem, który Niemcy zabierali, ewakuując się z Okęcia. Po kapitulacji Powstania uciekł, wtapiając się w tłum ludności cywilnej wychodzącej z miasta, i przedostał się do rodziny w Skierniewicach, gdzie doczekał wkroczenia Armii Czerwonej. Wrócił do Warszawy kilka dni po jej zajęciu, jednak widząc zbombardowaną kamienicę, spalone mieszkanie i zniszczone miasto, zdecydował się na zamieszkanie w Łodzi.

Wkrótce został zmobilizowany. Trafił do jednostki artylerii Wojska Polskiego w Toruniu, gdzie wykorzystując swoje zdolności rysunkowe, kreślił projekty na potrzeby wojska.
Po zakończeniu służby powrócił do Warszawy i 1 września 1947 r., polecony przez kolegę z wojska, rozpoczął pracę w redakcji „Świata Przygód” jako karykaturzysta. Dopiero w 1950 r. został studentem reaktywowanej Akademii Sztuk Plastycznych [od 1957 r. ponownie Akademia Sztuk Pięknych – red.] i w 1956 r. uzyskał dyplom na wydziale grafiki. W tym czasie „Świat Przygód” został przemianowany na „Świat Młodych”, a Henryk Chmielewski zaczął rysować komiks „Tytus, Romek i A’Tomek”, który będzie bawił kilka następnych pokoleń. To historia trójki przyjaciół: niskiego, grubego i przemądrzałego A'Tomka, wysokiego, chudego i zwariowanego Romka oraz szympansa Tytusa, którego chłopcy z różnym skutkiem uczłowieczają. Autor osadzał bohaterów w różnych sytuacjach, nierzadko w centrum ważnych wydarzeń historycznych. Początkowo komiks nie uzyskał pozytywnej opinii cenzury, która nie wyraziła zgody na wydawanie kolorowych zeszytów przypominających publikacje z Zachodu. Przeleżał w redakcyjnej szufladzie ponad 2 lata – do października 1957 r., kiedy to Związek Radziecki wystrzelił w kosmos satelitę Sputnik i z tej okazji w „Świecie Młodych” ukazał się pierwszy odcinek serii  – „W kosmosie. Spotkanie z Tytusem”. Anegdota głosi, że sekretarz wydziału prasowego miał 10-letniego syna, któremu komiks bardzo się spodobał…

Od 1965 r. serię przejęło Wydawnictwo Harcerskie, które miało zgodę na wydawanie publikacji o tematyce harcerskiej, wobec czego bohaterowie zostali harcerzami. Wtedy właśnie ukazało się pierwsze albumowe wydanie: „Tytus, Romek i A'Tomek. Księga pierwsza: Tytus zostaje harcerzem”. Według znawców najlepsze zeszyty powstały w latach 70. XX w. Należą do nich między innymi albumy: „Tytus poprawia dwójkę z geografii Polski”, „Tytus na Dzikim Zachodzie” i „Ochrona zabytków”. Sam Papcio Chmiel za swój najlepszy zeszyt uważał ten zatytułowany „Tytus aktorem”, w którym zawarł wiele odniesień do własnych przeżyć z przedwojennej Warszawy. Autor często pojawiał się w historiach swoich bohaterów i w ten sposób pseudonim stał się jego znakiem rozpoznawczym. Kolejnym obok charakterystycznej fryzury i wąsów.

Henryk Chmielewski to również autor innych serii komiksowych: „Sierżant King z królewskiej konnicy”, „Półrocze bumelanta” i „Witek sprytek”. Wraz z Januszem Christą, twórcą „Kajka i Kokosza”, stał się prekursorem komiksu w Polsce. Obaj zadebiutowali w tym samym czasie, ale nie stanowili dla siebie konkurencji z racji odmienności podejmowanej tematyki. Bohaterowie Christy to słowiańscy wojownicy mieszkający w grodzie kasztelana Mirmiła i walczący ze Zbójcerzami pod komendą Hegemona i jego zastępcy Kaprala.

Po latach Chmielewski wydał swoje pierwsze, ocenzurowane w PRL-u, albumy. Do 2010 r. ukazało się 31 części serii i szacuje się, że łącznie sprzedano ponad 10 mln egzemplarzy zeszytów z przygodami Tytusa, Romka i A’Tomka. Bohaterowie komiksu są rozpoznawalni praktycznie dla każdego i na stałe weszli do popkultury, a ich postaci stają się motywem różnego rodzaju środków przekazu medialnego, m.in. reklam, filmów, plakatów. W 2005 r. swoją premierę miała gra komputerowa „Tytus, Romek i A’Tomek. Armia zbuntowanych robotów”. W roku 2009 Poczta Polska wprowadziła do obiegu znaczki pocztowe z bohaterami komiksu wraz z kolekcjonerską kopertą FDC. Pod koniec 2010 r. wydawnictwo Agora wydało słuchowisko na podstawie XIII księgi przygód – „Tytusa, Romka i A’Tomka – Wyprawa na wyspy nonsensu” z dołączoną książeczką z rysunkami Papcia Chmiela. Pod koniec 2010 r. Poczta Polska wydała w wersji limitowanej kalendarz na rok 2011. W roku 2013 w Muzeum Techniki „Zajezdnia Sztuki” w Szczecinie odbyła się wystawa „Fantastyczne pojazdy profesora Talenta”, na której pokazano wehikuły z komiksów skonstruowane przez Marcina Zbierskiego. Pojazdy były pełnowymiarowe i można było do nich wsiąść. W 2015 r. wydawnictwo Egmont wydało grę planszową Tytus, Romek i A’Tomek. Na przestrzeni lat bohaterowie serii stawali się inspiracją dla producentów maskotek, plastikowych figurek, ubrań, materiałów szkolnych i papierniczych itp.

Poza komiksami Chmielewski wydał swoją autobiografię w kolejnych tomach: „Urodziłem się w Barbakanie” (1999), „Tytus zlustrowany” (2007), „Tarabanie w Barbakanie” (2013), „Żywot człeka zmałpionego” (2016).

W 2009 r., w 65. rocznicę Powstania Warszawskiego, ukazał się komiks „Tytus, Romek i A'Tomek jako warszawscy powstańcy 1944”, w którym autor powrócił do przeżyć z młodości, przekazując młodemu pokoleniu wartości, jakimi kierowali się Powstańcy Warszawscy.  W tym samym roku Chmielewski namalował również mural w parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego, a w czasie obchodów rocznicowych został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za osiągnięcia w działalności na rzecz rozwoju polskiej kultury.

Henryka Jerzego Chmielewskiego uhonorowano także wieloma innymi nagrodami, m.in.: Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” czy Orderem Uśmiechu. W 2013 r. otrzymał wyróżnienie „Zasłużony dla Warszawy”, a w roku 2019 – Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości.



Jan Ekier

Jego niezwykła kariera zaczęła się od Konkursu Chopinowskiego w 1937 r. Potem, podczas okupacji niemieckiej i Powstania Warszawskiego, grał utwory Fryderyka Chopina ku pokrzepieniu serc. Po wojnie poświęcił się edukacji i pracy edytorskiej. Jako wybitny pianista koncertował we wszystkich filharmoniach krajowych, europejskich, a także w Ameryce Południowej i Japonii. Jednak dziełem jego życia było przekazanie pianistycznemu światu dzieł Chopina w kształcie możliwie najwierniej zbliżonym do oryginału, czyli Wydania Narodowego Dzieł Wszystkich Fryderyka Chopina.

