August Kowalczyk


Aktor, były więzień niemieckiego obozu Auschwitz II-Birkenau, z którego uciekł, żołnierz AK, wieloletni wiceprezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Wystarczy na niejeden życiorys. Równo 100 lat temu Tarnawie Górze urodził się August Kowalczyk

August Kowalczyk urodził się 15 sierpnia 1921 r. Miał zostać księdzem, jednak jego plany przerwała wojna – w momencie jej wybuchu miał zaledwie 18 lat. Razem z kolegą chciał przedostać się do Francji, aby służyć w Wojsku Polskim. Brak kontaktów i doświadczenia sprawił, że schwytano go w trakcie przekraczania granicy ze Słowacją. Aresztowano go, a następnie osadzono w więzieniu w Dukli, Jaśle i Tarnowie, z którego 4 grudnia 1940 r. został przetransportowany do Auschwitz. Kowalczyk spędził w obozie półtora roku.

W swojej książce – „Refren drutu kolczastego” – aktor opisywał dramatyczne wydarzenia, w których przyszło mu uczestniczyć. Jego wspomnienia dotyczyły nie tylko okrucieństwa – zarówno Niemców, jak i niektórych więźniów, lecz także pomocy otrzymywanej przez ludzi o różnych narodowościach czy stanowiskach – nawet SS-manów.

Książka to wstrząsające sceny, będące codziennym zmaganiem więźniów. Terror Auschwitz dotknął go już w momencie pierwszego zetknięcia się z obozową rzeczywistością, kiedy zobaczył, jak traktuje się tam osadzonych:

"Oszalałe ze strachu mrówki biegają we wszystkie strony. Tak jawił mi się obóz. Postacie w pasiakach biegły, każda w swoją stronę. Nikt nie poruszał się w naturalnym rytmie. Jak w mrowisku. Okazało się potem, że wymyślony przez SSmanów regulamin obozowy nakazywał: więźniowie poruszają się w obozie „Laufschritt”, czyli biegiem."

Szybko zmierzył się także ze sposobem traktowania więźniów przez SS-manów – spostrzegł, że ludzie znaczą w obozie mniej niż zwierzęta, a ich życie stale wisi na włosku. Wspominał, że nawet najmniejsze działanie podejmowane w celu walki o przetrwanie spotykało się z bezwzględnością Niemców:

"Początkowo wydawało się, że dalej biegną, biegną w miejscu. Ale ręce wykonywały gwałtowny ruch, coraz szybszy. Zgięte w łokciach poruszały się do przodu i do tyłu. Dłonie zakreślały niewielkie koła w powietrzu. To była rozgrzewka. Sam potem stosowałem, niejeden raz, to pompowanie, czyli samoobronę przed chłodem. Pasiaki, wykonane z juty, papieru i jeszcze jakichś odpadów produkcyjnych nie chroniły przed zimnem. (...) Pompowali. Przez chwilę krew krąży szybciej, robi się cieplej, a potem wszystko wraca do normy. Jest znów zimno. Pompowanie było zabronione i dla SS-manów i kapów stanowiło pretekst do bicia. Walka z zimnem stawała się niekiedy walką o życie. Niektórzy ryzykowali nawet „papierowe pulowery”. Był to worek po cemencie. Przy odrobinie szczęścia można było taki worek znaleźć na terenie obozu. (...) Ryzyko jednak było spore. Zdarzało się, że przy osobistej rewizji SS-man odkrywał pulower, a wtedy karny meldunek. Nie za to, że więzień miał na sobie worek, nie, „za kradzież worka”. (...) Było to równoznaczne z karą chłosty, bunkrem lub słupkiem."

Znoszenie kolejnych trudów stało się możliwe tylko przy pomocy innych towarzyszy niedoli – Kowalczyk w swych wspomnieniach przywoływał wspomnienia o opiece, którą został niejednokrotnie otoczony przez kolegów. Rzeczywistość obozowa nie była jednak jednorodna i nieskomplikowana - zdarzały się tam także osoby przystosowujące się do panującej sytuacji tak bardzo, że niemal wyzbywały się swojego człowieczeństwa. Warunki stworzone przez nazistów odzierały ludzi z wszelkiej godności. Łamały tych o słabszych charakterach, dopuszczających do siebie budzące się w nich pokusy. Aktor przyznał nawet, że sam stał na tej granicy – był bliski poddania się rosnącej w nim chęci sadyzmu, lecz zdołał ją pohamować. Nie wszystkim się to jednak udawało.

Kowalczyk przyznawał wielokrotnie, że więźniowie mogli przeżyć często także dzięki pomocy SS-manów. Niektórzy z nich, pracujący w obozie z przymusu, starali się umożliwić więźniom kontakty z ludźmi z zewnątrz, a także przemyt jedzenia czy lekarstw. Nie wszyscy działali bezinteresownie – część z nich, z powodu niedostępności niektórych towarów, zdecydowała się na współpracę z osadzonymi w zamian za korzyści materialne

W czerwcu 1942 r., wraz z innymi więźniami, podjął próbę ucieczki z obozu. Ucieczka pochłonęła wiele ofiar. Spośród około 50 więźniów, którzy ją podjęli na wolność wydostało się dziewięciu, jednym z nich był August Kowalczyk. Uciekł do lasu. Później został odnaleziony przez okolicznych mieszkańców, którzy udzielili mu pomocy i wskazali miejsce bezpiecznego ukrycia. Dzięki pomocy mieszkańców Bojszów, gdzie znalazł schronienie po ucieczce, a także Oświęcimia, przedostał się na Śląsk, a potem do Krakowa. Do końca niemieckiej okupacji walczył w szeregach AK w okolicach Miechowa.

