Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska


Grupa Kampinos, była największym zgrupowaniem partyzanckim jakie działało na Mazowszu, i które stoczyło jedną z największych partyzanckich bitew podczas II wojny światowej. Grupa Kampinos dwa razy słała pomoc do Powstania Warszawskiego, a na terenie Puszczy Kampinoskiej stoczyła kilkadziesiąt zwycięskich bitew hitlerowskim okupantem.

Początki konspiracji w Kampinosie rozpoczęły się już po klęsce kampanii wrześniowej. Mieszkańcy puszczańskich wsi byli świadkami nierównej walki polskich żołnierzy z niemieckim okupantem. Resztki rozbitych pod Bzurą wojsk przedzierały się przez puszczę, by stanąć w obronie Warszawy. Wielu jednak nie dotarło, częste niemieckie zasadzki oraz lotnictwo dziesiątkowały – i tak już rozbite – oddziały. Wrzesień 1939 roku był wyjątkowo suchy i gorący, typowe dla Puszczy Kampinoskiej tereny podmokłe wyschły, nie można było zatem liczyć na spowolnienie niemieckich kolumn zmotoryzowanych przez bagniste tereny. Jak pisał w swych pamiętnikach Generał Tadeusz Kutrzeba – „Puszcza Kampinoska stała się grobem Armii Poznań”.

Po klęsce września 39 nastał czas terroru i zniewolenia. Jednak w sercach mieszkańców puszczańskich miejscowości rodziła się chęć odwetu. Już w 1940 roku zaczęto organizować konspirację. W miejscach walk z Kampanii Wrześniowej poszukiwano broni. Polscy żołnierze w obliczu kapitulacji ukrywali broń, żeby nie dostała się w ręce wroga oraz by mogła służyć w bardziej dogodnych czasach.

I takie nadeszły. W 1944 w Warszawie coraz częściej mówiono o powstaniu, nadchodziły kolejne meldunki o klęskach wojsk niemieckich, a ludzie z nadzieją zaczynali patrzeć w przyszłość. Na wieść o tym w oddalonym o setki kilometrów Nowogrodzie Zgrupowanie Stołpecko – Naliboickie walczące z Niemcami na tamtych terenach zdecydowało się na rajd do Warszawy. 29 czerwca 1944 roku oddział Naliboków wyruszył z Nowogrodu. Wraz z nimi te tereny opuściły ich rodziny, oraz wielu Polaków narażonych na represje ze strony sowietów. Świetnie uzbrojony oddział w polskich mundurach przemierzył ponad 500 kilometrową trasę, tocząc po drodze zwycięskie potyczki z niemieckimi oddziałami. Po przekroczeniu Bugu na terenach bezpiecznych rozlokowano ewakuowanych cywili. Pod koniec lipca oddział znalazł się w pobliżu Warszawy.

Po drodze pojawił się problem. Drogę zagrodziła im Wisła. Wszystkie mosty były w rękach Niemców. Dowodzący por. Adolf Pilch skierował oddział w stronę mostu w Nowym Dworze Mazowieckim. Obmyślono sprytny aczkolwiek ryzykowny plan. Dowództwo oddziału postanowiło wmówić Niemcom że to oddział sojuszniczy - Polonische Legion. Należy pamiętać, że wówczas do Niemców dołączały podobne oddziały węgierskie, ukraińskie czy białoruskie sympatyzujące z nazistami a obawiające się Sowietów. Przed mostem rozpoczęły się pertraktacje z Niemcami, ci jednak nie bardzo chcieli uwierzyć na słowo że to sojusznicza jednostka. Na szczęście na rozmowy przybył komendant stacji zbornej w Modlinie pułkownik von Biber, któremu towarzyszył major von Jaster Valdan. Chor. Stefan Andrzejewski „Wyżeł” który szedł na czele polskiej kolumny rozpoznał majora von Jaster Valdana, z którym podczas pierwszej wojny światowej walczyli razem na francuskim foncie, służąc w tym samym regimencie. Ta dawna znajomość pozwoliła pomyślnie zakończyć pertraktacje.

Oddział otrzymał nie tylko zgodę na przejazd przez most, ale i aprowizację. I tak oddział Naliboków dotarł w okolice Warszawy. Początkowo żołnierze zakwaterowali się w Dziekanowie Polskim, potem przenieśli się do miejscowości Wiersze. Mieszkańcy witali polskie wojsko ze łzami w oczach, zapanowała radosna euforia. Tak liczny i dobrze uzbrojony oddział znacząco wzmocnił siły organizowanych na terenie Puszczy Kampinoskiej oddziałów AK. Połączone siły zyskały nazwę Pułk Palimy – Młociny.