Jan Ekier urodził się 29 sierpnia 1913 r. w Krakowie. Pochodził z umuzykalnionej rodziny; jego ojciec Stanisław (1880–1930) był kompozytorem muzyki tanecznej i teatralnej. Razem z siostrą Haliną od dzieciństwa pobierali prywatne lekcje gry na fortepianie u znanej w ówczesnym Krakowie nauczycielki Olgi Stolfowej. Później Jan, pod jej kierunkiem, uczył się w Szkole Muzycznej II st. im. Władysława Żeleńskiego w Krakowie. Dodatkowo uczęszczał na lekcje kompozycji do ks. Bernardina Rizziego. Pierwsze koncerty dawał już jako nastolatek, często grywał też z siostrą na cztery ręce. Zachowana fotografia z 1934 r. przedstawia rodzeństwo koncertujące u hrabiny Potockiej.

Halina Ekier (1915–1962) odebrała podobne wykształcenie jak jej młodszy brat; w latach 30. kształciła się w Państwowym Konserwatorium Muzycznym w Warszawie. W czasie okupacji koncertowała podczas tajnych spotkań organizowanych w Krakowie i w Warszawie, m.in. w tzw. Kawiarni Woytowicza, grając utwory kompozytorów oficjalnie zakazanych. Po wojnie została docentem Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Krakowie.

Jan Ekier w latach 1932–1934 studiował muzykologię u Zdzisława Jachimeckiego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Od 1933 r. pobierał także naukę w Warszawie, a w 1934 r. zamieszkał w stolicy na stałe. W latach 1934–1939 kontynuował studia w warszawskim konserwatorium w klasie fortepianu u Zbigniewa Drzewieckiego oraz naukę kompozycji u Kazimierza Sikorskiego. Pod koniec 1936 r. profesorowie zaproponowali mu udział w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, organizowanym przez Warszawskie Towarzystwo Muzyczne. Czasu na przygotowanie było niewiele, ponieważ rozpoczęcie konkursu zaplanowano na 21 lutego 1937 r.
Sam Jan Ekier tak wspomniał chwilę podjęcia decyzji o udziale w konkursie:
Decyzja o udziale w konkursie właściwie zapadła w sposób zupełnie przypadkowy. Była to jakaś audycja w grudniu 1936 roku w klasie profesora Drzewieckiego, być może, że grałem wtedy Wariacje Brahmsa [na temat] Händla; dobrze to wyszło wszystko. I pamiętam, jak schodzimy z kręconych schodów w Konserwatorium z prof. [Zbigniewem] Drzewieckim i [prof. Jerzym] Lefeldem. I Lefeld mówi do Drzewieckiego: „Zbyniu, a może by tak pan Ekier wziął udział w Konkursie Chopinowskim”. Drzewiecki do mnie: „Janek, chciałbyś wziąć udział w Konkursie?”. Ja mówię: „Bardzo chętnie, panie profesorze”. Przypominam: grudzień 1936 roku, a w marcu 1937 roku już jest Konkurs. Dopiero wtedy zacząłem się zastanawiać nad programem; wybierałem oczywiście, z młodzieńczą fantazją, najtrudniejsze pozycje (…). (https://www.polskieradio.pl/8/3664/Artykul/2358173,Jan-Ekier-i-jego-fascynacja-Chopinem, data emisji: 23.08.2019 r. Rozmowa nagrana w październiku 2010 r.).

Ostatecznie Jan Ekier zdobył na III Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie VIII miejsce i nagrodę publiczności w wysokości 500 zł, za które zamówił u cenionego warszawskiego krawca elegancki frak.

Wygrana otworzyła mu drogę kariery za granicą. Od tego momentu był zapraszany na koncerty w wielu krajach Europy, Ameryce Południowej i Japonii. Brał także udział w licznych koncertach w Polsce, przygotowywanych przez Organizację Ruchu Muzycznego, która upowszechniała muzykę na prowincji. W 1938 r. dostał propozycję wyjazdu na zagraniczne stypendium organizowane przez Fundusz Kultury Narodowej, jednak plany te przerwał wybuch wojny.

Podczas okupacji Jan Ekier udzielał lekcji gry na fortepianie oraz występował w kawiarniach, których wysoka renoma była wtedy namiastką sal koncertowych. Często uczestniczył w spotkaniach patriotycznych i koncertach konspiracyjnych.

W trudnych czasach okazało się, że muzyka jest dobrym sposobem na ukojenie emocji, ale również motywowanie do walki. Gdy w 1942 r. władze Polski Podziemnej zwróciły się do muzyków oraz poetów z apelem o tworzenie piosenek żołnierskich i patriotycznych, spotkały się z entuzjastyczną reakcją. W wyniku tego swoistego konkursu powstało wiele znanych utworów. Oczywiście ze względów konspiracyjnych ich autorzy przez pewien czas pozostali anonimowi. Również Jan Ekier komponował utwory patriotyczne, z których najbardziej znana jest „Szturmówka” (niektóre źródła podają, że powstała dopiero w 1944 r. Por.: http://archiwum.nina.gov.pl/film/szturmowka-muz-jan-ekier [dostęp: 13.01.2021 r.]). To właśnie ta pieśń otrzymała pierwszą nagrodę w konkursie na piosenkę żołnierską, ogłoszonym 15 października 1942 r. przez „Biuletyn Informacyjny” oraz Biuro Informacji i Propagandy Armii Krajowej. Autorem słów był Stanisław Ryszard Dobrowolski. Sława utworu szybko rozniosła się poza Warszawę, a jego tekst był wielokrotnie drukowany w prasie i żołnierskich śpiewnikach.
W latach 1940–1941 pianista kontynuował naukę i uczył się gry na organach u Bronisława Rutkowskiego w Staatliche Musikschule in Warschau, realizującej program przedwojennego konserwatorium. W tym czasie wiele wydarzyło się również w jego życiu prywatnym. W 1942 r. wziął ślub z aktorką Danutą Szaflarską, a 4 maja 1943 r. przyszła na świat ich córka Maria.

 Niespełna 15 miesięcy późnej wybuchło Powstanie Warszawskie. Wybuch walk zastał rodzinę w mieszkaniu przyjaciół przy ul. Polnej. Przez pierwsze dwa tygodnie małżeństwo pomagało lokalnej społeczności, m.in. budując barykadę, opatrując rannych i doprowadzając ich do szpitali, poza tym mieszkańcy ul. Polnej organizowali sobie życie w piwnicy, gdzie spędzano czas podczas kolejnych bombardowań.

W połowie sierpnia Jan Ekier i Danuta Szaflarska nawiązali kontakt z Biurem Informacji Propagandy Armii Krajowej i oboje zaangażowali się w organizację życia kulturalnego powstańczej Warszawy. Ona przekazywała informacje o planowanych wystąpienia i koncertach, a następnie była adiutantką Jana Ciecierskiego „Rosienia”. Jan Ekier – pod pseudonimem Janosik, jako żołnierz Obwodu „Radwan” Grupy Bojowej „Krybar”, komórki Biura Informacji i Propagandy AK – brał udział w wielu koncertach. Już wtedy szczególnie zasłynął, grając utwory Chopina, które były zakazane przez okupanta, co paradoksalnie podniosło ich rangę i symboliczne znaczenia.

