SWP





   Polska


 2024-02-12 TEMPELHOF - BRAMA DO WOLNEGO ŚWIATA

Lata 80., krążył taki dowcip, że do samolotu LOT wsiada pasażer, idzie do kabiny pilotów i mówi: „Panowie, proszę lecieć do Wrocławia, bo będę strzelał”. Ci przytakują, że przecież to jest rejs do Wrocławia i tam się udają. Pasażer odpowiada: „Wasi koledzy też tak mówili, a zawsze lądują na Tempelhof”. Rok 1981. Nadchodzi stan wojenny, a tymczasem w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej dokonano aż 15 prób porwania samolotów rejsowych LOT i ucieczki na Zachód.

Za przytoczonym żartem stały historie, które były wynikiem trudnej sytuacji politycznej i ekonomicznej w Polsce. Największa fala porwań przypada na lata przed i po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. Tylko w 1981 roku uprowadzono dziesięć polskich samolotów. Wiele ludzi ryzykowało swoje życie, swoją egzystencję i swoją przyszłość w zamian za możliwość ucieczki z socjalistycznej Polski. To byli pojedynczy ludzie, całe rodziny, zaprzyjaźnione grupy, polscy piloci a nawet w latach 80-tych uzbrojeni urzędnicy ochraniający bezpieczeństwo lotów.

ZMIANA KURSU

To był piątek 30 kwietnia 1982 roku, gdy w Warszawie do samolotu typu An-24 wsiadło 54 pasażerów do Wrocławia. Tylko 36 z nich znało jednak prawdziwe przeznaczenie lotu, ponieważ byli wtajemniczeni w plan porwania samolotu do Norymbergii. Nie byli oni uzbrojeni, za to bardzo dobrze przygotowani. Niektórzy z nich już wiele razy latali na linii Warszawa-Wrocław aby poznać sytuację na pokładzie takiego rejsu. Zdążyli zorientować się, w jakim obszarze samolotu znajduje się dwóch pracowników milicji w cywilnych ubraniach. (Na początku lat 80. stało się standardem, że urzędnicy bezpieczeństwa państwowego i żołnierze jednostki specjalnej znajdowali się na pokładzie samolotu z powodu zwiększenia ryzyka porwania maszyny). Porywacze znali również działania stewardes i pilotów. Data 30 kwietnia była wybrana umyślnie i świadomie. Dzień 1 maja był dniem święta socjalistycznego, gdy wszystkie oczy władz były zwrócone na przygotowania obchodów pierwszomajowych. Dwadzieścia minut po stracie, wtajemniczeni pasażerowie obezwładnili zaskoczonych urzędników. Jeden z porywaczy wtargnął do kokpitu i zmusił pilotów do zmiany kursu samolotu w kierunku Niemiec. Paliwa jednak nie mogło starczyć aż do Norymbergii. Alternatywą miał być Berlin Zachodni. Mimo militarnego zagrożenia ze strony dwóch bojowych samolotów radzieckich w powietrzu nad terenem NRD, maszyna LOT-u wylądowała bezpiecznie na Tempelhofie.

Czesław Kudłek, pilot LOT-u, obawiał się, że zostanie zastąpiony przez pilotów wojskowych po ogłoszeniu stanu wojennego. Gdy opuszczał swoje mieszkanie w Warszawie i musiał przeprowadzić się do Wrocławia, zaostrzyła się jego sytuacja rodzinna. Wtedy podjął decyzję o ucieczce z Polski. 12 lutego 1982 roku miał zasiąść za sterami samolotu LOT lecącego z Warszawy do Wrocławia. Dziewiętnastu pasażerów wsiadło na pokład, także jego rodzina, zaprzyjaźnieni spadochroniarze i piloci, których udało namówić się do ucieczki. Był zdany na pomoc z zewnątrz, gdyż wciąż na pokładzie miało się znajdować przynajmniej czterech urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na pokładzie. Podobno zmiana kursu była z początku dla pilota koniecznością. Podobno lądowanie we Wrocławiu nie było możliwe z powodu ćwiczeń wojskowych, więc trzeba było zmienić kurs na Szczecin. Do wieży lotów w Warszawie Czesław Kudłek powiedział, że został uprowadzony. Funkcjonariusze bezpieczeństwa znajdujący się na pokładzie wiedzieli, że jeden sowiecki i dwa wschodnio-niemieckie samoloty asekurują lot. Zostali oni obezwładnieni przez pasażerów. Jednak zagrożenie stwarzane przez myśliwce wojskowe nie minęło. Czesław Kudłek był doświadczonym pilotem. Najpierw zapowiedział, że samolot wyląduje w Schönefeld, na lotnisku Berlina Wschodniego. Gdy ten komunikat usłyszały samoloty wojskowe, oddaliły się. Krótko przed lądowaniem na Schönefeld Kudłek obleciał wierzę lotów, przeleciał nad Berlinem Wschodnim i wylądował na Tempelhofie.

22 listopada 1982 roku pilot Jerzy Mikula nie zdziwił się bardzo, gdy zaatakował go w jego kokpicie porywacz samolotu i zmusił do zmiany kursu lotu na Tempelhof. To było już jego trzecie uprowadzenie. Jednak tym razem porywaczem był 22-letni urzędnik służby ZOMO (Zmotoryzowane Obwody Milicji Obywatelskiej), który właściwie miał być odpowiedzialny za bezpieczeństwo na pokładzie. Porywacz miał ze sobą broń, kilka granatów i spadochron, rzeczy których na szczęście nie użył. Drugi z urzędników znajdujących się na pokładzie ogarnął sytuację dopiero w Berlinie, jednak i tak za późno. Oddany strzał z broni trafił w prawdzie uciekiniera z samolotu w nogę, nie mógł jednak już powstrzymać samej ucieczki na Zachód.

To tylko niektóre z wielu przypadków, które stoją za wysoką liczbą uprowadzeń czy ucieczek, w zależności od perspektywy i definicji. Ponad to było jeszcze więcej prób ucieczki na małych samolotach nienależących do floty LOT-u. W każdym wypadku nie wszystkie próby były udane. Niektóre były powstrzymywane już na starcie, niektóre dopiero w powietrzu. Tak czy tak na ewentualnych uciekinierów i ich rodziny spadały kary i represje.


POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA - KOPIOWANIE ZABRONIONE.


NAPISZ DO REDAKCJI - PODZIEL SIĘ WIADOMOŚCIĄ



Kopiowanie materiału z portalu PAI

zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło:
Polonijna Agencja Informacyjna, autora - jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu
wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.



SZUKAJ INNYCH WIADOMOŚCI POLONIJNYCH



PORTAL WYŚWIETLONO 14952351 RAZY





Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2023

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów



×