Gdy nastała godzina „W” partyzanci wzięli czynny udział w Powstaniu Warszawskim. Atakowali Lotnisko Bielańskie, którego wprawdzie nie zdobyli, ale zniszczyli na tyle że Niemcy nie mogli już z niego korzystać. Wzięli także udział w ataku na Dworzec Gdański, gdzie wielu z nich poległo. Teren dworca był silnie ufortyfikowany, a broń ręczna przeciw schronom bojowym była bez szans. Podczas ataku na Dworzec Gdański zginęło około 400 żołnierzy ze zgrupowania Stołpecko – Nalibockiego. Potrafili oni świetnie walczyć w lesie na koniach, jednak wpuszczeni do miasta którego nie znali zostali wysłani na niemalże samobójczą misję. Zginęli z dala od własnych domów, oddając życie za miasto którego nawet nie zdążyli zobaczyć,

Po nieudanym ataku na Lotnisko Bielańskie partyzanci wrócili do puszczy. Wieść o dużym zgrupowaniu w Puszczy Kampinoskiej szybko się rozeszła, zaczęły więc przybywać tu rozbite oddziały powstańcze, szukające możliwości dalszej walki. Dość szybko liczebność puszczańskich oddziałów zbliżyła się do 3 tysięcy żołnierzy. Wzmocnione w ten sposób ugrupowanie przyjęło nazwę „Grupa Kampinos”. W sercu Puszczy Kampinoskiej utworzony został obóz warowny obejmujący kilka miejscowości takich jak Wiersze, Brzozówka, Janówek, czy Aleksandrów, pod wspólna nazwą „Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska”. Jak pisał jeden z partyzantów – „W tych granicach na każdym kroku wolność się spostrzegało i wolność się czuło. Ludność pozbyła się nękającego ją od lat strachu”.

Liczebność zgrupowania rosła z dnia na dzień. Broń pozyskiwano z alianckich zrzutów oraz likwidując placówki nieprzyjaciela. Wyżywienie dla tak dużej liczby żołnierzy zdobywano przejmując niemieckie składy żywności. Partyzanci przechwycili też duże stado bydła zgromadzonego przez Niemców. Ludność zamieszkująca te tereny piekła chleb dla partyzantów, dostarczała siano dla koni.



W jednym z budynków znajdowała się radiostacja odbierająca sygnały nadawane z Londynu. W miejscu gdzie dziś stoi Kościół Parafialny Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny znajdował się plac apelowy. Odbywały się tu msze polowe odprawiane przez kapelanów powstańczych. Byli to: ksiądz Stefan Wyszyński „Radwan III” późniejszy Prymas Polski, ksiądz Jerzy Baszkiewicz „Radwan II” późniejszy proboszcz Katedry Warszawskiej, ksiądz Wacław Karłowicz „Andrzej Bobola” i ksiądz Hilary Praczyński „Gwardian” przybyły do Puszczy Kampinoskiej z oddziałem Nalibockim. Mieszkańcy wsi wraz z partyzantami uczestniczyli w mszach polowych.

Partyzanci zadawali Niemcom dotkliwe straty, oraz blokowali wszystkie drogi prowadzące przez puszczę. Szczególnie ciężkie walki toczyły się pod miejscowością Pociecha. Krzyżowały się tam szlaki przez puszczę, i dlatego Niemcy próbowali przejąc kontrolę nad tą placówką. Pociecha była wielokrotnie atakowana, jednak zawsze natarcie było odrzucane. Mimo przewagi liczebnej wroga, broni pancernej i wsparcia lotniczego żołnierze Grupy Kampinos za każdym razem dziesiątkowali nacierające oddziały, a czołgi niszczyli za pomocą min i PIAT-ów otrzymanych ze zrzutów.

Pod koniec sierpnia na obrzeżach puszczy pojawiły się odziały RONA – rosyjska formacje pod dowództwem niemieckim. Zadaniem ich było odcięcie walczącej Warszawy od puszczy. Oddziały te słynęły z wyjątkowego okrucieństwa. Walki z „ronowcami” trwały kilka dni. Z czasem morale żołnierzy RONA upadło na tyle, że Niemcy musieli ich rozbroić i zamknąć za drutami.



Partyzanci przez cały okres swojej działalności roztaczali ochornę nad miejscową ludnością. Partyzanckie czujki stacjonowały przy wejściach do puszczy. Jeśli zauważono jakiś oddział niemiecki, wpuszczano go w głąb lasu, gdzie w dogodnym miejscu otaczano. Zdobywano w ten sposób cenną broń i amunicję. Doszło nawet do tego, że pojmani w czasie zasadzek jeńcy niemieccy do końca byli z partyzantami, nie kwapili się do ucieczki, gdyż chcieli w spokoju doczekać końca wojny.