Pierwszą rzeczą, jaką zabroniono, był Chopin. To oczywiście nie skasowało tej muzyki. Wprost przeciwnie – zeszliśmy do podziemia. Dawaliśmy mnóstwo koncertów, bardzo barwnych i równocześnie bardzo głębokich. Sam fakt, że ludzie, którzy grali, i ludzie, którzy słuchali, ryzykowali wielkimi konsekwencjami, nadawał tym chwilom niezwykły nastrój.

Znaczenie tych wydarzeń było ogromne – przede wszystkim dawały nadzieję i namiastkę normalnego życia nie tylko Powstańcom, ale i cywilom. Podobną role odgrywały spektakle teatralne, a nawet msze święte – to wszystko pozwalało na chwilę zapomnieć o zagrożeniu, strachu, walkach i niepewności jutra. W koncertach brali udział najwybitniejsi, w tym: Mira Zimińska, Mieczysław Fogg, Irena Kwiatkowska czy skrzypaczka Irena Dubiska. Podczas 63 dni Powstania Warszawskiego Jan Ekier dał ponad 30 występów. Najsłynniejszy i wspominany przez wielu był koncert, który się odbył w auli Politechniki Warszawskiej 15 sierpnia, czyli w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a także obchodzone od 1923 r. święto Wojska Polskiego. Ekier zagrał wówczas niezwykle znaczącą dla Polaków Etiudę c-moll op. 10 nr 12 („Rewolucyjną”), która powstała, gdy Fryderyk Chopin dowiedział się o upadku powstania listopadowego. Tym bardziej znamienny staje się fakt, że do auli wpadł wówczas artyleryjski pocisk. 

Po kapitulacji Powstania rodzina bezpiecznie dotarła do Krakowa. Małżeństwo z Danutą Szaflarską nie przetrwało, a ona sama otrzymała angaż w teatrze w Łodzi, a później w Warszawie. Tymczasem Jan Ekier powrócił do Warszawy i również zaczął odrabiać stracone lata koncertowania, odnosząc coraz większe sukcesy w kraju i poza jego granicami. Słynął szczególnie jako interpretator utworów Chopina, ale grał również m.in. koncerty Bacha, które nagrywał na płyty. Prywatnie związał się z Marią Hanus, nauczycielką fortepianu, z którą miał dwóch synów: Stanisława i Jakuba.

W latach 1949–1995 wielokrotnie zasiadał w jury kolejnych Konkursów Chopinowskich, był również zapraszany do jury międzynarodowych konkursów pianistycznych, m.in. w Budapeszcie, Lipsku, Bolzano, Genewie czy Tel Awiwie.
Działalność pedagogiczną rozpoczął, jak już wspomniano, jeszcze przed wojną – w 1933 r. uczył solfeżu, czyli czytania nut głosem, w Szkole Muzycznej im. Władysława Żeleńskiego w Krakowie, a po przeprowadzce do Warszawy udzielał prywatnych lekcji. Po wojnie powrócił do nauczania. Początkowo kształcił pianistów w Państwowej Średniej Szkole Muzycznej w Lublinie (w latach 1946–1947), następnie w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Sopocie, pełniąc nawet funkcję rektora. Od 1953 r. pracował w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie (obecnie Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina w Warszawie), gdzie przez wiele lat był kierownikiem I Katedry Fortepianu. Z czasem nauczanie pochłaniało go coraz bardziej, aż stopniowo rezygnował z własnych występów i komponowania.
Wśród jego wychowanków znaleźli się m.in. Bronisława Kawalla, Piotr Paleczny, Alicja Paleta-Bugaj, Yuko Kawa. Ekier był też wielokrotnie zapraszany do prowadzenia kursów mistrzowskich dla pianistów m.in. w Annecy, Hamburgu, Bonn, Kolonii, Darmstadcie, Mannheimie, São Paulo, Tokio.

Wielkim dziełem jego życia, poza edukacją, była działalność edytorska. Najpierw pracował w zespole redakcyjnym „Biblioteki Pedagogicznej”, w której ukazywały się najpopularniejsze pozycje światowej literatury fortepianowej z przeznaczeniem do użytku w szkołach. Następnie, w 1959 r., został redaktorem naczelnym Wydania Narodowego Dzieł Wszystkich Fryderyka Chopina, które miało być najbardziej autorytatywną edycją wszystkich utworów kompozytora.

Sam pianista tak tłumaczył powody podjęcia się tego zadania:
Jego muzyka pozwalała nam przetrwać najgorsze chwile, a w okresach nadziei rozsławia kulturę polską w świecie. Jesteśmy winni twórcy to, by przedstawić jego dzieło w zamierzonej przez niego postaci. To właśnie jest celem Wydania Narodowego: spłacić dług Narodu wobec Chopina. (Za: https://www.chopin-nationaledition.com, [dostęp: 09.01.2021 r.]).
Ekier postanowił dać pianistycznemu światu dzieła Chopina w kształcie możliwie najwierniej zbliżonym do oryginału. Praca, jaką wykonał, wymagała nie tylko gruntownego poznania wszystkich dostępnych źródeł, ale także wyboru odpowiedniego wariantu utworu. Prace zakończyły się dopiero w 2010 r., kiedy sam artysta był już od dekady na emeryturze.

Jan Ekier był laureatem wielu nagród. W 1950 r. otrzymał Nagrodę Państwową I stopnia za przygotowanie polskiej ekipy do IV Konkursu Chopinowskiego, w 1964 r. i 1974 r. – Nagrodę I stopnia Ministra Kultury i Sztuki, w 1952 r. został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, w 1955 r. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Za wybitne osiągnięcia, otrzymał m.in. tytuł Doktora Honoris Causa Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, Nagrodę Chopinowską przyznawaną przez Międzynarodową Fundację im. Fryderyka Chopina. W roku 2000 pianista został uhonorowany Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, a w roku 2005 otrzymał nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 2010 r. został odznaczony Orderem Orła Białego, a w 2013 r. – roku swoich setnych urodzin – otrzymał nagrodę honorową Koryfeusz Muzyki Polskiej oraz Złotego Fryderyka.

an Ekier zmarł 15 sierpnia 2014 r. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Jego muzyka jest ciągle żywa; szczególnie znane są dzieła fortepianowe: „Toccata”, „Kolorowe melodie”, „Taniec góralski”, orkiestrowe – np.: „Suita góralska”, baletowe: „Straszak”, „Tempo dnia” oraz wokalne – np.: „Pieśni walki podziemnej”, „Szturmówka”. 28 czerwca 2016 r. w ramach cyklu Muzyka pod Liberatorem w Muzeum Powstania Warszawskiego odbył się koncert muzyki Jana Ekiera w wykonaniu Krzysztofa Książka – pianisty, który reprezentował Polskę na Konkursie Chopinowskim w 2015 r.



Alina Janowska

Alina Janowska urodziła się 16 kwietnia 1923 r. Pochodziła z ziemiańskiej rodziny o patriotycznych tradycjach. Dzieciństwo spędziła w majątkach ziemskich; jej ojciec Stanisław, z wykształcenia inżynier agronom, był nauczycielem i dyrektorem szkół rolniczych. Rodzina często się przeprowadzała, mieszkając kolejno m.in. w Berdówce na terenie dzisiejszej Białorusi oraz w Brodach pod Kalwarią Zebrzydowską, Miętnem k. Garwolina. Matka Aliny, Marcelina z Rymkiewiczów, z wykształcenia była śpiewaczką operetkową (mezzosopran), jednak nie mogąc się realizować zawodowo na prowincji, zajęła się rodziną. Mimo to artystyczne umiejętności odziedziczyło oboje dzieci Janowskich: Witold, młodszy brat Aliny, był artystą grafikiem, związanym z gdańską Akademią Sztuk Pięknych. Po wybuchu wojny ojciec Aliny został aresztowany, a ona została wraz z matką i bratem osadzona w obozie jenieckim Stalag I B Hohenstein pod Olsztynkiem. Po trzech miesiącach cała rodzina spotkała się w Warszawie.