Pytany po latach, czy w środowisku artystycznym wspominał o swojej obozowej przeszłości, podkreślił: "Wspominałem. Zawsze starałem się dawać świadectwo w myśl Herbertowego przykazania: "Ocalałeś nie po to, żeby żyć. Masz mało czasu. Musisz dać świadectwo"

Po wojnie August Kowalczyk rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, jednocześnie zdecydował się na zawód aktora. Pierwsze role wykreował w 1945 r. w Teatrze Rapsodycznym w Krakowie, gdzie występował do 1951 r. Później związał się ze scenami warszawskimi: grał w Teatrze Ludowym (od 1953 r.) i Teatrze Polskim (od 1955 roku; w 1971 r. wcielił się w Polskim w postać Mefista w "Fauście" Goethego w reżyserii Józefa Szajny; rola ta zaliczana jest do najważniejszych w jego scenicznym dorobku).

Jako aktor filmowy Kowalczyk debiutował w 1953 r. rolą Zenona w "Piątce z ulicy Barskiej", wyreżyserowanej przez Aleksandra Forda opowieści o grupie młodych chłopców, którzy - nawykli do wojennego stylu życia - nie potrafią dostosować się do nowych warunków funkcjonowania w społeczeństwie.

W kolejnych latach Kowalczyk wystąpił m.in. w filmach: "Pokolenie" Andrzeja Wajdy (1955), "Kwiecień" Witolda Lesiewicza (1961), "Milczące ślady" Zbigniewa Kuźmińskiego (1961), "Barwy walki" Jerzego Passendorfera (1964) oraz – w 1970 roku – w "Epilogu norymberskim", filmowej wersji głośnego widowiska Jerzego Antczaka, przedstawienia utrzymanego w konwencji teatru faktu, zrealizowanego na podstawie dokumentów z procesu norymberskiego.

W 1976 r. Kowalczyk zagrał w telewizyjnym filmie Ryszarda Bera "Wergili", zrealizowanym na podstawie tekstu Stanisława Grochowiaka. Mottem tej historii uczyniono słowa z "Boskiej komedii": "Ja cię zaś teraz w swoją biorę pieczę / Pójdź za mną! Ja ci będę przewodnikiem! / Tam cię zawiodę, gdzie duchy człowiecze / Wiecznie się skarżą rozpaczliwym krzykiem, / Gdy śmierć je wtórna ościeniem przebodzie / Na wieczność całą w tym ostępie dzikim." Piekłem w historii opowiadanej przez Bera był, widziany po latach, obóz koncentracyjny Auschwitz, miejsce kaźni ludzi różnych narodowości. Kowalczyk zagrał w tym filmie dyrektora Muzeum Auschwitz.

Ważne miejsce w dorobku Kowalczyka zajmują role serialowe. Aktor wystąpił m.in. w "Chłopach" (1972, jako wójt), "Janosiku" (1973, jako generał austriacki), "Znaku orła" (1977, w roli przeora Wilhelma), "Polskich drogach" (1977, jako gestapowiec Schroeder), "Tajemnicy Enigmy" (1979, w roli pułkownika Riveta ze Sztabu Generalnego armii francuskiej) i "Stawce większej niż życie" (1968, jako Dehne).

W latach 1962-1966 był dyrektorem Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, zaś w latach 1968-1981 szefem artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie.

Przez wiele lat był wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, stowarzyszenia, którego celem jest przekazywanie pamięci o Auschwitz kolejnym pokoleniom. Uczestniczył w przygotowaniach do obchodów kolejnych rocznic wyzwolenia KL Auschwitz.

August Kowalczyk wiele lat opowiadał – a swoje słowa starał się kierować przede wszystkim do ludzi młodych – o tym, co przed laty wydarzyło się w Auschwitz. Podczas specjalnych spotkań ze słuchaczami w kraju i za granicą (np. w Holandii, Niemczech) wspominał swoje obozowe życie i słynną ucieczkę. "To mi w życiu zostało: dawanie świadectwa. Takich jak ja nazywa się świadkami pamięci lub strażnikami czasu" – mówił w 2005 roku, a pytany, ile razy powtórzył już swoją osobistą gawędę, odparł: "Ponad 6200 razy, w ponad 5000 szkołach całej Polski".

Był głównym inicjatorem budowy "Pomnika-Hospicjum Miastu Oświęcim". Plaówka jest darem dla ludności, która podczas niemieckiej okupacji niosła więźniom pomoc. Byli więźniowie Auschwitz nigdy nie zapomnieli, że często tylko dzięki ich pomocy przeżyli wojnę. Oświęcimianie przekazywali im żywność, leki i odzież, pośredniczyli w wymianie informacji, pomagali w organizowaniu ucieczek i dawali schronienie uciekinierom. Wielu z nich przypłaciło odwagę życiem swoim, a nierzadko także swych rodzin.

W 1995 r. Kowalczyk wydał książkę "Refren kolczastego drutu: trylogia prawdziwa", w której zawarł wspomnienia z czasów obozowej przeszłości.

W 2002 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Zmarł 29 lipca 2012 w Oświęcimiu, opodal miejsca w którym tak wiele wycierpiał.



TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ KULTURY - INDEX



KOPIOWANIE MATERIAŁÓW Z CZĘŚCI HISTORIA-KULTURA PORTALU PAI - ZABRONIONE

Zgodnie z prawem autorskim kopiowanie fragmentów lub całości tekstów wymaga pisemnej zgody redakcji.



DZIAŁ HISTORIA/KULTURA PAI ODWIEDZIŁO DOTYCHCZAS   522908 OSÓB