Zapleczem sanitarnym był Szpital w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach - bezpieczne schronienie dla rannych partyzantów. Dzięki zaangażowaniu duchownych i ociemniałych, którzy pomagali we wszystkim, udało się ocalić wiele partyzanckich istnień. Partyzanci z kolei dbali o to by w zakładzie nie brakowało żywności.

Trzeba pamiętać że w partyzantce byli nie tylko mężczyźni. Nieocenioną rolę odegrały również kobiety. Pełniły służbę jako sanitariuszki, łączniczki, wykonywały także zadania zwiadowcze. Często były na pierwszej linii i niejednemu żołnierzowi uratowały życie, wynosząc go rannego spod ostrzału.

Leśnicy także mieli swój wkład w funkcjonowanie Niepodległej Rzeczypospolitej Kampinoskiej. Ze względu na doskonałą znajomość puszczy byli świetnymi zwiadowcami i przewodnikami, a w ciężkich czasach dostarczali żywność dla ukrywających się w lesie partyzantów. Wielu z nich oddało życie za sprawę.

Dla Niemców istnienie Niepodległej Rzeczpospolitej Kampinoskiej było nie do zaakceptowania. Nadszedł w końcu kres tych dni wolności. Niemcy bali się możliwości współpracy partyzantów z Armią Czerwoną. Potrzebowali też swobodnej drogi ucieczki przez puszczę, gdyż radziecka ofensywa zbliżała się do Warszawy. Rozpoczęto operację pod nazwą „Sternschnuppe” (Spadająca Gwiazda) – powołano w tym celu dwie grupy szturmowe- Północ i Południe, których zadaniem było zaatakowanie obozu partyzantów. Pod koniec września wzrosła też aktywność lotów obserwacyjnych nad puszczą, pojawiły się samoloty obserwacyjne. Wkrótce rozpoczęły się silne bombardowania obozu powstańców – wsi Wierszy, Brzozówki, Truskawki i Janówka. Natarcie ruszyło. Wiersze zostały doszczętnie zniszczone, obóz partyzancki przestał istnieć. Podjęto decyzje o wymarszu z Puszczy Kampinoskiej w Góry Świętokrzyskie.

Pod osłoną nocy oddziały partyzanckie wyruszyły w kierunku Puszczy Mariańskiej, gdzie była szansa na zgubienie pościgu. Partyzanci poruszali się przez bagna wraz z końmi i wozami taborowymi, kilkakrotnie wymykali się z niemieckiego okrążenia. Podczas tego marszu dochodziło do potyczek, Niemcy opanowali już wszystkie wsie w okolicy. Na wysokości wsi Wiejca i Kampinos partyzanci wyszli z lasu. Po minięciu Baranowa zatrzymali się w Budach Zosinych niedaleko Jaktorowa, pozostało już tylko przekroczyć tory. Dość łatwo zlikwidowano gniazda karabinów maszynowych i odrzucono Niemców od torów, wydawało się, że jednak się uda, lecz wtedy nadjechał pociąg pancerny, a potem drugi. Stało się już jasne, że to będzie ostatnia walka. Pociąg pancerny zasypał żołnierzy ogniem, od drugiej strony nadciągały czołgi, a po bokach piechota. Sytuacja stała się beznadziejna, mimo to podjęto walkę. Niewątpliwym sukcesem było zestrzelenie jednego z samolotów, na widok czego pozostałe natychmiast opuściły rejon walki. Kończyła się jednak amunicja, na skutek ostrzału zniszczone zostały wozy taborowe, a konie się rozbiegły, kocioł się zamknął. Kolejne ataki udawało się jeszcze odpierać, ale była to już kwestia czasu.

Kiedy już nie mieli już czym strzelać, a do natarcia ruszyły oddziały SS, partyzanci pozwolili im podejść najbliżej, jak się dało i rzucili się na nich z bagnetami, wciągając w bezpośrednią walkę, co uniemożliwiało prowadzenie ognia. SS-mani – elitarne oddziały niemieckie – nie wytrzymali psychicznie i rzucili się do ucieczki, porzucając broń. Był to jednak koniec. Kilka małych grup uszło z okrążenia, innym się to nie udało. Na miejscu zostało na zawsze około 170 powstańców, około 150 dostało się do niewoli, chociaż liczba ta mogła być większa, SS-mani i żandarmi jeńców rozstrzeliwali na miejscu.

Tak zakończyła się jedna z największych dziejach II wojny bitwa partyzancka. Niemcy w walkach z Grupą Kampinos stracili ok 1000 żołnierzy, ok 500 zostało rannych.



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.



DZIAŁ HISTORIA/KULTURA PAI ODWIEDZIŁO DOTYCHCZAS   519102 OSÓB