W celu uniknięcia wywiezienia na roboty do III Rzeszy Alina zatrudniła się do prac w ogrodzie na terenie posiadłości Branickich w pałacu w Wilanowie. Następnie podjęła naukę w Szkole Tańca Artystycznego Janiny Mieczyńskiej w Warszawie. W tym czasie mieszkała u swojej ciotki Jadwigi w Al. Jerozolimskich. To właśnie ciotka wprowadziła ją do konspiracji. Ich mieszkanie było punktem przerzutowym broni, tajnej prasy i miejscem organizowania kryjówek dla Żydów, którym udało się wydostać z getta. Niestety, doszło do wsypy i w nocy z 23 na 24 kwietnia 1942 r. 19-letnia Alina wraz z ciotką i dwiema innymi osobami została aresztowana i oskarżona o współpracę z podziemiem i pomoc Żydom. Trafiła na Pawiak, a właściwie na „Serbię”, czyli kobiecy oddział gestapowskiej katowni. W czasie 7-miesięcznego aresztowania była wielokrotnie przesłuchiwana na Szucha.

Jeśli chodzi o przesłuchania na Szucha, to się wsiadało do suki, się jechało. Nie wiadomo, dlaczego oni nie docenili sytuacji i trzy kobity z tej samej sprawy wozili tym samym samochodem na przesłuchania. Im to nie przyszło do głowy, że ciotka mi może powiedzieć, co było na jej przesłuchaniu, jej przyjaciółka też mogła powiedzieć, ja mogłam powiedzieć cioci i w ten sposób żeśmy się wybraniały. Ale do czasu.

Dzięki pomocy znajomej matki, Ilse Glinickiej, 6 listopada jako jedyna z aresztowanej grupy została zwolniona i jednocześnie uratowana przed wywozem do obozu Auschwitz. Nadal zaangażowana w konspirację, już 1 sierpnia dołączyła jako ochotniczka do Batalionu „Kiliński”, służąc do końca Powstania jako łączniczka o pseudonimie Alina, choć częściej mówiono na nią „Setka”.
Tak wspomniała pierwsze chwile w Powstaniu:

Dostałam [pseudonim] – mówili „Alina”, ale niektórzy mówili potem „Setka”, niby że na mnie można liczyć na sto procent. Ale to już w późniejszym czasie. Powstał problem, gdzie mnie z koleżanką, którą poznałam chyba dopiero nazajutrz, [zakwaterować]. Będziemy miały wspólne łóżko, tylko nie wiadomo, gdzie nas zakwaterować, bo chłopcy zajęli… Chyba od pierwszego do drugiego piętra były pokoje, które dawniej służyły kinu Palladium, tam był sekretariat i oni tam zalegli, a nam nie zostało nic wygodnego. Mówię: „Słuchajcie, weźcie łóżko i postawcie mi na widowni w kinie”. Mówią: „Gdzie w kinie?”. Mówię: „Postawcie między krzesłami, na widowni”. Tak zrobili. To jest zabawne, że kino mnie w jakiś sposób od początku tak dobrze potraktowało, bo to było rzeczywiście wygodne łóżko.

W czasie Powstania zajmowała się wszelkimi pracami: od sprzątania i ścielenia łóżek, przez gotowanie i dostarczanie jedzenia tym, którzy poszli na akcje, po przenoszenie meldunków. W dniach 13, 21 sierpnia oraz 21 września Biuro Informacji i Propagandy zorganizowało w kinie Palladium pokazy filmu dokumentalnego „Warszawa walczy”. Umiejscowienie oddziału w pomieszczeniach kina Stylowy, nieopodal kina Palladium, sprawiło, że Janowska miała okazję uczestniczyć w organizowanych ku pokrzepieniu serc walczących Powstańców występach i koncertach, podczas których m.in. śpiewał Mieczysław Fogg. Po wojnie kino Palladium zostało ponownie otwarte dla publiczności i działało do 2000 r.

Po upadku Powstania oddzieliła się od wychodzącego z Warszawy oddziału i odnalazła rodzinę w podwarszawskich Tworkach.

Działalność artystyczną Alina Janowska rozpoczęła już w czasie okupacji. Debiutowała jako tancerka; brała udział m.in. w koncercie zorganizowanym przez Radę Główną Opiekuńczą w Warszawie. W 1943 r. jej występ zapowiadał Jerzy Waldorff, akompaniowali Witold Lutosławski i Andrzej Panufnik. Po wojnie związała się z teatrami w Łodzi, gdzie początkowo odradzało się życie artystyczne. Została zatrudniona jako tancerka w Teatrze Domu Żołnierza w Łodzi, a jednocześnie pracowało jako nauczycielka choreografii w szkole prof. Mieczyńskiej w Warszawie. W późniejszym czasie współpracowała z Teatrem Syrena w Łodzi i kabaretem Gong. To w Syrenie wypatrzył ją asystent reżysera Leonarda Buczkowskiego, który właśnie poszukiwał aktorów do pierwszego powojennego filmu fabularnego. W taki sposób w 1946 r. Janowska znalazła się na planie „Zakazanych piosenek”, grając epizodyczną rolę ulicznej artystki śpiewającej piosenkę „Czerwone jabłuszko”.

Rok później zagrała poruszającą role więźniarki obozu koncentracyjnego w filmie „Ostatni etap” w reżyserii Wandy Jakubowskiej. W tym samym roku wystąpiła także w roli Ewki w filmie psychologicznym „Ślepy tor” (tytuł alternatywny: „Powrót”) w reżyserii Bořivoja Zemana.

W 1948 r. eksternistycznie zdała egzamin aktorski i powróciła do Warszawy, gdzie dostała angaż w Teatrze Nowym, a następnie także w Teatrze Wojska Polskiego, przemianowanym później na Dramatyczny. Zaczynała od tańca, ale stopniowo coraz bardziej stawała się aktorką, potem autorką satyryczną, a nawet reżyserem widowisk estradowych.

W latach 19561960 współpracowała z Teatrem Buffo, gdzie po raz pierwszy podjęła się pracy przy reżyserii i choreografii. Zenon Wiktorczyk zaproponował jej występy w swoim kabarecie Szpak i w radiowym „Podwieczorku przy mikrofonie”. W latach 1962–1964 wykładała interpretację piosenki w Szkole Muzycznej im. Chopina w Warszawie. Występowała w kabaretach Frico, Iluzjon i U Lopka. Od początku lat 60. współpracowała ze słynnym STS-em, czyli Studenckim Teatrem Satyryków  jednym z najbardziej zasłużonych zespołów artystycznych, znanym z odważnej satyry, działającym w latach 19541975. Autorami tekstów skeczy kabaretowych i piosenek byli m.in. Agnieszka Osiecka, Jan Tadeusz Stanisławski, Stanisław Tym, Andrzej Jarecki, Daniel Passent.

Mogło się wówczas wydawać, że intensywnie rozwijająca się kariera teatralna jest w kulminacyjnym momencie, jednak największą popularność przyniosły aktorce role filmowe. W latach 19471960 zagrała kilka epizodów i użyczała głosów postaciom w polskich wersjach filmów animowanych. Prawdziwym tryumfem Janowskiej okazała się rola Lucyny  Żydówki o „bezpiecznym wyglądzie” ukrywającej uciekiniera z getta  w filmie Andrzeja Wajdy „Samson” według powieści Kazimierza Brandysa.

Ponoć sama Janowska zaproponowała reżyserowi, by wplótł w akcję filmu scenę nawiązującą do mitu o Samsonie. Bohaterka miałaby ukochanemu obciąć włosy, kiedy ten zaśnie. Filmowemu Samsonowi włosy finalnie podcinała nie Janowska, ale inna postać, za to Wajda, jako swoistą rekompensatę, zaplanował dla Aliny Janowskiej niełatwy do zagrania epizod: gdy Samson uciekł, żeby walczyć w getcie, Lucyna oddała się ręce gestapo.

Z sukcesem filmu wiązał się wyjazd na festiwal filmowy do Wenecji, co w tamtych czasach było dla całej ekipy wielkim wydarzeniem. Zainteresowanie włoskich dziennikarzy wzbudziła suknia Janowskiej, będąca bardziej efektem kreatywności aktorki i krawcowej niż ówczesnych polskich realiów modowych.

Prawdziwym przełomem była rola w komediowym serialu „Wojna domowa”. Piętnastoodcinkowy serial w reżyserii Jerzego Gruzy powstał w latach 1965–1966, na bazie felietonów Miry Michałowskiej publikowanych w „Przekroju”. Wojna domowa to zabawna historia perypetii typowych ówczesnych nastolatków mieszkających w jednym bloku. Serial pełen jest zabawnych scenek dotyczących codziennego życia młodzieży; opowiada o problemach w szkole czy nieporozumieniach z rodzicami wynikającymi nierzadko z różnic pokoleniowych. Nowością były tzw. scenki kartonowe, obrazujące wewnętrzne uczucia bohaterów, pod względem estetyki bliskie scenografii Kabaretu Starszych Panów.

Alina Janowska zagrała Irenę Kamińską, ciotkę 15-letniej Anuli, w której rolę wcieliła się Elżbieta Góralczyk. U jej boku, jako wuj Anuli, wystąpił Andrzej Szczepkowski. Sąsiadami państwa Kamińskich są Jankowscy, rolę pani domu Zofii Jankowskiej zagrała charyzmatyczna Irena Kwiatkowska, ojca Pawła – Kazimierz Rudzki, a nastoletniego Pawła – Krzysztof Musiał-Janczar. W serialu pojawiło się wielu uznanych aktorów, jak np. Zofia Merle, Jan Kobuszewski, Bohdan Łazuka, Magdalena Zawadzka, Wojciech Siemion, Jacek Fedorowicz. Co ciekawe, Alina Janowska z Ireną Kwiatkowską ponownie stworzyły zabawny duet w filmie Sylwestra Chęcińskiego „Rozmowy kontrolowane” z 1991 r., gdzie zagrały koleżanki ukrywające w czasie stanu wojennego prezesa klubu Tęcza Ryszarda Ochódzkiego (Stanisław Tym).
„Wojna domowa” weszła do kanonu polskiej filmografii, a ponadczasowe dialogi bawią do dziś; część z nich weszła do powszechnego języka. Niezapomniana jest np. postać mężczyzny zbierającego suchy chleb dla konia [Jarema Stępowski – red.] oraz surrealistyczne dialogi bohaterów, np.:

 To bardzo ładnie z pani strony, że pani tak przyszła bez uprzedzenia
– Ja bardzo panią przepraszam.
– Ale nie, nie, nie, kiedy ja się, proszę bardzo, naprawdę cieszę. Że tak po sąsiedzku. To tak jak za czasów, kiedy nie było jeszcze telefonów.

W kolejnych latach Alina Janowska już systematycznie pojawiała się na wielkim ekranie, nie rezygnując z pracy w teatrze. W latach 1966–1989 występowała na deskach Teatru Komedia, a następnie, do 2000 r., w Teatrze Syrena. Aż do 2011 r. regularnie grała większe role i epizody w cieszących się popularnością serialach telewizyjnych, takich jak: „Stawka większa niż życie”, „Samochodzik i templariusze”, „Podróż za jeden uśmiech”, „Czterdziestolatek”, „Lalka”, „Złotopolscy”, „Na dobre i na złe”. W tym czasie także systematycznie występowała na wielkim ekranie w filmach: „Dulscy” (w roli Anieli Dulskiej), „Och, Karol” (jako teściowa Karola) czy we wspomnianych „Rozmowach kontrolowanych”. W 2013 r. zagrała samą siebie w filmie dokumentalnym o fotografce Zofii Nasierowskiej: „Zdjęcie od Nasierowskiej, czyli życie wielokrotnie spełnione” Tomasza Pijanowskiego.

Przez wiele lat angażowała się w działalność społeczną na rzecz innych. Była długoletnią przewodniczącą Sekcji Estrady w Związku Artystów Scen Polskich (ZASP), była również radną dzielnicy Żoliborz w Warszawie. Wspierała najmłodszych w rozwijaniu talentów artystycznych poprzez działalność Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom „Gniazdo” i Małą Filharmonię.

Prywatnie jej pierwszym mężem był scenograf filmowy Andrzej Borecki; od 1963 r. była żoną architekta Wojciecha Zabłockiego. Miała troje dzieci: Agatę, Michała i Katarzynę.

W ostatnich latach życia aktorka cierpiała na chorobę Alzheimera i nie pokazywała się publicznie. Ostatni raz wystąpiła przed publicznością w marcu 2013 r. podczas 34. Przeglądu Piosenki Aktorskiej, kiedy świętowała jubileusz pracy artystycznej, uczczony koncertem „Urodziny AlinyBenefis Aliny Janowskiej”. Zmarła 13 listopada 2017 r. w wieku 94 lat. Została pochowana w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach.



Krzysztof Kamil Baczyński

Poeta, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli tzw. "Pokolenia Kolumbów". Brał udział w Powstaniu Warszawskim, żołnierz Armii Krajowej. Używał pseudonimów: "Jan Bugaj", "Krzysztof Zieliński", "Piotr Smugosz", "Emil" i "Jan Krzyski". Urodził się 22 stycznia 1921 roku w Warszawie jako syn nauczycielki z zasymilowanej rodziny żydowskiej, oraz znanego międzywojennego krytyka literackiego.

Ojciec Stanisław Baczyński (1890-1939), działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, żołnierz Legionów Polskich, oficer wywiadu tzw. dwójki WP, pisarz i krytyk literacki. Był synem powstańca styczniowego. W czasie I wojny światowej działał w Polskiej Organizacji Wojskowej. W 1924 był oficerem rezerwy 32 Pułku Piechoty w twierdzy Modlin. W latach 1929-1930 wydawał w Warszawie miesięcznik literacki „Europa”. Publikował m.in. w czasopismach „Wiek XX” i „Lewy Tor”.

Matka Krzysztofa - Stefania Baczyńska z domu Zieleńczyk (1890-1953) pochodziła z zasymilowanej rodziny warszawskich Żydów. Była katoliczką, córką Maksymiliana Zieleńczyka, rzemieślnika-czapnika. W 1918 roku ukończyła w Warszawie Kurs Pedagogiczny dla nauczycieli szkół elementarnych. W latach 1922–1932 wykładała w Seminarium Nauczycielskim Katolickiego Związku Polek w Warszawie. Pracowała jako nauczycielka metodyki, pełniła także funkcje kierowniczki szkoły ćwiczeń przy seminarium nauczycielskim. Zmarła 15 maja 1953 roku w zakładzie opiekuńczym na Służewie. Pochowano ją, wedle życzenia, z medalikiem św. Krzysztofa, wydobytym w 1947 z powstańczej mogiły syna. Trumnę złożono w kwaterze legionowej, gdzie leżał jej mąż Stanisław. Jej ostatnią wolą było, aby opiekunami rękopisów Krzysztofa byli: Jerzy Andrzejewski, Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Turowicz i Kazimierz Wyka.

Stosunki między rodzicami poety nie układały się dobrze, co w końcu doprowadziło do separacji. Więź z matką, która samotnie go wychowywała, pozostanie do końca jedną z najważniejszych relacji w życiu poety.

Baczyński zaczął pisać wiersze już jako uczeń warszawskiego gimnazjum im. Stefana Batorego. Nie był wybitnym uczniem, na świadectwach przeważały trójki. Miał kłopoty z matematyką, najwyższe oceny zbierał tylko z rysunków i po maturze zamierzał zdawać na Akademię Sztuk Pięknych.

Młody Baczyński był dzieckiem chorowitym i słabym. Miał astmę. Nie miał zbyt wielu kolegów i może właśnie dlatego, że nie był prymusem ani zdobywcą rekordów na szkolnej bieżni, związał się z polityką. W szkole średniej należał do tajnego radykalnego ugrupowania socjalistycznego "Spartakus". Używał wtedy pseudonimu "Emil". Z tego okresu pochodzi jego pierwszy znany wiersz "Wypadek przy pracy" (1936). Należał też do harcerstwa. Zdał maturę w maju 1939 roku, miesiąc później zmarł jego ojciec a we wrześniu wybuchła wojna. Gdyby nie to przykre wydarzenie w życiu Baczyńskiego, oraz wybuch wojny, z pewnością studiowałby we Francji, dokąd miał się udać.

W okresie okupacji Baczyński mieszkał przy ul. Hołówki 3. Po utworzeniu w 1940 r. getta w Warszawie, pozostał z matką po aryjskiej stronie ryzykując, w razie wykrycia żydowskiego pochodzenia, rozstrzelanie na miejscu. Od jesieni 1942 do lata 1943 studiował polonistykę na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Poza tym zajmował się pracą dorywczą: szklił okna, malował szyldy, pracował u węglarza, przyjmował telefonicznie zlecenia w Zakładach Sanitarnych. Podczas okupacji Baczyński ukończył podziemną Szkołę Podchorążych Rezerwy "Agricola", uczestniczył w kilku akcjach sabotażowych, m.in. w wysadzeniu pociągu niemieckiego na trasie Tłuszcz-Urle, która została przeprowadzona 27 kwietnia 1944 r.

Na początku okupacji Baczyński związał się z socjalistyczną grupą "Płomienie", pisał także w lewicowym miesięczniku literacko-społecznym "Droga". Jednak lewicowe sympatie młodego poety znacznie osłabły po 17 września 1939 roku, a ostatecznie wystygły po odkryciu w kwietniu 1943 roku grobów w Katyniu.

W 1941 wiosnę spędził w szpitalu, ale po podreperowaniu zdrowia na jednym z wieczorków literackich poznał Andrzejewskiego, który, zakochany w nim, wprowadził go w środowisko pisarzy, poznając z Czesławem Miłoszem i Jarosławem Iwaszkiewiczem. Tak Baczyński zaczął jeździć do Stawisk, który w ten wojenny czas wydawał się jakąś oazą.

Iwaszkiewicz w pisał w swoich dziennikach o Baczyńskim: "Z początku nie bardzo go lubiłem, taki był szalenie pewny swoich wierszy. Pamiętam, jak czytał je u nas po raz pierwszy na Nowy Rok 1942, i kiedy spróbowałem mu zrobić parę uwag; jak się od razu postawił okoniem, jak bronił swoich poezji, jakbym ja je atakował z całą powagą. Bardzo mnie to rozśmieszyło, ale kiedy na wiosnę zamieszkał u nas na parę tygodni lecząc się na tę swoją astmę (Podkowa Leśna doskonale mu robiła na te ataki), kiedy tu posiedział trochę razem ze Stasiem Piętakiem, kiedy zaprzyjaźnił się z dziewczynkami, polubiłem go bardzo. Trzeba tylko do niego trafić poprzez tę skorupę, którą on na siebie nakłada przez młodzieńczą nieśmiałość, przez pewną szorstkość młodości. Wiersze jego nie wszystkie lubię, ale zadziwia mnie łatwość, z jaką je pisze, i jakie mnóstwo! Może trochę za dużo". Baczyński w Stawiskach spędził jeszcze Wielkanoc 1942 roku i kilka wiosennych tygodni.

W czerwcu 1942 roku Krzysztof Kamil Baczyński ożenił się ze studentką podziemnej polonistyki Barbarą Drapczyńską. Małżeństwo okazało się wyjątkowo dobrane i zgodne. Baczyńscy poznali się w grudniu 1941 u koleżanki. Pobrali się 3 czerwca 1942 r w kościele Św. Trójcy w Warszawie na Solcu. Ślubu udzielał ksiądz Ludomir Lissowski pod konspiracyjnym nazwiskiem Leona Latowicza. Jednym ze świadków był Jerzy Andrzejewski. Basia miała na sobie kremowy kostium, a ręku bukiet konwalii. Krzysztof ubrany był w ciemny garnitur.

Jednym z gości był Iwaszkiewicz, który odnotował w dzienniku: "Przywiozłem im olbrzymi bukiet bzów, które w tym roku wyjątkowo obficie kwitną na Stawisku. Białych i niebieskich (jak mówi Wanda Telakowska, twierdząc, że określenie "liliowy" jest nazwą koloru konfekcyjną i prawdziwie kulturalny człowiek nie powinien jej używać). Jak w zeszłym roku chrzciny, tak w tym roku śluby – szalona na to jest moda – i wszystkie albo prawie wszystkie przy mszy rzymskiej, co długo trwa, ale wygląda bardzo uroczyście. Baczyńscy przystępowali do komunii, oboje tacy drobni, malutcy, dziecinni, powiedziałem potem, że wyglądało to nie na ślub, a na pierwszą komunię. Krzysztof bardzo wzruszony". W kolejnych zdaniach dodawał: "Basi, jego żony, prawie nie znam, choć chodziła ona na moje wykłady o poezji. Zdaje się, inteligentna dziewczyna. Krzysztof pierwszego skończył dwadzieścia jeden lat, a trzeciego się ożenił. I teraz tak ciągle takie dzieci się żenią. Krzysztof był bardzo serdeczny dla mnie i dziękował za kwiaty, rzeczywiście wyglądały wspaniale. Mają być u nas za parę dni z pierwszą wizytą. Śmieszne dzieciaki".

Wesele odbyło się w domu Drapczyńskich, goście szeptali, że teść poety sprzedał złoty zegarek, by wyprawić przyjęcie. Przy stole nie było Stefanii Baczyńskiej, która w kościele, kiedy młodzi powiedzieli sobie sakramentalne "tak", zasłabła…

Po ślubie młodzi Baczyńscy zamieszkali w wynajętym dwuizbowym lokalu przy Hołówki 3 na Mokotowie. To był cios dla Stefanii Baczyńskiej. Choć sama była córką rzemieślnika (robił czapki), nie szczędziła złośliwych uwag, że syn żeni się z drukarzówną (ojciec Basi miał drukarnię). Próbowała go odwieść od tego małżeństwa, przekonać, by poczekał, aż życie znów stanie się zwyczajne. Ale on się spieszył, starając się nie widzieć tego, że matka jest zazdrosna – zamiast dla niej syn zaczął pisać wiersze dla innej kobiety. Jerzy Andrzejewski, pisarz, który był jednym z mentorów poety, w swoim dzienniku pisał wprost: dla Stefanii Baczyńskiej małżeństwo jej syna z Basią Drapczyńską było mezaliansem i dopustem bożym. Ale nie była w stanie zmusić go, by się odkochał.

Basia która wprowadziła się do teściowej. wspominała, że w niewielkim mieszkanku rozpętało się piekło, bo obie – matka i żona – szczerze się nie znosiły. Basia żaliła się koleżankom, że najgorsze, co może człowieka spotkać, to mieszkanie pod jednym dachem z teściową. Jej przyjaciółka, Felicja Sarna, tak wspominała matkę poety: "Była taką klasyczną mamusią żydowską, lwio nadopiekuńczą, potwornie zaborczą", a sama Basia żaliła się, że Krzyś jest rozpieszczonym jedynakiem. Jednak wybaczała mu wszystko – dla jego talentu. Jeszcze przed ślubem pokazała mu swoje wiersze, szybko jednak uznała, że od pisania w tym związku jest on. Ona będzie zaś jego wiersze omawiać, promować, pokazywać innym.

Atmosfera w mieszkaniu przy Hołówki, na tyłach Łazienek była tak gęsta, że teściowa i synowa w jakimś momencie zdecydowały się nawet podzielić je prześcieradłami, ale koniec końców ustąpiła matka, kiedy po jednej z awantur Basia uciekła do rodziców. Stefania Baczyńska wyprowadziła się więc do Anina. Po wyprowadzce w mieszkaniu pojawiła się skrytka, w której oprócz broni znalazły się mapy, konspiracyjne podręczniki do szkolenia wojskowego, podziemna prasa. Ojciec Basi, jak się o niej dowiedział, aż przysiadł ze zdenerwowania. Jakby Niemcy odkryli, jakby ktoś doniósł… Córka bez zastanowienia zapytała go wtedy: – Dlaczego inni mają walczyć, a my stać z boku i patrzeć na tę walkę?

Baczyński rwał się do czynnego udziału w akcjach zbrojnych choć dowódcy niechętnie ryzykowali życie znanego i cenionego poety, którym już w tym okresie był. Na wieść o wstąpieniu Baczyńskiego do oddziału dywersyjnego Stanisław Pigoń powiedział Kazimierzowi Wyce: "Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów".

Od lipca 1943 Baczyński należał do II plutonu "Alek" 2. kompanii "Rudy" batalionu Zośka AK w stopniu starszego strzelca pod ps. Krzysztof. Uczestniczył w akcji wykolejenia pociągu niemieckiego na odcinku Tłuszcz-Urle (akcja "TU") 27.04.1944 r.

Rozkazem dowódcy 2. kompanii batalionu "Zośka" pchor. Andrzeja Romockiego, z 1 lipca 1944 Baczyński został zwolniony z pełnionych funkcji "z powodu małej przydatności w warunkach polowych z jednoczesną prośbą o objęcie nieoficjalnego stanowiska szefa prasowego kompanii. Chodziło oczywiście o odsunięcie poety od walki. Baczyński jednak nie skapitulował - kilka dni później przeszedł do harcerskiego batalionu "Parasol" na stanowisko zastępcy dowódcy III plutonu 3. kompanii. W "Parasolu" przyjął pseudonim "Krzyś".

1 sierpnia 1944 Krzysztof wyszedł z domu na punkt koncentracji, Barbara zaś udała się do rodziców na ul. Pańską. Od chwili wyjścia z Hołówki już się nie zobaczyli.

Rozkaz o godzinie "W" nie dotarł na czas do wszystkich dowódców niższego szczebla. Wybuch Powstania Warszawskiego zaskoczył Baczyńskiego w rejonie pl. Teatralnego, gdzie został wysłany po odbiór butów dla oddziału. Nie mogąc przedostać się na miejsce koncentracji macierzystej jednostki na Woli przyłączył się do oddziału złożonego z ochotników, którymi dowodził ppor. "Leszek" (Lesław Kossowski).

"Pierwsza noc była spokojna. Drugiego od wczesnego rana wszczęto zaciekłe walki o  pałac Blanka. Powstańcy uderzają od Daniłowiczowskiej, przez podziemia Ratusza do piwnic pałacu i  od placu Teatralnego na główną bramę obiektu. Niemcy nie dali się zaskoczyć, przywitali powstańców skutecznym ogniem. Wydawało się, że pałac Blanka jest twierdzą nie do zdobycia. Huk rozrywających się granatów, serie wystrzałów z  peemów, krzyki, potęgująca się wrzawa, i  pałac, mimo bardzo silnego oporu Niemców, został zdobyty. Byli po obu stronach zabici, ranni i wzięci do niewoli" – wspominała sanitariuszka "Stella", Krystyna Sypniewska-Prekier .

Walki trwały dwa dni. Po zdobyciu pałacu Baczyński został odkomenderowany na wieżę Ratusza, na posterunek obserwacyjny. 4 sierpnia był znów w pałacu – miał wartę w pokoju na pierwszym piętrze, wychodzącym na wprost kolumnady Teatru Wielkiego. Tego samego dnia sanitariuszki dostały wezwanie do rannego w pałacu Blanka.

"Pod ciągłym obstrzałem niemieckim z różnych stron czołgałyśmy się do rannego. Kule, które przelatywały przez otwory okienne, odbijały się od ściany. Uniemożliwiały swobodne poruszanie się. Z  największą ostrożnością doczołgałam się do powstańca. Z  lewej strony głowy miał ranę wielkości pięciozłotówki, lekko wydłużoną, w której prześwitywał mózg. Rana nie krwawiła, twarz była śmiertelnie blada. Ranny to drobny blondyn, którego z  trudem ułożyłyśmy na noszach, będąc w  pozycji półleżącej. Był jeszcze jakiś mężczyzna, który pomagał nam przenieść go przez mur do punktu sanitarnego w  Ratuszu. Potem dowiedziałam się, że był to młody poeta lat okupacji, Krzysztof Kamil Baczyński" – pisała "Stella".

I tak to poeta zginął w Pałacu Blanka 4 sierpnia około godziny 16. Trafił go niemiecki snajper strzelający z gmachu Teatru Wielkiego. Pochowano go tymczasowo na dziedzińcu Ratusza. To był jeden z pierwszych powstańczych pogrzebów. Kiedy żołnierze z biało-czerwonymi opaskami stali na dziedzińcu Ratusza, któryś z nich ponoć zapytał, kogo chowają. "Człowieku, to Słowacki!" – usłyszał w odpowiedzi. W miejscu, gdzie go pochowano, stoi dzisiaj pomnik Nike.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

Basia nie wiedziała, że zginął. Szukała wiadomości o nim, biegała po piwnicach, pytała, ale nikt nic nie wiedział. Po wojnie mama Basi opowiadała, że chciała znaleźć Krzysztofa i powiedzieć mu, że będą mieli dziecko . Był 24 sierpnia, kiedy wyszła na podwórko kamienicy, w której mieszkali jej rodzice. Jak co dzień od trzech tygodni leciały bomby. Z okien posypały się szyby. Kawałek szkła wbił się jej w skroń. Zdołała powiedzieć: "Mamo, jestem ranna" i straciła przytomność. Rodzice znieśli ją do piwnicy, udało im się nawet znaleźć lekarza, który próbował zoperować Basię, ale nie miała szans. Nie było wody, opatrunków, leków. Nie było nic poza śmiercią. Zmarła 1 września jak głosi legenda, z tomikiem wierszy męża w dłoni powtarzając w malignie: "Idę do ciebie, już idę".

W pierwszym numerze "Tygodnika Powszechnego", który ukazał się 24 marca 1945 roku, wydrukowano wiersz poety "Z wiatrem". Towarzyszył mu komentarz: "Największą może rewelacją życia literackiego okresu niewoli była poezja Krzysztofa Baczyńskiego. [...] nieznany i nie drukujący przed wojną (w chwili wybuchu której miał chyba nie więcej jak 17 lat) objawił się nagle jako gotowa i zdumiewająco dojrzała organizacja poetycka. [...] Wybuch powstania zastał Baczyńskiego w Warszawie. Poeta z bronią w ręku wziął udział w nierównej walce z okupantem. Dalsze losy Baczyńskiego są zupełnie nieznane, na pytanie, czy poeta żyje, dziś jeszcze odpowiedzieć nie można".

Może dlatego Stefania Baczyńska nie wierzyła w śmierć syna? Czekała, aż wrócą jeńcy z obozów. I wiedziała swoje: jeśli nie ma ciała, to znaczy, że Krzysztof musi żyć. Chodziła więc na kolejne ekshumacje masowych mogił powstańczych i po każdej z nich czuła ulgę. W styczniu 1947 roku ruszyły w końcu ekshumacje przed Ratuszem. Zmarzniętą ziemię trzeba było rozbić kilofami.

W odsłoniętych mogiłach ani Stefania Baczyńska, ani Feliksa Drapczyńska nie rozpoznały jednak szczątków Krzysztofa. Ale w nocy matce Basi przyśnił się Krzyś, mówiący: "Mamo, ja leżę drugi od brzegu". Drapczyńscy natychmiast pobiegli zawiadomić matkę poety, która nie mogła zrozumieć, dlaczego syn przyśnił się obcej kobiecie, teściowej. Rano jednak znów byli pod Ratuszem. Otworzyli drugą trumnę i wtedy przy szyi zmarłego uwagę patrzących przykuła dziwna grudka ziemi. Ktoś ją wziął w palce, rozgniótł. Wypadł złoty medalik ze świętym Krzysztofem i inicjałami KKB. Nabożeństwo żałobne odbyło się kilka dni później w kościele Kapucynów. 14 stycznia Krzysztofa pochowano na Powązkach, na Cmentarzu Wojskowym. Barbarę pochowaną w czasie powstania pod chodnikiem na Siennej pochowano razem z nim kilka miesięcy później. Między kwaterami poległych powstańców z batalionów "Zośka" i "Parasol".

Jaki los spotkałby go w powojennej Polsce? W styczniu 1949 roku szukali go tajniacy z UB najwyraźniej nie mając informacji, że dwa lata wcześniej poetę pochowano na Powązkach...

Baczyński pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Armii Krajowej i Medalem za Warszawę.

Baczyński w okresie okupacji niemieckiej ogłosił 5 tomików poezji: "Zamknięty echem" (lato 1940), "Dwie miłości" (jesień 1940), "Wiersze wybrane" (maj 1942) i "Arkusz poetycki nr 1" (1944). Jego poezja wyraża emocje i los generacji Kolumbów. Poeta zdawał sobie z tego sprawę, w wierszach często stosował liczbę mnogą, przemawiając w imieniu swoim i całego pokolenia. Pisał wiersze katastroficzne, chciał zmierzyć się ze swoją epoką, opisać czas wojny, która w jego wierszach ukazana jest jako ogromna, niszczycielska siła, niszcząca dawne systemy wartości i wprowadzająca nowe, okrutne prawa.

Twórczość Baczyńskiego charakteryzuje się dużą dynamiką zmian - ewolucją postawy wobec rzeczywistości, która pociągała za sobą zmianę w repertuarze środków artystycznych.Zaczął pisać już jako gimnazjalista, do roku 1941 trwa jego "wczesny" etap twórczości, podczas którego poeta tworzy głównie pod wpływem J. K. Weintrauba, poezji Czechowicza i wileńskich Żagarystów (zwłaszcza Zagórskiego i Rymkiewicza).

Na czoło, poza typową dla katastrofistów scenerią kosmiczną, wysuwa się kontrast między sielankowym obrazem dzieciństwa - utraconą arkadią spokoju i piękna, a katastrofą, która obróciła ten świat w niwecz. W przeciwieństwie jednak do twórców którzy go inspirowali, był poetą Apokalipsy spełnionej.

Na jesieni 1941 w twórczości Baczyńskiego daje się zauważyć przemianę - poeta doznaje "porażenia okupacyjnego" - w jego wierszach następuje zwrot do tradycji romantycznej (zwłaszcza Słowackiego i Norwida), zaznacza się w niej konflikt dwóch tendencji artystycznych - liryki "czystej", dającej pierwszeństwo swobodnej grze wyobraźni oraz liryki zaangażowanej, zajmującej aktywną postawę wobec bieżących wydarzeń. Druga z tych tendencji zyskuje przewagę, wysuwa na czoło rolę poety jako natchnionego wieszcza i budziciela sumień. Wymowa jego wierszy pozostaje jednak wieloznaczna i płynna, jej język jest silnie zmetaforyzowany, występują w niej liczne symbole, słowa - klucze, zaskakujące połączenia motywów (z najistotniejszym motywem wody), stale przeplatają się dwa style - intelektualno-dyskursywny i wizjonersko-symboliczny (wykorzystujący takie elementy, jak baśń, legenda, mit, sen).

Ważnym elementem twórczości Baczyńskiego są erotyki poświęcone żonie, Barbarze Drapaczyńskiej - wykraczające poza dotychczasowe konwencje liryki miłosnej, ukazujące portret kobiety w znacznym odrealnieniu, stającej się częścią natury, jakby w niej roztopionej. Po wstąpieniu w 1943 do Harcerskich Grup Szturmowych nasila się w jego poezji tematyka walki, etosu żołnierskiego, rozważania o wyborze, którego trzeba dokonać, aby włączyć się do działalności zbrojnej - najdoskonalszym przykładem wykorzystania tej tematyki jest poemat Wybór, parabola losów i motywów, z jakimi zmagała się młodzież AK-owska.

Baczyński już za życia cieszył się sporym uznaniem, zwłaszcza starszych twórców (Andrzejewskiego czy Iwaszkiewicza), niezbyt przychylnie natomiast odnosili się do jego twórczości rówieśnicy skupieni wokół prawicowego pisma "Sztuka i Naród". Powojenna recepcja jego poezji nierozerwalnie związała się z legendą biograficzną, według której Baczyński był modelowym reprezentantem pokolenia Kolumbów. Pomimo nielicznych głosów krytycznych jego poezja cieszy się popularnością wśród czytelników i poważaniem badaczy literatury, a sam Baczyński uważany jest za najwybitniejszego twórcę pokolenia wojennego.



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.



DZIAŁ HISTORIA/KULTURA PAI ODWIEDZIŁO DOTYCHCZAS   519099 OSÓB